Quantcast
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2013-11-10 o godz. 22:06
0

Carrie napisał(a):Rodziłam bez znieczulenia. Zszywanie mnie nie bolało, aczkolwiek do przyjemności też nie należało ;)
podpiszę się pod tym :)
a najbardziej nieprzyjemne było to jak dziergała mnie w okolicach mocno tylnych ;)
no i długość nitki mnie przeraziła ;D
pytam położnej czy ma zamiar to wszystko we mnie wpakować, powiedziała, że nie...
kłamczuszka

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 22:04
0

no o ile mnie pamięć nie myli, to istnieją lekarstwa, które w mleku wręcz się kumulują, ale akurat Dolargan chyba niekoniecznie...

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 22:03
0

Shiadhal napisał(a):no i nawet jeśli stężenie w mleku by było takie samo jak w krwi - to dziecko przez pierwszą powiedzmy dobę tego mleka zje w porywach parę łyżeczek, krwi ma trochę więcej...
Dokładnie. Acz nie wierzę, że stężenie takie samo.

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 22:02
0

no i nawet jeśli stężenie w mleku by było takie samo jak w krwi - to dziecko przez pierwszą powiedzmy dobę tego mleka zje w porywach parę łyżeczek, krwi ma trochę więcej...

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 22:00
0

Jania napisał(a):Carrie napisał(a):Jania napisał(a):Carrie napisał(a):Jania napisał(a):Nela5 napisał(a):czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???
wg położnej, która uczyla nas w SR - dolargan jest podawany w dawce na kg kobiety - taka sama jego "dawka" przekazywana jest podczas porodu i potem z mlekiem matki do dziecka. Jakkolwiek - prawda czy fałsz wolałam bez tego się obejść. Poza tym jedna z położnych podczas porodu powiedziała, że zanim zadziała mogę już być zszyta, bo lekarz praktycznie z igłą w ręku wydał polecenie podania mi tego specyfiku.
A ja dalej nie wiem, jaki jest wpływ podania dolarganu PO porodzie do samego zszycia
podobno przeciwbólowy
Na dziecko.
skoro jest w krwi matki to obojętnie czy podane przed w trakcie czy po porodzie - tak to rozumiem - czyli zaburzenia moga być takie same
No właśnie moim zdaniem nie jest to obojętne. Bo prędzej się dostanie pępowiną niż przez mleko chyba?

Odpowiedz
Reklama
Jania 2013-11-10 o godz. 21:59
0

Carrie napisał(a):Jania napisał(a):Carrie napisał(a):Jania napisał(a):Nela5 napisał(a):czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???
wg położnej, która uczyla nas w SR - dolargan jest podawany w dawce na kg kobiety - taka sama jego "dawka" przekazywana jest podczas porodu i potem z mlekiem matki do dziecka. Jakkolwiek - prawda czy fałsz wolałam bez tego się obejść. Poza tym jedna z położnych podczas porodu powiedziała, że zanim zadziała mogę już być zszyta, bo lekarz praktycznie z igłą w ręku wydał polecenie podania mi tego specyfiku.
A ja dalej nie wiem, jaki jest wpływ podania dolarganu PO porodzie do samego zszycia
podobno przeciwbólowy
Na dziecko.
skoro jest w krwi matki to obojętnie czy podane przed w trakcie czy po porodzie - tak to rozumiem - czyli zaburzenia moga być takie same

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:57
0

Jania napisał(a):Carrie napisał(a):Jania napisał(a):Nela5 napisał(a):czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???
wg położnej, która uczyla nas w SR - dolargan jest podawany w dawce na kg kobiety - taka sama jego "dawka" przekazywana jest podczas porodu i potem z mlekiem matki do dziecka. Jakkolwiek - prawda czy fałsz wolałam bez tego się obejść. Poza tym jedna z położnych podczas porodu powiedziała, że zanim zadziała mogę już być zszyta, bo lekarz praktycznie z igłą w ręku wydał polecenie podania mi tego specyfiku.
A ja dalej nie wiem, jaki jest wpływ podania dolarganu PO porodzie do samego zszycia
podobno przeciwbólowy
Na dziecko.

Odpowiedz
Jania 2013-11-10 o godz. 21:55
0

Carrie napisał(a):Jania napisał(a):Nela5 napisał(a):czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???
wg położnej, która uczyla nas w SR - dolargan jest podawany w dawce na kg kobiety - taka sama jego "dawka" przekazywana jest podczas porodu i potem z mlekiem matki do dziecka. Jakkolwiek - prawda czy fałsz wolałam bez tego się obejść. Poza tym jedna z położnych podczas porodu powiedziała, że zanim zadziała mogę już być zszyta, bo lekarz praktycznie z igłą w ręku wydał polecenie podania mi tego specyfiku.
A ja dalej nie wiem, jaki jest wpływ podania dolarganu PO porodzie do samego zszycia
podobno przeciwbólowy

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:55
0

Jania napisał(a):Nela5 napisał(a):czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???
wg położnej, która uczyla nas w SR - dolargan jest podawany w dawce na kg kobiety - taka sama jego "dawka" przekazywana jest podczas porodu i potem z mlekiem matki do dziecka. Jakkolwiek - prawda czy fałsz wolałam bez tego się obejść. Poza tym jedna z położnych podczas porodu powiedziała, że zanim zadziała mogę już być zszyta, bo lekarz praktycznie z igłą w ręku wydał polecenie podania mi tego specyfiku.
A ja dalej nie wiem, jaki jest wpływ podania dolarganu PO porodzie do samego zszycia

Odpowiedz
Jania 2013-11-10 o godz. 21:53
0

Nela5 napisał(a):czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???
wg położnej, która uczyla nas w SR - dolargan jest podawany w dawce na kg kobiety - taka sama jego "dawka" przekazywana jest podczas porodu i potem z mlekiem matki do dziecka. Jakkolwiek - prawda czy fałsz wolałam bez tego się obejść. Poza tym jedna z położnych podczas porodu powiedziała, że zanim zadziała mogę już być zszyta, bo lekarz praktycznie z igłą w ręku wydał polecenie podania mi tego specyfiku.

W niektórych szpitalach nie ma juz dolarganu - w moim niestety jest to główny lek podawany - generalnie mało kto tu się martwi o konsekwencje. Na liście szpitali jest na ostatnim miejscu zarówno pod względem "fachowości" jak i przyjaźni dla kobiet.

Martuś napisał(a):Jnia tylko pozazdrościć ...
samego zszywania może i owszem - ale tego co działo się zanim łaskawie ktoś z personelu zszedł do mnie by przekonać się, że wcale nie udaję, że ja rodzę... - to nie zycze najwiekszemu wrogowi

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-11-10 o godz. 21:52
0

Carrie napisał(a):Nale napisał(a):dolargan bardzo przenika i szkodzi dziecku
ale to nie jest przecież jedyna metoda znieczulania do szycia
No ale gdzie przenika? Do mleka? Szyje się PO porodzie raczej ;)
nop więc właśnie,... przy porodzie rozumiem ale tez musi jakiś czas upłynąć zeby dostało sie do organizmu dziecka, poza tym po urodzeniu dziecko dostaje lek i nie ma skutków ubocznych drastycznych.... patrzac na to to i przy zzo znajdziemy skutki uboczne ;) . wszystko co sie dostaje nei ejst bez znaczenia dla dziecka

Dolargan też oddziałuje na Twoje dziecko:
upośledza jego funkcje do tego stopnia, ż rutynowe jest podanie zaraz po
porodzie antidotum na pobudzenie oddechu. Po porodzie dzidziuś jest senny i
słabiej reaguje na bodźce, nawet przez parę dni, ma osłabiony odruch ssania, co
utrudnia karmienie piersią. "
tylko to znalazłam w necie.... i tak naparwde to lekarze mówią, czyli chyba sa rzeczy gorsze....

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:51
0

Nale napisał(a):dolargan bardzo przenika i szkodzi dziecku
ale to nie jest przecież jedyna metoda znieczulania do szycia
No ale gdzie przenika? Do mleka? Szyje się PO porodzie raczej ;)

Odpowiedz
Nale 2013-11-10 o godz. 21:51
0

dolargan bardzo przenika i szkodzi dziecku
ale to nie jest przecież jedyna metoda znieczulania do szycia

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:49
0

mnie przy pierwszym nie bolało, przy drugim potrzeby nie było. Przy Nelce maiłam jakies znieczulenie po cięta byłam na dwa boki... potem nie było przyjemnie....jak się zapytałam lekarza czy bedzie szył na żywca to mi odpowiedział , że na żywca ti się ryby łapie 8) dowcipnić ;)

JAnia a jaki ma wpływ dolargan przy szyciu an dziecko ?? bo z tego co słyszałam to w czasie porodu podawany może miec wpływ, ale zaraz po urodzenieu dziecko coś tam dostaje i jest OK. a po urodzeniu ?? pytam bo nie wiem.... czy potem z mlekiem matki dostanie sie do dziecka tak duże stężenie ???

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:48
0

Jnia tylko pozazdrościć ...

Odpowiedz
Jania 2013-11-10 o godz. 21:47
0

co kobieta to inne doświadczenie :)

do samego szycia zabronbiłam lekarzowi podać dolarganu- znając jego wpływ na dziecko. Do porodu zero znieczulenia - czyli byłam zszywana na żywca. Akurat nic mnie nie bolało - czułam wkuwanie igły, ale żeby bolało - hmm to nie.

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:45
0

Dla mnie szycie było bardzo nieprzyjemne i trwało wieczność .
Cięcia w ogole nie czułam .
Jak jechłam juz z porodówki to słyszałam jak sie ktoś drze myslałam że rodzi , a to dziewczyna darła sie przy zszywaniu , bo poród miała bezbolesny a urodziła w pół godziny :o

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:44
0

dla mnie szycie było gorsze od porodu.
Mimo znieczulenia (dwie dawki) czułam jak mnie szyli na żywca.
Cięcie też bolało.

Odpowiedz
fiubzdziu 2013-11-10 o godz. 21:44
0

Mi zalozyli dwa szwy bo nieznacznie peklam (w zaadzie wg poloznej to bardziej otrcia niz pekniecie) ale szczerze powiedziawszy nie pamietam czy bolalo bo za bardzo martwilam sie stanem zdrowia coreczki. Ale dzien po porodzie mowilam ze moge znowu rodzic bo juz mnie nic nie bolalo :D

Odpowiedz
Mahareth88 2013-11-10 o godz. 21:42
0

mi dala 4 zastrzyki znieczulające bo i pękam i mnie pocięli wiec sporo szwówmi zakładali. Bólu nie czulam w ogole ,a samo przechodzenie nitki bylo zabawne i łaskotało tak ,że sie trzeslam ze smiechu (a po 3 dniach ciężkiego porodu wcale mi do śmiechu nie bylo) az sie pielegniarka smiala ze mnie;)

Odpowiedz
haricot 2013-11-10 o godz. 21:41
0

szycie krocza było zupełnie bezbolesne, jak i cerowanie popękanej masakrycznie pochwy... dostawałam znieczulenie za znieczuleniem, nie wiem ile tych strzykaw było...
najgorzej funkcjonuje się gdy są szwy - po ich zdjęciu odrazu sobie po turecku siedziałam na łóżku szpitalnym :)

i powiem Wam, że bolało mnie przez pierwsze dwa dni i krzywo siadałam i chodziłam, gdy po 2 dniach oddali mi dziecko, które odrazu po porodzie mi zabrano na leczenie... to nagle zapomniałam o bólu i patrząc na mój skarb siadałam jakby nigdy nic :)

Odpowiedz
reniatka 2013-11-10 o godz. 21:40
0

jak tak poczytałam to i mi się przypomniało...
rodziłam bez znieczulenia, miałam jedno nacięcie (nastawiłam się, że wolę to, niż jak moja mama przy mnie mieć 14 głębokich pęknięć...). Do szycia dostałam znieczulenie miejscowe, ale czułam delikatne ciągnięcie - nawet lekarz pytał, czy nie boli, ale się tylko roześmiałam, że po porodzie to każdy ból jest najwyżej jak uszczypnięcie :) Szycie trwało może z 15 min i to co pamiętam najbardziej: przez cały czas NIE MOGłAM PRZESTAć się uśmiechać
lol bo jedyne o czym myślałam, to to, że za drzwiami czeka kurdupelek (dali małą mężowi po tym jak pomierzyli itd)
Chodzić normalnie zaczęłam chyba po 3-4 tygodniach i już nic mnie wtedy nie bolało. Nie pamietam, kiedy zeszły mi szwy - miałam rozpuszczalne. Dość długo (ok5-6 miesięcy) blizna mnie czasem baardzo bolała, ale na szczęście już minęło.

Mam wrażenie, że ktoś to tak mądrze skonstruował, że pamiętam szczegóły, ale nie pamiętam samego bólu. 8)

Odpowiedz
Asia22 2013-11-10 o godz. 21:39
0

Mnie strasznie bolało, popękałam bardzo, byłam niecięta i pękł mi odbyt, byłam szyta ok 2 godz i to było gorsze od wypychania dziecka z brzucha i pękniętej kości ogonowej:( najgorsze wspomnienie z porodu, może dlatego ze lekarka znieczuliła i wróciła po dłuższym czasie a mnie już czucie wracało, zresztą przy tak rozległych obrażeniach powinna chyba lepiej znieczulic i dodawać dawki.

Odpowiedz
okcia81 2013-11-10 o godz. 21:37
0

A mnie uśpili do szycia, więc nic nie pamiętam :D
Za to potem koszmar: bolało w każdej pozycji...

Odpowiedz
justyna_s_s 2013-11-10 o godz. 21:36
0

WhiteRabbit napisał(a):Gdyby teraz, nagle, zaczęli mi zszywać krocze, pewnie by bolało ;)
Ale skurcze porodowe idealnie przygotowują na ból przy samym rodzeniu dziecka.
Ja dostałam znieczulenie miejscowe i podczas zszywania czułam tylko lekkie szczypanie

I kiedy kulminacyjny punkt masz już za sobą, to zszywanie to pestka :)

Odpowiedz
orzełek 2013-11-10 o godz. 21:34
0

Po moim porodzie już nic nie było mnie w stanie boleć ;)
Jak tylko ustały bóle porodowe uśmiech zagościł na mej twarzy i z radością wręcz oddałam się w ręce lekarki. Miałam także łyżeczkowanie, ale naprawdę nic nie było w stanie przyćmić mej radości, że to już po wszystkim! :D ale poród miałam naprawdę nieciekawy, więc to pewnie dlatego, bo do szycia było sporo ;)

Odpowiedz
agnetta 2013-11-10 o godz. 21:33
0

adriana napisał(a):Wy sie kobiety cieszcie, że w ogóle dostałyście znieczulenie przed łyżeczkowaniem ;)
Racja... Ja miałam łyżeczkowanie bez znieczulenia i to było dla mnie gorsze niż sam poród...
A co do szycia. Ja wszystko czułam - i igłę i nitkę - brrrr - jak to sobie o tym przypomnę to mi ciarki przechodzą. No i tego się boję tym razem...
Przy pierwszym porodzie miałam zzo i nic nie czułam.

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:32
0

Wy sie kobiety cieszcie, że w ogóle dostałyście znieczulenie przed łyżeczkowaniem ;)

Odpowiedz
leelou 2013-11-10 o godz. 21:30
0

Zszywanie krocza mnie nie bolalo, gorsze bylo lyzeczkowanie choc dziwne ze cos czulam bo dostalam znieczulenie :o :o

Odpowiedz
wiewrióra 2013-11-10 o godz. 21:28
0

ja mialam jeszcze znieczulenie zzo jak mnei szyli. Niestety szyła mnie praktykantka i troche bylo czuc ale bardziej jako takie szarpnięcie niż ból.

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:28
0

ja miałam znieczulenie bo przed szyciem musiałam byc wyłyżeczkowana
najbardziej bolało mnie samo podawanie znieczulenia, reszta luzik :)

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:27
0

Ja dopiero zorientowalam sie, ze jestem szyta gdy zauwazylam glowe mojej lekarki miedzy moimi udami lol Nie bolalo mnie zupelnie - i dopiero zaczelam czuc jakiesz ciagniecie gdy ja zauwazylam. Nie mam pojecia czy podano mi miejscowe. Rodzilam z zzo, ale po godzinie parcia poprosilam o calkowite odlaczenie, bo nie czulam skorczy. I ostatnie 45 minut rodzilam bez, wiec nie wiem, czy mi podano cos dodatkowo, czy po prostu nic nie czulam z radosci, ze mala juz jest na swiecie.
Ale pierwsze 2 dni po byly bardzo nieprzyjemne. Mimo ciaglego przyjmowania lekow przeciwbolowych i jakiejs tam masci znieczulajacej, baaardzo bolalo siadanie. a najgorsza byla jazda do domu po nierownej nawierzchni autostrady

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 21:26
0

Czasami tez znieczulenie prawie nie działa... niestety :(

Odpowiedz
margo203 2013-11-10 o godz. 21:18
0

AniaAnia napisał(a):Podczas zszywania krocza dostaje się miejscowe znieczulenie, przecież porodówka to nie rzeźnia :D
Spokojnie, na pewno nie powinnaś bać się tego etapu - dasz radę
nie każda dostaje znieczulenie, ja leżałam na patologii z dziewczynom która szła rodzić dzień wcześniej niż ja i ona nie dostała, mi natomiast podali - nie wiem od czego to zależy komu podają a komu nie!

Odpowiedz
Gość 2013-11-10 o godz. 03:55
0

Podczas zszywania krocza dostaje się miejscowe znieczulenie, przecież porodówka to nie rzeźnia :D
Spokojnie, na pewno nie powinnaś bać się tego etapu - dasz radę

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-10-26 o godz. 09:59
0

Olcia1984 napisał(a): jak mnie polozna zszywala to sie jej pytalam ile , czy duzo szwow a ona nc na to. dowiedzialam sie ile ich milam dopiero przy sciaganiu 6! :D
Miałam identycznie ;)
Tylko że przy ściąganiu położna powiedziała "6 jest na zewnątrz" ;) A ile w środku, to nie wiem do tej pory.

Odpowiedz
Gość 2013-10-26 o godz. 09:48
0

ewasia napisał(a):Ja bylam po zzo. Bylo troche nieprzyjemne i wkurzona bylam ze nie chca mi dac spokoju. ;) Ale, zeby bardzo bolalo to nie. W porownaniu z tym bolem przy wychodzeniu malego to pikus byl :)

Nie ma pojecia czy dostalam cos dodatkowego znieczulajacego na samo szycie
mam identyczne odczucia - najpierw miałam łyżeczkowanie a potem szycie szyjki macicy i krocza - nie bolało - było nieprzyjemne ze względu na to że czułam szarpanie jak zaciskała "ściegi" ;) Szwy były rozpuszczalne - mam nadzieję, że dobrze wszystko się rozpuściło - do kontroli dopiero idę

Odpowiedz
Olcia1984 2013-10-26 o godz. 09:00
0

Witam! W moim przypadku gdy mnie nacinali to poczulam straszne pieczenie, trwalo to chwile ale nie przyjemne to bylo :o a samo szycie dostalam zastrzyk znieczulajacy i nie bolalo tylko czulam wklucia i lekkie szarpanie, jak mnie polozna zszywala to sie jej pytalam ile , czy duzo szwow a ona nc na to. dowiedzialam sie ile ich milam dopiero przy sciaganiu 6! ( moja corcia wazyla 4150. 60 cm) :D

Odpowiedz
kasik_cz 2013-10-22 o godz. 02:39
0

rodziłam z zoo, przed szyciem dostałam jeszcze znieczulenie miejscowe (a i tak żaliłam się lekarzowi, że boli i ciągnie ).
Bardzo bałam sie nacinania ale jakos strasznie mnie nie zabolało. Trochę trwało zanim mnie "wyczyścili"(łożysko całe nie wyszło) i pozszywali-szwy rozpuszczalne.
Na drugi dzień po porodzie siedziałam na łóżku po turecku bo jakos zapomniałam o szyciu... ;) nie potrzebowałam żadnych poduszek, kółek ect.
Po paru dniach jakiś zbłąkany supełek mi wylazł ale go wyciągnęłam

Odpowiedz
DobraC 2013-10-21 o godz. 22:42
0

mialam podobnie jak Ewus z tym ze ja mialam popekanie IIIstopnia, bardzo powazne. Szyli mnie dwie godziny, w dodatku z mala iloscia srodkow znieczulajacych - ale podobno dzieki wlasnie malej ilosci rany szybciej i lepiej sie goja, u mnie sprawdzilo sie to w 100%. Co sie nacierpialam to moje ale jeszcze tego samego dnia nie mialam klopotow z siadaniem na poduszce...
Poza tym doskonale pomogl lod owiniety w sciereczke i trzymany miedzy nogami po prostu rewelka
Nacinanie nie bolalo mnie w ogole. Za to szycie wspominam gorzej od porodu (ale to nic dizwnego skoro trwalo jakies 300% dluzej ;) )

Odpowiedz
Gość 2013-10-21 o godz. 22:36
0

Nacinanie czułam, ale nic nie bolało, natomiast szycie było dla mnie najgorszą częścią porodu, mimo że miałam podane znieczulenie miejscowe (dwukrotnie) Szczerze mówiac myślałam już tylko o tym kiedy wreszcie lekarz skończy szycie i będę mogła przytulić małego ;) Co do ilości szwów to nawet nie wiem ile ich miałam, bo na zewnątrz 3 szwy nierozpuszczalne, ale w środku oprócz tego masę rozpuszczalnych, lekarz szył mnie gdzieś okolo 40 minut

Odpowiedz
panna_van_gogh 2013-10-07 o godz. 21:33
0

Nacinanie czułam aczkolwiek nie bolało tak jak myslalam ze bedzie ;)
szycie w znieczuleniu miejscowym po bolach partych wydawało mi sie sielanka 8)
a sciaganie szwow to juz w ogole mega czad - zupelnie nie bolalo a ja wtedy po raz pierwszy bez grymasu bolu siadłam na tylko (6 dzien po porodzie)
siadac bez problemow zaczełam w 9 dniu 8)

Odpowiedz
margo203 2013-10-04 o godz. 09:27
0

haricot napisał(a):od czego zależy to, że jedne z Was miały zwykłe szwy, a drugie rozpuszczalne?
od szpitala w jakim się rodzi, u nas mają tylko rozpuszczalne

Odpowiedz
Gość 2013-10-03 o godz. 12:17
0

minisia napisał(a):haricot napisał(a):od czego zależy to, że jedne z Was miały zwykłe szwy, a drugie rozpuszczalne?
Ponoc od szpitala. U mnie tam gdzie rodzilam daja tylko rozpuszczalne ;)

Grzybowa ty mialas 6 szwow, a ja 16
ja trzy 8)
a u nas tylko szwy normalne i dla mnie dużo lepiej ;)

Odpowiedz
Gość 2013-10-02 o godz. 09:16
0

haricot napisał(a):od czego zależy to, że jedne z Was miały zwykłe szwy, a drugie rozpuszczalne?
Ponoc od szpitala. U mnie tam gdzie rodzilam daja tylko rozpuszczalne ;)

Grzybowa ty mialas 6 szwow, a ja 16

Odpowiedz
Grzybowa 2013-10-02 o godz. 00:34
0

haricot napisał(a):od czego zależy to, że jedne z Was miały zwykłe szwy, a drugie rozpuszczalne?
Wydaje mi się, że to tak naprawdę zależy od tego czym akurat dysponuje szpital. Nie ma bowiem żadnych wskazań do używania szwów takich czy takich lol

Odpowiedz
haricot 2013-10-02 o godz. 00:22
0

od czego zależy to, że jedne z Was miały zwykłe szwy, a drugie rozpuszczalne?

Odpowiedz
Grzybowa 2013-10-01 o godz. 09:30
0

Ja równiez nie czułam jak mnie nacinali. Mimo, że nie miałam znieczulenia. Podczas szycia (miałam 6 szwów) mówiłam lekarzowi, że mogę już rodzić następne dzieciątko. Po porodzie siedziałam normalnie bez żadnych dolegliwości bólowych. Najgorzej wspominam jednak ściąganie szwów po 8 dniach. Najbardziej bolesny etap porodu bądź połogu. Okropieństwo.

Odpowiedz
Gość 2013-10-01 o godz. 04:05
0

ja mialam tylko szwy nierozpuszczalne - lepiej mi się chodzilo zaraz po porodzie niż np. trzy dni później kiedy się goić zaczęło i szwy zaczęły "ściągać" ;) jak je zdjęli po tygodniu było juz pięknie - chodzenie i siadanie zrobilo się jeszcze prostsze - luzik lol
i dlatego wolę te nierozpuszczalne bo przynajmniej człowiek wie ile będzie z nimi chodził lol

Odpowiedz
margo203 2013-09-29 o godz. 11:18
0

ja jak pisałam wcześniej mogłam już siedzieć bez żadnego bólu odrazu a szwy mi się wszystkie dopiero rozpuściły pod koniec 6 tygodnia

Odpowiedz
Gość 2013-09-29 o godz. 00:12
0

minisia napisał(a):Ja rodziłam bez znieczulenia, kiedy mnie nacinali poczułam to, ale tylko troche, szycie mialam w znieczuleniu i dostalam tzw "glupiego jasia". Pod koniec poczułam nieprzyjemne ukłucie i tyle ;)
Jestem 6 dni po porodzie, siedzenie sprawia mi trudnosci, boli i szczypie Mam tez szwy rozpuszczalne - innych u nas w szpitalu nie ma ;) Ciekawe ile mi sie to bedzie goilo
Moge powiedziec, ze do pelnej sprawnosci w siedzeniu doszlam rowne 3 tygodnie po porodzie. A jesli chodzi o szwy to juz sie rozpuscily i trwalo to 4 tygodnie ;)

Odpowiedz
Gość 2013-09-28 o godz. 12:35
0

mnie jak kaję z tego wszystkiego to ściąganie szwow najbardziej bolało

Odpowiedz
Gość 2013-09-23 o godz. 06:11
0

Ja mialam tylko dwa otarcia, mimo to zszywane. Byla to dla mnie najbolezniejsza czesc porodu, mimo podanego znieczulenia

Odpowiedz
Gość 2013-08-28 o godz. 11:06
0

Rodziłam bez znieczulenia i nawet nie poczułam, kiedy mnie nacięli. Szycie było przy znieczuleniu miejscowym i nie bolało. Najgorzej wspominam ściąganie szwów, ale to poszło szybko.

Krocze mnie praktycznie nie bolało, przez pierwszy dzień ciągnął mnie trochę jeden szew, ale nie miałam problemu z siadaniem

Odpowiedz
Gość 2013-08-28 o godz. 01:06
0

Ja rodziłam bez znieczulenia, kiedy mnie nacinali poczułam to, ale tylko troche, szycie mialam w znieczuleniu i dostalam tzw "glupiego jasia". Pod koniec poczułam nieprzyjemne ukłucie i tyle ;)
Jestem 6 dni po porodzie, siedzenie sprawia mi trudnosci, boli i szczypie Mam tez szwy rozpuszczalne - innych u nas w szpitalu nie ma ;) Ciekawe ile mi sie to bedzie goilo

Odpowiedz
Gość 2013-08-18 o godz. 10:20
0

To jeszcze ja się dopiszę - z tych straszących ;)

adriana napisał(a):
Mnie łyżeczkowali na żywca... nie tyle bolesne, co bardzo nieprzyjemne
to i ja witam w klubie dla mnie to było baaardzo nieprzyjemne.
Późniejsze szycie było gorsze od porodu, jęczłam cały czas że boli, choć dostałam jakiś zastrzyk (rodziłam bez zoo) to czułam każde wkłucie. Najgorsze było zszywanie jakiegoś pęknięcia przy cewce moczowej, myslałam że już umieram, a lekarz kazał sie nie ruszać bo wszystko musiałby jeszcze raz robić koszmar

Cięcie czułam i oczywiście nie uprzedzono mnie o nim

Załatwianie potrzeb to był koszmar, siusianie po jakiś 2-3 tyg. opanowałam (oczywiście na stojąco - chyba jeszcze z 1 m-c po porodzie), grubsze potrzeby to był dopiero problem Zresztą to też tylko na stojąco załatwiałam, bo inaczej nie byłam w stanie Siadanie przez jakieś 2 tyg. w ogóle nie wchodziło w grę, potem zaczęłam siadać na kółku, a bez niego to może z 2 m-ce po porodzie... no ale podobno byłam mocno popękana i ostro zszywana - godzinę czasu. Mój mąż siedział w tym czasie tuż obok lekarza i potem mi mówił, że miał ochotę rąbnać go w głowę za te moje krzyki ;)

Położna środowiskowa poleciła mi super mieszankę ziołową do nasiadówek - był tam bodajże rumianek, kora dębu, septosan i coś jeszcze zcego teraz już nie pamiętam - fantastyczna sprawa - robiłam nasiadówki 2-3 razy dziennie - zaparzone zioła z ciepłą wodą do miski, kładłam ją na podłodze i siadałam pupą (troszkę bardziej z tyłu na kości ogonowej z kolanami podciągniętymi pod brodę, zeby mniej bolało siedzenie) i tak moczyłam się chyba po jakieś 20 min. uelsatyczniało tkanki i ja lepiej się po tym czułam.

adriana napisał(a):matylda_zakochana napisał(a):ale strasznie się bałam iść na zdejmowanie
Ja też się bałam, bardzo. Bez potrzeby! To w ogóle nie boli, może małe uszczypnięcie i tyle. Za to bez szwów jaki komfort! lol
Bez szwów faktycznie komfort jakby większy, ale niestety mnie zdejmowanie bardzo bolało - miałam wrazenie, że położna wycina mi je nożykiem prosto z ciała oczywiście nie było znieczulenia do tego. Jak tam krzyczałam na tym fotelu i w efekcie wszystkiego mi nie ściagnęła ( głównie ze środka) ale i tak było lepiej. Reszta wyszła sama

Odpowiedz
Gość 2013-07-30 o godz. 21:53
0

Poczytałam was i przypomniałam sobie, jak to było u mnie.
Cięcia w ogóle nie zauważyłam, szycie - dostałam znieczulenie, czułam ciągnięcie, ale specjalnie nie bolało. Przeszkadzało mi tylko, że coś jeszcze ode mnie chcą, a ja marzyłam tylko o tym, żeby przytulić znowu córeczkę.
Lekarz był fantastyczny - poznałam go zresztą nieco wcześniej, jak lerzałam na patologii ciąży. Odwarcał moją uwage od szycia i cały czas żartowaliśmy. Wcześniej też zapytał co to za poród, kiedt pacjentka śmieje się na łóżku porodowym... ;-)
Potem: tantum rosa to podstawa. Po każdym siusianiu. Samo siusianie przez jakiś czas tylko pod prysznicem. Grubsze potrzeby miałam jakoś zablokowane przez kilka dni. Psychika tak zadziałała, że nawet czopek nie pomagał.
Szwy zdjęli w szóstej doie i od tego momentu odżyłam. Wcześniej duże problemy z siadaniem i wstawaniem. Przy następnej ciązy kupuję koło poporodowe.
Ogólnie połóg to ciężka sprawa. Jak dojdą do tego jeszcze bóle brodawek przy karmieniu i ścisła dieta karmiącej mamy (bez produktów pochodzenia krowiego), którą ja stosowałam przez 3 miesiące, to nie jest lekko.
Ale warto !! :-))) Przecież wiecie. :-)

Odpowiedz
margo203 2013-07-29 o godz. 22:18
0

ale mi też mówili że są rozpuszczalne więc mam nadzieję że mnie nie oszukali!
zresztą w razie czego wszystkiego sie dowiem na kontroli u gina po tygodniach od porodu

Odpowiedz
Gość 2013-07-29 o godz. 10:20
0

matylda_zakochana napisał(a):ale strasznie się bałam iść na zdejmowanie
Ja też się bałam, bardzo. Bez potrzeby! To w ogóle nie boli, może małe uszczypnięcie i tyle. Za to bez szwów jaki komfort! lol

Odpowiedz
matylda_zakochana 2013-07-29 o godz. 10:19
0

Moje szwy miały się rozpuścić po tygodniu, a nosilam je chyba ponad miesiąc :o Też już się bałam, że mnie oszukali i założyli zwykłe, ale strasznie się bałam iść na zdejmowanie

Odpowiedz
Gość 2013-07-29 o godz. 10:04
0

No właśnie. Mi też powiedzieli, że są rozpuszczalne, a nie były! Lekarz na kontroli się zaśmiał, że one się może i rozpuszczą, ale może im to zając nawet 3 miesiące Miałam zdjęte w 10 dobie - duuuża ulga :)

Odpowiedz
HoneyGirl 2013-07-29 o godz. 09:50
0

balu21 napisał(a):
po wszystkim okazało się , ze szwy które miały być rozpuszczalne okazały się zwykłymi i tylko dzięki mojej czujności 3 tyg po porodzie na żywca wyciągali mi z ciała praktycznie wrośnięte nici ( no ale to już zupełnie inna historia )
radzę być czujną

Odpowiedz
margo203 2013-07-29 o godz. 07:34
0

ja do poczatku siedze na tyłku i nie odczuwam żadnego dyskomfortu
ale tygrysko czy Ci się już rozpuściły szwy?
i mniej więcej ile jest na to czasu?

Odpowiedz
tygryska 2013-07-29 o godz. 07:25
0

Ja też miałam znieczulenie do zszywania.Nie było to najmilsze przeżycie,ale dało się wytrzymać.
Mi położna powiedziała,że to indywidualna sprawa czas rozpuszczania szwó.Ja jestem 2,5 tyg po porodzie i praktycznie bez bólu siedzę już na tyłlku. :)Ale pierwsze 1,5 tyg było ciężko.Siedziałam tylku na kólku.

Odpowiedz
margo203 2013-07-29 o godz. 05:43
0

a mam pytanie ile się wam rozpuszczały szwy?
ja na szczęście dostałam znieczulenie podczas zszywania!

Odpowiedz
Basia_80 2013-05-04 o godz. 15:29
0

Ja nie miałam żadnego znieczulenia przy porodzie. Nacięcia w ogóle nie czułam, ale zszywanie było chyba najbardziej bolesne z całego porodu.
Dodatkowo coś się źle goiło i chyba ze dwa miesięce nie mogłam bez bólu siedziec, czy stac.

Odpowiedz
margo203 2013-05-04 o godz. 05:25
0

fjona napisał(a):ja nacinania ani nie czułam ani nie zauwazylam. byłam bardzo zdziwiona jak po wszystkim lekarz sie wziął za szycie, którego tez w zasadzie prawie nie czułam!
nie widziałam pewnie dlatego, że przy parciu cały czas otwierałam oczy, no nie mogłam nad tym zapanować więc mnie wszyscy nastraszyli, że jak jeszcze raz otworze oczy to mi wyleca na wierzch :o byłam w takim szoku, że zamkełam je na dobre i dopiero jak poczuam maćka na brzuchu to otworzyłam :)
szczęściara.....

Odpowiedz
fjona 2013-05-03 o godz. 01:31
0

ja nacinania ani nie czułam ani nie zauwazylam. byłam bardzo zdziwiona jak po wszystkim lekarz sie wziął za szycie, którego tez w zasadzie prawie nie czułam!
nie widziałam pewnie dlatego, że przy parciu cały czas otwierałam oczy, no nie mogłam nad tym zapanować więc mnie wszyscy nastraszyli, że jak jeszcze raz otworze oczy to mi wyleca na wierzch :o byłam w takim szoku, że zamkełam je na dobre i dopiero jak poczuam maćka na brzuchu to otworzyłam :)

Odpowiedz
Gość 2013-05-03 o godz. 00:12
0

natalia25 napisał(a):Carrie napisał(a):To z ciekawostek dodam, że ja mam bliznę 2 cm, która boli na zmianę pogody. Normalnie mogę za pogodynkę robić.. lol
nie wiem czy powinnam Ci to mówić, ale moja mama czuje swój szew po mnie do dzisiaj ( czyli po 28 latach) i tez zawsze na zmiane pogody
Nat, nie jestem przewrażliwiona na tym punkcie. To nie pierwsza moja blizna, która boli, więc spoko :)

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 23:44
0

To z ciekawostek dodam, że ja mam bliznę 2 cm, która boli na zmianę pogody. Normalnie mogę za pogodynkę robić.. lol

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-05-02 o godz. 23:39
0

Bosz, gdybym zobaczyła te nożyce... Ja do tej pory (do przed chwilą) myślałam, że tnie się skalpelem lol
Położna była tak delikatna, że nie poczułam. A nożyc nie widziałam na oczy. Dopiero jak mnie szyły powiedziały, że nacięła i pękłam. Szyła mnie lekarka, położna oglądała. Próbowały nowy szew, poduszkowym się chyba zwie lol

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 14:43
0

Pewnie, że się da przeżyć ;) Ja bardzo szybko zaczęłam mówić o kolejnym dziecku 8)

Ale cięcie też czułam. To było straszne (swoja drogą to byłam w szoku, ze z jakimiś nożycami do mnie podchodzą :o - myślałam, że nacięcie robi się skalpelem ;) ) Ale mnie cieli poza skurczem :| Dali jakieś znieczulenie miejscowe, ale ja miałam wrażenie, że ono w ogóle nie zadziałało :/

sylvia napisał(a):dlaczego na żywca??
A kto to wie byłam na granicy przytomności i już wszystko przyjmowałam na zasadzie 'widać trzeba' :|

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-05-02 o godz. 13:44
0

Na brzuch by było fajnie ;)
A jak włożyli lód, to omal nie doznałam szoku termicznego ;)
W środku +60, lód -60. Sama nie wiem, co to było za uczucie, bo mnie zmroziło.

Adriana, Marchefka, nie zazdroszczę, ale jak widać - wszystko można przeżyć :)

Mnie też boli jeszcze miejsce nacięcia i pęknięcia.
Szczególnie jak mam okres

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 13:39
0

adriana witam w klubie i zszywali tez prawie na zywca, nie zwazajac na moje protesty, ze jeszcze nie dziala znieczulenie zreszta co tu gadac o zszywaniu, jak czulam ciecie...Naczytalam sie jak to robia je w szczycie skurczu i nic sie nie czuje. A potem rozkoszna polozna trzymajac te rzeznickie nozyce mowi mi, ze mam powiedziec kiedy bedzie szczyt skurczu - a skad ja mam to wiedziec ??? no i darlam sie , ze czuje jak mnie tnie, ale jakos ich to nie wzruszylo

Nie wiem co mi idiotka uszkodzila, moja gin obstawia, ze jakis nerw, bo nawet ostrzykiwanie srodkiem znieczulajacym teraz srenio dziala - a mienelo 16 miesiecy i ciagle czuję lekki bol w miejscu naciecia.
Przy kolejnym dziecku kryterium wyboru szpitala bedzie podejscie do ochrony krocza
szkoda, ze po fakcie dotarlo do mnie, ze nacinanie to nie normalne dzialanie przy porodzie

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 13:33
0

adriana napisał(a):
Mnie łyżeczkowali na żywca... nie tyle bolesne, co bardzo nieprzyjemne
:o :o :o
Ło matko, Adriana :o dlaczego na żywca??
A lód u mnie też był, tyle, że na brzuch, miał obkurczyć macicę. No ale to akurat fajne było- na zewnątrz trzydzieści stopni, a tu takie chłodzenie :D

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 13:26
0

Skoro się licytujecie ;) to ja powiem, że lignina i kostki lodu to pikuś 8)

Mnie łyżeczkowali na żywca... nie tyle bolesne, co bardzo nieprzyjemne

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-05-02 o godz. 12:29
0

Lignina to pikuś.
Mi włożyli... dwie kostki lodu
Ponoć zmniejszają krwawienie, obkurczają naczynia krwionośne, ale chyba wolałabym bez ;)
Problemy z gazami też miałam, ale odwrotnie = nie mogłam... ;)

Co do załatwienia się, podpowiem fajną rzecz (sama na to wpadłam 8)).
Nie użyłam papieru toaletowego, tylko nawilżane chusteczki (chyba najlepiej sensitive) dla dzieci. Są delikatniejsze. Oczywiście zaraz po załatwieniu się umyłam się - ale tego mówić nie muszę, bo już ktoś pisał (może nawet ja ;)).
I najważniejsze: nie wolno! (wręcz) bać się załatwić. Nic się nie stanie, jak jeszcze trochę się poprze, a wstrzymywanie się prowadzi (podobno) do sporych kłopotów!
Szczerze mówiąc, tak mnie położna nastraszyła, że już się nie bałam załatwić i czym prędzej pobiegłam do łazienki ;)

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 11:09
0

fjona napisał(a):z takich niespodzianek poporodowych związanych z kroczem (ale nie do końca) to mogę dodać, że ja miałam na początku troche problemów z trzymaniem moczu. raz sie klasycznie zsikałam bo nie mogłam zatrzymac tego. ale tylko raz, ufff.
tak tylko naspisałam bo może komus sie to przydazyło więc zeby się nie dziwić :)
No ja miałam problem z gazami
Nie ważne gdzie byłam, nie umiałam utrzymać 8) lol
Natomiast ból w kroczu czułam niestety ponad 2 miesiące :|

Odpowiedz
Gość 2013-05-02 o godz. 01:31
0

sylvia napisał(a):Najbardziej mnie wkurzyło, gdy gin wkładał mi tam zwitek ligniny o srednicy z 5cm.
O tak. Ja tu szczesliwa, ze sie wreszcie Olafa pozbylam z tamtad a tu mi palant jakies cholerstwo do srodka pcha

Odpowiedz
Gość 2013-05-01 o godz. 23:29
0

Mnie zszywanie nie bolało nic, a nic, ale dostałam coś w żyłę :) Rodziłam bez znieczulenia, ale na zszywanie coś mi dali. Byłam cięta i do tego pękła mi szyjka macicy, więc tego zszywania trochę było. Najbardziej mnie wkurzyło, gdy gin wkładał mi tam zwitek ligniny o srednicy z 5cm. Nie bolało, ale był to dość nieprzyjemne. W odwecie tak go siknęłam krwią, że pielęgniarka musiała mu myć okulary lol

Odpowiedz
margo203 2013-04-30 o godz. 01:04
0

fjona ja dziękuję Ci za tą informację bo lepiej nastawić się na wszystko
niż później panikować że coś jest nie tak!
Więc dziewczyny jeżeli miałyście jeszcze jakieś inne dolegliwości poporodowe
to piszcie ja z chęcią poczytam!!

Odpowiedz
fjona 2013-04-29 o godz. 23:27
0

margo203 napisał(a):natalia25 napisał(a):fjona napisał(a):z takich niespodzianek poporodowych związanych z kroczem (ale nie do końca) to mogę dodać, że ja miałam na początku troche problemów z trzymaniem moczu. raz sie klasycznie zsikałam bo nie mogłam zatrzymac tego. ale tylko raz, ufff.
tak tylko naspisałam bo może komus sie to przydazyło więc zeby się nie dziwić :)
ale to chyba nie jest związane wyłącznie z zszywaniem krocza, ale z poluzowaniem mięśni w tym mięśni zwieraczy
a mi się wydaje że po porodzie pewnie wszystko jest możliwe :P
nat, dltego napisałam, że jest to temat związany z kroczem ;) ale myslę, że to raczej zupełnie nie jest związane ze zszywaniem. napisałam to tylko dlatego bo tu dziewczyny się dziwą różnym rzeczom więc "przygotowuje" je na jeszcze jedną nispodzinakę.

Odpowiedz
margo203 2013-04-29 o godz. 13:26
0

natalia25 napisał(a):fjona napisał(a):z takich niespodzianek poporodowych związanych z kroczem (ale nie do końca) to mogę dodać, że ja miałam na początku troche problemów z trzymaniem moczu. raz sie klasycznie zsikałam bo nie mogłam zatrzymac tego. ale tylko raz, ufff.
tak tylko naspisałam bo może komus sie to przydazyło więc zeby się nie dziwić :)
ale to chyba nie jest związane wyłącznie z zszywaniem krocza, ale z poluzowaniem mięśni w tym mięśni zwieraczy
a mi się wydaje że po porodzie pewnie wszystko jest możliwe :P

Odpowiedz
margo203 2013-04-29 o godz. 13:14
0

fjona wydaje mi się że w tym okresie poporodowym to wszystko jest możliwe! :)

Odpowiedz
fjona 2013-04-29 o godz. 11:36
0

z takich niespodzianek poporodowych związanych z kroczem (ale nie do końca) to mogę dodać, że ja miałam na początku troche problemów z trzymaniem moczu. raz sie klasycznie zsikałam bo nie mogłam zatrzymac tego. ale tylko raz, ufff.
tak tylko naspisałam bo może komus sie to przydazyło więc zeby się nie dziwić :)

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-04-29 o godz. 10:14
0

margo203 napisał(a):a wietrzenie krocza sprzyja szybszemu gojeniu?
Oczywiście :)
To tak jakbyś rozcięła sobie palec (ja ciągle z tym palcem...) i wiecznie nosiła plaster. Szybciej się zagoi jak jest dostęp powietrza :)

Odpowiedz
margo203 2013-04-29 o godz. 05:23
0

a wietrzenie krocza sprzyja szybszemu gojeniu?

Odpowiedz
Gość 2013-04-28 o godz. 23:30
0

margo203 napisał(a):A tantum rosa jak się rozpuści załóżmy w 1 litrze wody to zużywamy tą mieszankę za jednym razem
czy mamy to na kilka podmyć?
Spokojnie na kilka. Zresztą na opakowaniu chyba jest napisane. Polecam ponadto roztwór z nadmanganianu potasu i na gojenie się rany zwykły panthenol. No i do podmywania ponadto wyciąg z kory dębu - ma właściwości kojące.

Odpowiedz
Gość 2013-04-28 o godz. 21:38
0

ja miałam znieczulenie miejscowe, poza tym jakoś się na tym zszywaniu nie koncentrowałam, bo mąż stał obok t trzymał synka na rękach.

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-04-26 o godz. 00:07
0

margo203 napisał(a):
A tantum rosa jak się rozpuści załóżmy w 1 litrze wody to zużywamy tą mieszankę za jednym razem
czy mamy to na kilka podmyć?
Nawet nie wiem, ale u mnie stało tak długo, jak długo było potrzebne.

Aha, przypomniało mi się: polecam sikanie pod prysznicem na stojąco ;) Od razu można się umyć (bo dobrze się myć po każdym sikaniu).

Odpowiedz
Gość 2013-04-25 o godz. 20:32
0

joann5 napisał(a):Mnie zszywano ok 15 min. i nic mnie nie bolało bo dostałam miejscowe znieczulenie. Dodam że rodziłam naturalnie bez znieczulenia.
U mnie było tak samo. Myślałam tylko o tym, żeby jak najsybciej skończyli bo chciałam do męża i małej.
Do mycia używałam najzwyklejszegomydła. Koła nie mialam. Nawet szwów nie czułam.

Odpowiedz
margo203 2013-04-25 o godz. 13:00
0

czyli najważniejsze jest to żeby jak najczęsciej się pomywać!!!

A tantum rosa jak się rozpuści załóżmy w 1 litrze wody to zużywamy tą mieszankę za jednym razem
czy mamy to na kilka podmyć?

Odpowiedz
Scully16 2013-04-25 o godz. 07:04
0

Jedni pocieszają, a drudzy straszą, a wszystko zależy...

Ja będę z tych straszących (kto nie chce niech nie czyta). Nie pamiętam ile trwało szycie, ale dosyć trwało, choć miałam małego na brzuchu i niby nic innego mnie nie interesowało, ale już się nie mogłam doczekać kiedy skończą szycie. Było w znieczuleniu miejscowym ale mimo to było to trochę nieprzyjemne, potem mi jeszcze dostrzyknięto znieczulenia a i tak z tyłkiem "uciekałam" spod igły, a mały był tak długi, że jego stopy od czasu do czasu plątały się "w polu rażenia".

Co do samopoczucia potem, z sikaniem nie miałam na początku problemów (co innego z wypróżnianiem, ale to już inna historia), najbardziej wkurzał mnie tylko za niski kibel bo nijak usiąść nie mogłam, po kilku dniach odkryłam sikanie na stojąco i to mnie uratowało. Pierwsze wypróżnienie to taki niby-poród, dodatkowo miałam takie sensacje jakby mi ktoś odwrócił "ssanie" Przez pierwsze tygodnie przydała się nauka oddychania jak do porodu bo normalnie miałam tam silne skurcze Siadać nie mogłam porządnie przez kilka tygodni, minimalnie lepiej było po zdjęciu szwów nierozpuszczalnych bo już tak nie ciągnęło, ale od siadania bokiem nadwerężyłam sobie kręgosłup. O bolącej kości ogonowej nie wspomnę. Także jeśli od mnie chodzi to nie mogłam chodzić, stać, siedzieć ani leżeć, a wisieć się nie dało W szpitalu miałam koło ratunkowe ale w zasadzie różnica żadna. Pocieszę Was, że chyba jednak jestem wyjątkiem, no i to wszystko mogło wynikać z tego, że z jednej strony krocza zrobili mi krwiaka i maxi siniaka, więc może stąd te moje dolegliwości...

Odpowiedz
ediee 2013-04-24 o godz. 08:46
0

to ja pocieszę :D

Mnie bolało jakieś 2-3 doby, później nie pamiętam żadnego innego bólu jak kości ogonowej Problem z siusianiem miałam tak z dobę po prodzie, a jak już wróciłam do domu koniec.
Bez problemu siedziałam już kilka dni po i żadne koła nie były mi potrzebne.
Ale szycie było pirma klasa przez mistrza robione lol

Odpowiedz
buniuta 2013-04-24 o godz. 04:49
0

Mnie zszywano miedzy 10 a 15 minut.
Nie było to jakieś straszne przeżycie.
Rodziłam bez znieczulenia, do szycia miałam podane znieczulenie miejscowe, które chyba nie bardzo działało, bo coś tam czułam....

Na marginesie dodam, że zszywał mnie takl przystojny lekarz, że zaczęłam sie zastanawiać jak wyglądam!

Krocze oczywiście boli po porodzie, ale bez przesady (no oczywiście to moje odczucie, bo jakoś mnie specjalnie nie porozrywało).

Problem z siusianiem miałam przez 1 dzień.
Potem czułam dyskomfort przy grubszych potrzebach. Opuchlizna i ciągniecie.
Przez tydzień czy dwa z siedzeniem.

Na krocze używałam przez 2 dni preparatu tatntum rosa, a potem płynu do higieny intymnej z korą z dębu (właściwości ściągające) wypróbowanego przed porodem.
Po każdej wizycie w wc oczywiście mycie.

Zgoiło się tak, ze gin stwierdził, żem nówka sztuka!

Odpowiedz
Gość 2013-04-24 o godz. 03:40
0

Dali znieczulenie miejscowe. Aczkolwiek mój hafciarz powiedział, ze jest jakieś tam jedno miejce, gdzie mimo znieczulenia wszystkie kobiety boli.

Odpowiedz
Gość 2013-04-24 o godz. 03:17
0

Mnie zszywano ok 15 min. i nic mnie nie bolało bo dostałam miejscowe znieczulenie. Dodam że rodziłam naturalnie bez znieczulenia. Nieprzyjemne było tylko to jak pani doktor przecierała mi krew z miejsca gdzie zszywała ale dało się to przeżyć.
Później położna kazała mi to bez żadnego strachu myć ręką wodą z mydłem czy z płynem do higieny intymnej (choć w szkole rodzenia mówili by używać właśnie wspomnianego już szarego mydła). Ja myłam płynem i było/jest ok. Pierwszy tydzień nie należy do najłatwiejszych przy siadaniu - szwy ciągną. Trudności z załatwianiem nie miałam bo przykazali oddać mocz w ciągu 8 godzin od urodzenia. Bałam się natomiast zrobić kupkę ;) ale strach ma wielkie oczy :)
Koła nie używałam i cieszę się że gonie kupiłam bo po 5 dniach od porodu mogłam normalnie usiąść.

Odpowiedz
WhiteRabbit 2013-04-24 o godz. 03:11
0

Eee, ja się płukałam Tantum rosa codziennie ;) Tzn. raz dziennie - nie pamiętam, ale tak chyba na saszetce było napisane.
Nic mi tak ulgi nie przynosiło.
Saszetkę rozpuszcza się w litrze wody (odlałam pół litra z 1,5 litrowej butelki Żywca - niegazowanej oczywiście), wsypałam zawartość saszetki i się tym "chlapałam". Zawsze stało koło wanny.
Zazwyczaj wieczorem stosowałam - wtedy najbardziej mi dokuczało, po całodziennym chodzeniu, siedzeniu.

Koło używałam tylko w szpitalu. Gdybym wiedziała, jakie to dobrodziejstwo, kupiłabym je przed porodem i wzięłabym swoje do szpitala, a potem do domu.

Dziewczyny, z tym kroczem to nie jest tak źle :) Ja też się tego bałam przed porodem, ale myślałam, że będzie gorzej :) To tak jak ze zranionym palcem - po prostu trzeba uważać podczas użytkowania bolącego miejsca ;)

Odpowiedz
Liberales 2013-04-24 o godz. 02:56
0

Mi lekarz i położna kazali myć szarym mydłem bo wysusza i przyspiesza gojenie....Natomiast tamtum rosa kazali używać tylko wtedy gdy będzie się coś działo typu jakiaś niespodziewana infekcja(swędzenie ;) )bo tamtum jest lekiem mimo wszystko więc jeśli nie ma potrzeby używania leku to lepiej szarym mydłem potraktować krocze ;)

Odpowiedz
Gość 2013-04-24 o godz. 02:17
0

matylda_zakochana napisał(a):W następnych dniach moim najlepszym przyjacielem było tantum rosa, tym się podmywałam i było o niebo lepiej. Z całego serca polecam.
czyli tym tamtumrosa trzeba sie podmywac, plukac zew. ?

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie