Quantcast
  • miu miu odsłony: 12677

    Wierzycie w przeznaczenie?

    Wierzycie w to?w przeznaczenie?czasem sie zastanawiam dlaczego jestem tu gdzie jestem z tymi a nie innymi ludzmiczy tak miało być?czy to sprawa przypadku?czy w 100% jestem kowalem własnego losu?czesto jak sie cos wydarzy to mówimy 'tak juz miało byc' albo jak sie obawiamy tego co bedzie to mówimy 'co ma być to będzie'co o tym sadzicie?

    Odpowiedzi (50)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-08-04, 03:06:49
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
malutka311 2013-08-04 o godz. 03:06
0

ale i tak sie boje,pewnie dlatego ze jest mi to obce,nieznane...w kazdym badz razie poznac blizej bym nie chciala :D

Odpowiedz
bombelek 2013-08-04 o godz. 03:03
0

tak, duchy istnieja.ale mowi sie, ze zywych bac sie trzeba a nie umarlych, wiec bez obawy, nie umarlabys

Odpowiedz
malutka311 2013-08-04 o godz. 03:01
0

bombelek napisał(a):a duchy, wierzysz w duchy?
wierze w duchy...pewnie ze tak...wydaje mi sie ze sa dobre i zle...aczkolwiek nie chcialabym nigdy spotkac zadnego...umarlabym wtedy ze strachu
Mysle ze duchy zmarlych z rodziny pomagaja w jakis sposob swoim bliskim,wiele opowiesci slyszalam juz na ten temat, swoja droga uwielbiam takie opowiesci :D zawsze mam wtedy dreszczyk :D

Mojego narzeczonego Swietej pamieci tata opowiadal ze kiedys jak czekal rano na pociag to podszedl jego kolega i zaczal z nim rozmawiac,dopiero po jakis 10 minutach zorientowal sie ze ten kolega zmarl pare dni temu,byl w takim szoku ze w ciagu 5 minut znalazl sie w domu....czyli duchy istnieja 8)

Odpowiedz
bombelek 2013-08-04 o godz. 02:58
0

hmmm, no wlasnie, mowi sie, ze rzad nie chce mowic....ale po co robic z tego tajemnice, no nie? moze nie chca zasiewac paniki, ale ja tam bym cciala wiedziec....tak samo, jak NASA....to tez bardzo tajemnicza instytucja. dlaczego nie moze tam wejsc sobie kazdy? no nie mowie, ze kazdy z ulicy tak jak sie wchodz do sklepu, ale ogolnie bardzo ciezko jest miec zezwolenie na to zeby tam wejsc.....musza tam "cos" miec albo cos wiedziec.....mowi sie nawet, ze pracownic nasa maja cos takiego, ze jak wyjezdzaja z pracy, to nic nie pamietaja....a na drugi dzien znowu jada do pracy, i dopiero tam na miejscu wiedza co i jak, ze niektorzy nawet wozeni sa do pracy i nie potrafia potem sami tam trafic......dziwne to troche, ale byc moze to tylko plotki i baji. ale w kazdej plotce i bajce jest ociupinka prawdy, no ie?

siostra mojej babci przezyla smierc kliniczna...mialam wtedy jakies 5 lat i pamietam jak tam pobieglam.zemdlala w kosciele, i ktos przyszedl po moja babcie, mieszka niedaleko koscila, a ja tam u niej wtedy bylam. pamietam ze pobieglam za nia, chociaz krzyczeli na mnie zeby nigdzie nie isc lol ja bylam ciekawa co tam sie dzieje.na miejscu byl juz lekarz i wiem, zemowil cos, ze ja to zrozumialam ze nie zyje. no i takie dziwne to dla mnie bylo, ze ze kilka dni ona ze szpitala wyszla :o
opowidala o tym co kazdy, czyli o swiatelu na koncu tunelu i ze strasznie dobrze jej tam bylo, maila nawet zal, ze ja odratowano .....
ponoc to jeszcze nie ten czas....
kotos tam tez opowadal o smierci klinicznej, ze jak zblizal sie do etgo swiatelka w tnelu, to uslyszal glos "wroc, daje ci szanse"... ponoc przed tym nie byl dobrym czloweikie, a teraz sie zmienil.
smierc kliniczna nie jest wcale takim rzadkim przypadkiem, duzo przykladow slyszala...moze dlatego ze lubie o takich rzeczach sluchac i rozmawiac.....
mialam kiedy ksiazke "zycie po smierci" tam duzo o tym bylo, chowalam ja przed mama, bo rzyczakla na mnie ze czytam takie cos, a potem boje sie w nocy teraz juz sie po nocach nie bije, a le nadal lubie te tematy.....

a duchy, wierzysz w duchy?

Dodano: Sob 30 Cze, 2007 14:28
bombelek napisał(a):teraz juz sie po nocach nie bije
bombelek masochistka
nie boje mialo byc

Odpowiedz
malutka311 2013-08-04 o godz. 02:57
0

wlasnie mi sie wydaje ze duzo amerykanski rzad tuszuje...bo to niemozliwe aby w tak ogromnym wszechwiecie tylko Ziemia byla zaludniona...
Wierze w inna cywilizacje...cos czy ktos tam gdzies musi byc 8)

Wszystko jest tak skomplikowane...ciekawe czy ktos kiedys pozna na to odpowiedz...

Smierc kliniczna...dlaczego ludzie wracaja z tamtej strony??czy to nie czas na nich??kto o tym decyduje??....
duzo tych pytan bez odpowiedzi...

Odpowiedz
Reklama
bombelek 2013-08-04 o godz. 02:55
0

malutka ja tez lol
jesli chodzi o deja vu, to niby przelatuja nam obrazki z kiedys wlasnie, ze juz to przezylismy......ale niestety (albo stety) jest na to naukowe wytlumaczenie. uczucie deja vu przytrafia nam sie najczesciej gdy jestesmy zmeczeni, niewyspani, duzo o czyms myslimy....kiedy nasz mozg nie jest wystarczajaco wypoczety. normalnie na cos patrzysz, mozg wysyla ci sygnal, ze ty to widzisz....ale gdy jest zmeczony czasmai wysyla ci ten sygnal do twojej swiadomosci dwa razy, stad to uczucie, ze juz to bylo....

uff, nie umie tego wytlumaczyc, ale czytalam o tym, i tak to mniej wiecej wyglada.....

ciekawe czy oprocz nas sa jeszcze jakies istoty.......ponoc tak.np slynne rosvelt w usa, gdzie "cos" widziano. to "cos" widziala rowniez pewna pani, byla wtedy mala dziewczynka.....tego samego wieczoru kiedy to sie zdazylo, do jej domu przyszly jakies sluzby, i wmawiali jej, ze jej sie snilo, ze nikomu ma nic nie mowic, chcieli z nij glupia zrobic poprostu.ogolnie sa ludze ktorzy twierdza ze cos widzieli..

chyba musi cos byc, i z tym zyciem po zyciu i z tym ufo, za duzo swiadkow....niemozliwe zeby wszyscy sie zmowili, albo wszystkim odbilo...
trojkat ermudzki, tez ciekawe.....gdzie oni przepadaja? czy sa gdzies? czy moze zgineli, umarli? nie widsomo, zadnych szczatkow.....moze lataja sobie gdzies w jakiejs prozni.....kompas nie potrafi wylapac kierunkow....ez pewnie da sie to wytlumaczyc naukowao, ale gdzie ci ludzie? samoloty? statki? nikt ich nie odnalazl, wiec chyba tak naprawde to tez nie jejt do konca jasne, niech nauka co chce mowi.....gbydy miala"cos" na to, to pewnie bylaby w stanie temu zaradzic, a przynajmniej omijano by te tereny :o

Odpowiedz
malutka311 2013-08-04 o godz. 02:52
0

tak samo jest z uczuciem deja vu??czasem go mam a skad ono sie bierze??

albo czy my sami jestesmy we wszechwiecie??no bo skoro on taki duzy jest to sami nie mozemy byc...ale co to za inna cywilizacja?? teraz nzowu mysle o trojkacie bermudzkim ,innym wymiarze...alez tego duzo jest...moja glowka tego nie pojmuje lol ale uwielbiam o tym rozmawiac :D

Odpowiedz
moni@ 2013-08-04 o godz. 02:50
0

bombelek napisał(a):Bog byl, jest i bedzie. myslalm ok, jest, ok, zawsze bedzie ale jak to zawsze yl???przeciez musial sie jakos "zrobic".....
hihi no właśnie. Czyli coś na zasadzie wszechświat jest nieskończony ale gdzieś się musi kończyć lol

Odpowiedz
bombelek 2013-08-04 o godz. 02:47
0

wiecie, a ja lubie takie tematy....(filozofka jedna sie znalazla, no nie? lol )
ponoc istnieje zcie po zyciu.....wiec musialo byc cos przed tym zyciem teraz na ziemi....ponoc sa udkumentowane przypadki, malych dzieci wlasnie, ze niby ni stad ni z owad znaja kilka jezykow albo poznaja jakies historyczne miejsca i bez przewodnika moga po nich oprowadzac. oczywiscie gdzies to wyczytalam, nie mialam z czyms takim stycznosci.....
nie mozemy sobie "przypomniec" co bylo....ale niektorzy twierdza ze maja maozliwosc, czy okazje przekonac sie co bedzie....niektorzy wracaj z tuneli ze swiatelkiem na koncu, inni widzeli tych co juz nie ma wsrod nas....
ciekawe to.
bo niby tego nie widzisz, a wierzysz....
to tak jak z nasz wiara, religia....niby nigdy Pana Boga nie widzials, a wierzysz ze jest...
wiec moze ta jest i z zyciem "przed i po zyciu"

ja wim, ze dla niektorych to totalne glupoty co tu piszemy....ale ja jakos nie przekreslam mozliwosci ze cos takiego istnieje, chociaz glowy za to uciac nie dam
moni@ napisał(a):Niby wszechświat jest nieskończony... no to jestem w stanie pojąć, że jest tak ogromny, że się prawie nie kończy. Ale gdzieś skończyć się musi.

Dodano: Sro 27 Cze, 2007 21:15
ups cos mi sie z postem ten tego....mialo byc cytowanie o wszechswiecie

ja tak mialam, jak bylam mala, nie moglam pojac, kiedy mi na religii tlumaczono, ze Bog byl, jest i bedzie. myslalm ok, jest, ok, zawsze bedzie ale jak to zawsze yl???przeciez musial sie jakos "zrobic".....

