Quantcast
  • Monik27 odsłony: 2881

    Jak rozwiązać problemy w związku?

    ... dzisiejszego wieczoruOgólnie od dłuższego czasu mam poczucie, że się nie rozwijam, mam marną pracę, niewspółmierną do mioch możliwości. A w ogóle, ze na o wiele więcej było mnie kiedyś stać, że się uwsteczniłam, totalnie rozleniwiłam i popadłam w marazm. O tym wszystkim mówiłam mojemu męzowi,zwierzałam się z moich rozterek. Coś tam staram się ze sobą zrobić, ale szczerze i obiektywnie patrząc nic z tego nie wychodzi i nadal trwam w zawieszeniu.Dziś byłam na piwie z dalszymi znajomymi. Są to ludzie, z których praktycznie każdy coś robi w życiu: doktoraty, kilka kiedunków studiów, ciekawa praca, bądź jakieś egzotyczne wyprawy bądź ciekawe hobby. Mimo mojego ogólnego "dołku egzystencjalnego" to był bardzo udany wieczór, naładował mnie energią do działania.Wróciłam do domu i od progu zaczęłam opowiadać męzowi o tych ludziach: co robią, co umieją. No i porównywałam do siebie, że też mogłam (i mogę) inaczej pokierować swoim życiem. (jedna z tych osób zna moją koleżankę ze szkoły średniej- wiec dowiedziałam się co teraz u niej słychać. W szkole szłyśmy "łeb w łeb", zaczęłyśmy z tego samego poziomu, miałyśmy te same perspektywy. Teraz ona wykłada na uczelni w Londynie i robi tam doktorat. Ja mam marną nudną pracę za psie pieniądze).Powiedziałam mężowi, że podziwiam ją, ze kiedyś opowiadała, że chce to osiągnąć i to zrobiła....Mimo, że to porównywanie wypadało na moja niekorzyść, byłam bardzo optymistyczna i pełna zapału, że ja też tak mogę, mogę coś zmienić, coś osiągnąć.Mąż cały czas patrzył na mnie tępo,milczał. Było to tak niepodobne do niego, przeważnie żywo dyskutowaliśmy - a teraz tylko patrzył. W końcu mi przerwał i powiedział: "i co z tego? co to zmieni w twoim życiu? tylko mówić potrafisz" i dodał coś przykrego... rozpoczęła się wymiana ciosów, strzał prosto w serce, a wszuystko to mówione spokojnym głosem, bez unoszenia się, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. I kto komu bardziej dowali, kto trafi w czulsze miejsce. Te wszystkie rzeczy, na które skarzyłam się kiedykolwiek męzowi, dzisiaj zostały wykorzystane przeciwko mnie. Niestety ja nie pozostałam mu dłużna.i ani razu m\nikt nie podniósł głosu, nie krzyknął. Wszystko wypowiadane spokojnie patrząc w oczy drugiemu nawet bez drgnięcia powieką. ..Jestem w szoku... Nie myślałam nigdy że jesteśmy zdolni do czegoś takiego......

    Odpowiedzi (11)
    Ostatnia odpowiedź: 2010-02-24, 17:26:25
    Kategoria: Z życia
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Misia.m 2010-02-24 o godz. 17:26
0

Słuchaj, a może za bardzo patrzysz na innych, może za bardzo się przejmujesz tym współczesnym "wyścigiem"typu: zrób studia, doktorat, aludzię Cię będą uwielbiać?!
A czy ty lubisz siebie samą?Chcesz uczyć się dla siebie, czy dla innych? Odpowiedz sama przed sobą.Nam nie.

Odpowiedz
Gościu 2010-01-14 o godz. 18:03
0

Monik27 napisał(a):... dzisiejszego wieczoru

Ogólnie od dłuższego czasu mam poczucie, że się nie rozwijam, mam marną pracę, niewspółmierną do mioch możliwości. A w ogóle, ze na o wiele więcej było mnie kiedyś stać, że się uwsteczniłam, totalnie rozleniwiłam i popadłam w marazm. O tym wszystkim mówiłam mojemu męzowi,zwierzałam się z moich rozterek. Coś tam staram się ze sobą zrobić, ale szczerze i obiektywnie patrząc nic z tego nie wychodzi i nadal trwam w zawieszeniu.
Dziś byłam na piwie z dalszymi znajomymi. Są to ludzie, z których praktycznie każdy coś robi w życiu: doktoraty, kilka kiedunków studiów, ciekawa praca, bądź jakieś egzotyczne wyprawy bądź ciekawe hobby. Mimo mojego ogólnego "dołku egzystencjalnego" to był bardzo udany wieczór, naładował mnie energią do działania.
Wróciłam do domu i od progu zaczęłam opowiadać męzowi o tych ludziach: co robią, co umieją. No i porównywałam do siebie, że też mogłam (i mogę) inaczej pokierować swoim życiem. (jedna z tych osób zna moją koleżankę ze szkoły średniej- wiec dowiedziałam się co teraz u niej słychać. W szkole szłyśmy "łeb w łeb", zaczęłyśmy z tego samego poziomu, miałyśmy te same perspektywy. Teraz ona wykłada na uczelni w Londynie i robi tam doktorat. Ja mam marną nudną pracę za psie pieniądze).Powiedziałam mężowi, że podziwiam ją, ze kiedyś opowiadała, że chce to osiągnąć i to zrobiła....
Mimo, że to porównywanie wypadało na moja niekorzyść, byłam bardzo optymistyczna i pełna zapału, że ja też tak mogę, mogę coś zmienić, coś osiągnąć.
Mąż cały czas patrzył na mnie tępo,milczał. Było to tak niepodobne do niego, przeważnie żywo dyskutowaliśmy - a teraz tylko patrzył. W końcu mi przerwał i powiedział: "i co z tego? co to zmieni w twoim życiu? tylko mówić potrafisz" i dodał coś przykrego... rozpoczęła się wymiana ciosów, strzał prosto w serce, a wszuystko to mówione spokojnym głosem, bez unoszenia się, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. I kto komu bardziej dowali, kto trafi w czulsze miejsce. Te wszystkie rzeczy, na które skarzyłam się kiedykolwiek męzowi, dzisiaj zostały wykorzystane przeciwko mnie. Niestety ja nie pozostałam mu dłużna.
i ani razu m\nikt nie podniósł głosu, nie krzyknął. Wszystko wypowiadane spokojnie patrząc w oczy drugiemu nawet bez drgnięcia powieką. ..

Jestem w szoku... Nie myślałam nigdy że jesteśmy zdolni do czegoś takiego......
Wyszło szydło z worka:)

Kasa "nic" nie znaczy, kasa i papierki to nie sukces. Sukces to mieć na co tš kasę zarabiać i po co się uczyć...

Odpowiedz
fonia 2010-01-12 o godz. 14:01
0

Agusiek napisał(a):Może Twoje gadanie go po prostu męczy, zniechęca do Twojej osoby Dodatkowo frustruje
i pewnie też dołuje, bo sam widzi, że i u niego nic się nie zmienia, że plany-marzenia są, ale gorzej z realizacją.
Wywalił z siebie bolączki, teraz na spokojnie porozmawiajcie.
W końcu po ludzku sie zachował...no nie??

Odpowiedz
Gość 2010-01-12 o godz. 11:38
0

Kurcze.. mam podobnie.SAma sie dołuje , ze praca nie ta (od 7 lat ta sama) a boje sie zmienić , że na studia powinnam wrócic ale ciezko kolejne 400zł wyskrobac m-cznie ,ż e dziecka nie mam, że mam zmarszczki itd
A Mąz.. zawsze bez emocji.Mówi ,że jak sie upre to i 4 stówy bedą , pracy nowej- no to szukaj...A ja bym chciała ,żeby mnie przytulił i powiedział , że kocha i bedzie dobrze a reszta sie mniej liczy..

Głupoty gadam ale mam lekki dołek.

Odpowiedz
Gość 2010-01-11 o godz. 11:40
0

A ja zgodzę się z Agusiek. I też może będe brutalna, ale ja chyba po jakims czasie marudzenia mojego męża zareagowałabym podobnie.
Osobiście bardzo nie lubie marudzenia, jękolenia, słomianego zapału oraz planów ktorych nawet nie próbuje sie zrealizować.

Może twój mąż nie powiedział tego wszystkiego złośliwie, moze po prostu uznał, że potrzebne będzie ci powiedzenie prawdy prosto w oczy, moze już od jakiegos czasu chiał ci to powiedzieć, ale sie powstrzymywał. Może uznał, że skoro jego wcześniejsze pocieszanie nic a nic cie nie motywuje, to moze bardziej brutalna forma skłoni cię do działania.

Głowa do góry. :usciski:
Kciuki zaciska Marta, która sama kiedyś tylko na wszystko narzekała, była zgorzkniała, miała swoje ambicje a nic z tym nie robiła ;) .

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-01-11 o godz. 06:55
0

Monik27 jak przeczytałam twojego posta to tak jakbym czytała o sobie.

Też często opowiadam swojemu mężowi o swoich problemach w pracy, bo tak jak ty również tkwię w beznadziejnej pracy (od 2 lat niestety :( )
Oczekuję od niego wsparcia w stylu: "Nie martw się, znajdziesz coś innego" - czasami jednak zdarza mu się powiedzieć mu: "Słuchaj, ja ci nic nie poradzę, sama musisz się wziąć w garsć ".
Współczuje mi, bo wie że jest mi ciężko, ale czasami wypomni ze może za mało się staram.

Jest mi przykro, bo wydaje mi się że mąż powinien mnie wspierać w każdej sytuacji, ale z drugiej strony jak mu tak zrzędzę już od dawna to ma prawo mieć już dość.

Podobnie jak ty mam wrażenia że czas mi ucieka, mam podobny problem z angielskim, a najbardziej mnie dobija ta praca - szukam innej, ale póki co nic innego nie znalazłam i muszę nadal tu tkwić :(

Rozumiem ciebie, bo sama wiem jak to jest, a z drugiej strony rozumiem też twojego męża, bo czasami ma już dość marudzenia.
Trzymam kcieki za ciebie i za siebie, żebyśmy dostały lepszą pracę i przestały marudzić :)

Odpowiedz
Gość 2010-01-11 o godz. 06:36
0

Chyba będę brutalna.... Może mąż ma po prostu dość Twojego wiecznego narzekania i nic nie robienia w kierunku zmiany czegoś w swoim życiu W końcu ile można słuchać czyjegoś marudzenia i ile można patrzeć na to jak ktoś nic z tym nie robi. Nikt długo nie wytrzyma z osobą która jest wiecznie z życia niezadowolona.

Piszesz że mąż też ma swoje ambicje z którymi nic nie robi, ale też nie mówi o tym non stop. Może Twoje gadanie go po prostu męczy, zniechęca do Twojej osoby Dodatkowo frustruje

Odpowiedz
Monik27 2010-01-11 o godz. 06:15
0

Pewnie jest w tym dużo racji, że mógł poczuć, że to przez niego są moje niepowodzenia.
Ale myslę że nie do końca. Bardziej chodziło o to, że ja ciągle narzekam i narzekam, że się nie rozwijam, że mam nudną pracę, itp a nic z tym nie robię, że nic z tych moich słów nie wynika.
Zdenerwował mnie jego mentorski ton, bo w cale nie jest ode mnie lepszy. Też ma swoje ambicje i też nie widać skutków jego działań. Róznimy się tylko tym, że ja o tym ciągle mówię a on praktycznie wcale.
Przykro mi, że sobie tak wszystko wygarnęlismy, ale chyba jeszcze gorzej mi jest, że wiem ze było w tym dużo prawdy.
Wiem, że np. x lat uczę się angielskiego, dawno temu planowałam zdawać CAE, a cały czas nie potrafię się nawet swobodnie dogadac. Lata mijają a ja nie wiem co zrobiłam z tym czasem :(

Odpowiedz
dodek 2010-01-11 o godz. 05:38
0

jeszcze cos dodam może on poczuł że nie jestes z nim szcześliwa, że myslisz że jakbys za niego nie wyszła to też robiłabys doktorat w Londynie-skoro mu powiedziałaś że szłyscie z koleżanka "łeb w łeb" a Ty siedzisz i gotujesz mu obiadki zamiast sie spełniać..... poczuł sie jak piąte koło u wozu i zaczął Cie atakować bo sie wkurzył tym co powiedziałaś.....

Odpowiedz
dodek 2010-01-11 o godz. 05:30
0

słuchaj a może on poczuł sie tak jakby to on był przyczyna Twoich niepowodzeń... koleżanka która jest w Londynie na pewno nie ma męża, więc może jechać gdzie chce, pracowac cały dzień. Znajomi tyle osiągnęli a Ty wyszłaś za mąz i masz zastój- może on to tak odebrał.... mówie to dlatego że mój mnie kiedyś o to zapytał, gdy z entuziazmem opowiadałam o mojej koleżance, która wyjechała do Niemiec... zapytał czy żałuję że zostalam tu i wyszłam za niego itd... byłam w szoku że on to tak odbiera bo nie o to mi chodziło..... może u was jest tak samo tylko Twój mąz nie potrafił Ci tego powiedzieć tak prosto z mostu......

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-01-10 o godz. 20:47
0

Wierze, że nawet przykra rozmowa i tak brutalnie sucha i zimna potrafi być oczyszczająca i tak mbędzie z wami. Czasem dobrze pozbyć się złudzeń, bo życie nimi hamuje człowieka. Myślę że będzie lepiej, choc musicie pewnie pozbierać się. Ważne są tu wasze uczucia i to, że chcecie być razem a zawód, praca, wynagrodzenie, doktoraty, tytuły...jasne tylko, że ich brak dał wam co innego - może mieliście więcej czasu dla siebie - to też plus...
Warto ich poszukać nawet w cięzkich chwilach.
Przytulam mocno.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie