Quantcast
  • carinka odsłony: 12470

    Problemy z teściami

    Zakładam ten wątek na wylewanie żalu-może któraś z Was mam takie właśnie problemy jak w temacie to zapraszam.niby piękne dni im bliżej wesela a dla mnie zaczyna się to przeradzac w istny koszmar ;(

    Odpowiedzi (64)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-11-12, 18:33:07
    Kategoria: Ślub
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
program.miasto 2013-11-12 o godz. 18:33
0

Szanowni Państwo,Telewizja TVN Style, program „Miasto Kobiet” poszukuje odważnych i chętnych do dyskusji kobiet na temat swoich teściowych. Jeżeli masz z nią probelm to jesteś idealną kandydatką. Zgłoś się do nas, a będziesz miała możliwość porozmawiania z innymi kobietami, które mają ten sam problem. Może dowiesz się od nich ciekawych rad jak sobie poradzić z teściową.
napisz do nas na maila: karolina.mamiedow@gmail.com

Odpowiedz
olczi80 2012-01-07 o godz. 06:05
0

U mnie teściówka ;zaj....ta babka. Zanim wyszłam za jej syna umawiałyśmy się na poltezcki przy kawce; do dziś tak z resztą jest. Ale żeby nie było za fajnie- to teść z kolei; dziwy koleś. Za wiele nie mogę o nim powiedzieć bo tak naprawdę za dobrze go nie znam.Oprócz zwykłego "dzień dobry" zamieniłam z nim może 10 zdań w ciągu 4 lat. Zero komunikacji. Już nie wspomnę ,że kiedy mój obecny mąż (wtedy jeszzce narzeczonym) mieszkał U MNIE przez 3 lata narzeczeństwa - nie zapytał nas czy cos potrzebujemy? czy może w czymś pomóc?Zero
jakiejkolwiek pomocy. Ale już się z tym pogodziłam.

Odpowiedz
FantaFFM 2011-09-20 o godz. 12:13
0

Czesc mam na imie Kasia 26lat,od 3 lat jestem zonata mamy 2 letniego syna,krutko przed slubem zmarl moj Tata mialam dola.Tescie po slubie mieszali sie do wszystkiego robili nam niespodzianki tego typu ;kupilismy wam szafe,lurzko,telewizor cieszcie sie,ich nie interesowalo czy nam sie podoba czy nie,moj zawsze slicznie dziekowal i byl wdzieczny do czasu kiedy ja powiedzialam stop,byl wielki krzyk,ale pomoglo :)Maz jest bardzo zwiazany z Matka ona musi wszystko wiedzec,widywalismy sie co miesiac,pomimo ze dziela nas 250km,mieszkam w niemczech i rzadko widuje moja rodzine.Tesciu powiedzial mi po slubie ze myslal o mnie ze ja tylko dla pieniedzy wyszlam za jego syna,chociaz nic nie posiadamy :).Na wigilie przyjechali tescie oczywiscie na gotowe,ja w kuchni charuje a oni wymieniaja mi rzarowki w lampach bo Tesciu taki chory na oczy ze jedzenia na stole nie rozrurzni;-) wkurzona zamienilam na nasze rzarowki no i siedzialam caly wieczor cicho bo wiedzialam ze zaraz wybuchne.Na drugi dzien wieczorem siadam z synem i ogladam bajki,moj tesc do mnie ;chej kasia przelacz mi na ten program bo wiadomosci leca,a ja na to za 5 minut sie konczy bajka to tobie przelacze,wyszlam na moment do kuchni wracam a on z pilotem w reku sobie przelacza i zadowolony;ja sie zdenerwowalam i powiedzialam do niego jak chcesz to bedziemy sie dalej klucic jak dzieciaki w przedszkolu,on wstal powiedzial ze takiej hamskiej osoby to jeszcze nie spotkal wygadal mi ze nam prezenty robil ze ja od niego ani centa nie dostane,choc nigdy go o kase nie prosilam i ze jego drzwi sa zamkniete dla mnie ze ja dla niego nie zyje itd..
Minely prawie 2 miesiace a oni nadal mnie maja gdzies,zondaja od swojego syna aby on z ich wnukiem przyjerzdzal,tylko ja jestem innego zdania i nie chce syna puscic.
Ciagle sie o to klucimy z merzem,nawet mnie uderzyl z tego powodu,nie raz mnie chcial wyrzucic z domu i mowi idz do tej p.. Polski tam bedziesz miala dobrze.Nie wiem co robic rozwod,czy pogodzic sie z tesciami i dalej tolerowac ich chumory??? nie wiem

Odpowiedz
mia.mamma 2011-06-22 o godz. 08:51
0

Ja moich teściów bardzo kocham. Mieszkają 400 kilometrów ode mnie i to jest odpowiednia odległość :)

Odpowiedz
Licho 2011-05-20 o godz. 03:55
0

majklarowa napisał(a):jezeli jednak o to chodzi to nie wiem czy to jest wlasnie dojrzale. Nie chce sie odcinac od kogos dlatego, ze ma inne zdanie na jakis temat.
nie przeczytałaś dokładnie... teściowie ZOSTALI ZAPROSZENI. To że nie przyszli, było ich - świadomym - wyborem. Oczywiście byl pretekst, że są chorzy... (ale umówmy się, że nie są na tyle chorzy żeby nie przyjść).

To o czym mówiłam, że nie pozwalamy na wtrącanie się w nasze życie - to takie sprawy codzienne. Dotyczące: dzieci, prowadzenia domu, zagospodarowania terenu i tak dalej. Mamy świadomość, że to my decydujemy o tym co i kiedy robimy. I to, że szanowny teściu uważa, że dzisiaj jest dobry dzień żebyśmy (MY) zajęli się malowaniem (NASZEGO, z którym on nie ma nic wspólnego) płotu, przycinaniem (NASZYCH) drzewek czy strzyżeniem (NASZEGO) trawnika - tego typu zapędy spotykają sie ze zdecydowanym oporem...

Natomiast nie umiem powiedzieć, od czego zależy to czy rodzice płacą za wesele czy nie. Moi rodzice na to nie mają pieniędzy. Zwyczajnie. A ja wychodzę z założenia (odkąd zarobiłam pierwsze pieniądze, czyli bardzo wcześnie), że napewno sobie lepiej radzę niż oni... Więc nawet by mi do glowy nie przyszło żeby ich tym obciążać...

Mój brat, robiący wesele pół roku temu również sam za nie płacił (ku zdziwieniu teściów).

Moja psiapsióła, robiąca swoje wesele też dobrze trzydziestką też placiła za nie razem z mężem.

Drugiej psiapsióle wesele wyprawiali rodzice i musiała się pogodzić z tym, że welon, pomimo że go nie chciała MUSIAŁA mieć, a do krojenia tortu została zaproszona słowami "nie jesteście tu w końcu dla przyjemności". Oczywiście na weselu razem z młodymi byliśmy mocno poniżej połowy średniej wieku... (w sensie: gówniarze :D - co niepomiernie mnie bawiło, bo dawno nikt na mnie nie patrzył jak na małolatę) - bo mama płacąca za wesele zaprosiła tych, których chciała czyli ciocie i wujków...

Realnie, gdybym mogła wybierać - to nie wiem czy bym się zdecydowała na sponsoring rodziców. Jesli chcą, niech dadzą "lepszy" prezent. Może być w gotówce ;)

Natomiast luksus tego, że to ja decydowałam o wszystkich szczegółach, że menu, sala, dj (a nie zespół, którego nie chciałam), tysiące pierdułek co do których musiałam się zgodzić TYLKO z MĘŻEM (wtedy przyszłym mężem) - bezcenny ;)

BTW: łączny koszt wesela i przygotowań weselnych (bez podróży poślubnej której nie było) wyszedł nam ok 23.000 na ok 90 osób. Co z tego co wiem jest bardzo niską kwotą... Bratu wyszło ok 35.000 na podobną liczbę gości
Z "prezentów" zwróciła się niecała połowa. No ale wlaśnie z tym się liczyliśmy.

Odpowiedz
Reklama
majklarowa 2011-05-19 o godz. 19:11
0

Kiedy ma się "luksus" płacenia za siebie, można pozwolić sobie na luksus robienia tak jak się chce. Jeśli płacą rodzice - można mieć nadzieję, że uwzględnią nasze wyobrażenia i życzenia...
z tym zgadzam sie w 100%

Teściów na naszym ślubie nie było. Dorośli jesteśmy, nie pozwalamy na wtrącanie się w nasze życie - jeśli nie potrafią tego zaakceptować - trudno...
jezeli jednak o to chodzi to nie wiem czy to jest wlasnie dojrzale. Nie chce sie odcinac od kogos dlatego, ze ma inne zdanie na jakis temat.

dzis rano nawet sie przejelam tym co mi odpisalyscie, ale zrobilam sonde wsrod ludzi ktorzy maja sie niedlugo pobrac jak i tych ktore juz maja to za soba i wszyscy jednym chorem mowli ze to rodzice placili za wesele, hm. nie wiem czy my w innym swiecie zyjemy czy o co chodzi...

Odpowiedz
Licho 2011-05-19 o godz. 16:38
0

majklarowa, a może to właśnie problem dojrzałości, że człowiek decyduje się tylko na to na co go stać?

Ja właśnie przeżyłam swoje wesele (hehe). Momentami ledwo przeżyłam.
Nie zarabiam super, mieszkam na wsi pod Warszawą.
A 30 lat... no kiedyś coś takiego się miewało...

NIGDY W ŻYCIU, nawet jako małolata - nie oglądalam się na pieniądze rodziców. Decydowalam się tylko na to, za co sama byłam w stanie zapłacić.
Jeśli chcieli się dorzucić - to miło, ale od ich decyzji dofinansowania nie zależały moje...

Teraz organizowaliśmy ślub i wesele. Ponieważ chciałam mieć białą kieckę, to ją miałam. Pomimo braku ślubu w kosciele. Tyle że ją uszyłam u krawcowej - jedna trzecia ceny salonowej, za to wszystko na miarę i z moimi poprawkami...
WSZYSTKO co się dalo organizowaliśmy jak najtaniej. Włącznie z własnoręcznie wykonywanymi zaproszeniami. Z wielu rzeczy rezygnowaliśmy.

Teściów na naszym ślubie nie było. Dorośli jesteśmy, nie pozwalamy na wtrącanie się w nasze życie - jeśli nie potrafią tego zaakceptować - trudno...

Moi rodzice z kolei... chyba są przyzwyczajeni do posiadania córki z własnym zdaniem.

Tak naprawdę nawet mi nie przyszło do głowy pytać ich o cokolwiek. Sami wszystko ustalaliśmy, załatwialiśmy i dopinaliśmy. I sami płaciliśmy. Oni dostali zaproszenia. Na których było napisane, że to MY zapraszamy, a nie my z rodzicami...

Kiedy ma się "luksus" płacenia za siebie, można pozwolić sobie na luksus robienia tak jak się chce. Jeśli płacą rodzice - można mieć nadzieję, że uwzględnią nasze wyobrażenia i życzenia...

Odpowiedz
majklarowa 2011-05-19 o godz. 06:00
0

fakt- nie kazdy musi miec weselicho, myslelismy o tym zeby go nie robic. ale chyba kazdej dziewczynie marzy sie biala sukni prawda?

cywilny odpada, nie uznaje przysiegania sobie przed jakim urzedasem;/

chcemy wziąć ślub a Wy za to zapłaćcie.....
chcemy wziąć ślub a Wy za to zapłaćcie.....
cóż... my wzieliśmy ślub wtedy kiedy byliśmy na to gotowi... psychicznie, finansowo i pod wieloma jeszcze innymi względami....
a moze w moim poscie nie chodzi tylko o kase, tylko takze o reakcje rodzicow na wiesc o slubie? ;/
poza tym nie rozumiem dlaczego wyciagasz tu kwestie przygotowania psychicznego i mowisz o "wielu innych wzgledach"

Do ślubu trzeba dorosnąć
rozumiem, ze nagle po jednym poscie stwierdzasz ze my nie doroslismy do slubu, a to dlaczego? dlatego ze poddajemy sie tradycji jakie sa u nas w rodzinie, miejscowosci. Tak. bo w malych miastach na wschodzie, skad pochodzimy JEST taka tradycja ze to rodzice urzadzaja wesele. i nie wyglada to naprawde tak ze przychodzimy i mowimy: niech mi za to zaplaca. ehh

a wpadłam na pomysł, żeby zrobić sobie wycieczkę dookoła świata.... to dla mnie takie ważne.... długo na to czekałam... chyba pójdę i oznajmię rodzicom, że jestem już gotowa i niech mi za to zapłacą :D
jasne, 2 sprawy ktore baardzo mozna porownac. gratuluje.
poza tym mam nieodpatre wrazenie ze zeby na tym forum byc dobrze odbieranym trzeba byc koniecznie z WARSZAWY, najpiej miec jakies 30 lat i zajebiscie zarabiac.

tnx.

Odpowiedz
Kocurowa 2011-05-19 o godz. 05:15
0

jak dla mnie to też jest takie troszkę nie bardzo....
chcemy wziąć ślub a Wy za to zapłaćcie.....
cóż... my wzieliśmy ślub wtedy kiedy byliśmy na to gotowi... psychicznie, finansowo i pod wieloma jeszcze innymi względami....
jeśli rodzice chcieli się dołożyć, to ok, jest to ich dobra wola, ale nawet mi do głowy nie przyszło, żeby pójść do rodziców i oznajmić im, kochani rodzice, postanowiliśmy się pobrać, wyskakujcie z kasy.....albo czekać aż sami to zaproponują... jak nie to się obrazić i mieć do nich pretensję, że są przeciwni....

Ślub cywilny kosztuje coś około 80-100 pln w urzędzie, jeśli tak Wam śpieszno weźcie taki a jak się dorobicie, wyprawicie sobie weselicho.

Do ślubu trzeba dorosnąć.... a dorosłość to między innymi umiejętność radzenia sobie w życiu i wzięcia tego życia we własne ręce....

Umiesz liczyć... licz na siebie... i rób to na co możesz sobie pozwolić w danej chwili...

Ja wpadłam na pomysł, żeby zrobić sobie wycieczkę dookoła świata.... to dla mnie takie ważne.... długo na to czekałam... chyba pójdę i oznajmię rodzicom, że jestem już gotowa i niech mi za to zapłacą :D

wybacz ironię, ale nie mogłam się powstrzymać....

Odpowiedz
Olapio 2011-05-18 o godz. 10:44
0

Ale skad sie biora te problemy? Stad ze rodzice i tesciowie uwazaja ze maja duzo do powiedzenia na temat slubu bo to oni daja kase. I wcale sie nie dziwie.
Rozwiazanie: bierzcie slub kiedy sami bedziecie mieli na to kase, nie kazdy musi robic weselicho. Jak komus sie spieszy to sam slub niewiele kosztuje. Taka prawda.

Odpowiedz
Reklama
majklarowa 2011-05-18 o godz. 10:11
0

Wyjmuje temat;p moze ktoras z mlodych 2009/10 ma problemy z tesciami. Ja niestety jestem takim przykladem. Oboje z narzeczonym mamy po 21 lat, chcialismy bardzo wziac slub za rok, ale oczywiscie pojawilo sie veto ze strony przyszlych tesciow, ze omatkoo, ze za mloodzi, ze po co nam to, ze przeciez i tak mieszkamy ze soba, to co sie zmieni po slubie, ze musimy popchnac dalej studia, ze jak sie pobierzemy to na pewno odrazu sie pojawi dziecko i zmarnujemy sobie zycie. wr. a na zakonczenie rzucili argument, ktory trudno odeprzec - nie maja kasy. i takim sposobem odkladaja nam nasz slub na 2010, pozniej probowali nam narzucic konkretny termin, nie biorac pod uwage naszego zdania! a ten 2010 to tez za wczesnie, ehh. jestesmy ze soba od 5 lat, i powaznie wszytsko przemyslelismy. I przykro mi ze nie bylo wielkiego :loooo ale sie cieszymy, jak cudownie! ( moja rodzinka stanela na wysokoci zadania dzieki Bogu - sa cudowni!) Juz pare razy poklocvilismy sie o to z narzeczonym, przykro mi ze temat naszego slubu stal sie u niego w rodzinie problemem, a nie szczesciem. Jakbysmy mieli swoja kase, zrobilibysmy sobie wesele wtedy, kiedy chcemy. i jak zawsze okazuje sie ze swiat stoi na kasie:/

Odpowiedz
O!Olga 2010-05-17 o godz. 15:30
0

.....pieniądze które dostaję się od gości

Odpowiedz
Alma_ 2010-05-13 o godz. 17:19
0

O!Olga napisał(a):Pieniądze oddacie z pieniędzy weselnych, zaraz po weselu. :stokrotka:

A co to są "pieniądze weselne"?

Odpowiedz
O!Olga 2010-05-13 o godz. 17:08
0

Asia.B napisał(a):nie mogą z tej pomocy nie skorzystać ludzie, którzy zarabiaja po ok.900 zł, za mieszkanie płacą prawie 800 plus opłaty i muszą coś zjeść od czasu do czasu. Nawet na garnitur w tej sytuacji ciężko odlozyc a co dopiero zprganizowac wesele. choćby male.
a czy naprawdę potrzebujecie mieć wesele???
Ja od zawsze uważałam że to marnowanie pieniędzy a jeszcze wtedy nie wiedziałam jakie mogą być problemy "formalne".
8 miesięcy po zarezerwowaniu terminu :vom: tematem. Osobiście popier... bym wszystko.

U mnie kwestia wygląda tak że ja zorganizowałam sobie wszystko po swojemu. Popłaciłam zaliczki i nie interesuje mnie co Baba-Jaga myśli. W ogóle z nią nie rozmawiam o tym.

Wiesz mam taki pomysł:
pomyślcie o pożyczeniu (znajomi, rodzice, bank) jakiejś kwoty pieniędzy. (najlepiej tyle ile potrzebujecie na sfinansowanie wszelkich wydatków ze strony Pana Młodego). Pieniądze oddacie z pieniędzy weselnych, zaraz po weselu. :stokrotka:

Pozdrawiam cieplutko

Odpowiedz
O!Olga 2010-05-13 o godz. 16:55
0

Rodzice mojego R. olali zaproszenie nawet moich rodziców. Żenada !!!

Ja do rodziców R. już nie jeżdżę, ale zawsze bardzo gorąco ich zapraszam do Warszawy :snakeman: jeszcze nie dojechali

Odpowiedz
xandra 2010-05-12 o godz. 14:57
0

no to cos za cos...
albo bierzecie pomoc rodziców i do konca zycia macie wypominanie jak to wam pomogli albo robicie cos po swojemu

Odpowiedz
Asia.B 2010-05-12 o godz. 13:36
0

nie mogą z tej pomocy nie skorzystać ludzie, którzy zarabiaja po ok.900 zł, za mieszkanie płacą prawie 800 plus opłaty i muszą coś zjeść od czasu do czasu. Nawet na garnitur w tej sytuacji ciężko odlozyc a co dopiero zprganizowac wesele. choćby male.

Odpowiedz
dr_chaos 2010-05-11 o godz. 08:16
0

A musicie korzystać z pomocy finansowej przyszłych teściów? Nie dacie rady sami?

Odpowiedz
Asia.B 2010-05-11 o godz. 07:33
0

ratunku!!!!! Moi teściowie mieszkaja w malutkiej wioseczce i odkąd się zaręczyliśmy nie moga zrozumieć, ze w mieście nie uda się numer z wynajmowaniem kucharki i okolicznych gospodyń do pieczenia i gotowania! że nie da sie zamówić sali w domu ludowym 3 tygodnie przed weselem, tylko trzeba szukac lokalu duzo wcześniej! że nie zagra nam sąsiad bo chcemy profesjonalny zespół z wodzirejem! No to teraz sie nazywa że dziwaczę, że na takie wesele to oni nie dadzą kasy...a my nie chcemy jakiegos balu na 300 osób, tylko normalne przyjęcie w malutki, fajnym dworku. No i najchętniej by mojego narzeczonego wydali za jakąś robotna dziewuchę z sąsiedniej wioski. coraz gorzej mi z tym. Nawet nie znaja jeszcze moich rodziców, bo sie nie mogą wybrac do nas, mimo naszych zaproszeń....

Odpowiedz
xandra 2010-05-05 o godz. 01:35
0

joasia_de napisał(a):moja przyszla tesciowa zawsze wkurza mnie tekstem:
"ja sie nie chce wtracac, ale na waszym miejscu.."
albo
"ja bym zrobila ... " i jak jej nie potakuje to dodaje "ale wy oczywiscie zrobicie jak chcecie"
moje mowiła tak samo, przypominam - wesele na działce :D
co mowiłam? "no własnie, zrobimy jak chcemy"

:D

powtórzone dziesiec razy pomogło ;)

Odpowiedz
niki_s 2010-05-04 o godz. 17:41
0

Tia... teściowie - "niekończąca się opowieść".

U mnie, jak już pisałam, miało być tak super, ale nie jest :x
Jeden krok w przód, potem dwa kroki w tył.

Ostatnio dostałam od koleżanki książkę pt. "Toksyczni teściowie". Zaczęłam czytać... opowiem jak skończę czy porady coś dały. Na razie po pierwszych 100 stronach teściów mam rozpracowanych (krytycy-nadzorcy) ;) i widzę, że nie tylko ja mam takie problemy (na całym świecie ludzie borykają się z toksycznymi teściami). Aaaa no i niestety musiałam odrzucić marzenia i popatrzeć realnie na to, co można osiągnąć... skoro sielanka jest niemożliwa, to chociaż trzeba dążyć do sytuacji, w której teściowie nie zrujnują naszego związku.

Pozdrawiam i do miłego :D

Odpowiedz
joasia_de 2010-05-02 o godz. 10:23
0

moja przyszla tesciowa zawsze wkurza mnie tekstem:
"ja sie nie chce wtracac, ale na waszym miejscu.."
albo
"ja bym zrobila ... " i jak jej nie potakuje to dodaje "ale wy oczywiscie zrobicie jak chcecie"

mowi to zwykle do mnie, bo do d. nie ma chyba odwagi, bo od razu by jej powiedzial, ze ma sie nie wtracac, a ja za bardzo nie chce wchodzic z nia w konflikt wiec sie tylko...nie odzywam...

no i ostatnio upodobala sobie, mimo iz d. ja prosil, zeby tego nie robila, bo ja tego nie lubie, opowiadanie mi (jak jego nie ma oczywiscie) o jego bylych dziewczynach, np.
"magda to miala piekne oczy, takie duze..."
hmm...zaczynam sie przygladac moim oczom czy czegos im nie brakuje...
albo
"justyna byla podobna do cichopek..."
no i tym to mnie zazyla, bo nawet nie wiedzialam w jakim sensie, wzrostu, wlosow czy moze dekolotu?

szkoda gadac, denerwujaca istota i tyle...

Odpowiedz
O!Olga 2010-04-30 o godz. 15:41
0

Oj Linka marudzisz, czepiasz się szczegółów

Moi przyszli teściowie też się spóźnili na pierwsze oficjalne spotkanie, 3h - ale fakt mają daleko. I to nie było tylko takie tam pierwsze oficjalne spotkanie ale nasze "przyjęcie" zaręczynowe :cisza:

Po roku moi Rodzice zaprosili ich ponownie; kręcili... mącili i nie przyjechali bo uznali że cytuje "NIE CZAS" . Do ślubu mamy jeszcze 5,5mca :love:

To jest dopiero żenada...
:snakeman:

powiem Ci że Baba-Jaga śni mi się prawie codziennie, a z nerwów zaczęłam wymiotować. :Hangman: coś z tym muszę zrobić

Mieszkać z nimi nie będę; mieszkamy daaaaleko a i tak zrzędzeniu nie ma końca :awantura:

Trzymajcie się Dziewczyny!

Odpowiedz
Gość 2010-04-29 o godz. 12:04
0

moim przyszłym też nic nie brakuje. teśc pan i władca zna jedną prawdę -swoją-, teściowa przez niego nie ma swojego zdania. hiciorem było spóźnienie się na pierwsze oficjalne spotkanie z moimi rodzicami, poprzez nieoczekiwany remont mojego ptrzyszłego teścia.poza tym spoko jeśli nie będę musiała mieszkać z nimi, albo w najbliższej okolicy. :D

Odpowiedz
Gość 2010-04-28 o godz. 08:06
0

:o dziewczyny ja Wam współczuję, trzymajcie się i nie dajcie się zwariwać, to jest Wasze życie :usciski:

Odpowiedz
xandra 2010-04-28 o godz. 02:08
0

Olga :o :o
no nie zartuj
a tak serio to olej babe i niech sobie robi to własne wesele lol
moze zadzwon do lokalu i powiedz, ze wszelkie ustalenia to tylko z Wami, ze za to, co powie tesciowa, nie odpowiadasz w zadnym razie, w tym i finansowo - to ich zapewne przekona... ;)
u nas tez było podobnie, moze nie az tak - tez mielismy po 30 lat i obie rodziny wpadły w panikę, gdy oznajmilismy, ze wesele bedzie na działce bo chcemy wiecej ludzi zaprosic

no jak to?! to juz lepiej obiad weselny na 30 osob w wypasionej knajpie!
a 30 osob to ja moge w jednej chwili wymienic, ze chciałabym, zeby było - a rodzina?

nie ugielismy sie, były kłotnie, zwłaszcza z rodziną P...
a dupa tam ;)
zrobilismy po swojemu i było pieknie, znajomi do dzis wspominają a i rodzice przyznali, ze było fajnie, aczkolwiek... ;)

udanego slubu i wesela i dbaj o siebie!

Odpowiedz
O!Olga 2010-04-26 o godz. 21:40
0

cześć Dziewczyny!

W to co się dzieje u nas trudno uwierzyć. Chwilami się zastanawiam czy aby nie rzucić wszystkiego w cholerę... gdybym miała wcześniej pojęcie jaka jest rodzina Narzeczonego posłałabym go chyba na drzewo...
Mojego R. kocham bardzo, obłędnie... do szaleństwa. Nigdy nie sądziłam że można tak kochać drugą osobę

ALE mama mojego R.

Cieszyła się z naszych zaręczyn, nie opóźniała ślubu - wręcz przeciwnie. Miałyśmy zwykłe, normalne kontakty do listopada zeszłego roku...
od tamtej pory jest równia pochyła...

Głównie ma pretensje że:
- źle wydaje pieniądze (ani złotówki nie dostaję od niej)
- kupiłam samochód 1. kto kupuje samochód na rok przed ślubem? 2. kto to słyszał aby kupować w tym wieku nowy samochód...i to taki drogi 3. na dodatek z długami wchodzę w małżeństwo (autko jest częściowo leasingowane)
- jak ja się ubieram - cytuję Babę-Jagę "trzeci raz mnie widzi w tym sweterku"
- na pewno będę złą matką [TYM MI DOPIEKłA DO żYWEGO] biedne dzieci będą znerwicowane przez mój styl życia (chodzi o częste podróże i o to że bardzo dużo pracuje)
- nie może przeboleć że cytuję "PRZYSPOSABIAM JEJ SYNA DO RZECZY KTORE , W NATURALNYM PODZIALE OBOWIAZKOW , POWINNA WYKONYWAC KOBIETA" chodzi głównie o odkurzanie i zmywanie
- no i jest jeszcze coś czym doprowadzam do szału większość osób - mój stoicki spokój. Baba-Jaga jest strasznie impulsywna, histeryczna i krzykliwa. Ja wszelkie jej ataki zbywam sentencjami typu >> już się wypowiedziałam na ten temat i nic nie mam do dodania; nie widzę potrzeby rozmowy na ten temat; w ten sposób rozmawiać z panią nie będę ITD

Odpowiedz
O!Olga 2010-04-26 o godz. 20:19
0

carinka napisał(a):współczuje.........jak ja chciałam mieć sukienkę ecru to mi powiedziała że (oczywiście nie dosłownie tylko między wierszami) że prawdziwa panna młoda idzie do ślubu w bieli wrrrrr
Tja... też coś podobnego słyszałam... przez chwilę nawet miałam mieć białą suknię ale czymś mnie Baba-Jaga tak zezłościła że po prostu się nie ugnę. Poza tym że kolor nie taki jak trzeba to sukienka co wybrałam jest zbyt skromna. Komentarz był taki : "BIDA DO śLUBU IDZIE ALE NA WYJAZDY TO MNIE STAć! "
tak mi powiedziała bo nie może przeboleć że większość pieniędzy przepuszczam na podróże...

więc głowa do góry nie masz najgorzej

ps: my mieszkamy 180km od moich przyszłych teściównie uginaj się pod naporem teściowej, nic Ci to nie da a do końca świata będziesz żałować że w TYM DNIU niewyglądałaś tak jak tego chciałaś...

Odpowiedz
niki_s 2010-03-13 o godz. 14:48
0

Chciałam się podzielić z Wami moją historią, żeby pokazać, że istnieje droga prowadząca do pełnego szczęścia.

My, dzięki trudnościom, jakie piętrzyli przed nami teściowie, jeszcze bardziej się do siebie zbliżaliśmy i jeszcze wytrwalej dążyliśmy do tego, żeby być razem na zawsze.
Ponadto, mimo iż często wątpiłam, to w głębi ducha wierzyłam, że sytuacja się zmieni, że - może to kiczowato zabrzmi, ale że - nasze uczucie zmieni cały nieprzychylny nam świat.
Jednak happy end nie byłby możliwy, gdyby nie postawa mojego narzeczonego. Gdyby choć jeden raz ugiął się pod ich naciskiem, to w moim mniemaniu, sytuacja nie zakończyłaby się w ten sposób.
Dodatkowo cały czas się wspieraliśmy, byliśmy wobec siebie szczerzy (nawet do bólu) i wiedzieliśmy, że pewność to nasza główna broń (pewność, którą było widać po czynach, a nie pustych zapewnieniach).

Zawsze wierzyłam w stwierdzenie, że nie ma trudności nie do pokonania, po prostu na pokonanie niektórych potrzeba trochę więcej czasu. Teraz wiem, że to święta prawda i wszystkim życzę, aby jej doświadczyli lol

Pozdrawiam,

Odpowiedz
niki_s 2010-03-13 o godz. 14:37
0

Cóż... czytając wszystkie narzekania, mogę tylko opisać swoje doświadczenia.
Otóż, rodziców mojego narzeczonego znałam na długo wcześniej zanim zaczęliśmy być razem. Wydawali mi się OK (choć widziałam kilka akcji, które mogły wzbudzić moje podejrzenia). Ważne jednak było, że lubili mnie i nic nie zapowiadało, że kiedyś może się to zmienić. Jednakże, kiedy ich kochany, młody (dla nich chyba zawsze byłby za młody na poważny związek) i jedyny syneczek (choć ma siostrę - moją koleżankę - to przecież syn, szczególnie dla mamusi, zupełnie co innego niż córka) zaczął się spotykać na poważnie z kobietą i to od niego starszą (bo jest między nami różnica wieku :D ), to zaczęła się gehenna :x

Odkrywanie prawdziwego oblicza rodziców zaczęło się od wyjaśniania swojemu dziecku, że chcę go złapać na dziecko, dalej przez czepianie się o wszystko, groźby, nastawianie całej rodziny przeciwko mnie, olewanie i ignorowanie, nastawianie mojej koleżanki - a ich córki przeciw mnie, poprzez wymyślanie nieprawdziwych historii, wyzywanie, skończywszy na szantażowaniu emocjonalnym swojego syna (choć nie tylko to) Głównie "zazdrosna mamcia" (wiem, że była zazdrosna, bo nawet się do tego przyznała) starała się bardzo i powiem szczerze, że czasami wątpiłam w to, czy gra jest warta świeczki. Na szczęście mój kochany, dzielny i pewny swoich wyborów mężczyzna nie ugiął się pod naciskiem ze strony rodziców i nieustannie dążył do zrealizowania swojego planu (czyli bycia najszczęśliwszym człowiekiem na świecie przy moim boku lol ).

Ja byłam i tak bardzo cierpliwa i tolerancyjna. Spotykałam się z nimi, ale tylko na większe święta i jakieś okazje (bo mój kochany nie chciał, abym ukrywała się gdzieś w cieniu i mimo, iż podczas konfrontacji mogły i wynikały jakieś spięcia, to doszliśmy do wniosku, że muszą widzieć, że jesteśmy razem i ich się nie boimy).

No i dalej, mimo wielu łez i trudnych chwil, trwaliśmy ze sobą, mając nadzieję na zmianę ich postawy. Mijały miesiące i przyzwyczajaliśmy się do całej sytuacji. Już niemalże wyparowały mi z głowy marzenia o świetnych stosunkach z teściami (bo o takich zawsze marzyłam) i szwagierką (choć w tej kwestii mój kochany doprowadził do wyjaśnienia "knowań mamusi" i wróciło do w miarę normalnej sytuacji, ale już na pewno nie do przyjaźni, która była wcześniej). Dodam, że naszym azylem był mój dom (moi rodzice są rewelacyjni i nie w głowie im jakiekolwiek "ustawianie mi życia"). U teściów bywałam bardzo rzadko. Na obiad nie zostałam zaproszona ani razu!? Cóż... wpraszanie się nie było mi zupełnie w głowie.

Na urodziny od koleżanek dostawałam książki i artykuły o tytułach np. "Toksyczni teściowie", a po zaręczynach (które przełknęli, ale dość ciężko, bo zaręczyliśmy się szybko - po 10 miesiącach bycia razem) myśleliśmy nad tym czy po ślubie zamieszkać w górach czy nad morzem, a może w Australii, bo telefonowanie tam drożej wyniesie ;)

I tak nadszedł czas przygotowania ślubu i wesela. Aż mnie ciarki przechodziły na samą myśl ustalania czegokolwiek z teściową.
Od razu zaczęło się tak jak przewidywałam, tzn. chciała przeforsować swoje (bo rok temu przygotowała wesele swojej córki, a mojej koleżanki, na którym byłam, choć jeszcze nie jako dziewczyna ich syna). Miała być ta sama sala, ta sama kapela itd. Jednak my, dwa uparciuszki, szybko sprowadziliśmy teściową na ziemię i musiała zaakceptować, że niewiele będzie miała do powiedzenia.

Później nastąpiła wizyta u moich rodziców... minęło całkiej przyjemnie, choć nie bez krótkich spięć na lini JA- teściowa. Cóż... taki mój charakter, że często mówię, co myślę (choć zazwyczaj jest to wypowiedziane w tzw. "żartach" - no i tak było tym razem;P).

My dalej nieprzyzwoicie szczęśliwi zajmowaliśmy się przygotowaniami do "naszego dnia". I tak, niespodziewanie, zastało nas (tylko mnie i lubego) zaproszenie na obiad do teściowej. Byłam w szoku, bo to pierwszy od ponad roku raz, kiedy to uczyniła. Tak, z mieszanymi uczuciami, po niedzielnej mszy, podążyliśmy na obiad do teściowej. Nic nie zapowiadało rewolucji, a jednak nastąpiła... teściowa ni stąd ni zowąd przeprosiła, głównie mnie, za wszystkie swoje "sprawki" i zachowanie. Stwierdziła, że chce tylko naszego szczęścia i że już nie będzie się do niczego wtrącać, bo widzi, że bardzo się kochamy i chce, żeby "nasza cała rodzina" żyła w zgodzie. Jak to wszystko usłyszałam, to mało co nie upadłam na podłogę. Byłam w prawdziwym szoku (a mój kochany w jeszcze większym).

Powiem, że podziwiam swoją teściową za odwagę obywatelską. Niewiele osób stać na to, żeby przyznać się do błędu (szczególnie przed "największym rywalem").

Od tamtej chwili minęło ok. dwóch miesięcy i jest naprawdę dobrze. Zupełnie inaczej się czujemy, mój narzeczony w końcu może normalnie porozmawiać ze swoimi rodzicami i nie myślimy, żeby uciekać przed nimi na drugi kraniec świata.

Odpowiedz
carinka 2010-03-04 o godz. 14:51
0

U mnie na razie żadnych nowości.......ale już mam pietra przed ustalaniem menu.Moim rodzicom kończy się cierpliwość ,a spotkań z rodzicami lubego coraz więcej-boję się żeby jeszcze jakaś kłótnia się nie wywiązała.Póki co przyjmuję taktykę "im mniej ich widzę tym zdrowsza jestem" i jak na razie działa.Pozdrowienia dla wszystkich.......i trzymajcie się cieplutko

Odpowiedz
agusmok 2010-03-02 o godz. 06:39
0

cypisek napisał(a):Agusmok - daję radę jakoś, staram się z tego wszystkiego śmiać. ;)
A czy Ciebie coś trapi w zwiazku z teściami?
chyba faktycznie pozostaje nam się pośmiać z tego wszystkiego, jakoś strawię tego mojego teścia... chyba że znowu coś wywinie

Odpowiedz
cypisek 2010-03-01 o godz. 16:40
0

wwiola napisał(a):wwiola napisał(a):
Lavinio nic tylko :goodman: Zobaczysz to penie tylko żarty i sprawdzą się w 100% podczas ślubu i wesela.
Oczywiście teściowie się sprawdzą, a nie żarty
wwiola bardzo zabawna pomyłka ;)

Agusmok - daję radę jakoś, staram się z tego wszystkiego śmiać. ;)
A czy Ciebie coś trapi w zwiazku z teściami?

Odpowiedz
Gość 2010-02-27 o godz. 04:58
0

wwiola napisał(a):
Lavinio nic tylko :goodman: Zobaczysz to penie tylko żarty i sprawdzą się w 100% podczas ślubu i wesela.
Oczywiście teściowie się sprawdzą, a nie żarty

Odpowiedz
Gość 2010-02-27 o godz. 04:57
0

Lavinio napisał(a): potem powiedziałam im na ktorą jest błogosławieństwo a teściowa:hahaha a nie możemy wam maila lub smsa z błogosławieństwem wysłać...
:o
A może ślub i wesele będą sobie transmitować kamerką komputerową?

Lavinio nic tylko :goodman: Zobaczysz to penie tylko żarty i sprawdzą się w 100% podczas ślubu i wesela.

Odpowiedz
Jo76 2010-02-27 o godz. 04:24
0

U mnie ten problem odpadnie, bo tesciowie nie znaja ani slowa po polsku, a wesele w Polsce lol lol

Odpowiedz
agusmok 2010-02-27 o godz. 02:36
0

cypisek napisał(a):No to teraz ja zaczynam gorzkie żale:
Moi teściowie mają chyba jakąś chorobę dwubiegunową,
zaręczylismy się półtora roku temu i od tego czasu nie usłyszałam żadnego komentarza z ich strony na ten temat, żadnego 'to miło" ani "gratulujemy", "no wreszcie" "albo "czemu tak późno", jak makiem zasiał normalnie... lol
Za to gdzieś z miesiąc temu nagle całkiem im się odwróciło i rzucili się nagle w wir przygotowań, co polega na tym, że ciągle zrzędzą, że coś tam jeszcze nie jest załatwione, a to co jest, na pewno będzie do bani. Najbardziej ich chyba boli, że wybralismy inną salę niż ta, gdzie były wesela ich dwóch córek, bardzo udane, zatem nasze z założenia bedzie gorsze.
Poza tym wtracają się do wszystkiego, żeby uratować choć tych kilka spraw od pewnej katastrofy. wczoraj na przykład teśc ustalił nam menu z właścicielem lokalu, bo ja na pewno nie dałabym lol rady.
faktycznie, nie wiadomo, co jest gorsze - jak milczą i siedzą cicho, czy jak wtrącają się do wszystkiego. Dajesz jakoś sobie radę? 8)

Odpowiedz
cypisek 2010-02-26 o godz. 15:05
0

No to teraz ja zaczynam gorzkie żale:
Moi teściowie mają chyba jakąś chorobę dwubiegunową,
zaręczylismy się półtora roku temu i od tego czasu nie usłyszałam żadnego komentarza z ich strony na ten temat, żadnego 'to miło" ani "gratulujemy", "no wreszcie" "albo "czemu tak późno", jak makiem zasiał normalnie... lol
Za to gdzieś z miesiąc temu nagle całkiem im się odwróciło i rzucili się nagle w wir przygotowań, co polega na tym, że ciągle zrzędzą, że coś tam jeszcze nie jest załatwione, a to co jest, na pewno będzie do bani. Najbardziej ich chyba boli, że wybralismy inną salę niż ta, gdzie były wesela ich dwóch córek, bardzo udane, zatem nasze z założenia bedzie gorsze.
Poza tym wtracają się do wszystkiego, żeby uratować choć tych kilka spraw od pewnej katastrofy. wczoraj na przykład teśc ustalił nam menu z właścicielem lokalu, bo ja na pewno nie dałabym lol rady.

Odpowiedz
agusmok 2010-02-25 o godz. 06:44
0

Jo76 napisał(a):Mniejsza zreszta - czasem mi sie wydaje, ze nie tylko rodzice i tesciowei sa zrodlem konfliktow. Gdyby mi moje dzieci zabronily zapraszac rodzine do domu kiedy chce - bylaby awantura. ;)
niech sobie przyjeżdża, nie chodzi o fakt wizyty, ale o jej termin!
nie pomyślał, że to nie jest dobry czas na kilkudniową wizytę, zwłaszcza że ciotka nie została zaproszona na wesele

Odpowiedz
Lavinio 2010-02-25 o godz. 05:50
0

zbieram się żeby opisać moich ale od przygotowań do slubu tyle tego,że nie wiem od czego zacząć...

może od końca,wczoraj powiedziałam mamie M.,że w związku z tym,że moja Mama się denerwuje to żeby ona nas powitała przy wejściu na sale tymi i tymi słowami a ja odpowiedam to i to a oni popatrzyli się na mnie jak na głupka zaczęli się śmiać i teść spytał:to jeszcze są takie dziwne zwyczaje :o potem powiedziałam im na ktorą jest błogosławieństwo a teściowa:hahaha a nie możemy wam maila lub smsa z błogosławieństwem wysłać...

Odpowiedz
Jo76 2010-02-25 o godz. 05:41
0

agusmok napisał(a):
nie mieszka w tym mieszkaniu sam, tylko z moim narzeczonym i w ogóle nie bierze pod uwagę, że jest to bardzo gorący czas przygotowań... poza tym to nie jest jego mieszkanie, tylko narzeczonego...
a ciocia raczej w niczym nie pomoże
Sorry - myslalam, ze to mieszkanie rodzicow narzeczonego. A co za tym idzie - moga robic co chca.
Skoro to mieszkanie narzeczonego - co jego tato tam robi?

Mniejsza zreszta - czasem mi sie wydaje, ze nie tylko rodzice i tesciowei sa zrodlem konfliktow. Gdyby mi moje dzieci zabronily zapraszac rodzine do domu kiedy chce - bylaby awantura. ;)

Odpowiedz
agusmok 2010-02-25 o godz. 05:09
0

Jo76 napisał(a):xandra napisał(a):a mi to wyglada na probe wproszenia sie na wesele
mlodych sprawa kogo zapraszają - nawet jesli to "fizycznie" bliska rodzina
Oczywiscie, ze mlodych sprawa. Ja tez nie zapraszam wszystkich.
Tylko nie rozumiem co ma do tego zaproszenie przez wlasciciela mieszkania wlasnej siostry 8) Ma sie mlodych pytac, czy im pasuje?

nie mieszka w tym mieszkaniu sam, tylko z moim narzeczonym i w ogóle nie bierze pod uwagę, że jest to bardzo gorący czas przygotowań... poza tym to nie jest jego mieszkanie, tylko narzeczonego...
a ciocia raczej w niczym nie pomoże

Odpowiedz
Jo76 2010-02-24 o godz. 13:55
0

xandra napisał(a):a mi to wyglada na probe wproszenia sie na wesele
mlodych sprawa kogo zapraszają - nawet jesli to "fizycznie" bliska rodzina
Oczywiscie, ze mlodych sprawa. Ja tez nie zapraszam wszystkich.
Tylko nie rozumiem co ma do tego zaproszenie przez wlasciciela mieszkania wlasnej siostry 8) Ma sie mlodych pytac, czy im pasuje?

Odpowiedz
xandra 2010-02-24 o godz. 11:52
0

a mi to wyglada na probe wproszenia sie na wesele
mlodych sprawa kogo zapraszają - nawet jesli to "fizycznie" bliska rodzina

Odpowiedz
Jo76 2010-02-24 o godz. 09:25
0

agusmok napisał(a):ciąg dalszy o teściu-kosmicie

a więc zaprosił do siebie, a tym samym do mojego M., który jeszcze na razie z nim mieszka, swoją siostrę z wnukiem na kilka dni - przyjeżdżają tydzień przed ślubem na 3 dni, a najlepsze jest to, że my nie zaprosiliśmy jej na wesele

nie wiem, co ten człowiek sobie myśli, jeszcze nam brakuje ciotuni w najbardziej gorącym okresie
No, szczerze mowiac nie rozumiem problemu. W koncu jego mieszkanie, wiec chyba moze sobie zapraszac kogo chce?

Odpowiedz
agusmok 2010-02-24 o godz. 03:58
0

xandra napisał(a):no to niezle sie tatuś wykazał taktem - czy to ma nie byc proba wproszenia jej na wasze wesele?
też tak podejrzewam... ale się nie ugniemy 8)

Odpowiedz
xandra 2010-02-24 o godz. 03:01
0

no to niezle sie tatuś wykazał taktem - czy to ma nie byc proba wproszenia jej na wasze wesele?

a co do tesciowej w sukni, niech i białą załozy i welon, bedzie niezłym posmiewiskiem i na pewno kazdy to skomentuje tak: :o lol , wiec tym bym sie wcale nie przejmowała

dziewczyny, pamietajcie, ze najwazniejsze byscie sie z mezem kochali, a tesciow trzeba olac i byc asertywnym, pomaga, mowie z własnego doswiadczenia :D

Odpowiedz
agusmok 2010-02-23 o godz. 07:10
0

ciąg dalszy o teściu-kosmicie

a więc zaprosił do siebie, a tym samym do mojego M., który jeszcze na razie z nim mieszka, swoją siostrę z wnukiem na kilka dni - przyjeżdżają tydzień przed ślubem na 3 dni, a najlepsze jest to, że my nie zaprosiliśmy jej na wesele

nie wiem, co ten człowiek sobie myśli, jeszcze nam brakuje ciotuni w najbardziej gorącym okresie

Odpowiedz
carinka 2010-02-20 o godz. 08:42
0

Ja w sumie o chętnie zrezygnowałabym z pomocy wzamian za wtrącanie się ciągłe wole ale niestety nie mam pomocy a jest wtrącanie :(

Odpowiedz
KinGro 2010-02-20 o godz. 05:49
0

agusmok napisał(a):ja mam teścia-kosmitę, który żyje w swoim świecie

ślub przygotowujemy od roku, ani razu nawet nie zapytał, czy może w czymś pomóc, nie zainteresował się, jak przygotowania
jedyne, co go interesowało, to dlaczego jest DJ, bo przeciez powinna być orkiestra (najlepiej taka "um cyk cyk", "panno Walerciu")
Kiedys tak myślałam że to źle że moi rodzice się tak niezabardzo interesuja (mama zawsze mówi że po prostu sie nie wtrąca a mój G ma jej to zazłe i zawsze mi wypomina ża "a twoi to wogóle sie nie interesuja" ) a teraz dałabym wszystko żeby G ojciec był takim kosmitą który nic nie mówi i nie pyta czy pomóc

Odpowiedz
Lavinio 2010-02-20 o godz. 03:52
0

agusmok napisał(a):bo przeciez powinna być orkiestra (najlepiej taka "um cyk cyk", "panno Walerciu")
Agus nie rozumiem jak możesz nie chciec takiej przedniej muzy ;)

Odpowiedz
agusmok 2010-02-20 o godz. 03:34
0

ja mam teścia-kosmitę, który żyje w swoim świecie

ślub przygotowujemy od roku, ani razu nawet nie zapytał, czy może w czymś pomóc, nie zainteresował się, jak przygotowania
jedyne, co go interesowało, to dlaczego jest DJ, bo przeciez powinna być orkiestra (najlepiej taka "um cyk cyk", "panno Walerciu")

Odpowiedz
carinka 2010-02-19 o godz. 15:30
0

współczuje.........jak ja chciałam mieć sukienkę ecru to mi powiedziała że (oczywiście nie dosłownie tylko między wierszami) że prawdziwa panna młoda idzie do ślubu w bieli wrrrrr

Odpowiedz
jagi 2010-02-19 o godz. 15:18
0

a moja teściowa kupiła sobie sukienkę ecru czyli taki kolor jak ja bede miała i mojej mamie powiedziała że bedzie wyglądać jak druga pani młoda :x ble

Odpowiedz
Jo76 2010-02-19 o godz. 12:16
0

Mam 'tesciow to be' nieinwazyjnych, mieszkajacych 250 km ode mnie. Nie wtracaja sie zanadto. Nie bede narzekac 8)

Odpowiedz
Kajusieczka 2010-02-19 o godz. 11:19
0

Byliśmy ostatnio z teściami i moimi rodzicami w restauracji. Gadka szmatka cośtam, i nagle teściowa się mnie pyta: "Ula* a ty się bierzesz trochę do gotowania?" a ja na to bez żadnego zastanowienia: "Jaa? nieee, Artur* gotuje przecież". W tym momencie spojrzałam na moja mamę i widzę, że się krztusi ze śmiechu. Potem mi powiedziała, że ta odpowiedź ustawiła teściową na odpowiedniej pozycji na najbliższe 6 lat :D

* imiona zmienione :)

Odpowiedz
carinka 2010-02-19 o godz. 09:20
0

nie czepiasz sie i masz racje tylko patowa sytuacja w tym że luby się z nimi zgadzaalbo po prostu nie oddzywa się że by się nie kłócic..........

Odpowiedz
KinGro 2010-02-19 o godz. 06:42
0

Mnie oni jako oni nie wkurzają, mam na to zbyt oleczy i tumiwisistyczny charakter. Po prostu nie przejmuje się kimś kto mało mnie obchodzi. Bardziej denerwuje mnie to że mają ogromny wpływ na człowieka którego kocham i jeśli o coś sie kłócimy naprawde powaznie to o nich. Wszystko chcą wiedziec do wszystkiego się wtrącić i o wszystkim zadecydowac . Np. ostatnio zamówili nam tort w cukierni w której nigdy nic nie jadłam nie wiem czy maja dobre wyroby, nawet nas się nie zapytali a G na to że oni chcieli dobrze i żebym się nie czepiała . Ja wiem że chcieli dobrze ale co z tego jak to nie chodzi o to. Logiczne jest że nie robią nic złego dla swojego syneczka ale kur.. mać bo nie wiem jak to inaczej powiedzieć . Może naprawde się czepiam

Odpowiedz
carinka 2010-02-18 o godz. 14:16
0

o jak miło widzę że nie jestem sama :) ja przyjęłam taktykę "im mniej ich widzę tym jestem zdrowsza" czasem skutkuje ale tylko czasem bo nawet jak ich nie widzę to potrafią mnie wkurzyć

Odpowiedz
KinGro 2010-02-18 o godz. 01:09
0

Ja już nawet nie mam słów najpiękniejszy dzień w życiu i przygotowania do niego potrafią (a zwłaszcza potrafii) zmienić w koszmar. Co najśmieszniejsze teściowa jest ok za to teść Już przyznam że było bardzo blisko odwołania ślubu z tego powodu. Mój jeszcze nie pozbył siępępowinki ale ja mu ją sama odgryze

Odpowiedz
Gość 2010-02-17 o godz. 15:34
0

ja jeszcze tesciow nie mam ale juz mam przeboje" Mama B stweirdzila ze skoro jej corka ma tesciowa na mijescu (za 3 tygodnie rodzi) to ona do nas sie wprowadzi zebysmy mieli z kim dziecko zostawiac... (mieszkamy jedyne 300km od niej i nie jestem w ciazy..)
aa i ofc marudzi zebysmy w podroz poslubna nie lecieli.. bo trzeba na wczoraj dzieciaka robic..

Odpowiedz
Milka82 2010-02-17 o godz. 14:44
0

ah,ci tesciowie.Ciagle pretensje maja.Nawet nie chce mi sie o nich pisac.Po slubie wtracali swoje 3 grosze,zrozumieli ze za bardzo to przystopowali.Bylo w miare ok.A teraz to juz...szkoda slow!!!!!!!!!!

Odpowiedz
carinka 2010-02-17 o godz. 14:17
0

Na lubego nie narzekam on się odciął od pępowiny to rodzice się kurczowo jej trzymają i puścić nie chcą ,gdyby luby jeszcze bł za nimi to chyba by ślubu nie było a tak przynajmniej w nim mam oparcie bo widzi wady bliskich...

Odpowiedz
Akna74 2010-02-17 o godz. 11:22
0

tiaaaaa ja teraz z perspektywy czasu zastanawiam sie jak to mozliwe ze miłosc mnie tak zaslepiła i "nie widziały gały co brały.." zmieni sie po slubie, a potem zmieni sie po urodzeniu małego... a teraz wmawiam sobie ze zmieni sie jak wroce do pracy a moze jak bedzie drugie dziecko.... guzik prawda nie zmieni sie... Ja niestety wziełam na kark meza z jego dobytkiem (czyli rodzicami bez odcietej pepowiny.....stary dziad...)
no cóz moze ponazekac bedzie z kim ;))

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie