Quantcast
  • Jullietta odsłony: 15322

    Co sądzicie o oświadczeniu o nie wyrażaniu zgody na nacięcie krocza?

    Przzytałam w jednym z czasopism dla rodziców, że kobieta napisała prz porodem oświedczanie, że nie wyraza zgody na rutynowe nacięcie krocza w czasie porodu, chyba, że pojawią się jakieś konkretne, poważne i uzasadnione wskazania medyczne. Spotkałam sie także z opinią niektórych osób, iż faktycznie można napisać takie oświadczenie, ponieważ ten zabieg nie zawsze jest konieczny, a jego konsekwencje są bardzo przykre i bolesne...Ja osobiście uważam,że kobiety od zawsze rodziły bez jakiegoś tam wymyślonego zabiegu, chyba, że faktycznie sytuacja wymuszała przeprowadzenie takowego (np. bardzo duże dziecko). Wiem, że potem rana długo się goi i bardzo boli. Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.Parę moich znajomych uważa,że to był największy koszmar podczas ich porodu.Podejrzewam,że dla mnie też to bedzie najbadziej przykre. Samego porodu się nie boję, ale zabieg nacinania mnie po prostu przeraża. Poza tym, kobieta powiina mieć wybór co do zabiegów przeprowadzanych na jej ciele w czasie porodu. Ja osobiście się na nacięcie nie zgadzam, z USG wynika, że dziecko będzie raczej małe, więc narazie nie widzę konieczności nacinania...nie wiem, może się mylę i w praktyce będzie ono konieczne. Jednak oświadczenie napiszę i będę sie domagać swoich praw.A co Wy o tym sądzicie??Czy któraś z Was tak zrobiła??Albo nie była nacinana przy pierwszym dziecku bo nie było potrzeby??Napiszcie, jestem ciekawa opinii:)Pozdrawiam.

    Odpowiedzi (98)
    Ostatnia odpowiedź: 2017-08-23, 20:49:36
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2013-07-30 o godz. 00:57
1

kropka** napisał(a):Ja liczę na położne z mojej szkoły rodzenia, tak pięknie o tym wszystkim mówią... ;)
Bo to podobno najlepsze położne w tym szpitalu, które potrafią ochronić krocze, nawet jeśli się im extra za to nie zapłaci ;)
Tylko trzeba mieć farta i trafić w czasie porodu akurat na dyżur którejś z nich ;)

Odpowiedz
jeretisia 2017-08-23 o godz. 20:49
0

Po prostu żal mi was wy durne idiotki rodzące dzieci. Nacięcie krocza to zwykłe i bezmyślne okaleczanie, a wy się jeszcze zastanawiacie czy się na to zgodzić.
Kobieta jest stworzona przez naturę do samodzielnego i aktywnego porodu, a nie bezmyślnego leżenia i interwencji medycznych, które właśnie zakłócają naturalny przebieg porodu.

Odpowiedz
agusiaczek1234 2013-07-31 o godz. 13:46
0

A ja mam termin na 29 sierpnia i napisałam oświadczenie o niezgodzeniu sie w na rutynowe nacięcie krocza bez wyraźnych wskazań medycznych. Najwyżej nie dam tej kartki położnej i tyle.

Odpowiedz
fiubzdziu 2013-07-31 o godz. 13:43
0

Nie bylam nacina, moja corcia byla malutka, ale po fakcie sobie mysle czy nie byloby lepiej gdyby mnie jednak nacieli. Coreczka nie dosc ze owinela sie pepowina wokol szyi to dodatkowo przylozyla raczke do twarzy i nie chciala przez to wyjsc, a w efekcie tego dluzej byla niedotleniona. Z drugiej strony na niewielkie pekniecie zalozyli mi tylko dwa male szewki i na drugi dzien nic mnie nie bolalo juz.

Odpowiedz
MagdaP 2013-07-31 o godz. 13:42
0

ja byłam nacięta, niestety czułam to aż za dobrze (dzięki pseudolekarzowi który był przy moim porodzie), co do samego nacięcia to chociaż jestem przeciwniczką rutynowych nacięć to w moim wypadku raczej nie było innego wyjścia, nie wyobrażam sobie urodzić bez nacięcia w tych warunkach w jakich rodziłam i kiedy parłam już prawie 2 godziny. może gdyby mój poród był inaczej prowadzony to można by o tym pomyśleć ale niestety...
ale dużo gorsze od samego nacięcia było potem gojenie, to także zasługa pseudolekarza który tak mnie zszył że praktycznie dopiero po miesiącu pierwszy raz normalnie usiałam (serio!!!), wcześniej w grę wchodziło tylko stanie lub leżenie :(

Odpowiedz
Reklama
Patrilla 2013-07-31 o godz. 13:39
0

u mnie tez nacięcie było ostatecznością spora panna + totalnie zmęczona juz byłam i nie miałam sił przeć. nie czułam nic. Szwy sie bardzo szybko zagoiły - wiem ze byłam w komfortowej sytuacji bo miałam ich ok 7 a obok dziewczyna nie chciała nacięcia i popękała tak że szyli ja jeszcze ponad pół h + potem cierpiała a następna małolata nie pękła wcale ;) także nie ma reguły ...

Odpowiedz
Mi. 2013-07-31 o godz. 13:38
0

Sprawdzalam kiedys w dodatku do GW "Rodzic po ludzku" procent naciec w poszczegolnych szpitalach. Niestety roznice nie byly znaczace.

Ja bylam nacieta, pamietam jak wygladaly nozyce , ale poczulam tylko szczypniecie (rodzilam bez znieczulenia).
Po pordzie polozna powiedziala, ze musiala naciac, bo spadalo tetno dziecka i wyjscie na zewnatrz musialo nastapic jak najszyciej. Nie mam wiec zalu, choc potem rana bolala mnie z 7 tygodni albo i dluzej. Ale to chyba bardzo indywidualne. Za to drobne pekniecie ciagnelo mnie i ciagnelo :D

Odpowiedz
Liberales 2013-07-31 o godz. 13:35
0

Myślę, że to jest tak indywidualna sprawa, że nie ma co gdybać ;)

Odpowiedz
matylda_zakochana 2013-07-31 o godz. 13:32
0

Liberales napisał(a):W wielu przypadkach przy następnych porodach pęka po bliźnie i nie ma "potrzeby" nacinania. Informacje pochodzą od ciotki...położnej ;)
A miało być tak pięknie

Nadal liczę, że tym razem obejdzie się bez. Po porodzie na sali leżało u mnie kilka kobiet po drugim porodzie i nie nacinali im, nie pękło i godzinę po porodzie biegały już po schodach, po łóżku. Jak ja im zazdrościłam.

Odpowiedz
haricot 2013-07-31 o godz. 13:28
0

Truskawka napisał(a):haricot napisał(a):
od siebie dodam tylko, że nacięcia krocza wogle nie czułam ponieważ wcześniej dostaje się zastrzyk znieczulający... krocze moim zdaniem goi się bardzo szybko - szwy zdjęte po 5 dniach, po tygodniu od porodu ledwo znalazłam miejsce nacięcia... miałam 5 szwów...

sto razy gorsze moim zdaniem jest szycie pękniętej w czasie porodu pochwy i późniejszy dyskomfort związany z załozonymi szwami...

także cięcie krocza to pikuś naprawdę 8)
haricot, napisz coś więcej o tym znieczuleniu przed nacięciem. To jakieś rutynowe postępowanie na Zaspie? Bo szczerze mówiąc, to pierwszy raz o tym słyszę, by znieczulali przy nacinaniu - przy szyciu faktycznie, tak, ale przed nacinaniem też? :o
przed nacinaniem dostałam mega strzykawę znieczulenia - ja nie wiedziałam - ale mąż widział :) zresztą pytałam gina mojego i potwierdził, że standardowo daje się znieczulenie :) także cięcia i wyskoczenia dziecka wogle się nie czuje i nic nie boli 8)

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-07-31 o godz. 13:26
0

haricot napisał(a):
od siebie dodam tylko, że nacięcia krocza wogle nie czułam ponieważ wcześniej dostaje się zastrzyk znieczulający... krocze moim zdaniem goi się bardzo szybko - szwy zdjęte po 5 dniach, po tygodniu od porodu ledwo znalazłam miejsce nacięcia... miałam 5 szwów...

sto razy gorsze moim zdaniem jest szycie pękniętej w czasie porodu pochwy i późniejszy dyskomfort związany z załozonymi szwami...

także cięcie krocza to pikuś naprawdę 8)
haricot, napisz coś więcej o tym znieczuleniu przed nacięciem. To jakieś rutynowe postępowanie na Zaspie? Bo szczerze mówiąc, to pierwszy raz o tym słyszę, by znieczulali przy nacinaniu - przy szyciu faktycznie, tak, ale przed nacinaniem też? :o

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 13:25
0

co tym bardziej zwiększa moją ochotę na wodowanie następnego 'egzemplarza' ;)

Odpowiedz
Liberales 2013-07-31 o godz. 13:22
0

W wielu przypadkach przy następnych porodach pęka po bliźnie i nie ma "potrzeby" nacinania. Informacje pochodzą od ciotki...położnej ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 13:20
0

hę?

to skąd te statystyki, że najwięcej nacięć jest u pierworódek?

czytałam raczej uzasadnienia, że wieloródka ma już stosowny rejon rozepchnięty przez poprzednie dziecko/dzieci, stąd mniejsze ryzyko nacięcia i rzadsza potrzeba (prawdziwa czy wydumana) nacięć.

Odpowiedz
Liberales 2013-07-31 o godz. 13:17
0

Niestety to miejsce jest już mocno osłabione. I przy następnym porodzie w sytuacji kiedy nie będzie nacięcia jest bardzo prawdopodobne, że samo pęknie

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 13:16
0

Liberales, o to tym bardziej nie chcę - przy mojej tendencji do bliznowacenia ponowne rozcięcie tego samego odcinka i danie mu się zrastać to ZDECYDOWANIE nie jest dobry pomysł.

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 13:14
0

na szczęście będziesz miała jedną i tę samą pamiątkę, bo przy kolejnym porodzie nacinają to samo miejsce Wink

dobrze, że chociaż tyle
Jesteśmy kobietami i dla mnie ważne jest też jak będę wyglądać, mam już bliznę po cięciu po ciąży pozamacicznej i wcale mi się ona nie podoba, dlatego wolałabym żeby mnie już więcej nie cieli
nie chcę wyglądać jak zacerowana.
z Waszych wypowiedzi jednak wynika, że lepiej ciąć niż pozwolić na pęknięcie. pozostaje chyba tym się nie zamartwiać tylko znaleźć dobrego lekarza i położna.

Odpowiedz
Liberales 2013-07-31 o godz. 13:12
0

Shiadhal napisał(a):
mi miejsce nacięcia wygoiło się szybko i nie było uciążliwe, ale bliznę mam do dzisiaj i czasem ją czuję - nie jakoś wielce, ale nie chciałabym po każdym dziecku mieć takiej pamiątki ;)
na szczęście będziesz miała jedną i tę samą pamiątkę, bo przy kolejnym porodzie nacinają to samo miejsce ;)

Wesołych Świąt lol

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 13:08
0

no chyba prędkość gojenia się i odczucia późniejsze baaardzo zależą od indywidualnych predyspozycji.

mi miejsce nacięcia wygoiło się szybko i nie było uciążliwe, ale bliznę mam do dzisiaj i czasem ją czuję - nie jakoś wielce, ale nie chciałabym po każdym dziecku mieć takiej pamiątki ;)

Odpowiedz
matylda_zakochana 2013-07-31 o godz. 13:05
0

U mnie rana po nacięciu zagoiła się bardzo szybko, gorzej było z wszechobecnymi pęknięciami

Nawet przy najlepszej "obsłudze" nacięcia czasem nie da się uniknąć. Moje położne nie chciały nacinać, ale ze względu na wielkość dziecka i moją desperację ;) zrobiły to i jestem im chyba wdzięczna. Dzięku temu poród skończył się dużo szybciej :)

Odpowiedz
haricot 2013-07-31 o godz. 13:02
0

uleczka napisał(a):Wiem, że potem rana długo się goi i bardzo boli. Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.Parę moich znajomych uważa,że to był największy koszmar podczas ich porodu.Podejrzewam,że dla mnie też to będzie najbardziej przykre. Samego porodu się nie boję, ale zabieg nacinania mnie po prostu przeraża. Poza tym, kobieta powinna mieć wybór co do zabiegów przeprowadzanych na jej ciele w czasie porodu.

proszę napiszcie, może trochę mnie uspokoicie.
od siebie dodam tylko, że nacięcia krocza wogle nie czułam ponieważ wcześniej dostaje się zastrzyk znieczulający... krocze moim zdaniem goi się bardzo szybko - szwy zdjęte po 5 dniach, po tygodniu od porodu ledwo znalazłam miejsce nacięcia... miałam 5 szwów...

sto razy gorsze moim zdaniem jest szycie pękniętej w czasie porodu pochwy i późniejszy dyskomfort związany z załozonymi szwami...

także cięcie krocza to pikuś naprawdę 8)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 13:00
0

Madeleine napisał(a):Czasem wystarczyłoby, aby położna przy parciu tak pokierowała rodzącą, żeby ta w odpowiednim momencie parła/ nie parła, i udałoby się urodzic bez nacinania (i nie jest to moja teoria).

Zgadzam się. Tylko dzięki położnej udało mi się urodzić bez nacięcia. No jeszcze musiałam jej słuchać i dostosować się do jej wskazówek, co wcale nie było takie proste lol Wysportowana niestety nie jestem i nigdy nie byłam a ostatnie miesiące ciąży spędziłam głównie "odpoczywając" ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:59
0

Madeleine napisał(a):
Tylko mam taką refleksję, że to jest jednak nic dobrego, żeby taki temat rozbierac na czynniki pierwsze jeszcze przed ciążą. Tak samo, jak towarzyszenie rodzącej - naprawdę można nabawic się traumy.
w sumie masz rację, tylko że po porodzie to już chyba z deczka za późno ;)

Odpowiedz
meggien 2013-07-31 o godz. 12:56
0

Jakaś super wysportowana i rozciągliwa nie byłam i nie jestem, a udało mi się urodzić bez nacięcia i bez najmniejszego nawet pęknięcia. Fakt, że gdyby nie taka, a nie inna położna pewnie by się tak nie skończyło. Dlatego wydaje mi się, że większy wpływ na poród ma jednak położna niż to czy się jest wysportowanym, czy nie.

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:54
0

dziubek napisał(a):Madeleine napisał(a):A od czego robi się bycie rozciągliwym?
genetycznie albo ćwiczeniami. :|
Wiesz co. Genetycznie rozciągliwa jestem, cwiczenia również miałam obcykane. Robiłam całą ciążę WSZYSTKO, żeby nie miec nacięcia. Chodziłam na fitness 2x w tygodniu do samego końca, do tego specjalne cwiczenia rozciągające przed porodem, ba! nawet cwiczenie parcia. Plus oczywiście 2 miesiące picia liści malin i masaże olejkami. Kondycję miałam rewelacyjną.
A na moje pytanie do położnej (sporo na zapas i jak się potem okazało, zupełnie zbędne), czy ona nacina, bo ja bym wolała nie, odpowiedziała mi, że absolutnie tak, bo inaczej się nie da 8)
no sorry... Czasem wystarczyłoby, aby położna przy parciu tak pokierowała rodzącą, żeby ta w odpowiednim momencie parła/ nie parła, i udałoby się urodzic bez nacinania (i nie jest to moja teoria).

Tylko mam taką refleksję, że to jest jednak nic dobrego, żeby taki temat rozbierac na czynniki pierwsze jeszcze przed ciążą. Tak samo, jak towarzyszenie rodzącej - naprawdę można nabawic się traumy.

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:50
0

Madeleine napisał(a):A od czego robi się bycie rozciągliwym?
genetycznie albo ćwiczeniami. :|

Ale spox, w pewnych okolicznościach ;) po prostu nie ma rady - jakoś dziecko musi wyjśc, obojętnie którą stroną ;).

no skoro ja nigdy do sztuczek cyrkowych predyspozycji nie miałam to pozostanie mi tylko jedna droga ...

NOSEM ALBO NAJWYŻEJ UCHEM

a jak nie, to niechby siedziało i nie wychodziło

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:47
0

A od czego robi się bycie rozciągliwym?

Ale spox, w pewnych okolicznościach ;) po prostu nie ma rady - jakoś dziecko musi wyjśc, obojętnie którą stroną ;).

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:45
0

Madeleine napisał(a):Wiesz co, Dziubek, jakoś nie widzę, aby kobiety na zachodzie były dużo bardziej fit. A jakoś tam nacięcia są dużo rzadsze i nie słychac o jakichś masowych powikłaniach.

Z mojego podwórka - w szpitalu, gdzie rodziłam, były raptem 2 położne, które dopuszczały brak nacięcia. Reszta tnie rutynowo (chyba, że nie zdąży, bo się dziecko urodzi na IP ;) ). Bo nie umieją inaczej i wolą kontrolowane, większe nacięcie niż pęknięcie, chocby malutkie.
nie wiem jak jest na zachodzie. wydaje mi się, że my jesteśmy sto lat za murzynami. :(
zastanawiam isę, czy lepsze kontrolowane nawet większe nacięcie (jesli rzeczywiście jest kontrolowane ) niż ewentualność pęknięcia do końca.
i nie radzę liczyć, że stosowanie specjalnych masaży tych okolic uelastyczni skórę i coś zmieni jak się jest nierozciągliwym to nic nie pomoże!!

e, nie mogę dłużej myśleć o tym temacie bo mi się słabo od tego robi :(

ps. moje przemyślenia z ostatnich 3 dni Pier... nie rodzę!!!

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:43
0

Wiesz co, Dziubek, jakoś nie widzę, aby kobiety na zachodzie były dużo bardziej fit. A jakoś tam nacięcia są dużo rzadsze i nie słychac o jakichś masowych powikłaniach.

Z mojego podwórka - w szpitalu, gdzie rodziłam, były raptem 2 położne, które dopuszczały brak nacięcia. Reszta tnie rutynowo (chyba, że nie zdąży, bo się dziecko urodzi na IP ;) ). Bo nie umieją inaczej i wolą kontrolowane, większe nacięcie niż pęknięcie, chocby malutkie.

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:40
0

uleczka napisał(a):ja osobiście uważam,że kobiety od zawsze rodziły bez jakiegoś tam wymyślonego zabiegu, chyba, że faktycznie sytuacja wymuszała przeprowadzenie takowego (np. bardzo duże dziecko).
tak, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że dawniej kobiety były cały czas w ruchu. myslę, że obecne problemy biorą się głównie z naszego trybu zycia.
komputery, siedzenie na tyłku przed tv.
czesto nawet brak najdrobniejszych ćwiczeń przygotowujących do porodu.

jesteśmy mało rozciągliwe, mamy słabe mięsnie brzucha, kegla itp. wozimy się samochodami, ostatnie miesiące leżaczkujemy.
no i potem się dziwimy, że pękamy.

:(

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:36
0

ja osobiście uważam,że kobiety od zawsze rodziły bez jakiegoś tam wymyślonego zabiegu, chyba, że faktycznie sytuacja wymuszała przeprowadzenie takowego (np. bardzo duże dziecko). Wiem, że potem rana długo się goi i bardzo boli. Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.Parę moich znajomych uważa,że to był największy koszmar podczas ich porodu.Podejrzewam,że dla mnie też to będzie najbardziej przykre. Samego porodu się nie boję, ale zabieg nacinania mnie po prostu przeraża. Poza tym, kobieta powinna mieć wybór co do zabiegów przeprowadzanych na jej ciele w czasie porodu.

zgadzam się w całej rozciągłości z tym tekstem. czy któraś z Was rodziła w Ciechanowie? jak tam zapatrują się na ochronę krocza?
proszę napiszcie, może trochę mnie uspokoicie.

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:33
0

Martusia napisał(a):ale mi się jakoś nie wydaje, żeby tylko lekarz lub polozna z tego szpitala gwarantowali przyjecie tam.
jak się przed porodem podpiszę umowę z położną z tego szpitala (a jak wiadomo kosztuje ta przyjemność 1000 lub 1500zł) miejsce ma się zagwarantowane :D
I nie twierdzę, że nie ma żadnych szans się tam dostać bez lekarza czy położnej, ale na pewno jest dużo trudniej niż w innych szpitalach. A teraz z każdym rokiem rodzi się podobno coraz więcej dzieci.
Ja ryzykować nie będę ;) i jeśli rzeczywiście jakoś traumatycznie przeżyje poród, nacinanie i wszystko złe co z tym związane, następne dziecko (o ile się na nie w ogóle zdecyduje) będę rodzić w Damianie :)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 12:01
0

Monia napisał(a):Ta właśnie koleżanka mówiła, że jak rodziła większość sal stała pusta, a położne siedziały na korytarzu i rozmawiały. Więc nie zawsze jest problem z miejscem no pewnie. Skoro większość rodzących tak waśnie podchodzi- że nie jadą na Żelazną, bo przecież i tak się nie dostaną, to wbrew plotkom miejsca są. Oczywiście - jeśli miejsca faktycznie nie ma, no to trudno, ale mi się jakoś nie wydaje, żeby tylko lekarz lub polozna z tego szpitala gwarantowali przyjecie tam.

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 04:19
0

Spróbuj :)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 03:27
0

Monia napisał(a):Najprościej zadzwonić i zapytać, czy są wolne sale.
mogę kiedyś spróbować ;) , ale jestem niemal pewna, że usłyszałabym odpowiedź, że nie ma ;) Zresztą to dotyczy nie tylko Żelaznej, powoli zaczyna się sezon porodów i prawie wszędzie ciężko z miejscem.
Więc będę rodzić tam, gdzie pracuje mój lekarz. Przynajmniej mam pewność, że mnie nie odeślą i że miejsce na pewno się znajdzie :D

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 03:22
0

Wspomniana już przeze mnie na początku koleżanka drugi raz urodziła na Żelaznej bez płacenia za nic, nawet za salę nie płaciła. Fakt, kilka wizyt w końcówce ciąży, w przyszpitalnej Fundacji odbyła.

Najprościej zadzwonić i zapytać, czy są wolne sale. Jak są - przyjeżdżasz, jak nie jedziesz do szpitala wybranego jako drugi. Kilka moich znajonych, które nie mają dostępu do sieci, pojechało tam bez świadomości, że "tak ciężko się dostać". Dostały się i urodziły bez problemu :)

Ta właśnie koleżanka mówiła, że jak rodziła większość sal stała pusta, a położne siedziały na korytarzu i rozmawiały. Więc nie zawsze jest problem z miejscem :)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 03:10
0

Niewątpliwie Żelazna jest najlepszym szpitalem pod tym względem, ale tam bez opłacania położnej (ewentualnie posiadania swojego lekarza stamtąd) nie ma praktycznie możliwości dostania się W każdym razie wolałabym nie ryzykować ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-31 o godz. 02:33
0

Wydaje mi się, że na Żelaznej sporo jest takich położnych, które bez płacenia starają się krocze chronić.
Ja nie płaciłam położnej, zzo też nie miałam, tylko salę osobną opłacliśmy.

Odpowiedz
Gość 2013-07-30 o godz. 07:23
0

Kama24 napisał(a):
Tylko trzeba mieć farta i trafić w czasie porodu akurat na dyżur którejś z nich ;)
W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak celny strzał w dyżur lol

Odpowiedz
Gość 2013-07-29 o godz. 22:49
0

Ja też bardzo chciałabym uniknąć nacinania, zresztą kto by nie chciał :) ... tylko, wydaje mi się, że naprawdę pod sam koniec porodu, zakładam, że po kilku cięęężkich i dłuuugich godzinach, chyba nie będę akurat o tym myślała. Poza tym rodząc nie będę miała pojęcia o tym jak wygląda moje krocze, a podobno to na podstawie właśnie wyglądu położna ocenia, czy należy zrobić nacięcie czy nie także... hm, grunt to oddać się w ręce zaufanej osoby...
Ja liczę na położne z mojej szkoły rodzenia, tak pięknie o tym wszystkim mówią... ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-29 o godz. 22:28
0

ama79 napisał(a):Kiniak napisał(a):Nela, rodzisz pochwą, a golą Cię naokoło jak leci. Dobrze, ze niedojeżdzają do głowy Przecież nie szyją wzgórka łonowego, tylko krocze Nie wyobrażam sobie leczenia rany po cięciu/pęknięciu i jednocześnie wściekania sie na kłujące, odrastające włośki- to musi być koszmar :o
Hmm... no nie wiem, czy to żart, najwyraźniej tłumaczyłaś tu Neli jak jest... :) Ale ok, już się nie upieram, bo jakiś strasznie napastliwy ten wątek :)
Mnie po prostu troszkę śmieszy takie przeżywanie tego tematu. A to golenie to już w ogóle... Po prostu chciałam Was pocieszyć i uświadomić, że nikt tu nikogo nie "goli naokoło jak leci" - tak jak to napisałaś, Kiniak. :)
I to wszystko. No i słusznie tu zwróciłaś, Marchefka, uwagę, że najważniejsze w tym całym nacięciu jest dobre zszycie, czyli tak naprawdę to co robi lekarz, a nie położna.
No i ponadto cóż... to wszystko to małe piwo w porównaniu z całym porodem. Na pewno jeżeli komuś się udało uniknąć cięcia to świetnie i zazdroszczę, ale jak już jest (tylko dobrze zszyte!), to naprawdę nie ma tragedii! U mnie nie ma różnicy ;)
Nie chodzi o tragedię i przeżywanie wątku. Mnie po prostu chodzi o poszanowanie praw rozdącej kobiety.
Ja wiem, ze pokolenia kobiet rodziły jak rodziły, ale mamy już 21 wiek i naprawdę nie muszę się na to godzić.

Odpowiedz
Gość 2013-07-29 o godz. 08:53
0

Kama - jesli przy porodzie jest sama polozna to ona, jesli jest lekarz to pewnie sie konsultują (jak u mnie). Wyfdaje mi sie, ze warto rozmawiac z polozną ... (madry Polak po szkodzie )

Odpowiedz
Gość 2013-07-29 o godz. 07:54
0

Marchefka napisał(a):uslyszalam tylko jak polozna pyta lekarza (nie MNIE) czy nacinac, lekarz odparl "Dziecko bedzie duze, pierowrodka, ciąć".
To w końcu kto decyduje o nacięciu położna czy lekarz?
Bo może lepiej umawiać się w tej kwestii z lekarzem, a nie z położną?

Odpowiedz
ama79 2013-07-29 o godz. 07:16
0

Kiniak napisał(a):Nela, rodzisz pochwą, a golą Cię naokoło jak leci. Dobrze, ze niedojeżdzają do głowy Przecież nie szyją wzgórka łonowego, tylko krocze Nie wyobrażam sobie leczenia rany po cięciu/pęknięciu i jednocześnie wściekania sie na kłujące, odrastające włośki- to musi być koszmar :o
Hmm... no nie wiem, czy to żart, najwyraźniej tłumaczyłaś tu Neli jak jest... :) Ale ok, już się nie upieram, bo jakiś strasznie napastliwy ten wątek :)
Mnie po prostu troszkę śmieszy takie przeżywanie tego tematu. A to golenie to już w ogóle... Po prostu chciałam Was pocieszyć i uświadomić, że nikt tu nikogo nie "goli naokoło jak leci" - tak jak to napisałaś, Kiniak. :)
I to wszystko. No i słusznie tu zwróciłaś, Marchefka, uwagę, że najważniejsze w tym całym nacięciu jest dobre zszycie, czyli tak naprawdę to co robi lekarz, a nie położna.
No i ponadto cóż... to wszystko to małe piwo w porównaniu z całym porodem. Na pewno jeżeli komuś się udało uniknąć cięcia to świetnie i zazdroszczę, ale jak już jest (tylko dobrze zszyte!), to naprawdę nie ma tragedii! U mnie nie ma różnicy ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 23:16
0

wszystkie macie racje, żadnych wypowiedzi nie neguję. ja tylko napisałam jaki jest mój stosunek.

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 22:33
0

dzidzia,
to ze dziecko ma być zdrowe to priorytet. Wybacz jednak, ze się nie zgodzę, bo o ile cesarka w momencie zagrozenia życia dziecka, czy braku postępu porodu to dla mnie NORMALNA, BEZDYSKUSYJA PROCEDURA, to te wszystkie atrakcje (gdy nie sa potrzebne) oraz brak poszanowania godności rodzącej budzą mój sprzeciw. I nie uważam, ze wymawianie się "dobrem dziecka" było wystarczającym usprawiedliwieniem do ubliżania rodzącym, albo komentarzom typu- szyjemy na dziewicę
Ńikt z nas nie kwestionuje dobra dziecka, ale też zwraca uwagę na dobro matki. A traumatyczny poród z fatalną obsługa moze prowadzić do rezygnacji z posiadania kolejnych dzieci

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 21:37
0

a ja myślę, ze oddam się wręcę lekarza i położnych. Dla mnie jest wazne zdrowe dzieciatko niż ból i gojenie ran po porodzie. Więc co ma być to będzie. Po co juz teraz się zamartwiać. Moze nie będzie wyjścia i będzie trzeba nacinać, albo np przeprowadzić cesarkę ?!! Rany się zagoją, prędzej czy później, więc głowa do góry i nie martwcie się na zapas.

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 20:46
0

ama79 napisał(a):(A golenie tym bardziej... napisałaś Kiniak, że golą wszystko dookoła - wcale tak nie jest!)

ama79 to była ironia z tym naokoło tak samo jak o zarośnięciu w typie niedźwiedzia było żartem

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 11:12
0

wczesniej nie zagladalam do tego wątku, ale dzis po lekturze artykulu w "Dziecko" postanowilam nadrobic braki i sie wypowiedziec w temacie...

Cóż, nie jestem tłuczkiem, na kazdy temat który mnie interesuje staram się znalezc odpowiedz. W czasie ciazy czytalam duzo o nacinaniu, za i przeciw...Zycie pokazalo, ze ja akurat trafilam na godziny szczytu na praskiej porodwoce (same polozne byly w szoku co sie dzieje - rodzilysmy jedna po drugiej). Nie mialam zludzen, ze nikt sie ze mną cackac nie bedzie...Nie balam sie nacinania, bo czytalam uspokajające teksty, ze nie boli, potem szybko jest ok, lepiej to niz popekac itp. O ja naiwna...Dzis czytając listy dziewczyn, ktore piszą o swoich porodach bez naciecia mialam lzy w oczach - czemu ja tak nie mialam ??? Nikt mnie nawet nie zapytal o zdanie - uslyszalam tylko jak polozna pyta lekarza (nie MNIE) czy nacinac, lekarz odparl "Dziecko bedzie duze, pierowrodka, ciąć". Na nic zdalo sie zlapanie za reke poloznej ( :o ) i pytanie czy to konieczne...Poszlo...szwow kilka, maly urodzil sie szybko... I niby koniec piesni...

A dla mnie niestety początek Dzis mija prawie 5 miesiecy i co ? Caly czas boli mnie szew. Sex ? srednio mile doznanie....mam ochote zarznąc tą lekarkę jak tylko o niej pomysle niektore z was powiedzą, ze moglam gorzej popekac...moze i tak, ale moglam miec tez krocze w calosci a nie zszyte jak przez kiepskiego krawca (patrząc na szew wydaje mi się, ze nawet ja przy moim braku talentu do robotek recznych nie zrobilabym tego gorzej - zresztą na obchodzie jeszcze w szpitalu inny lekarz tez cos tam burknął, ze "niezle" zszyte - wyglada jakby bylo sciagniete za mocno...).

I teraz jak mam nie demonizowac tematu ?

Przy nastepnym porodzie chyba wolalabym zainwestowac w polozną, ktora faktycznie pomoglaby mi w ochronie krocza bardziej niz w zzo

Tez nie potrafię zrozumiec czemu niektorym sie chce a niektorym niekoniecznie...Szczegolnie intensywnie myslę o tym kiedy znow mnie zaboli miejsce po nacieciu

A golenie ? w miejscu przyszlego naciecia - w tym szpitalu rutynowo, tak jak i naciecie...

Odpowiedz
ama79 2013-07-28 o godz. 04:44
0

Tak, tak - jestem za! Wyluzujcie! Temat jest stanowczo nie wart takiego demonizowania :) (A golenie tym bardziej... napisałaś Kiniak, że golą wszystko dookoła - wcale tak nie jest!)
No i jeśli chodzi o szpital w WOŁOMINIE - rodziłam tam, więc jak macie jakieś pytania, to piszcie na priv - chętnie odpowiem :) Jak dla mnie - było super. Opis porodu też zresztą jest zamieszczony - zachęcam do lekturki. :)

Odpowiedz
buniuta 2013-07-28 o godz. 03:26
0

Mój poród również odbył się bez ... czego chyba troszke żałuje i pewnie next time to zmienię.
Nikt w szpitalu nic mi nie zalecał i miałam to pełną dowolność, co do lewatywy, golenia, pozycji porodu (bez ostatniej fazy - czyli wypychania- bo na początku parłam na klęczkach) i innych spraw okołoporodowych.
Tak więc istnieją jednak Państwowe szpitale z wysokim poziomem obsługi i traktowaniem nieprzedmiotowym kobiety, która właśnie przezywa CUD (a nie koszmar) narodzin.
A nie miałam jaiegos super lightowego porodu - 13 h, bóle z krzyża, wymioty, brak zzo :o ....
TAk więc miłe CIĘŻARÓWKI - WYLUZUJCIE! Będzie dobrze - bo w 90 % przypadków - to wy macie na to wpływ.

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 00:37
0

Moje cc też było bez wcześniejszej lewatywy.

Odpowiedz
Gość 2013-07-28 o godz. 00:21
0

W ramach OT- miałam wycinany wyrostek, bez lewatywy 8) :P

Kerala- dzięki :)

Odpowiedz
Kerala 2013-07-28 o godz. 00:06
0

Nela5, Dziewczyno, nie przesadzam ;) Dzięki jednak, że próbowałaś mnie uspokoić 8)
Z mojego braku styczności ze szpitalem to się raczej nie ciesz, bo operacji miałam nie jedną i nie dwie, a nawet więcej. Przy trzech planowanych nikt mi nie robił lewatywy- albo na Ciemnogród medyczny trafiłam, albo lewatywa jednak nie jest koniecznością. Trzeciego wyjścia nie ma.
Nigdzie nie napisałam, że zszywanie krocza bez znieczulenia jest normą. Napisałam za to, że nie uznaję a priori czegoś takiego jak Autorytet Lekarski W Każdej Sprawie, szczególnie jeśli tą każdą sprawą jest moje krocze i ocena mojego progu bólu, a wydającym werdykt jest mężczyzna.
Nie wiem, co to znaczy, że "odosobnione przypadki nalezy tępić, ale czasem pomagają"- jeśli jednak moje biedne, nieznieczulone krocze jakoś się przysłuzyło sprawie Ojczyzny i naszym chłopcom w Iraku, to jestem z tego dumna. Napiszcie w mojej sprawie do dr. Wujkowskiej, na pewno ma medale na taką okoliczność.

Kerala

ps. w takim razie poszukam tych namiarów, Kiniak, ale uczciwie uprzedzam, że fakt bycia pierworódką może mieć tu znaczenie. To jednak już sama sprawdzisz.

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 23:47
0

Kerala napisał(a):
Kiniak- piszesz "mój gin". Czy to oznacza, że jest to Twój ginekolog, który będzie prowadził całą ciążę i odbierał poród, czy też oznacza osobę, do której aktualnie chodzisz, ale jeszcze się nie zdecydowałaś na ile Będziesz uznawać jego opinię za wiążące? Jeżeli to drugie to mam gdzieś namiary na gina, który odbierał domowe porody mojej koleżanki. Jest z Warszawy, pilotował także Jej wszystkie ciąże.

Gdybyś była zainteresowana to napisz, poszukam telefonu.
kerala
Gin, to ten który prowadzi ciażę i namawia mnie na poród w jego szpitalu. Obawiam się, ze poród u niego równa się z zapłaceniem za jego przyjazd jeśli nie trafię w dyżur, a to mi raczej się nie uśmiecha zważywszy na cały koszt wizyt ginekologicznych w ciąży. Do prowadzenia ciąży nie zamierzam go zmieniać, bo na mazakach z usg jest w stanie wypatrzeć wszystko, natomiast trochę denerwuje mnie jego bardzo zachowawcze podejście do ciaży- no sex, no drugs etc. lol Mam zakazane ileś tam pokarmów (co akurat nie robi na mnie wrażenia bo i tak wciagam tylko ser i jajka). Nawet się nie pytam czy mogę się przejechac na rowerze, bo wiem jaka będzie odpowiedź
Jeśli nie wyjdzie dom, to mocno myślę nad Wołominem. Szczerze mówiąc, odkąd gin zasiał taką panikę to i mój szanowny małżonek zaczyna wierzyć w jedyną słuszność, czyli szpital...
Zatem Kerala szukam pomocy 8)

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 23:40
0

OT Shiadhal z niecierpliwością czekam na opis Twojego porodu (tym bardziej, że jestem zainteresowana zwyczajami panującymi w szpitalu wołomińskim oraz Twoimi odczuciami odnośnie personelu) :prayer: :cisza:

Odpowiedz
buniuta 2013-07-27 o godz. 23:07
0

W moim przypadku ta sprawa zostala przedyskutowana z położną na długo przed porodem. Nie chciałam nacięcia i dowiedziaam się, że mieć go nie będę jak nie zajdzie taka potrzeba.
I tak było.
Nacięcie maiąłam w trakcie skurczu na chwilę przed wylezieniem Matika. Było niewielkie 2 szwy.Matik 3660.
Moja położna mocno pracowała nad tym, żeby tak było.
Nie była to największa trauma jaka mnie w życiu spotkała i nie demonizowałabym tego tematu.
Zszywanie nie było przyjemne, ale było znieczulenie miejscowe i było spoko. Golenie było tylko w miejscu nacięcia.
Tak więc wszytko zależy od szpitala i położnej.
Generalnie lekarz mój stwoerdził, że wyglądam jak "nówka sztuka" i wszystko tam jest w największym porządku. Cieszę się, że byłam nacięta, a nie pękłam po pachy.
Może następnym razem nie będzie takiej potrzeby.

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 20:06
0

jejku dziewczyno przesadzasz, nikt na ciebie nie napada, tyl;ko chce cie/was w jakis sposób uspokoić, ale skoro ... lol

sa rzeczy których nie jestem zwolenniczką, zreszta o tym pisałam , ale jak widzę strach i obawę przed czymś to próbuję uspokoić, nie wiedziałam , że narażę się na ataki

Lewatywa czy jest potzrebna ?? Cieszę się, że nie miałaś nigdy styczności ze szpitalem jeżeli chodzi o operacje. jeżeli w czasie porodu dojdzie się do wniosku, że należy zrobić cc, to lepiej dla pacjentki będzie jeżeli ona będzie miała pusta kichę powtórzę jeszcze raz NIE JESTEM ZA RUTYNĄ .
Jeżeli miałaś szycie b/znieczulenia pozostaje ci tylko współczuć, bo pewnie cholernie bolało, ale to nie znaczy, że tak właśnie jest w szpitalach !!!odosobnione przypadki należy tępić, ale czasami pomagają

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 11:38
0

Carrie napisał(a):No i liczę na to, że przy cc nie trzeba się golić od A do Z, bo o rezygnacji z cięcia to chyba nie ma mowy

Carrie, przy cc, to juz jest raczej zupełnie inna spr niz przy porodzie naturalnym. O ile przy tym drugim nie jest do niczego potrzebne, o tyle przy pierwszym - cc znaczy - już raczej tak. Nacięcie jest b. nisko (gdy wloski odrosna niemal wcale go nie widać), ale to operacja jakby nie było. Każde owłosione miejsce które jest poddawane operacji jest golone.
Mnie nikt nie golił przez cały mój poród, dopiero gdy się okazało, że trzeba ciąc, przyszła połozna, machnęła maszynką 3 razy (nie ogoliła ani kawałka więcej niż potrzeba) i tyle.

Odpowiedz
Kerala 2013-07-27 o godz. 07:37
0

Nela, wybacz, ale jaka jest medyczna wartość golenia krocza czy lewatywy? To owszem, jest potrzebne, ale do dobrego samopoczucia personelu i zindoktrynowanych rodzących. Tak samo potrzebne jest rodzenie na samolocie.
Na ogól nie podchodzę spokojnie i bez emocji do tego, że ktoś próbuje zrobić ze mnie kretynkę tylko dlatego, bo nie skończyłam akademii medycznej. Część lekarzy niestety ma to we krwi.
Lekarz, który mnie zszywał (bez środków znieczulających) wrzasnął: "nie przesadzaj, to aż tak nie boli". Zapytałam, czy mówi tak na podstawie doświadczeń z własnym kroczem? Bo, oczywiście, nie był łaskaw mnie znieczulić, skoro jego męskie i lekarskie doświadczenie mówiło mu o tym, że nie jest to konieczne.
Tego typu konieczności i niekonieczności jest sporo, nie oznaczają, że mamy się na to godzić w imię bliżej niesprecyzowanej legendy "Lekarz_Ma_Zawsze_Rację".

kerala

ps. nie mialam robionej lewatywy i nie mialam golonego krocza. W trakcie porodu interesowało mnie moje dziecko i ja sama, a nie fizjologia, która jest rzeczą naturalną. Na porodówce zwłaszcza. Jak komuś przeszkadza widok krwistego łożyska i mimowolne opróznianie kiszki stolcowej, to może się zatrudnić w atelier fotograficznym. Jest estetyczniej.

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 07:29
0

Kerala - dzięki; podziwiać nie ma czego - swoją dawkę wydzierania się i niezdolności do konstruktywnych działań w czasie porodu też odpracowałam, tylko akurat miałam to szczęście, że drugą fazę miałam względnie lekką.

I w pełni się zgadzam, że może być różnie - ale specjalnie się wcięłam w ten wątek z doświadczeniem pozytywnym, bo jeszcze dwa miesiące temu czytałam z rosnącym przerażeniem opowieści okołoporodowe i wyciągałam ponure wnioski typu, że albo się zapłaci dziką kasę, albo będzie koszmarnie...

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 06:58
0

:o jeżeli chodzi o ciąże to ja nie mam żadnych problemów wobec tego

nacięcie nie , golenie nie, a lewatywa??? A może to jest do czegoś potrzebne ?? Może warto zapytać o to kompetentne i doświadczone osoby(lekarz, położna , pielęgniarka)? Trzeba podejść do tego spokojnie, bez emocji.
Z własnego doświadczenia wiem, że te "zabiegi" nie są przyjemne, ale (przepraszam za dosadność) myslenie czy zrobię kupe czy nie jest straszne !!!! Mnie nie zdążyły położne zrobić, było za późno i bardzo się tym denerwowałam, całe szczęście natura zrobiła co swoje.
Więc głowa do góry , myslcie o zdrowiu dla siebie i dziecka :D
wszystko będzie dobrze

Odpowiedz
Kerala 2013-07-27 o godz. 05:34
0

Chodziło mi o gwarancję starań, a nie uniknięcia nacięcia. Nie dookreślałam jednak tamtego zdania, bo pomyslalam sobie, że skrót jest w sumie jasny. Niniejszym więc dookreślam: gwarancji uniknięcia cięcia nie ma się nigdy, można mieć gwarancję, że ktoś zrobi wszystko, co będzie mógł zrobić w tym temacie.
Dodatkowo powinno być to normą, a nie płatnym luksusem

Kiniak- piszesz "mój gin". Czy to oznacza, że jest to Twój ginekolog, który będzie prowadził całą ciążę i odbierał poród, czy też oznacza osobę, do której aktualnie chodzisz, ale jeszcze się nie zdecydowałaś na ile Będziesz uznawać jego opinię za wiążące? Jeżeli to drugie to mam gdzieś namiary na gina, który odbierał domowe porody mojej koleżanki. Jest z Warszawy, pilotował także Jej wszystkie ciąże.

Gdybyś była zainteresowana to napisz, poszukam telefonu.
kerala

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 05:21
0

Kerala napisał(a):Jesli jednak ktoś chce mieć to krocze na 100% chronione to powinien położną opłacić, bo tylko to mu daje gwarancję, że na pewno położna się postara
Ze się wtedy na pewno położna postara, to fakt ;) Ale żadna położna nie da mi gwarancji, że na 100% nie zostanę nacięta, nawet jak jej niewiadomo ile zapłacę. Niestety

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 05:10
0

Kiniak napisał(a):
Wiem np. że mój gin jest przeciwny porodom domowym, jest dobrym specjalistą skupionym na dobru dziecka. Od razu zaproponował poród w swoim szpitalu, tylko ze akurat przeczytałam relację z porodu, gdzie bidną dziewczynę przypięli do samolotu Takie przypadki są odstręczające i w sumie duuuuużo zależy od tego na kogo sie trafi na własnym porodzie.

nie wiem który gin, by sie na to świadomie zdecydował (poród w domu)
Oczywiście wierze, że wszystko będzie ok, ale ryzyko chyba zbyt wielkie.

Co do pacjentki przypiętej do samolotu???nie musiała się zgadzać, chociaz w tej ostatniej fazie porodu to już jest wszystko jesdno! POŁOZNA TA OSOBA JEST NAJWAZNIEJSZA

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 05:03
0

Kerala napisał(a):
Tak więc nie unoś się, Kiniaczku, bo ja Cię pałką po ciężarnych plecach smagać nie będę. Temat "teoria a rzeczywistość" jest naprawdę obszerny i to, że uważam, że praktyka jest inna od opisanej przez Ciebie teorii nie oznacza, że popieram praktykę. Popieram oczywiście teorię.

Kerala
Nie unosze się. Po prostu przyjmowanie czegoś, bo inni wiedza co będzie dla mnie czy której kolwiek z nas lepsze, uważam za bezsensowne. Dlatego warto głośno krzyczeć, warto czepiać się osiągnięć innych krajów w tej dziedzinie. Nie chcę się znaleźć w sytuacji, ani zadnej z Was tego nie życzę, ze traumatyczny poród spowoduje strach przed posiadaniem kolejnego dziecka.
Wiem np. że mój gin jest przeciwny porodom domowym, jest dobrym specjalistą skupionym na dobru dziecka. Od razu zaproponował poród w swoim szpitalu, tylko ze akurat przeczytałam relację z porodu, gdzie bidną dziewczynę przypięli do samolotu Takie przypadki są odstręczające i w sumie duuuuużo zależy od tego na kogo sie trafi na własnym porodzie.

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 04:58
0

:mur: kerala przepraszam, ale źle wycięlam z cytatu i pozostało twoje imię jest mi bardzo przykro i zauwazyłam to dopiero po fakcie

Mam nadzieję, że nie popełnię nigdy takiej wpadki wobec Ciebie i wobec innych forumowiczek :mur:

Odpowiedz
Kerala 2013-07-27 o godz. 04:56
0

Shiadhal- podziwiam i przy okazji gratuluję, bo do wątków życzeniowych nie zaglądam.
Moje stare doświadczenia są inne niz Twoje, trudno powiedzieć, jakie będą doświadczenia Xa czy Ya. Warto się więc przygotowac na różne mozliwości.
Mnie o zgodę na cięcie nikt nie pytał i nikt mi nawet nie powiedział, że cięcie jest wykonywane (nie czułam tego).
Jesli dla kogoś kwestia tego cięcia czy niecięcia jest aż tak ważna, to powinien zatroszczyć się o prywatną położną. Jeśli jest to kwestia mniej istotna to niech podchodzi na luzie, bo będzie, co ma być.

kerala

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 04:51
0

Kiniak napisał(a):Kerala,
no chyba ze ktoś warkocze wyhodował
pogadaj ze znajomą położną co kobiety mogą....... Dlatego po różnych opowieściach, ja się nie dziwię pewnym zabiegom

lol lol lol

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 04:49
0

Kiniak napisał(a):Kerala,

Nela5, nie musisz na mnie krzyczeć. Raczej nie należę do gatunku niedźwiedziowatych i spokojnie mogę wyjść w bikini bez straszenia meduz na plaży Co mają szwy do włosków? Jakie to ma znaczenie czy one tam sa czy nie? no chyba ze ktoś warkocze wyhodował
nie krzyczę na ciebie, nie wiem skąd ten pomysł !! to co pisałam na temat nie dbania to absolutnie nie było do ciebie myślę, że nie właściwie bierzesz pewne sprawy do siebie. starałam sioę uspokoić przed starchem nacięcia krocza, ale może czasami trzeba dać się niepotrzebnie bać lol

Odpowiedz
Kerala 2013-07-27 o godz. 04:45
0

Kiniak, staram się przedstawiać sugestie o przydatności ogólnej, a nie tylko kiniakowej ;) Twoim planom co do rodzenia w domu kibicuję oczywiście, czemu dałam wyraz w odpowiednim wątku.
Poświęcę Ci jednak wyłączną uwagę w tym akapicie :lizak:

Otóż jeśli Ci się uda wystarać się o ten poród domowy, to zapewne łatwiej Ci przyjdzie wynegocjowanie takich rzeczy jak ochrona krocza. Będziesz mieć położną do swojej dyspozycji, jej uwaga nie będzie się rozpraszac na pierdyliony innych rzeczy i spraw,a to wszystko prowadzi do wniosku, że prawdopodobnie Twój poród przebiegnie w zgodzie z Twoimi oczekiwaniami. Czego Ci życzę.
Nie wiem, co wtedy będzie robił Twój mąz, ale zauważ, że jest rzeczą dośc powszechną uzasadnianie obecności męza przy porodzie własnie tym, że "jakby co" to się wykłoci z personelem, "załatwi ZZO" i tym podobne, co IMHO jest totalnie nierealistyczne, ale ja jestem stara i w ogóle nie mam pojęcia o wyobrażeniu.
Mąż (każdy mąż) może zostać spacyfikowany z równą łatwością, co mamusia, teściowa, szwagierka i sąsiadka. Napisałam to na wypadek, gdyby ktoś się łudził, że to własnie mąz rzuci się Rejtanem w obronie żoninego krocza. To znaczy rzucić się może, ale zostanie olany, jeśli tylko personel ma ochotę to krocze ciachnąć.
A co do pozycji to zobaczymy. Ja się nastawiałam na worki sako i rodzenie a la Tubylczyni z wysp Triobrianda, a jak przyszło co do czego, to chciałam zalegnąć w pozycji horyzontalnej i mieć święty spokój. Ale tu się nie upieram- mogę tę "pozycję horyzontalną" odszczekać.
Teraz co do zgody na rzeczywistość.
Gorąco zachęcam do niezgody. Jesli jednak ktoś chce mieć to krocze na 100% chronione to powinien położną opłacić, bo tylko to mu daje gwarancję, że na pewno położna się postara. To nie zmienia faktu, że może i powinien potem wypełnić ankietkę dla Fundacji, zapoznać personel ze swoim krytycznym zdaniem itd.
Fajne i darmowe położne istnieją i jest ich chyba nawet większość. Słyszałam pozytywne opinie o Zośce i Świętej Rodzinie (mowa o położnych nieopłacanych). Zawsze można na taką trafić. Jesli jednak ktoś chce mieć PEWNOŚĆ- musi zapłacić, nie ma miętkiej gry.

Tak więc nie unoś się, Kiniaczku, bo ja Cię pałką po ciężarnych plecach smagać nie będę. Temat "teoria a rzeczywistość" jest naprawdę obszerny i to, że uważam, że praktyka jest inna od opisanej przez Ciebie teorii nie oznacza, że popieram praktykę. Popieram oczywiście teorię.

Kerala

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 04:38
0

Kerala napisał(a):Teraz przejdźmy do praktyki. Leżąc w pozycji horyzontalnej pod wpływem kolejnego skurczu partego masz raczej zerowe szanse na satysfakcjonująca dyskusję o nacinaniu krocza z personelem medycznym.
Się delikatnie wetnę ze świeżymi jeszcze doświadczeniami:

zobaczywszy ostre narzędzie w ręku położnej dyskusję nawiązałam - pomimo pozycji horyzontalnej i skurczy. Wspomniana dyskusja przynajmniej dla mnie była satysfakcjonująca - do cięcia doszło, ale mogło nie dojść gdybym takie życzenie wyraziła. W państwowym szpitalu, z 'przydziałową' położną. Nie wiem, jakie seriale miały się niedługo rozpocząć, ale obstawiam "M jak Miłość"... no ale może to tylko ja mam takie patologicznie dyskusyjne zapędy...

A, Kiniaku - odrastające włoski to naprawdę najmniejszy z problemów jakie masz po porodzie... przynajmniej te w okolicy ewentualnego nacięcia - reszta owłosienia niech sobie spokojnie żyje ;).

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 04:22
0

Tak i w domu lewatywkę samemu wężem ogrodowym

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 04:18
0

Kerala, czemu Ty mnie straszysz? :( Chyba istnieja jednak położne, które są bardziej zainteresowane pacjentką niż tym, co robi konkurencja w "Na dobre i na złe" .. Przynajmniej taką mam nadzieję.

No i liczę na to, że przy cc nie trzeba się golić od A do Z, bo o rezygnacji z cięcia to chyba nie ma mowy lol

A szczerze mówiąc to wolałabym, jeśli to już konieczność, co by mnie mąż ogolił

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 03:52
0

Kerala,
nie wiem skąd wysnułas wniosek, ze będe męża posyłac do ochrony krocza. To pierwsze. Druga rzecz, nie wiem skąd wysnułaś wniosek, ze będę rodzić horyzontalnie. O ile pamiętasz, staram się (o zgrozo! :o ) o poród domowy, jesli mi się to nie uda wybiorę szpital w którym mozna rodzić w dowolnej pozycji, w jak najbardziej humanitarnych warunkach. Nie wiem, czemu wg Twojego opisu należy się godzić na taką rzeczywistość, jaka panuje w naszych szpitalach.

Nela5, nie musisz na mnie krzyczeć. Raczej nie należę do gatunku niedźwiedziowatych i spokojnie mogę wyjść w bikini bez straszenia meduz na plaży Co mają szwy do włosków? Jakie to ma znaczenie czy one tam sa czy nie? no chyba ze ktoś warkocze wyhodował

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 03:34
0

Kerala napisał(a):Ochrona krocza rodzącej niestety wymaga zaangazowania polożnej i dodatkowego wysiłku z jej strony, bo to od niej zależy 90% sukcesu,
kerala
Tu się zgadzam w 100 %, wybór położnej to podstawa, to one się opiekują podczas porodu kobietą a nie lekarz. Obok może być poród/y z komplikacjami i lekarz nie ma czasu na dopieszczanie swojej pacjentki mimo prywatnych wizyt.
A tak naprawde dziewczyny to nacięcie krocza to jest bardzo mało ważne. poród to przede wszystkim zdrowe i spokojne dziecko, a ranka w dwa tygodnie się zagoi ( po porodzie mój małż stwierdził, a może byś usiadła z nami przy stole lol ) Tak więc mam nadzieję, że \żadna z was nie będzie miała nacięcia, a jak już to się stanie to są maści na takie rany i dają ulgę ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 03:27
0

Kiniak napisał(a):: Przecież nie szyją wzgórka łonowego, tylko krocze Nie wyobrażam sobie leczenia rany po cięciu/pęknięciu i jednocześnie wściekania sie na kłujące, odrastające włośki- to musi być koszmar :o
?
zgadza się, przepraszam a wyobrażasz sobie (chodzi mi tylko o szycie w razie ew cięcia) ciągnących szwów jak masz włoski ??
Ja nie jestem zwolenniczką rutynowego cięcia, ale niekiedy tzreba i powinno się być na to przygotowaną. Myslę, że i mam nadzieję, że teraz nie będę miała nacięcia krocza bo rekonwalescencja jest okropna, ale jak mus to mus, moja córcia dzięki temu wyszła szybciutko choć w kolorzw granatowym !!!
Poza tym na zachopdzie kobiety już dawno zaczęły dbać o nie zarastanie !!!

Odpowiedz
Kerala 2013-07-27 o godz. 02:56
0

Kiniak, wszystko super, ale to naprawdę teoria. W temacie cięcia nie mam usztywnionego stanowiska: można ciąć, można nie ciąć, statystyki polskie i -dla porównania- europejskie są mi znane, wnioski są oczywiste: w Polsce cięcie wykonuje się rutynowo i zdecydowanie się nadużywa tej metody.
Jak rozumiem: Ty tez to Wiesz i wiekszosc pań z tego topiku to wie.

Teraz przejdźmy do praktyki. Leżąc w pozycji horyzontalnej pod wpływem kolejnego skurczu partego masz raczej zerowe szanse na satysfakcjonująca dyskusję o nacinaniu krocza z personelem medycznym. Będą chcieli to Cię potną. Brzmi tragicznie, ach gdzież się podziały niegdysiejsze śniegi (tu: prawo do porodu po ludzku, prawa człowieka jako takie), dlaczego ten świat na psy schodzi? Prawdopodobnie będą chcieli Cię pociąć, szczególnie jesli Jesteś pierworódką i jeśli rodzisz o 15.00 w niedzielę, a o 16.00 jest kolejny odcinek "na dobre i na złe".
Ochrona krocza rodzącej niestety wymaga zaangazowania polożnej i dodatkowego wysiłku z jej strony, bo to od niej zależy 90% sukcesu, a nie od masażu olejkiem z migdałów i picia herbatek malinowych. Albo trafisz na zaangażowaną położną, albo nie trafisz. Albo też masz tak fantastyczne krocze, że Ci nie pęknie, choć położna będzie już czyhać ze skalpelem.
Tak więc jeśli kogoś interesuje praktyka, a nie teoria, to:
1. opłaca położną
2. jasno przedstawia swój stosunek do tematu i żąda ochrony krocza

To wszystko brzmi raczej średnio, ludzki poród powinien być standardem ( nie jest), ale jest własciwie jedyną praktyczną metodą na uniknięcie nacinania.
Jeśli idzie o męża, którego zamierzacie wysłać do obrony integralności Waszego krocza: zostanie zignorowany i powie się mu, że "wystąpiły medyczne przesłanki do wykonania zabiegu", czego ani wasz mąz- laik nie zweryfikuje, ani tym bardziej wy. Tak więc polemika w trakcie porodu w ogóle odpada. Albo położna ma interes w ochronie krocza, albo go nie ma.
Wyjście alternatywne: wybrac szpital słynący z ochrony krocza i liczyć na to, że trafi się na dyżur miłej pani Jadzi (która krocze chorni), a nie wrednej pani Ali, która ma wszystko w nosie.

kerala

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 01:11
0

Nela, rodzisz pochwą, a golą Cię naokoło jak leci. Dobrze, ze niedojeżdzają do głowy Przecież nie szyją wzgórka łonowego, tylko krocze Nie wyobrażam sobie leczenia rany po cięciu/pęknięciu i jednocześnie wściekania sie na kłujące, odrastające włośki- to musi być koszmar :o
Dziwi mnie to, ze mimo iż środowisko medyczne na zachodzie (a my jesteśmy tak z 30 lat za nimi) odchodzi od takich metod, a u nas wszyscy się przy nich upierają. Kiedyś za teksty, ze ziemia zasuwa naokoło słońca palono na stosie, moze czas trochę pokorzystać z doświadczeń bardziej zaawansowanych krajów?

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 00:58
0

Co do nacięcia krocza to są dwie strony medalu.... TO NIE JEST ROBIONE PRZECIWKO KOBIETOM RODZĄCYM !!

to nie jest jakies tam widzimisię położnych. prawdą jest, że potem się cierpi jakieś dwa tygodniue i ja również nie jestem zwolenniczką nacinania tak na wszelki wypadek, ale...
sama miałam nacięcie krocza, ale to było konieczne, bo dziecko wpadło w rotację i miało rączki na główce i w moim przypadku wiem, że było to konieczne, jest takie samo prawdobodobieństwo pęknięcia jak i innych powikłań okołoporodowych !! samo nacięcie nie boli i tak wszystko boli więc ja np nie czułam nic
Ten sam problem dotyczy golenia, choc ja sobie nie wyobrażam takiej konieczności z racji dbania o to non-stop, ale są takie kobiety , no cóż;-)
W razie nacięcia i zszywania jest to mocno niekomfortowe dla obydwu stron. Więc warto sięzastanowić zanim zacznie się negować pewne sprawy

Odpowiedz
Gość 2013-07-27 o godz. 00:28
0

Kiedyś na gazecie.pl czytałam o takim oświadczeniu. Wiele osób myśli, że podpisując zgodę na opiekę medyczną wyraża również niemą zgodę nanacięcie, które jest stosowane w Polsce rutynowo. Oczywiście nie wszędzie, ale w dużej większości.. Co do tej zgody na opiekę: to wcale tak nie jest i nawet bez dodatkowego oświadczenia nie można nam bezprawnie podawac wileu środków, nacinać itp.. bez naszej zgody. Niestety nikt nie pyta czy może naciąć i wiele z moich koleżanek dowiedziało się po fakcie, że było nacięte.. Mało tego: nacięcie wcale nie wyklucza pęknięcia! Znam przypadek, gdy kobieta po jakims czasie od porodu dowiedziała się podczas rutynowej kontroli u ginekologa, że bardzo popękała podczas porodu. Jakież było jej zdziwienie, gdy powiedziała lekarzowi, że przecież była nacięta. Niestety przy porodzie o pęknięciach juz jej nie poinformowano, tylko wszystko zostało zaszyte: i nacięcie i pęknięcia.
Cóż.. można sie pokusić o podpisanie takiego oświadczenia, ale nie wiem jak to jest odbierane.. Słyszałam o położnych, które nie potrafią np. odbierać porodu w innej pozycji, niż leżąca (!) więc, cóż dopiero mówić o ochronie krocza.. tną jak leci i tyle..
Ja również chciałabym uniknąć nacięcia, ale jak to będzie, to nie wiem... Faktycznie rozwiązaniem mogłoby byc wynajęcie połoznej, ale taki koszt.. chyba sobie daruję..
Polecam przeczytać następujące artykuły:
-Zapobieganie urazom krocza w czasie porodu: http://www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1001&_tc=8A2851F4DFF1479986A1534C039B93B8
-"ciało wie jak rodzić": http://kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,69626,3107798.html
-chyba wszyscy znaja stronę rodzić po ludzku -tu dyskusja o nacięciach: http://www.rodzicpoludzku.pl/dyskusja/dyskusja_2.html
-i na koniec nieco może "drastyczne" zdjęcia z porodu i nacięcia, jeśli ktoś chce wiedziec jak wygląda: http://www.moondragon.org/obgyn/pregnancy/breechvag1.html

Odpowiedz
Gość 2013-07-26 o godz. 22:07
0

Ja bez nacięcia urodziłam swoją 3,5 kilogramową Olę 8)

I nie pękłam nawet na milimetr :) Czyli się da 8)
No i wcześniej nic nie czyniłam w sprawie niepękania, żadnych masaży, żadnych liści, żadnych olejków, itp. :)

Ostatnio moja koleżanka rodziła swoje drugie dziecko. Przy pierwszym była rutynowo nacięta - sama chciała, przerażona właśnie opowieściami o pękaniu aż po odbyt (rodziła w tym samym szpitalu co ja - więc nie-nacinanie zależy raczej od położnej) - teraz poprosiła o nienacinanie bez wyraźnej potrzeby.
Udało się jej. Mówi, że wie, czemu byłam taka zadowolona z tego, że nie miałam nacięcia 8) I wie, że rzeczywiście 2 godziny po porodzie można siedzieć w fotelu "po turecku" :) Ma porównanie, więc myślę, że można jej wierzyć ;)

Odpowiedz
ptysiag 2013-07-26 o godz. 02:41
0

ja tez boje sie nacinania krocza i powiem szczerze, ze tym kryterium rowniez kierowalam sie w wyborze szpitala. wybralam taki, w ktorym jak nie ma takiej koniecznosci to nie nacinaja. a co bedzie to bedzie...

Odpowiedz
Gość 2013-07-26 o godz. 01:48
0

Agnieszka, zgadzam się z Tobą.
Kwestionuję natomiast podejście, ze nacięcie jest dobrem samym w sobie. Jeśli będzie taka sytuacja, ze tniemy albo wypadną mi płuca, to oczywiście wyrażę na to zgodę, ale jeśli nie trzeba, to wolałabym tego uniknąć. Po co mieć ranę, skoro można jej nie mieć? 8)

Odpowiedz
Agnieszka Kruk 2013-07-26 o godz. 01:21
0

Ja przed porodem ustaliłam z położną, że w razie potrzeby będzie nacinanie, czekała do ostatniej chwili. Gdy stwierdziła, że krocze jest bardzo napięte i może pęknąć użyła skalpela. Nacięcie było małe na 3 szwy, rana bardzo szybko się zagioła, niewiele bolała. Jak to powiedziała moja położna: "Lepsze małe cięcie niż duże pęknięcie" ;)
Moja mama nie miała nacinanego krocza, ale moje siostry i ja byłyśmy mniejsze, ok. 3 kg, Benio nie był ogromnym dzieckiem, ale był spory miał ponad 3,5 kg.

Kiniak, wiem, że w wielu szpitalach jest to zabieg rutynowy, ale w takim razie trzeba znaleźć miejsce, w którym jest inaczej.

Odpowiedz
Gość 2013-07-26 o godz. 00:08
0

To jest tak, każda pliszka swój ogonek chwali...
Ja uważam, że skoro na świecie w 80% nie tnie sie bo niema potrzeby, to dlaczego w Polsce proporcje sa odwrotnie? Jakieś mamy szpetne krocza w Polsce czy co?
Odsyłam do artykułu:

http://www.rodzicpoludzku.pl/wiesz/naciecie.html

Odpowiedz
ama79 2013-07-25 o godz. 23:28
0

Nie zawsze jest to jednak możliwe. U nas w szkole rodzenia nam mówiono, że położne od razu widzą czy trzeba będzie czy nie - wynika to z po prostu z budowy kobiety. Podobno od razu jak się spojrzy na pewne odległości itd, to wiadomo czy sie uda czy nie. W szpitalach państwowych też często zwlekają z tym nacięciem, obserwują jak się akcja rozwija. Moja koleżanka z kolei ich błagała żeby ją nacięli jak najszybciej - bo miała kiepskie doświadczenia z popękaniem przy pierwszym porodzie...
No nic - zobaczymy co powiecie po porodzie. :) W każdym razie ja Was tylko zapewniam, że wokół tego nacinania krążą po prostu jakieś niestworzone historie, a to naprawdę nic takiego strasznego.

Odpowiedz
Gość 2013-07-25 o godz. 23:25
0

przy moim porodzie lekarz kazał położnej czekać do samego końca, ile bedzie tylko możliwe z nacięciem. w pewnym momencie polożna stwierdziła, że musi ciąć więc lekarz wyraził zgodę, ale próbowali tego uniknąć.

Odpowiedz
Liberales 2013-07-25 o godz. 23:19
0

wiem że w niektórych prywatnych klinikach czekają z nacinaniem i za wszelką cenę ochraniają krocze więc pewnie można...jak to mówią dla chcącego nic trudnego ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-25 o godz. 23:09
0

Melba urodziła bez nacinania i sporo moich własnych koleżanek również.
Nacinanie krocza jest uzasadnione tylko w 20% przypadków
Wszystko zależy od dobrej woli położnej i współpracy z rodząca.
Ja osobiście nie dam się pochlastać.

Odpowiedz
ama79 2013-07-25 o godz. 22:58
0

Ja jestem jak najbardziej za nacinaniem. To znacznie lepsze niż popękać w sposób niekontrolowany... A przy pierwszym dziecku raczej się nie zdarza takie rozciągnięcie pochwy, żeby urodzić bez nacięcia i bez pęknięcia ;) No, może baaardzo rzadko. (Mówisz, że kiedyś kobiety rodziły bez tego - owszem, ale za to samo im wszystko pękało...)
Nic się nie bój, nacięcia nawet nie poczujesz - to pestka w porównaniu ze skurczami... (ja nie miałam zzo i zupełnie tego nie czułam). Nie stresuj się tym zupełnie, to naprawdę nic takiego - nawet nie zaprzątaj sobie tym myśli :) To przecież tylko ma ułatwić maluszkowi wyjście na ten świat :)

Odpowiedz
Jullietta 2013-07-25 o godz. 11:04
0

Jeśli chodzi o tę położną - to jest jakieś rozwiazanie.Postaram się wogóle porozmawiać w szpitalu, w którym będę rodzić, jaki jest stosunek do nacinania, czy nacinają zawsze przy pierwszym porodzie...i jak się odnoszą do oświadczeń tego typu. Chciałabym to jakoś obejsć....

Odpowiedz
Gość 2013-07-25 o godz. 11:00
0

Jullietta napisał(a):W oświadczeniu należy zaznaczyć, że uwzględnia się możliwość nacięcia w uzasadnionych przypadkach.
Zawsze mogą być zdaniem lekarza "uzasadnione przypadki".
Myślę, że najlepszym wyjściem jest dogadanie się z położną, zwłaszcza jeśli ktoś dodatkowo wynajmuje określoną położną na czas swojego porodu i płaci jej za to. I zaufać położnej w kwestii czy są wskazania czy nie.

Odpowiedz
HoneyGirl 2013-07-25 o godz. 10:46
0

wydaje mi się , z echcac czy nie chcąc lekarz i tak wykona naciecie - zawsze ci powie , ze były wskazania ;)

Odpowiedz
Jullietta 2013-07-25 o godz. 10:37
0

W oświadczeniu należy zaznaczyć, że uwzględnia się możliwość nacięcia w uzasadnionych przypadkach. Ja nie zgadzam się na nacinanie bezpodstawne, jeśli będzie taka konieczność - trudno, ale w wielu przypadkach takie nacięcie jest rutynowym zabiegiem służącym ułatwieniu pracy lekarzowi, a moze mogłoby się bez niego obejść.Nie zapieram się rękami i nogami, jednak chciałabym, aby ktoś porządnie rozważył, czy jest konieczność nacinania, czy nie.

Odpowiedz
Gość 2013-07-25 o godz. 10:13
0

balu21 napisał(a):pozatym gdyby nie nacięcie popękałabym 2 razy mocniej niz byłam
właśnie z tego jednego powodu nie ryzykowałabym pisania takiego oświadczenia ;)

Odpowiedz
HoneyGirl 2013-07-25 o godz. 09:52
0

ja osobiscie byłam nacinana
właśnie nacięcie spowodowało to , ze mój syn urodził się zdrowy ( był wyciagany próżnociągiem i to waśnie nacięcie pozwoliło lekarzowi wsadzić przyssawke do srodka , co pomogło w szybszym wyjeciu syna)
pozatym gdyby nie nacięcie popękałabym 2 razy mocniej niz byłam
moim zdaniem , samo naciecie nie boli - lekarz stara sie zgrać razem ze skurczem
inna sprawa jest taka , że ja miałam zzo i praktycznie nic nie bolało ( naciecie) czułam tylko przecinanie skóry- nie był to ból
wszystko u mnie goiło się ok 5 tyg ( ale ja miałam cięzki poród i dużo było zszywane)
nie wiem jak w szpitalach zapartują się na tego typu oświadczenia

Odpowiedz
jeretisia 2017-08-23 o godz. 20:49
-1

Po prostu żal mi was wy durne idiotki rodzące dzieci. Nacięcie krocza to zwykłe i bezmyślne okaleczanie, a wy się jeszcze zastanawiacie czy się na to zgodzić.
Kobieta jest stworzona przez naturę do samodzielnego i aktywnego porodu, a nie bezmyślnego leżenia i interwencji medycznych, które właśnie zakłócają naturalny przebieg porodu.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie