Subiektywnie o Warsaw Fashion Weekend

Subiektywnie o Warsaw Fashion Weekend

Warszawa doczekała się swojego święta mody. W Łodzi odbywa się Fashion Week, Sopot zaprasza na Fashion Days, a w Poznaniu ma miejsce Art&Fashion Festival. Stolica od dwóch sezonów też bawi się w modę. Właśnie zakończyła się wiosenna edycja Warsaw Fashion Weekend.

Z wybiegu...

Na wybiegu dominował głównie wszechobecny minimalizm lub nieudany casual. Czasami było nudnawo (Aleksandra Markowska), trochę bez pomysłu (Asia Wysoczyńska) lub jakość była nienajwyższych lotów (Lana Nguyen).

Najciekawszą kolekcję zaprezentowała łódzka projektantka Małgosia Czudak. Jej projekty wciąż utwierdzają mnie w przekonaniu, że moda męska w Polsce ma rację bytu. Gustowny minimalizm, który nie nudzi. Monochromatyczna kolorystyka, która się wyróżnia. Proste rozwiązania i nonszalancki luz.

Designerka jak nikt inny złapała gust współczesnego mężczyzny - potrzebę złotego środka. Coś pomiędzy piórami w tyłku a sztywniactwem garniturów.

Z kolei hiszpański duet Martinez Lierah przedstawił futurystyczne wizje końca świata. Uwagę przykuwały ogromne (i jakże niewygodne) koturny. Przez całą linię przewijała się bazowa biel i sałatkowe akcenty. Dziwnie, jak dla mnie. Niektóre projekty do bólu przypominały wiosenną kolekcję MMC.

Zaszalał także Gavel. Tym razem projektant - znany raczej z bywania niż tworzenia - zaskoczył wszystkich ciekawą interpretacją podróży. Kolekcja oryginalna i warta uwagi. Dużo charakterystycznych zwierzęcych motywów, futer i... piór, którym projektant zawdzięcza swoją popularność.

Impreza...

Potrzebowaliśmy takiej imprezy. Potrzebowali jej sami warszawiacy. Większość stołecznych pokazów to wydarzenia, o których wiedzą nieliczni. Prawie niedostępne dla ludzi spoza branży czy szeroko pojętej Warszawki. Warsaw Fashion Weekend przełamuje te bariery. Niesie modę w lud. Daje możliwość zaistnienia na wybiegu młodym markom. Promuje polskich projektantów.

I choć organizacja imprezy wciąż kuleje, a poziom skomercjalizowania wydarzenia przypominał czasem jakieś festyny lub multibiznesową posiadówę, WFF nabiera rozpędu. Oby tak dalej.

Eustachy Bielecki