Pogrzeb w dżungli - ZUO Corp. aw 2012/13

Pogrzeb w dżungli - ZUO Corp. aw 2012/13

Nie jestem fanem prezentacji, jeśli chodzi o przedstawienie sezonowych trendów (tudzież kolekcji) w modzie. Tu zawsze chodzi o zajęcie dobrego miejsca. Jeśli jesteś blisko improwizowanego wybiegu, to jeszcze jako tako coś zobaczysz. Dramat zaczyna się wtedy, gdy nie udaje się (z różnych przyczyn) przepchać przez tłumy celebrytów, natarczywych paparazzi czy bloggerów, by zająć odpowiednią do swojego jakże wyrafinowanego krytycznego wzroku pozycję. Wówczas kolekcję zobaczysz najwyżej na lookbooku. Trudno.

Tak też było na "pokazie" ZUO Corp. (aw 2012/2013). Trudno oceniać ciuchy, które widziałeś kątem oka między głów gwiazdek i im podobnych. I nie ma tu nic dziwnego, na imprezie Bartka Michalca (projektant marki) było ciasno jak w piekle - czy to popularność projektanta jest tak ogromna czy po prostu przed wakacjami showbiznesowe stworki chcą nacieszyć się salonowym życiem stolicy? Niewiadomo.

Polscy projektanci - jak zauważyłem - w tym sezonie mają sentyment do małych wnętrz. Powoli odżegnują się od olbrzymiej przestrzeni w Soho, w zamian wybierając małe pomieszczenia bliżej centrum. Z jednej strony lepiej - wiadomo Śródmieście to zagłębie kultury Warszaffskiej. Z drugiej jednak - gdy zaproszono około tysiąca gości, to logistycznie takie wydarzenie, odbywające się na zaledwie kilkuset metrach, może być skazane na klęskę. Katastrofy jednak nie było. Idziemy dalej!

Tym razem ZUO Corp. zaprosił nas na uczelnię - aula Fizyki Politechniki Warszawskiej, jeśli chcemy bawić się w precyzję.

Pokaz (a raczej prezentacja, jak już wspomniałem powyżej) zelektryzował znudzoną piłkowym dyktatem Warszawkę. Przyzwyczajeni do niemalże codziennego bywania aktorki, styliści i bloggerzy, redaktorzy i paparazzi - wszyscy się pojawili. Nazwiska? Kasia Zielińska, Joanna Horodyńska, Tomek Jacyków, Ilona Felicjańska, Małgorzata Socha (wybaczcie mi jeśli kogoś pominąłem).

Czarny rytuał

Scenografia i muzyka zasługuje na głośny aplauz. Z kolei ubranie (aspirujące nota bene do rangi haute couture), wytrzymane w mrocznej stylistyce Zuo, jest najlepszym dowodem na to, że wierność własnemu stylowi i konsekwencja z jaką projektant (niegdyś duet projektantów) podchodzi do swojej pracy - z pewnością w niedalekiej przyszłości się opłaci. Kto wie, może mamy do czynienia z nowym Galliano?

Odważne zestawienia kolorystyczne (krwiste czerwienie, panterka, złoto, srebro), konstrukcyjne żakiety i bluzy oraz szykowne suknie wieczorowe. Vintage w wersji Zuo zasługuje na uwagę.

Cały pokaz (tfu, prezentacja!) był pełen grozy i trwogi. Rytualne dzwonki, wszechobecny mrok i czarne woalki na twarzach modelek wprowadzały wyobraźnię w klimaty średniowiecznej mszy pogrzebowej.

Egalitaryzm śmierci (opiewany zresztą przez Dawida Tomaszewskiego ss 2012) w kolekcji Zuo nabrał całkiem innego znaczenia. Tutaj nie mamy płaczu i zgrzytania zębów. Jest nadzieja na lepsze życie lub przynajmniej słodkie niczym biblijne jabłko potępienie.

Na końcu pojawia się anioł w sukni za 35 tys. zł (o cenie ostatniego outfitu służby prasowe Zuo trąbiły nader gorliwie), mający zbawić nieszczęsny lud Adama, przenosząc wybranych do rajskiej dżungli.

Epilog

... raj skończył się jednak bardzo szybko, a chwila zbawionego uniesienia trwała zbyt krótko. Tylko muzyka przestała brzmieć, modelki z gracją zeskoczyły ze swoich podestów, zabrały się i poszły! 

Eustachy Bielecki