Odpowiedz
miu miu 2013-08-04 o godz. 02:45
0

lol


myśle ze lepiej sie nad tym zastanawiać
to są zagadki na które odpowiedzi nie ma i raczej nie bedzie...

Odpowiedz
Reklama
moni@ 2013-08-04 o godz. 02:42
0

A wiecie co mnie najbardziej przeraża jak zaczynam myśleć? Niby wszechświat jest nieskończony... no to jestem w stanie pojąć, że jest tak ogromny, że się prawie nie kończy. Ale gdzieś skończyć się musi. Więc wyobraźmy sobie, że mamy ten wszechświat zamknięty w dużym kartonie.
To w czym jest ten karton albo kto go trzyma??? I co jest poza nim, a to coś gdzie się kończy i w czym to jest??? brrrrrrrrrr
Przerazają mnie te myśli i staram się nad tym nie zastanawiać.
Aha - żeby nie było - trzeźwa jestem

Odpowiedz
malutka311 2013-08-04 o godz. 02:39
0

bombelek napisał(a):mysle, ze ktos/cos stawia nam na naszej drodze ludzi takich a nie innych, bo oni cos dla nas znacza, cos maja z nami wspolnego.......
ja tez tak sadze...poprostu my mamy wolna wole i zachowujemy sie jak nam serce czy rozum podpowiada...
Ale czesto sie zastanawiam czy naprawde jest to przeznaczenie...inne zycie...zyzcie po zyciu...inne wcielenia...
Moja siostra jak sie urodzila i zaczela mowic czesto mowila ze ona sobie wybrala rodzicow z nieba...za mala byla aby ktos to jej powiedzial albo zeby to gdzies uslyszala...pozniej przestala o tym mowic...
czy mozliwe zeby male dzieci pamietaly niebo???
czy istnieje niebo gdzies tam na gorze czy poprostu jest to inny swiat obok naszego???
Jest tyle pytan a zadnych konkretnych odpowiedzi...dowiemy sie tego jak sami sie tam znajdziemy...

Odpowiedz
bombelek 2013-08-04 o godz. 02:37
0

czecs
a ja mysle, ze chyba jednak jest jakies tam pzeznaczenie dla kazdego....
wiadomo ze nie sa o kartki pozapisywane kto kogo ma gdzie spotkac i o ktorej godzinie......
mysle, ze ktos/cos stawia nam na naszej drodze ludzi takich a nie innych, bo oni cos dla nas znacza, cos maja z nami wspolnego.......
wiadomo, czlowiek ma rozum i wolna wole, ale np. nie wybierzesz obie rodzicow czy dziecka. nie wszystko mozana samemu wybrac...czasami jest tak, ze los nam poprostu cos zsyla, cos (lub kogos) z kim potem wiaze sie nasze zycie...
wierze tez, ze -niestety-niektorym ludziom jest pisane np kalectwo czy wypadek. wiem ze to okrutne, ale moze tak wlasnie jest, ze kazdy przychodzi na ten swiat z jakis przyczyn, znanych tam, na gorze. chyba nie moze byc tak, niestety, ze wszystkim jest rozowo, hmmmm nie wiem zreszta
duzo by tu dyskutowac.......jedni w to wierza, inni nie, jest ok.ale czasami przychodza czlowiekowi takie mysli, ze nie da rady inaczej sobie tego wytlumaczyc, tylko ze tak musialo byc........

Odpowiedz
miu miu 2013-08-04 o godz. 02:34
0

moni@ napisał(a):Wszystko zależy od tego, jak nam się obecnie życie układa.
o tak
punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 02:31
0

barbarosa napisał(a):ale nie macie wrazenia ze czasem sami,podswiadomie,pchamy sie w jakims kierunku,mówiąc wszytskim wokół ze "nie",ze "ależ skąd"...a tak naprawde robimy jeden krok do tyłu i dwa do przodu :D ...
czesto tak jest w miłosci...nie kocham go/jej ale....
Wyjelas mi to z ust, ja wlasnie tak mam

Odpowiedz
moni@ 2013-08-04 o godz. 02:28
0

barbarosa napisał(a):mysle to w ogóle trudny temat
pewnie lubimy takie tamaty :D

i głupio tak ale pewnie gdybym teraz była nieszczęśliwa, pisałabym inaczej. Wszystko zależy od tego, jak nam się obecnie życie układa.

Odpowiedz
miu miu 2013-08-04 o godz. 02:24
0

mysle to w ogóle trudny temat

ale nie macie wrazenia ze czasem sami,podswiadomie,pchamy sie w jakims kierunku,mówiąc wszytskim wokół ze "nie",ze "ależ skąd"...a tak naprawde robimy jeden krok do tyłu i dwa do przodu :D...
czesto tak jest w miłosci...nie kocham go/jej ale....

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 02:22
0

hmm... ktoś mi kiedys tłumaczył, dlaczego bliscy odchodzą (czyt. umierają) Bo tu na ziemi nie byliby w stanie nam tak pomóc, jak "z gory". Może to banalne ale chyba wierzę w swoje anioły...
No to juz sie mija kompletnie z moimi przekonaniami lol lol lol Spoko, kazdy wierzy w co wierzy.

Odpowiedz
moni@ 2013-08-04 o godz. 02:19
0

PoCaHoNtAz napisał(a):Sami jestesmy kowalami wlasnego losu.
to fakt

PoCaHoNtAz napisał(a):Ty postanowilas o rozwodzie i Twoj byly maz z jakis tam powodow.
to też fakt :)

PoCaHoNtAz napisał(a):(...) wiem, ze zrobilam je dlatego, bo mnie kusily, bo sama sie skusilam, bo sama sie w cos wpakowalam.
również prawda :D

PoCaHoNtAz napisał(a):Gdyby ktos dla nas zapisywal zycie, to nie bylo by tak, ze jedni maja wszyscy, inni nic, jeszcze inni sa zabijani i mordowani, chorzy smiertelnie, od urodzenia itp. itd.
hmm... ktoś mi kiedys tłumaczył, dlaczego bliscy odchodzą (czyt. umierają) Bo tu na ziemi nie byliby w stanie nam tak pomóc, jak "z gory". Może to banalne ale chyba wierzę w swoje anioły... ...chociaż już myślałam że mają połamane skrzydła i nigdy się nie wzbiją... ktoś mi udowadnia, że nieprawda ...
I myślę, że jakaś siła nami prowadzi. To, że jest do góry coś zapisane go może wielkie uproszczenie, ale ta droga, którą przecieramy jest chyba trochę nakierowana. Przez kogo/co to już każdy myśli inaczej...

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 02:15
0

moni@ napisał(a):Mógłby ktoś zapytać, czy potrzebny był rozwód. Myślę że nieunikniony. Starałam się bardzo o to małżeństwo i chciałam to naprawić. Ale do tego trzeba dwojga i dobrze (tak sobie tłumaczę, choć bardzo z tego powodu cierpię...) że nie ma z tego małżeństwa dzieci. Owszem, była inna opcja - siedziałabym cicho i zapierdalała na jego zachcianki. Ale po co? Przecież mam prawo być szczęśliwa - a w następnym związku już wiem, czego nie robić, nie mówić żeby nie sprawić przykrości. I znowu zaczynam wierzyć, że zasługuję na szczęście. Myślę że mam szansę zbudować coś pięknego i silnego. Porażki nas uczą więc będę się upierać przy swoim - nic nie dzieje się bez przyczyny i tak właśnie miało być...
(żebym to ja tak codziennie tryskała optymizmem ... )
Zgadzam sie z czescia, ale nie zgadzam sie, ze tak mialo byc i juz. Sami jestesmy kowalami wlasnego losu. Ty postanowilas o rozwodzie i Twoj byly maz z jakis tam powodow. Nie wierze, ze ktos wczesniej cos za Nas ustalil, bzdura. Gdyby tak bylo nie zrobilabym na pewno wielu rzeczy w zyciu, a tak wiem, ze zrobilam je dlatego, bo mnie kusily, bo sama sie skusilam, bo sama sie w cos wpakowalam.
Gdyby ktos dla nas zapisywal zycie, to nie bylo by tak, ze jedni maja wszyscy, inni nic, jeszcze inni sa zabijani i mordowani, chorzy smiertelnie, od urodzenia itp. itd.

Odpowiedz
moni@ 2013-08-04 o godz. 02:14
0

PoCaHoNtAz napisał(a):moni@ napisał(a):Gdy tak usiądę i pomyślę o tym co przeżyłam - wszystko (niestety nawet i zlikwidowanie firmy czy rozwód) miało swoje pozytywne strony. Tak musiało być, tak było mi pisane.
To ja zeby nie bylo nudno sie wlasnie tu nie zgodze lol
fajowo - przynajmniej mamy dyskusję :D

Mógłby ktoś zapytać, czy potrzebny był rozwód. Myślę że nieunikniony. Starałam się bardzo o to małżeństwo i chciałam to naprawić. Ale do tego trzeba dwojga i dobrze (tak sobie tłumaczę, choć bardzo z tego powodu cierpię...) że nie ma z tego małżeństwa dzieci. Owszem, była inna opcja - siedziałabym cicho i zapierdalała na jego zachcianki. Ale po co? Przecież mam prawo być szczęśliwa - a w następnym związku już wiem, czego nie robić, nie mówić żeby nie sprawić przykrości. I znowu zaczynam wierzyć, że zasługuję na szczęście. Myślę że mam szansę zbudować coś pięknego i silnego. Porażki nas uczą więc będę się upierać przy swoim - nic nie dzieje się bez przyczyny i tak właśnie miało być...
(żebym to ja tak codziennie tryskała optymizmem ... )

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 02:11
0

moni@ napisał(a):Gdy tak usiądę i pomyślę o tym co przeżyłam - wszystko (niestety nawet i zlikwidowanie firmy czy rozwód) miało swoje pozytywne strony. Tak musiało być, tak było mi pisane.
To ja zeby nie bylo nudno sie wlasnie tu nie zgodze lol

Odpowiedz
Path_24 2013-08-04 o godz. 02:10
0

moni@ napisał(a):Gdy tak usiądę i pomyślę o tym co przeżyłam - wszystko miało swoje pozytywne strony. Tak musiało być, tak było mi pisane.
zgadzam się z Tobą całkowicie

Odpowiedz
moni@ 2013-08-04 o godz. 02:09
0

Hmm no solarium trochę na mnie podziałało... grrr Przypomina mi się ta scena jak sobie leżę ale zawsze pocieszam się, że łóżko stoi tak, że mogę szybko wyskoczyć lol

A wtrącając się w Waszą dyskusję: wierzę że nic nie dzieje się bez przyczyny, wierzę w łańcuszek zdazeń które ciągną za sobą jakieś tam konsekwencje. Gdy tak usiądę i pomyślę o tym co przeżyłam - wszystko (niestety nawet i zlikwidowanie firmy czy rozwód) miało swoje pozytywne strony. Tak musiało być, tak było mi pisane.

Gorąco polecam film z Gwyneth Paltrow "Przypadkowa dziewczyna" Daje naprawdę dużo do myślenia.
Młoda kobieta zostaje zwolniona z pracy, chce wrócić do domu. Na stacji londyńskiego metra drzwi wagonu właśnie się zamykają. Dalsze losy bohaterki oglądamy w dwu wariantach: w pierwszym przypadku dziewczyna zdążyła wcisnąć się do metra, w drugim - pozostała na peronie.
Jest świetny - chyba idealnie oddaje podsumowanie tego wątku :)

Odpowiedz
Path_24 2013-08-04 o godz. 02:08
0

PoCaHoNtAz, to dobrze, I i II były lepsze niż III :) ale zaraz mi się to solarium skojarzyło:) Bużka!

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 02:06
0

Patricia23, ogladalam ten film lol Nie zrazaja mnie takie rzeczy wymyslone do filmu Tak czy siak swietny filmik, godny polecenia hehe.

Odpowiedz
Path_24 2013-08-04 o godz. 02:04
0

Proponuje obejrzeć "oszukac przeznaczenie" tym co nie oglądali oczywiście jest I,II,III trójki nie polecam dla aktywnie spędzających czas na solarium:)PoCaHoNtAz, kochana nie oglądaj:)

POZDRAWIAM

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 02:01
0

caradura, nie napisalam, ze traktuje to jako klotnie, tylko, ze nie bede nikogo przekonywac, bo kazdy ma swoje zdanie i pewnie tez nie zamierza go zmieniac.

Pech to pech, dla mnie to nie jest przeznaczenie. Kazdy ma gorszy dzien po prostu.

Odpowiedz
caradura 2013-08-04 o godz. 01:58
0

no ale jeśli ktoś ma pecha, tzn., że jest zależny od przeznaczenia, losu. nie od siebie czy innego człowieka, tak myślę.

szkoda, że traktujesz to jako kłótnię. ja tu sobie dyskutuję. temat całkiem interesujący.

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 01:56
0

caradura, wtedy to pech, tak jak na co dzien ktos ma pecha. Czasem ja, czasem sasiad, czy kolezanka. Takie moje zdanie i nie bede sie klocic i nikogo przekonywac, bo to jest bez sensu.

Odpowiedz
caradura 2013-08-04 o godz. 01:53
0

a jak ktoś zginie pod kołami, bo nie zauważy nadjeżdżającego samochodu, czy cokolwiek? to kto wtedy zdecydował? on, bo nie zauważył? przecież nie pchał się pod samochód świadomie, nie wiedział, że idzie na pewną śmierć. czy może kierowca, bo nie zdążył wyhamować? to to była jego decyzja?
myśle, że są zdarzenia na które ludzie nie mają wpływu. i nie twierdzę, że tak miało się stać, to było zapisane, itd. może po prostu przypadek, splot różnych zdarzeń.
chociaż wydaje mi się, że po pewnym czasie często okazuje się, że to wydarzenie miało jakiś sens, komuś coś uświadomiło, otworzyło oczy, zmieniło czyjeś życie. niekoniecznie mówię tu o śmierci, to może być cokolwiek, co przydarzyło się nam bez udziału człowieka.

ale zdania możemy mieć różne

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 01:52
0

caradura, ja uwazam, ze wlasnie ten morderca zdecydowal. Ja tez decyduje czy rzucam palenie czy nie. Jednemu jest ciezej, bo ma slaba wole innemu przyjdzie to latwo. Morderca mogl wybrac powstrzymac sie, jak ma cos z glowa to sie leczyc itp. Gwalciciel tez ma cos z glowa, powinien sie leczyc. Nie sadze zeby ktos przeznaczyl mu taka osobowosc
Zgwalcony tego nie wybral, byl zalezny od gwalciciela to oczywiste. Na pewno nie byl zalezny od niby przeznaczenia, ktore wybralo jego na zgwalconego, poturbowanego itp.

Odpowiedz
caradura 2013-08-04 o godz. 01:50
0

no tak, morderca wybrał. ale zamordowany nie.

ja właściwie mówię o czym innym. nie wiem, czy ten zamordowany miał tak zapisane czy nie, ale wiem napewno, że nie zależało to od niego, co jest równoznaczne z tym, że człowiek nie decyduje o swoim życiu całkiem sam, jak to ktoś wcześniej napisał, już nie pamiętam kto.

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 01:48
0

caradura napisał(a):wnioskuję z tego, że każdy człowiek jest zgwałcony, zamordowany, staje się kaleką na własne życzenie, bo sam tak zdecydował.
Zle wnioskujesz. Zgwalcony i zamordowany zostal ktos na zyczenie tego gwalciciela i mordercy. Oni sami wybrali swoja droge i skrzywdzili przez to innych. Na pewno w zyciu nie uwierze w to, ze ktos komus zapisal, ze zostanie zgwalcony, albo zamordowany itp.

Odpowiedz
caradura 2013-08-04 o godz. 01:44
0

PoCaHoNtAz napisał(a):Ja nie wierze w przeznaczenie. Gdyby kazdy mial cos przeznaczone to chyba kazdemu by sie dobrze wiodlo, bo na jakiej niby podstawie ktos mialby decydowac komu dobrze sie powiedzie, kto zostanie, zamordowany, zwalcony, kto bedzie kaleka itp. My podejmujemy decyzje w swoim zyciu,
wnioskuję z tego, że każdy człowiek jest zgwałcony, zamordowany, staje się kaleką na własne życzenie, bo sam tak zdecydował.

zgadzam się z tym, że nasze życie zależy w dużej mierze od nas. ale myślę, że są takie zdarzenia, które są jakby z góry zaplanowane, na które nie mamy żadnego wpływu. i nie są to przypadki.

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 01:41
0

teresa123 napisał(a):tez moge powiedziec ze gdybym tam nieszla i on bz nie przejezdzal to by nic nie bylo. a znalismy sie juz bardzo bardzo dlugo.
Przypadek? Ja swojego faceta tez poznalam w najmniej oczekiwanym dla mnie momencie. Bylam po rozstaniu, bardzo bolesnym i byl to dla mnie okrutny czas. Powiedzialam sobie KONIEC Z FACETAMI zaczynam sie znow bawic. Kolega ciagnal mnie na impreze ja nie chcialam isc, namawial mnie az w koncu mowi "to chociaz zejdz na dol" i zobaczylam mojego mezusia. W pierwszej sekundzie poznania wiedzialam, ze ten facet musi byc moj, poczulam "to cos". Jak sie potem okazalo moj mezus tez odrazu poczul to cos i zainteresowanie. Poszlam na impreze i od tamtej pory jestesmy razem, minelo juz sporo czasu i wiele ogromnych problemow za Nami, ktore pokonalismi. Mysle, ze to po prostu przyciaganie sie pokrewnych dusz, a moze ludzie sa sobie przeznaczani, tylko jedni pozniej sie poznaja inni wczesniej? Nie wiem, ale na pewno nie wierze w to, ze wszystko jest gdzies zapisane. A moze ktos w danym momencie tym wszystkim steruje? Moze...w to, ze zapisane jest w gwiazdach czy gdzies tam jeszcze indziej to nie wierze

Odpowiedz
frania12 2013-08-04 o godz. 01:38
0

"Ale Pan Bog tez potrzebuje aniolki w niebie"
tylko tak tlumacze sobie smierc dwuletniego dziecka z mojej rodziny. podworko mojej tesciowej jest tak wielkie, a ten maly aniolek pobiegl wlasnie tam gdzie jest rzeka, dajac znak rzucajac swoja lalke ze poszla wlasnie tam. moze to nonsens co tu pisze ale wydaje mi sie ze tak musialo byc.

a z moim M to bylo tak. ja wracalam ze szkoly idac na przystanek autobusowy, bo dojezdzalam 20 km. a on w tym samym wlasnie czasie wracal z niemiec. z tego wzgledu ze mieszkamy w tej samej miejscowosci zabral mnie ze soba i wtedy chyba cos zaiskrzylo. umowilismy sie na kolacje w restauracji no i od tej pory dobrze nam sie zyje.
tez moge powiedziec ze gdybym tam nieszla i on bz nie przejezdzal to by nic nie bylo. a znalismy sie juz bardzo bardzo dlugo.

Odpowiedz
PoCaHoNtAz 2013-08-04 o godz. 01:36
0

Ja nie wierze w przeznaczenie. Gdyby kazdy mial cos przeznaczone to chyba kazdemu by sie dobrze wiodlo, bo na jakiej niby podstawie ktos mialby decydowac komu dobrze sie powiedzie, kto zostanie, zamordowany, zwalcony, kto bedzie kaleka itp. My podejmujemy decyzje w swoim zyciu, co do partnera rowniez. Uwazam, ze po prostu mozna trafic na kogos podobnego do Nas, ze poczujemy to w pierwszej sekundzie znajomosci, ze to ta osoba. Mysle, ze to jest spowodowane jakims przyciaganiem pokrewnych dusz albo cos takiego. Na pewno nie wierze ani troche w przeznaczenie

Odpowiedz
anqa 2013-08-04 o godz. 01:32
0

Ja również wierzę w przeznaczenie, co dla mnie wcale nie wyklucza faktu, że to my sterujemy swoim życiem, a nie ktoś za nas ale czasem wbrew naszej woli, planom a nawet wszystkim znakom na ziemi i niebie zdarza się coś na co nie mamy do końca wpływu Nie da się w życiu wszystkiego zaplanować z dokładnością do sekundy ani do milimetra - moje życie jest na to najlepszym dowodem dla mnie samej Ktoś to myśli, że ma całkowity wpływ i kontrolę nad życiem musi mieć po prostu dużo szczęścia w życiu, że spełnia się to czego oczekuje - ale ja wiem, że pomimo iż niewątpliwie mamy wpływ na zdarzenia w naszym życiu to nie do końca jesteśmy panami i kowalami losu

Odpowiedz
caradura 2013-08-04 o godz. 01:29
0

ciotka Dorotka, choćby człowiek nie wiem, jak się starał, nigdy nie będzie miał wpływu na wszystko. są rzeczy/zdarzenia, które są poza naszą kontrolą.

Odpowiedz
saaandraaa 2013-08-04 o godz. 01:25
0

ja nie wierzę w przeznaczenie. uważam, że podejmując każdą decyzję tworzymy swoje życie sami.

Odpowiedz
Gość 2013-08-04 o godz. 01:22
0

Wierze w święte dla mnie słowa Juliusza Cezara "człowiek jest kowalem swojego losu" ... wyklucza to wiarę w przeznaczenie... ja wiem, że to człowiek jest siłą napędową planety... on udoskonalił świat by mu się dobrze w nim żyło... wykorzystał to co dał mu Bóg i ulepszył to... dzięki umysłowi... to on decyduje o tym co będzie... jego działania stwarzają jego życie... nie jakieś przeznaczenie...

Odpowiedz
xena_music 2013-08-04 o godz. 01:20
0

marta27 napisał(a):dla mnie "co ma byc to bedzie" = "raz kozie smierc" :D
mysle sobie tak jak ide nieprzygotowana ............... do porodu lol
fajnie to zabrzmiało:P:P

Odpowiedz
marta27 2013-08-03 o godz. 18:19
0

dla mnie "co ma byc to bedzie" = "raz kozie smierc" :D
mysle sobie tak jak ide nieprzygotowana na egzamin czy rozmowe w sprawie pracy czy do porodu lol

Odpowiedz
dunia 2013-08-03 o godz. 13:38
0

Ja wierze w przeznaczenie Mieszkalam w Memphis, a P mieszkal w NY poznalismy sie przez internet, ja przylecialam do niego w odwiedziny a miesiac ponziej sie przeprowadzialam .A caly czas mowilam ze do NY nie chce sie przeniesc
Kto by pomyslalam ze w stanach znajde meza i bede miala dziecko.

W "co ma byc to bedzie " albo ze "tak mialo byc" to podchodze do tego sceptycznie, poniewaz, moja kolezanka zmarla smiercia tragiczna majac 15 lat czy tak bylo jej pisane, tak mialo byc nie sadze

Dla mnie nie tak mialo byc, ale dla Boga chyba taki los jej zapisal, sama juz nie wiem, jak to wszystko tlumaczyc

Odpowiedz
xena_music 2013-08-03 o godz. 05:50
0

ja i mój mąz krażyliśmy wokół siebie 2 lata. cały czas blisko, ale obok, znaliśmy się przyjaźniliśmy bardzo mocno, ale zawsze cos stało na przeszkodzie...oboje szukaliśmy szcześcia ale gdzieś daleko nie zwracając uwagi na to ze to jest tuż obok i mimo że wszyscy znajomi poprostu widzieli że my razem to byłaby idealna para to myśmy sie z tego smiali...

Odpowiedz
caradura 2013-08-02 o godz. 08:28
0

też wierzę w przeznaczenie

zdawałam na politologię, ale nie dostałam się. wylądowałam na administracji, której wcześniej nie brałam nigdy pod uwagę. nie wiem, czy to jest strzał w 10, ale na pewno wolę to, niż politologię. po I roku zrezygnowałabym na pewno.
bardzo też chciałam studiować w Krakowie, ale wylądowałam w Lublinie. pod tym względem postanowiłam jednak nie odpuścić no i jestem w Krakowie. po roku czasu nie wiem, czy to było dobre posunięcie. nie wiem, czy tak faktycznie miało być, czy oszukałam trochę przeznaczenie. pewnie wyjdzie za jakiś czas.

z J. też połączył nas los. poznaliśmy się przez internet już dość dawno temu, fajnie się rozmawiało, ale nigdy nie spotkaliśmy się na żywo. później kontakt się urwał, ja spotykałam się z innymi chłopakami, on miał dziewczynę.
wtedy mój brat kupił sobie komórkę. nie były one tak popularne jak teraz, koniecznie chciałam wysłać sobie sms, ale nie miałam do kogo, bo jeszcze nikt z moich znajomych nie miał telefonu. wtedy przypomniałam sobie, że J. kiedyś zostawił mi swój nr i wysłałam tego sms do niego. znów zaczęliśmy rozmawiać na gg i w końcu, po kilku miesiącach, spotkaliśmy się. od tego czasu minęły już prawie 3 lata

co ma być, nie ominie nas.

Odpowiedz
NUKA 2013-08-02 o godz. 03:46
0

Ja wierzę w przeznaczenie... Ciągle uważam, że gdyby nie przeznaczeni to nie byłabym teraz z moim mężem, nie miała Adasia...itd.

Kiedy skończyłam liceum moim marzeniem było dostać się na weterynarię. I zdawałam. Zdałam egzamin ale okazało się że na liście osób które zdały jestem poza listą ttych które się dostały i musiałabym poczekać aż zrezygnuje z tej listy 40 osób. Na to nie liczyłam oczywiscie. Wyjęłam z dziekanatu swoje papiery i niewiele myśląc złożyłam papiery do studium ekonomicznego i studium księgarskiego na archiwizację, zeby jakoś przeczekać do następnych egzaminów na weterynarię. Do księgarskiego dostałam się z konkursu świadectw, a do ekonomicznego czekała mnie jeszcze rozmowa kwalifikacyjna. Jednak jakoś czułam że lepiej będzie jak pójdę do tego ekonomicznego, więc czekalam na rozmowe. No i się udalo. Tam spędzilam dwa lata. To byl zespół szkół i bylo tam jeszcze liceum ekonomiczne do którego w tym samym czasie co ja chodził mój przyszły mąż, ale wtedy jeszcze nie wiedzeieliśmy o swoim istnieniu.
Kiedy skończylam to studium złożyłam papiery na zarządzanie i marketing, bo jakoś to zaczęło mnie bardziej interesowac niż weterynaria. :) No ale to byly studia zaoczne wiec musialam na nie zarobić. zaczęłam szukać pracy. Długo szukałam i nic. Wtedy nieoczekiwanie zadzwonił mój opiekun ze studium i zaproponowal mi pracę w szkolnym sekretariacie. Bylam super szczęśliwa, bo znalam już przeciez tam każdy kąt :) Co isę okazało na miejscu Karol też tam pracował jako informatyk skończeniu szkoły.:) Drugi raz byliśmy w tym samym miejscu:) no i wtedy zaiskrzyło :)
Gdyby nie to że nie dostalam się na weterynarię, nie zdecydowalam na studium ekonomiczne zamiast ksiegarskie i to że szkolna sekretarka miala wypadek dzieki czemu zaczęlam tam pracować, nie bylibyśmy razem....Dodatkowo okazalo się ze mój K. też chcial wcześniej iść do innej szkoły ale w ostatniej chwili zdecydowal się na tą...

Odpowiedz
Gość 2013-08-01 o godz. 11:56
0

Ja w to wierze, chociaz w chwilach zwatpienia oczywiscie mowie sobie ze to bzdura...
Wiele razy jednak zdalam sobie sprawe z tego ze podpowiedzi losu trzeba sluchac...

Jak zdawalam do liceum to strasznie chcialam sie dostac do jedengo z najlepszych i to do klasy z rozszerzonym angioelskim, bylo 14 osob na miejsce...bylam obryta totalnie, egzamin do tej klasy byl wczesniej jeszcze w kwietniu...i co sie stalo?? W dniu egzaminu rozchorowalam sie na angine mimo ze cala podstawowke w ogole nie chorowalam... mimo tego poszlam na egzamin z jak sie potem okazalo prawie 40 stopniami goraczki, po egzaminie zemdlalam i w ogole potem bylo kiepsko...oczywiscie w takim stanie egzamin uwalilam i do tej klasy sie nie dostalam...byla rozpacz totalna... zdawalm juz w normalnym terminie do klasy humanistycznej i dostalam sie bez problemu, ale prawda jest taka ze juz po tym pierwszysm egzaminie powinnam wiedziec ze cos jest nie tak... Po roku nauki w tej szkole nabawilam sie nerwicy szkolnej... zreszta jak 3/4 mojej klasy ktora w ostatecznosci zostala zlikwidowana, bo wszyscy prawie z niej odeszli... zamiast edukacji w tej szkole dostalam same przykre chwile, przestalam w siebie wierzyc i w to ze w ogole cos potrafie... moja polonistka na kazdym kroku udowandnial mi ze jestem kretynem, ktory sie do niczego nie nadaja a juz na pewno nie do studiowania literatury czy pisania czegokolwiek...

przenioslam sie do szkoly o ktorej myslalm jeszcze w podstawowce i skonczylam ja a w niej natrafilam na wspanialego nauczeciela ktory przywrosil mi wiare w siebie i przekonal bym zdawala na polonistyke (no to akurat nie bylo madre)...

Drugi raz nie posluchalam losu wlasnie w wyborze studiow... skladalam papiery na polonistyke, psychologie i na wszelki wypadek na pedagogike... Nie dostalam sie na psychologie. Jak dowiedzialam sie ze dostalam sie na polonistyke oszalalm z radosci... to bylo takie utarcie nosa tej kretynce z pierwszego liceum i oczywiscie nie wyobrazalam sobie ze moglabym zrezygnowac z tego kierunku... na pedagogice zdalam pisemny i bylam w pierwszej 10... na ustny juz nie poszlam...bo juz przeciez bylam na polonistyce... no i co?? i po roku polonistyki juz wiedzialam ze blad!!! I niestety jak kretynka zamiast isc na ta pedagogike poszlam na dziennikarstwo ...a teraz pracuje w przedszkolu i ucze angielskiego...zaluje ze nie skonczylam pedagogiki bo mialabym teraz wiecej mozliwosci... tak mam tylko kurs pedagogiczny... w zeszlym tygodniu moja dyrka zaproponowala mi etat...ale nie moge go przyjac bo wlasnie brakuje mi tego kierunkowego wyksztalcenia... najpierw skoncze to dziennikarsto a potem pomysle o podyplomowej... takze same widziecie jak okrezna droga dochodze do tego co ma byc... a wystarczylo sluchac losu i czasami zdac sie na bieg wydarzen a nie za wszelka cene dazyc do tego co sie samemu wymyslilo, bo mozna wszystko zamotac... co ma byc to i tak bedzie 8)

Odpowiedz
xena_music 2013-08-01 o godz. 11:04
0

wierze w przeznaczenie, chociaz..niewatpliwie wiele zalezy tez od nas bo kazdy ma wolna wole...
ja np wierze ze mój tata od 14 lat czuwa nademna z góry i czasem prowadzi mnie i kieruje troche jesli zbytnio zbaczam z drogi zdrowego rozsadku...

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie