Quantcast
  • Mała odsłony: 3411

    Czy macie problemy z teściami?

    Nie wiem, czy w dobrym dziale o tym pisze ale... :)Zazynam miec nerwa na moja tesciowa i tescia. Wszystko wiedza lepiej, na wszystko maja rade itp. itd. Zapominaja jesdnak, ze swoje dzieci juz mieli i to w dodatku szmat czasu temu. Jak mam z nimi do czynienia, to ze spotkania na spotkanie coraz bardziej sie wkurzam...Tez tak macie?Ja wiem, ze powinnam sie uzbroic w cierpliwosc i pewnie tak bedzie ale na razie jak moje dziecko ma 6 tygodni, to troche trudno. Zwlaszcza np. w chwilach, kiedy tesciowie niefrasobliwie proponuja, abysmy w sobote przyjechali do nich z nia na obiad i kompletnie do nich nei dociera, ze jest zimno, ze Ania przed szczepieniem i ma byc zdrowa, ze wole, zeby oni do nas przyjechali, bo jest mi wygodniej u siebie pielegnowac i karmic dziecko...Przyjada, owszem, ale z taka mina, ze dziekuje...Pozdrawiam,Mała

    Odpowiedzi (47)
    Ostatnia odpowiedź: 2009-12-04, 14:50:39
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Mała 2009-12-04 o godz. 14:50
0

Do tesciowej wczoraj dolaczyla ciocia mojego meza (siostra tescia). Zadzwonila i zaczela sie wypytywac. Na poczatku rozmowa byla sympatyczna i nawet sie ucieszylam, ze zadzwonila ale...
Na kazda moja informacje odnosnie naszego postepowania z dzieckiem miala jakies "ale". Ze nie powinnismy przyzwyczajac do rak; ze moze zamiast pampersow lepiej tetry, bo taniej (i nie, nie trzeba prasowac); zeby po kapieli nakladac czapeczke albo przynajmniej przykryc glowe pielucha... itp.
Dodam, ze ma wlasne dziecko (tylko nie "pod reka"). A ja - glupia - chce byc grzeczna i uprzejma i tego wszystkiego slucham a w srodku mi sie gotuje. Te wszystkie ciotki, babcie, tesciowe, nie dopuszczaja do siebie mysli, ze od czasu, kiedy one mialy swoje dzieci minelo juz cwierc wieku i przez ten czas duzo sie zmienilo. Ze czasy, kiedy pieluchomajtki byly rarytasem na szczescie juzdawno minely i mozemy cieszyc sie dobrodziejstwem pampersow... Ciekawa jestem, czy gdyby te 25 lat temu dac im pampersy, to czy nadal trwalyby przy tetrach - piorac i prasujac je codziennie...
Moja mama na szczescie dala mi rade, w jaki sposob to wszystko kwitowac. Wlasnie tak, ze czasy sie zmienily i teraz postepuje sie inaczej. Mam nadzieje, ze poskutkuje, bo jak mi beda dawac takie rady przez x miesiecy, to oszaleje albo po prostu stane sie dla nich niemila... Bo moja cierpliwosc juz wisi na wlosku.

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-30 o godz. 17:15
0

Mała napisał(a):Nie wiem, czy w dobrym dziale o tym pisze ale... :)
Zazynam miec nerwa na moja tesciowa i tescia. Wszystko wiedza lepiej, na wszystko maja rade itp. itd. Zapominaja jesdnak, ze swoje dzieci juz mieli i to w dodatku szmat czasu temu. Jak mam z nimi do czynienia, to ze spotkania na spotkanie coraz bardziej sie wkurzam...
Tez tak macie?
Ja wiem, ze powinnam sie uzbroic w cierpliwosc i pewnie tak bedzie ale na razie jak moje dziecko ma 6 tygodni, to troche trudno. Zwlaszcza np. w chwilach, kiedy tesciowie niefrasobliwie proponuja, abysmy w sobote przyjechali do nich z nia na obiad i kompletnie do nich nei dociera, ze jest zimno, ze Ania przed szczepieniem i ma byc zdrowa, ze wole, zeby oni do nas przyjechali, bo jest mi wygodniej u siebie pielegnowac i karmic dziecko...
Przyjada, owszem, ale z taka mina, ze dziekuje...

Pozdrawiam,
Mała
W pełni cię rozumie, ja miałam to samo na początku i nie tylko z tesciami ale też z moimi rodzicami, jak Kuba miał 1 tydzień to wymyślili żeby przyjechać wszyscy - 6 osób, ale się nie zgodziłam, bo powiedziałam że to jeszcze za maleństwo i za dużo wrażeń i niech przyjadą ale po 2 osoby a nie taką bandą - trochę się dąsali ale im przeszło, a co do teściowej to miałam to samo: napewno mu za zimno, za mało je, źle go trzymam, czy ćwiczę itd.. szału można dostać, ale trzeba stanowczo zamykac i ucinac każdą taką gadkę, mnie też mąż wspierał i czasem warknął jak już przesadzali i teraz jest spokój.
Jak zwraca mi ktoś uwagę to stanowczo odpowiadam jak ja robię i tyle (no chyba że ktos ma rację albo coś ciekawego mówi lol 8) )
Przedewszystkim stanowczo i zdecydowanie - to twoje dziecko, a ile osób tyle rad, więc zwariowałabyś. powodzenia :D

Odpowiedz
Gość 2009-11-30 o godz. 16:20
0

Mała napisał(a):Nie wiem, czy w dobrym dziale o tym pisze ale... :)
Zazynam miec nerwa na moja tesciowa i tescia. Wszystko wiedza lepiej, na wszystko maja rade itp. itd. Zapominaja jesdnak, ze swoje dzieci juz mieli i to w dodatku szmat czasu temu. Jak mam z nimi do czynienia, to ze spotkania na spotkanie coraz bardziej sie wkurzam...
Tez tak macie?
Ja wiem, ze powinnam sie uzbroic w cierpliwosc i pewnie tak bedzie ale na razie jak moje dziecko ma 6 tygodni, to troche trudno. Zwlaszcza np. w chwilach, kiedy tesciowie niefrasobliwie proponuja, abysmy w sobote przyjechali do nich z nia na obiad i kompletnie do nich nei dociera, ze jest zimno, ze Ania przed szczepieniem i ma byc zdrowa, ze wole, zeby oni do nas przyjechali, bo jest mi wygodniej u siebie pielegnowac i karmic dziecko...
Przyjada, owszem, ale z taka mina, ze dziekuje...Pozdrawiam,Mała
W pełni cię rozumie, ja miałam to samo na początku i nie tylko z tesciami ale też z moimi rodzicami, jak Kuba miał 1 tydzień to wymyślili żeby przyjechać wszyscy - 6 osób, ale się nie zgodziłam, bo powiedziałam że to jeszcze za maleństwo i za dużo wrażeń i niech przyjadą ale po 2 osoby a nie taką bandą - trochę się dąsali ale im przeszło, a co do teściowej to miałam to samo: napewno mu za zimno, za mało je, źle go trzymam, czy ćwiczę itd.. szału można dostać, ale trzeba stanowczo zamykac i ucinac każdą taką gadkę, mnie też mąż wspierał i czasem warknął jak już przesadzali i teraz jest spokój.
Jak zwraca mi ktoś uwagę to stanowczo odpowiadam jak ja robię i tyle (no chyba że ktos ma rację albo coś ciekawego mówi lol 8) )
Przedewszystkim stanowczo i zdecydowanie - to twoje dziecko, a ile osób tyle rad, więc zwariowałabyś. powodzenia :D

Odpowiedz
Gość 2009-11-30 o godz. 16:07
0

cols napisał(a):MOja tesciowa potrafi zepsuc kazda impreze (oczywiscie to tylko moje odczucie..).
:
ależ oczywiście , kochana...... ;) ;)

Odpowiedz
curiosidad 2009-11-30 o godz. 13:10
0

gdybu moja zapaliła przy Tosi, miałabym pretekst żeby jej nie zapraszać i nie odwiedzać.

Swięta, to tez jeden z moich ulubionych tematów, odkad wyszłam za mąż,szczerze nie lubię ani Wigilii ani Wielkanocy. Kurcze, to strasznie przykre, cały czas sie zastanawiam co zrobić żeby Tosia swieta lubiła.

MOja tesciowa potrafi zepsuc kazda impreze (oczywiscie to tylko moje odczucie..).

wczoraj poprosilm P zeby zwrocil jej uwage zeby zdejmowala buty (Tosia czworakuje, a pozniej do buzi rece wklada) a on, ze nie bedzie mamie uwagi zwracał... TO KTO DO CHOLERY MA TO ZROBIĆ????

ja powiedzialam mojemu mezowi wprost, ze nie lubie jego mamy, nie ma miedzy nami chemii, nie dogadam sie z nia nigdy, jedyne co moge robic to udawac jak zwykle. przyjal do wiadomosci i poprosił zebym w takim razie udawala
a miałam nadzieje, ze pogada ze swoimi rodzicami, powie co mnie boli.

a wracajac do mowienia bezesobowo, to do tej pory sadzilam, ze jestem mistrzynia w uzywaniu tej formy, ale widze, ze nie tylko ja.

najbardziej lubie mine tescia jak przy nim do tesciowej mowie po imieniu - on tego szczerze nie znosi lol

Odpowiedz
Reklama
Mała 2009-11-30 o godz. 12:15
0

Gdybym miala takic htesciow, to podejrzewam, ze bardzo szybko przestalibysmy sie widywac. Nie naleze do osob ktore lubia role piatego kola u wozu. Tak nie mam ale to nei znaczy, ze powinnam wychwalac moich tesciow pod niebiosa, bo tak sa zapatrzeni w Anie i w ogole... JA chcialabym sobie czasem odetchnac i nei miec wyrzutow sumienia, ze juz minely dwa tygodnie odkad tescie widzieli mala...Bardzo zaluje, ze moja rodzina jest daleko i ze moja mama nie moze widywac wnuczki wtedy, kiedy ona tego chce. A sugestie tesciowej "No juz dawno nie widzielismy Ani" puszczam mimo uszu. Wiem, ze jak przyjada do nas za tydzien - niby na moje zalegle imieniny - to nie bedzie do mnei, tylko do Ani. Jak bylam w ciazy, to byly pytania, jak sie czuje itp. a teraz juz zrobilam swoje, urodzilam dziecko i juz sie przestalam liczyc. Ale co tam, nie od nich potrzebuje zainteresowania, tylko od meza. Chce tylko, zeby mi dali troche pooddychac moim macierzynstwem, zebym sie mogla nim nacieszyc bez presji, ze oni tez maja jakies prawa, bo nie maja. To jest tylko moje dziecko - moje i meza. Powinnismy miec szanse chlonac radosci i smutki z tym zwiazane. A ona chcialaby mnie we wszystkim wyreczyc. Kiedys wpadli do mnie (maz byl w pracy) z niezapowiedziana wizyta (ok, zadzwonili, ze beda za 15 minut - co mialam zrobic?) i jak tylko wpadli, to z lapami do dziecka. Mialam wrazenie, ze najchetniej to by sie mnei pozbyli z domu a przynajmniej z pola widzenia, zebym im na rece nie patrzyla. "Moze potrzebujesz pojsc do sklepu? A moze chcesz sie przejsc? A moze sie przespij?" - tak mowili.
No i teraz mam strasznego nerwa przed ich przyjazdem. Mam nadzieje, ze dziecko przespi wieksza czesc ich wizyty, bo naprawde sie denerwuje, jak trzymaja mala na reach, bo ja klysza tak, ze mozg jej sie chyba obija o czaszke... Wysylam tylko telepatyczne sygnaly do meza, zeby im zwrocil uwage...
Oj, ciezko bedzie w niedziele...

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-30 o godz. 10:45
0

Rany, to ja chyba juz nigdy nie bede narzekac na swoich tesciow lol

Odpowiedz
Gość 2009-11-30 o godz. 10:16
0

a świeta przed nami lol lol Boże jak ja nie lubię u nich świąt. Dwa razy nas "załatwili". raz podali herbatkę i oglądali film " angielski pacjent", bo wczesniej byliśmy u rodziców i na pewno coś jedliśmy :o :o Przyjechaliśmy do nich na 19-tą. następny rok przyjechaliśmy na 16-ta taks amo jak drugi syn z rodziną. Tylko tamtemu się coś zmieniło i p[oźniej przyjechakli, wobec czego nie dostalismy nic, bo to dla Rafałka. Nie wspominajac, ze co roku dostajemy tylko ręcznik JEDEN !!!!!

alguna no szok, pierwszy wnusio i taki stosunek ???

Odpowiedz
Gość 2009-11-30 o godz. 03:17
0

Natko_ napisał(a):Ja mam większy kłopot - teściowie mają za nic nasze prośby, by nie palić przy dzieciach - a starsza ma astmę i napady zdecydowanie nasilają się po wizytach u nich. No i teraz jest sprawa dość ostra i kłopotliwa - dzieci nie będą do dziadków chodziły, dopóki w ich domu bedą papierosy (jesteśmy po całonocnej w zasadzie akcji ratowania duszącej się Madzi :( ). No i jak ich do tego zmusić/przekonać? Autorytetem dla nich nie jesteśmy wcale, nasze wychowanie dzieci cały czas uważają za "dziwne" (chodzi o ubieranie, karmienie i np kąpiele) i pewnie nigdy nie przyznają nam racji...


No szok normalnie :o utluklabym takich!!!!
moja tesciowa tez kopci jak lokomotywa, ale jakby tylko sprobowala zapalic przy malej albo nie wywietrzyc mieszkania przed naszym przyjazdem wizyta zostala by blyskawicznie skrocona ;) moj maz nienawidzi papierosow i tepi za to jak moze...

a musze powiedziec, ze moi tesciowie chyba sie juz jednak znudzili interesowaniem sie nasza corka. chyba ich za szybko pochwalilam... nie wiem jak bedzie pozniej, ale wydaje mi sie, ze sytuacja, w ktorej ona ma z nimi minimalny kontakt jest i tak lepsza niz gdyby ich czesto widywala. Tak to bedzie mogla miec ich wyidalizowany obraz a ja nie bede musiala jej tlumaczyc wielu spraw jak np. dlaczego u nich zawsze jest jakis alkohol a u nas nie, dlaczego oni sie nie potrafia do siebie normalnie odzywac, dlaczsego nie dotrzymuja danego slowa itd...

Odpowiedz
Gość 2009-11-29 o godz. 23:52
0

Nela5 napisał(a):alguna napisał(a):A moja teściowa niczym się nie interesuje, choć mieszka blisko.
Raz w tygodniu tylko zadzwoni ( i to nie do mnie tylko do mojego męża) i wpadnie na godzinkę, a ja mam trochę do niej żal że tak ma wszystko gdzieś
alguna a to pierwszy wnusio ???
Kiedys "dorosną", miejmy nadzieje

Współczuje bo wiem jak to boli jak dziadkowie nie interesuja sie wnukami, teraz Damianek mial chrzciny i nic od nich nie dostal, nawet malutkiej zabaweczki. Szlag mnie trafia, a najgorzj jest ja juz przyjada, raz na ruski rok, siedza w altanie palą i pija herbatkę a dzieci ich zupełnie nie interesują
Pierwszy

Odpowiedz
Reklama
Gość 2009-11-29 o godz. 23:34
0

alguna napisał(a):A moja teściowa niczym się nie interesuje, choć mieszka blisko.
Raz w tygodniu tylko zadzwoni ( i to nie do mnie tylko do mojego męża) i wpadnie na godzinkę, a ja mam trochę do niej żal że tak ma wszystko gdzieś
alguna a to pierwszy wnusio ???
Kiedys "dorosną", miejmy nadzieje

Współczuje bo wiem jak to boli jak dziadkowie nie interesuja sie wnukami, teraz Damianek mial chrzciny i nic od nich nie dostal, nawet malutkiej zabaweczki. Szlag mnie trafia, a najgorzj jest ja juz przyjada, raz na ruski rok, siedza w altanie palą i pija herbatkę a dzieci ich zupełnie nie interesują

Odpowiedz
Natko_ 2009-11-29 o godz. 04:42
0

Rady tesciów przyjmuję - jak każde inne - i filtruję sobie zdecydowanie :P
Zazwyczaj tyle ile wleci jednym uchem, tyle tez wyleci drugim ;)

Trzeba się tego nauczyć - koniecznie :)

Ja mam większy kłopot - teściowie mają za nic nasze prośby, by nie palić przy dzieciach - a starsza ma astmę i napady zdecydowanie nasilają się po wizytach u nich. No i teraz jest sprawa dość ostra i kłopotliwa - dzieci nie będą do dziadków chodziły, dopóki w ich domu bedą papierosy (jesteśmy po całonocnej w zasadzie akcji ratowania duszącej się Madzi :( ). No i jak ich do tego zmusić/przekonać? Autorytetem dla nich nie jesteśmy wcale, nasze wychowanie dzieci cały czas uważają za "dziwne" (chodzi o ubieranie, karmienie i np kąpiele) i pewnie nigdy nie przyznają nam racji...

A co do wizyt - ja też wole u siebie przyjmowac gości - wczesniej, jak dzieci były małe ze względu na to, że faktycznie na swoim terenie czułam się pewniej, zawsze pod ręką były ubranka, pieluszki, leki, zabawki, przybory - no wszystko. Poza tym nie było tego "wybierania się".
Teraz też wolę gości w swoim domu, ale ze względu na to, że u siebie wiem, jakie granice mają dzieci - i one to wiedzą. Wiem, gdzie są zabawki, rzeczy "dozwolone", mam mieszkanie przystosowane do potrzeb dzieci. A u kogoś zamiast siąść i wypić "po ludzku" kawę latam jak z pieprzem za Mackiem, który wszystko ściąga, wszędzie zagląda, szarogęsi się jak mała kurka. Może to "wina" mojego wychowania, ale wolę dziecko szczęśliwe i spełnione, niż siedzacą na kanapie lalkę...

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 23:33
0

alguna moi tesciowie ciagle dzwonia wlasnie do mnie a to dlatego, ze jak zaczelam byc z ich synem mialam 19 lat i bylam bardzo... spolegliwa. Teraz mi to przeszlo ale oni ciagle mysla, ze nic sie nie zmienilo. Dzieki temu to ja musze i wynijac jakies kolejne kretynskie pomysly z glowy, a nie ich syn osoba najodpowiedniejsza do tego.
cols formy bezoosobowe sa najlepsze lol w zyciu nie sadzilam, ze mozna stworzyc tyle zdan i rozmawiac na tyle tematow nie stosujac, zeadnej formy osobowej lol

Odpowiedz
Mała 2009-11-27 o godz. 22:32
0

Ciesze sie :)
Zwlaszcza, ze z mezami to tak glupio o ich rodzicach rozmawiac i na nich narzekac...

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 20:14
0

Nela5 napisał(a):Mała super , ze załozyłaś ten wątek lol na mamach" to dzieci sa tematem i my. wiec taki temat sie przyda.

niczka1 jak w drodze do teściów ci się odechce wizyty zapraszam do mnei, skręć na Komorów lol lol brama zawsze dla ciebie otwarta ;)
Nela nie kus, nie kus bo jeszcze ktoregos dnia zawitam u Twych drzwi!!! Zawsze marzylam, zeby w drodze do nich gdzies sie zagubic ;)
Zgadzam sie, ze temat super - dla mnie kazda okazja, zeby popsioczyc na tesciow jest dobra okazja lol

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 20:13
0

A moja teściowa niczym się nie interesuje, choć mieszka blisko.
Raz w tygodniu tylko zadzwoni ( i to nie do mnie tylko do mojego męża) i wpadnie na godzinkę, a ja mam trochę do niej żal że tak ma wszystko gdzieś

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 19:54
0

Mała super , ze załozyłaś ten wątek lol na mamach" to dzieci sa tematem i my. wiec taki temat sie przyda.

niczka1 jak w drodze do teściów ci się odechce wizyty zapraszam do mnei, skręć na Komorów lol lol brama zawsze dla ciebie otwarta ;)

Odpowiedz
Mała 2009-11-27 o godz. 18:29
0

cols napisał(a):dla pocieszenia dodam, ze ja wogole nie mowlilam do mojej tesciowej mamo przez ok 2 lata, a teraz mowie po imieniu (3 lata po slubie jestesmy). Do tescia zwracam sie bezosobowo...
Moim tesciom bardzo zalezalo, zebym mowila do nich mamo/tato. A mi to przez gardlo nie chce przejsc. Nie dlatego, jakimi sa ludzmi, tylko dlatego, ze ja juz jednych rodzicow mam, prawdziwych i jaka tesciowa dla mnie mama albo tesc tato. Mowie do nich bezosobowo.
Kiedys, jak mi upiekla ciasto na imieniny do pracy i zapytalam przez mojego meza, jak jej moge sie odwdzieczyc, to odpowiedziala, ze wystarczy, jak powiem "Dziekuje, mamo". Oczywiscie nie powiedzialam.
Wiem, ze niektorym strasznie trudno zrozumiec takie opory. Ale tak mam i juz.

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
curiosidad 2009-11-27 o godz. 16:21
0

temat na topie, wlasnie dzis sie poklocilam z P o czestotliwosc odwiedzin jego mamy.

Cóz, fakt widuje Toske raz na dwa tyg, a mnie zawsze przy okazji tych odwiedzin szlag trafia, wogole nie slucha co do niej mowie - chodzi oczywiscie o Tosie, bo tylko na ten temat rozmawiamy, lekcewazy moje prosby..szkoda slow zreszta.

tak chyba jest poprostu, latwiej o niezadowolona synowa niz zadowolona ze stosunkow z tesciami.

dla pocieszenia dodam, ze ja wogole nie mowlilam do mojej tesciowej mamo przez ok 2 lata, a teraz mowie po imieniu (3 lata po slubie jestesmy). Do tescia zwracam sie bezosobowo...

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 13:55
0

Ja jestem w sytuacji dosc dziwnej bo to skrzyzowanie relacji z tesciami Neli i Malej.
Najpierw moim tesciowie olali sprawe i nie przyjechali nawet do szpitala (juz nie mowie do mnie w odwiedziny, choc lerzalam tam w sumie tydzien) a u nas w domu pojawili sie w koncu po dwoch tygodniach. To jak bylo przykro bylo mojemu mezowi jest nie do opisania... Kiedy sie wreszcie pojawili moja mama ich niezle opierdzielia i od tej pory wykazuja wieksze zainteresowanie. Momentami jednak, to "zainteresowanie" idzie w troche zlym kierunku i moja tesciowa zaczyna mi sie za bardzo mieszac. Jednym z jej genialnych pomyslow bylo to, zeby moj maz przyjechal do nich sam (ja powiedzialam, ze musze popracowac nad moja praca mgr) z naszym 1,5-miesiecznym dzieckiem moze nadmienie, ze oni mieszkaja w grodzisku maz. a my w warszawie
Z reszta, tak jak u Malej moi tesciowie nie byli w stanie zrozumiec dlaczego nie chcemy ich odwiedzac a dla mnie to byla prawdziwa wyprawa... Teraz bym ich najchetniej poslala na drzewo, ale nie robie tego ze wzgledu na meza.

Nela - wyobraz sobie, ze moja babcia wciaz snuje domysly, ze mam za malo pokarmu albo jest za chudy. (poza tym zawsze znajdzie jakis genialny pomys co jest nie tak). A co do tesciowej , my jestesmy ponad rok po slubie jeszcze nie powiedzialam do niej "mamo" z tym, ze to ja uwazam, ze ona na to nie zasluguje...

Tygrys, sorry wymieklam lol

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 12:32
0

wtrącanie się jest pojęciem względnym. Bo jak tego nie robi to znaczy, że się nie interesuję, ale jak to robi z UMIAREM to da radę z tym żyć.

Moja mi podpadła jak yrodziłam córkę, przyjechała do szpitala mała płakała ja próbowałm karmić, cycki wywaliłam (oni sa jak obcy ludzie dla mnie, niestety) a ona , że płacze małe bo nie mam pokarmu. I to był szok, jak mozna tak powiedziec do młodej mamy??

A mój mąż przed pracą jeździ codziennie do moich rodziców na kawę, to chyba coś znaczy, prawda?

TYGRYS nie przejmuj się, chociaż wiem jak trudno przejść obojetnie jak dziadkowie sie nie interesuja wnukiem

Odpowiedz
Gość 2009-11-27 o godz. 12:18
0

wiecie jak to czytam to mi się włos na głowie jeży
tak sobie pomyslałam ze tesciowa moja tez chyba bedzie wtracac, bo czasami sie wtraca do naszego malzenstwa
ale niestety nic nie zdziala lol bo obydwoje sie nie dajemy
dobra z niej kobieta ale ja kazdy czlowiek ma gorsze i lepsze dni

Odpowiedz
TYGRYS 2009-11-27 o godz. 02:03
0

To ja jestem złą matką bo czasem jak mówię do Maćka to się ``pieszczę`` , zdrabniam słowa . Nie przez cały czas bo ile można ale czasem tak robię . Czyli moje dziecko będzie seplenić ?

Ja mam inne problemy z teściową :
-średnio jest wnukiem zainteresowana
-muszę się pogodzić z tym , ze dla niej zawsze będzie Michałkiem . Nie wiem czy to imię bardziej jej się podoba czy ma problemy z pamięcią .
-wyszukiwanie u Maćka różnych chorób (to robi razem ze swoją córką czyli siostrą mojego męża) . Wyszukały u niego wodniaka jąderek(lekarka mnie wyśmiała) i całe stado innych dolegliwości .
-porównują moje dziecko do dziecka sąsiadów i moje zawsze wychodzi na to mniej mądre i troszkę wolniejsze
-wszystko co robię przy Maćku przewijanie , karmienie itd itp - wszystko robię źle .

Odpowiedz
Gość 2009-11-20 o godz. 15:08
0

Mała napisał(a):kometa napisał(a):Nela5 napisał(a):hmmm
Trzeba jedno pamiętać, że to są rodzice naszego męża, kij ma dwa końce, a czy rady naszych mam nie denerwują naszych mężów ???
Nie sadze ;) Raczej rady udzielane sa tradycyjnie matkom ;) Moj maz nigdy nie uslyszal zadnej rady od swojej tesciowej ;)
Zgadza sie w 100%!!

Pozdrawiam,
Mała
tez się zgadzam, ...bo chodziło mi o to, kiedy moja mama mi doradza, ja się nie denerwuję to mąż od razu się pyta czemu mnie denerwuje jego mama (pani-bo teście stwierdzili, że nie zasłużyłam aby inaczej do nich mówić ) ale wtym wszystkim mąż stoi za nami murem i po prostu nie dyskutujemy na ich temat, może kiedyś zmądrzeją lol

Odpowiedz
Akna74 2009-11-20 o godz. 10:33
0

ehhh sama prawda..
ja na dzien dobry w słuchawce słysze pytanie : jak tam Kubus? nie płacze? - zawsze poprostu zawsze!!!
Ostatnio mam walkę o poszerzanie diety. Wczoraj tesciowa dzwonila , wzielam ja na głosno mowiace: co Kubuś, jesc ci nie dają? głodzą cie? a ty bys pewnie chlebka z masełkim pociamkał!....- pozostawie to bez komentarza..
Standardem są już teksty tpu: sasiadki brata szwagierka tez ma 5 miesieczne dziecko i on juz wszystko je!! bo ona mu dosala i dosładza, bo to takie niedobre te słoiczki!...

zawsze czuje sie złą matką, nie słucham rad, jestem uparta..itp...

Odpowiedz
Mała 2009-11-20 o godz. 01:45
0

kometa napisał(a):Nela5 napisał(a):hmmm
Trzeba jedno pamiętać, że to są rodzice naszego męża, kij ma dwa końce, a czy rady naszych mam nie denerwują naszych mężów ???
Nie sadze ;) Raczej rady udzielane sa tradycyjnie matkom ;) Moj maz nigdy nie uslyszal zadnej rady od swojej tesciowej ;)
Zgadza sie w 100%!!

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Mała 2009-11-20 o godz. 01:45
0

Wiecie, co mnie jeszcze wkurza? To, ze jak mowia do Malej, to sie "pieszcza", tzn. zdrabiaja tak nienaturalnie slowa. Ja nie mowie, zeby mowili do niej jak do doroslej osoby ("Anno, zawiodlas mnie" na przyklad) ale teksty typu: "Cio Śłonećko, cio sie dzieje? Nie płaciemy" przyprawiaja mnei o dreszcze. Kiedy moj maz (bo umowilismy sie, ze on zwraca uwage swoim rodzicom a ja swoim) upomnial ich (bo robia to oboje tesciowie), zeby mowili do nich normalnie, bo potem sie tak nauczy i bedzie seplenic, tesciowa u odpowiedziala, ze tak do niego (do mojego meza) mowila i jakkos mowi teraz normalnie... Musialam sie wtracic i skwitowac cala rozmowe, ze to jest nasze dziecko.

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-20 o godz. 01:12
0

Nela5 napisał(a):hmmm
Trzeba jedno pamiętać, że to są rodzice naszego męża, kij ma dwa końce, a czy rady naszych mam nie denerwują naszych mężów ???
Nie sadze ;) Raczej rady udzielane sa tradycyjnie matkom ;) Moj maz nigdy nie uslyszal zadnej rady od swojej tesciowej ;)

Odpowiedz
HoneyGirl 2009-11-20 o godz. 01:11
0

tez tak miałam , czasami mam nadal....
generalnie należy się nauczyć współgrać z teściami
ja swoich widuje dość często , ale krótko
jeśli chodzi o wychowanie małego to teśc się nie wypowiada , nie mówi co robić
teściowa ma jednak swoje zdanie ( no i 100 rad- a wychowała jedynaka)
ale jak pisałam nauczyłam się już jej 'słuchać'' , a raczej omijać tego czego nie chcę słyszeć
nie bierz nic do siebie za bardzo , postępuj tak jak uważasz

powiem tylko jedno- jak mała zacznie jeść inne pokarmy niż mleko to się dopiero zacznie sajgon ( przynajmniej u nas tak jest)
mój mąż był strasznym niejadkiem - każda zyłka czy inne ''coś'' staje mu w gardle - teściowa zawsze wycinała i teraz mam.....
karmiła łyżeczką M do 5 roku życia ( o czym się niedawno dowiedziałam)
i sama popełniając takie błędy , chce mnie uczyć jak postępować z Dawidem
jak przyjeżdża to zawsze coś mu wypcha do buzi , czego on jeszcze nie je ( a najgorsze jest to , ze daje mu czekoladę- no bo to tylko na spróbowanie)
na moje stanowcze protesty odpowiada , ze trzeba być elastycznym....

tak więc i tak nie masz aż tak źle ;)

Odpowiedz
anna5 2009-11-20 o godz. 00:48
0

MAła nie jestes sama nie .Moi tescie tez mnie tak denerwuja a w szczegolnosci tesciowa bo tesc jest naprawde ok jemu jak sie powie raz to juz wiecej nie trzeba a tej o matko boska .Ona nie rozumie slowa nie ja jestem osoba bardzo uparta do pewnych osob a w szczegolnosc wobec niej (niewiem czemu),ale moja tesciowka jak jej powiem mamo nie to ona sie obraza ona nie rozumie mnie wogole a najciekawsze jest to ze ona wie ze mnie to wkurza u niej i mnie za to przeprasza ale za sekunde robi to samo i to jest najgorsze.Co do wychowywania nawet slowem sie nie odzywa bo wie ze i tak sie jej nie poslucham ,o mojej tesciowej mozna pisac dlugo strasznie mnie denerwuje chociasz to naprawde dobry czlowiek

Odpowiedz
Gość 2009-11-19 o godz. 16:36
0

hmmm
Trzeba jedno pamiętać, że to są rodzice naszego męża, kij ma dwa końce, a czy rady naszych mam nie denerwują naszych mężów ???

generalnie rozumiem wszystkie synowe, ja mam bardzo dobre stosunki z teściami, bo ich...... po prostu nie mam(stosunków, oczywiście) lol lol lol

Moi teściowie pierwsze dziecko widuja 3-4 razy na rok Mieszkamy w wawie wszyscy. drugie widzieli moze ze trzy, nawet na chrzciny nie kupilio żadnej pamiątki, na urodzinach starszej córki byli tylko raz. Zawsze są zapraszani, ale generalnie mają swoje wnuki w d... I to dopiero boli, jak się widzi jak dziadkowie traktuja własne wnuki

Odpowiedz
Szynia 2009-11-19 o godz. 14:46
0

Mała, nie chcę Cię martwić, ale strategia wpuść jednym uchem a wypuść drugim działa wobec rodziców, a nie teściów ;) przynajmniej u mnie.
Nie wiem jak to jest, ale na nerwy działają mi rady teściów: a może jest głodna, a może jej zimno itp Natomiast u moich rodziców te same rady jestem wstanie zignorować lub ewentualnie rozpatrzeć. Generalnie uważam, że to w końcu ja jestem matką i ja znam swoje dziecko najlepiej.
Wiem że teściowie chcą jak najlepiej i w ogóle są ok, ale nie umiem się zdystansować. Staram się jednak tego nie okazywać.
Tak samo rady moich rodziców działają na mojego M.
Co do wyjazdów, to nas też zapraszali na imprezę imieninową jak mała miała 2 tygodnie było zaproszonych ok. 20 osób - poroniony pomysł :( Nie wyobrażałam sobie jak ci wszyscy goście będą się tłoczyli do mojego maleństwa, żeby dotknąć lub wziąć na ręce lub gdy mała zapłacze dawać 100 różnych rad. Nie pojechaliśmy oczywiście.
Trzymaj się i nie przejmuj.

Odpowiedz
Mała 2009-11-19 o godz. 00:36
0

Akna74, jak dobrze, ze nie jestem sama :)

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Akna74 2009-11-18 o godz. 23:51
0

mała ty o moich tesciach mowisz??? aha nie bo twoi psa mają... no to mozemy sobie podac rece! Kubus ma oddzielny specjalny reczniczek i kocyk na którym sie go kładzie, tesciu z daleka przegania wszystkich zeby za glosno nad dzieckiem nie mowili, zeby sie nie zblizali bo bakterie przenoszą itp...
Moi nie pytaja sie czy cos mi kupic tylko kupują, bo oni lepeiej wiedza ze ja chce taki chleb a nie inny... eh wiele by mowic... ja powoli sie przyzwyczajam...
Wcale sie tobie nie dziwie ze z malenstwem nie chcesz takie eskapady... jeszcze ma czas ;)

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 23:14
0

Mała przejdzie Ci...
ja na początku to nawet nie chcialam żeby ktoś oprócz mnie brał małą na ręce ale prowadził wózek...nie mówiąc już o tym że żaden samodzielny spacer w wykonaniu babci nie był możliwy.
i to dotyczyło i mojej mamy i teściowej.

a teraz?? marzy mi się żeby raz na jakiś czas ktoś wziął Wiki na spacer żebym mogła w tym czasie poleżeć bezczynnie na łóżku i gapić się w sufit. choć w praktyce w takich chwilach i tak jest milion rzeczy do zrobienia-pranie,sprzątanie,gotowanie.
a do tego babcie daleko,daleko...

co do wyjazdów...byliśmy ostatnio 2 tyg. poza domem. z pakowaniem nie było problemów chociaż cały samochód był załadowany.ale generalnie wolę siedzieć u siebie w domu. mam swoje sposoby postępowania i nie lubię się dopasowywać do zwyczajów panujących w innym domu.mamy swój rytm i nie lubię go burzyć.

cierpliwości życzę...pozdrawiam

Odpowiedz
Mała 2009-11-18 o godz. 18:50
0

Carrie napisał(a):Mala, tylko nie odbieraj tego jako atak na siebie :) Broń Boże nie o to mi chodzi. Może tesciowie boja sie jak pies zareaguje i stad to zamykanie go w pokoju? Trzeba go przyzwyczajac owszem,ale stopniowo :) Rób tak, zeby Wam było dobrze :) I małej Ani. To jest najwazniejsze ;)
W porzadku :)
Czasem potrzeba troche trzezwego spojrzenia na sytuacje. Mna kieruja emocje.
Ale milo wiedziec, ze mnie tak do konca nie potepiacie, ze moze troche racji mam :)
Od dzisiaj zaczynam wprowadzac w zycie strategie - jednym uchem wpuscic, drugim - wypuscic i zrobic po swojemu.
(Aha, zeby nie bylo. Moj maz tez ma tu cos do powedzenia. Nie jest tak, ze go sterroryzowalam i nastawilam przeciwko jego rodzicom:) )

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 18:40
0

Mala, tylko nie odbieraj tego jako atak na siebie :) Broń Boże nie o to mi chodzi. Może tesciowie boja sie jak pies zareaguje i stad to zamykanie go w pokoju? Trzeba go przyzwyczajac owszem,ale stopniowo :) Rób tak, zeby Wam było dobrze :) I małej Ani. To jest najwazniejsze ;)

Odpowiedz
Mała 2009-11-18 o godz. 18:37
0

Carrie napisał(a):Mała napisał(a):Pies (wilczur) do drugiego pokoju, tesciowa wyjmuje poduszke, zeby na niej polozyc Anie, tesc - zeby nie mowic za glosno, bo Ania spi...
No to akurat dobrze o nich świadczy :) Martwią się, żeby pies dziecku krzywdy nie zrobił, co w tym dziwnego?
No wlasnie o to chodzi, ze psa rowniez trzeba "zapoznac" z dzieckiem. A jak bedzie przeganiany z kata w kat, to wtedy moze dziecku krzywde zrobic...

Moze rzeczywiscie wydaje sie, ze demonizuje moich tesciow. Ale po prostu czasem sie we mnie przelewa i musze sie tego pozbyc. Wiem, ze sa gorsi...

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 18:29
0

Mała napisał(a):Pies (wilczur) do drugiego pokoju, tesciowa wyjmuje poduszke, zeby na niej polozyc Anie, tesc - zeby nie mowic za glosno, bo Ania spi...
No to akurat dobrze o nich świadczy :) Martwią się, żeby pies dziecku krzywdy nie zrobił, co w tym dziwnego?

Oczywiście, że zrobisz tak jak chcesz i jak dla Ciebie jest najwygodniej, ale z tego, co piszesz, to ja akurat nie demonizowałabym Twoich teściów ;)

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 18:01
0

Nie jestes :)

Odpowiedz
Mała 2009-11-18 o godz. 17:38
0

Agusiek napisał(a):Ubranko na zmianę zawsze dla Oli wożę, nawet na spacer. Fotelik to z musu do samochodu bierzesz, zapakować dodatkowo dwie pieluchy, kocyk czy becik, jakąś zabawkę dla dziecka to chyba nie problem. A obiad u teściowej jak najbardziej sensowny jest, bo jakby do Ciebie przyjechali to co sama gotowałabyś obiad dla dwóch osób więcej Daleko masz tych teściów
Ale oni jak przyjezdzaja do nas, to nie na obiad tylko na kawe, wiec nie musze kombinowac z obiadem.
Czy daleko? 20-30 minut w zaleznosci od korkow.
Tylko mi chodzi o to, ze oni zawsze robia z tego wielka afere. Pies (wilczur) do drugiego pokoju, tesciowa wyjmuje poduszke, zeby na niej polozyc Anie, tesc - zeby nie mowic za glosno, bo Ania spi... I tak co chwila, jakis nowy pomysl. A ja musze co chwila powtarzac, ze nie trzeba, ze dziekuje, ze robie to inaczej... Dwa razy juz u nich bylismy i powiedzialam, ze na razie nie jezdze. Jesli chca zobaczyc wnuczke, to jasne ale u nas.
Czy naprawde to jest takie dziwne i niespotykane, ze najlepiej sie czuje w swoim domu, gdzie mam wszystko pod reka? Moze ja jaks wyrodna synowa jestem...?

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 17:32
0

Mała ale to tylko na poczatku wydaje sie wyprawa, potem to juz standard, ze musisz troche ze soba zabierac nawet np. na spacer :)

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 17:25
0

Ubranko na zmianę zawsze dla Oli wożę, nawet na spacer. Fotelik to z musu do samochodu bierzesz, zapakować dodatkowo dwie pieluchy, kocyk czy becik, jakąś zabawkę dla dziecka to chyba nie problem. A obiad u teściowej jak najbardziej sensowny jest, bo jakby do Ciebie przyjechali to co sama gotowałabyś obiad dla dwóch osób więcej Daleko masz tych teściów

Odpowiedz
Mała 2009-11-18 o godz. 17:14
0

To nawet nie o to zimno chodzi, bo przeciez mielibysmy do przejscia pare metrow do i z samochodu. Ale o to, ze wyjazd do nich to prawdziwa wyprawa - wszystko trzeba zabrac: do przewijania, ubranko na zmiane (bo posikac sie lubi), becik, fotelik... a i tak zawsze cos sie zapomni... Nie rozumieja tego. Zwlaszcza tesc, ktory nasza u nich wizyte traktuje jak rozrywke i urozmaicenie monotonni dnia. A przeciez to taka sama droga a o ile lepie i wygodniej...
A te rady... Kurcze, nie potrafie na razie jednym uchem wpuszczac a drugim wyuszczac. Musze sie tego nauczyc, bo zwariuje. Dobrze, ze mieszkamy osobno..
Nawet jak mi tesciowa oferowala pomoc, to nie pytala, czy mi trzeba pomoc, tylko kiedy mi pomoc...
Chyba za bardzo niezalezna jestem, co?

Pozdrawiam,
Mała

Odpowiedz
Liberales 2009-11-18 o godz. 17:02
0

kometa napisał(a):A ja troche rozumiem Mala :) Pomijam to zimno, bo tym sie nie przejmowalam za bardzo, ale na poczatku faktycznie wolalam wixyty u siebie w domu, bo pewniej sie czulam na swoim gruncie :) I wszystko mialam pod reka :)
Popieram, też wolałam być z takim maleństwem u siebie. A z tymi radami to wysłuchaj i zrób po swojemu ;)

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 16:59
0

A ja troche rozumiem Mala :) Pomijam to zimno, bo tym sie nie przejmowalam za bardzo, ale na poczatku faktycznie wolalam wixyty u siebie w domu, bo pewniej sie czulam na swoim gruncie :) I wszystko mialam pod reka :)

Odpowiedz
Gość 2009-11-18 o godz. 16:35
0

A może jednak nie ma, co przesadzać? Chowanie dziecka w cieplarnianych warunkach tylko mu zaszkodzić może. Czasem warto posłuchać, co inni mają do powiedzenia, bo może rzeczywiście niegłupio gadają ;) A jeśli nie, to olać i żyć swoim życiem :) Cierpliwości życzę ;)

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie