Quantcast
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
monze 2013-11-12 o godz. 18:05
0

U nas nie ma stałego podziału, z wyjątkiem prania i prasowania- lubię je, więc należą do mnie. Obecnie ja robię więcej w domu, ale dlatego, że ja tylko kończę studia, a mąż studiuje i pracuje. Jednak oboje lubimy porządek i sprzątanie, więc nie trzeba żadnego z nas zaganiać. W soboty sprzątamy razem, jeśli mąż ma wolne, jeśli nie, robię to sama. Ale ogólnie pedanty z nas. Na pewno od najmłodszych lat będziemy uczyć dzieci dbania o swoje otoczenie, niezależnie od ich płci.

Odpowiedz
LauraPalmer 2013-11-12 o godz. 18:05
0

A ja się zastanawiam, czy to, że nie pracuję zawodowo oznacza, że powinnam w domu zrobić WSZYSTKO bez zrzędzenia, że mąż mi nie pomaga? Czy dlatego, że on przynosi pieniądze i ciężko pracuje zwalnia go z każdej domowej czynności? Czy ja jestem normalna, że mam wyrzuty sumienia za każdym razem, kiedy napomknę, że przecież mógłby sprzątnąć jakąś pierdołę?

Odpowiedz
hanuś 2013-11-12 o godz. 18:05
0

Carrie napisał(a):U nas podział wygląda obecnie tak, że prócz gotowania i prania wszystko robi mąż :lizak:
u nas podobnie z tą różnicą że mąż nie prasuje ;)

Odpowiedz
Gość 2013-11-12 o godz. 18:05
0

Lillan napisał(a):U nas jakoś tak dziwnie się składa, że mąż nie zauważa takich rzeczy
u nas ja nie widzę
albo inaczej, nie chcę widzieć :]
często jest tak, ze się biorę za robote ze wstydu, ze kolejny raz on coś robi

Odpowiedz
Gość 2013-11-12 o godz. 18:05
0

gonick napisał(a):kto zauwazy brudne okno - ten je myje
kto zachlapie lazienke - ten sprzata
U nas jakoś tak dziwnie się składa, że mąż nie zauważa takich rzeczy

Odpowiedz
Reklama
Gość 2013-11-12 o godz. 18:05
0

U nas podział wygląda obecnie tak, że prócz gotowania i prania wszystko robi mąż :lizak:

Odpowiedz
krotofila 2013-11-12 o godz. 18:05
0

poprosiłam męża, żeby kupił chleb: pół białego krojonego i mały ciemny też krojony.
Wrócił z wieloziarnistym, stwierdził, że nie było ciemnego i widział tylko razowy... Ręce mi opadły.

Odpowiedz
Gość 2013-11-12 o godz. 18:05
0

Ja nie narzekam.

Piorę/prasuję/gotuję/robie codzienne zakupy
Stary sprząta/wrzuca gary do zmywarki/zmywa recznie/wynosi śmieci

kto zauwazy brudne okno - ten je myje
kto zachlapie lazienke - ten sprzata

przy sprzataniu sobotnim - w zaleznosci kto sie za co złapie, jak u Wondy :]

kiedyś robiłam mu kanapki rano, ale zmądrzałam i mam 15 minut wiecej snu

Odpowiedz
Wonderka 2013-11-12 o godz. 18:05
0

Z biegiem czasu stwierdzam, że podział obowiązków u nas nie istnieje, bo każdy robi co tam chce, jak się podzielimy albo po prostu żyjemy w syfie,kurzu i ze zlewem pełnym garów do soboty aż uda się nam zabrać za odgruzowanie mieszkania.

Jakoś nie uwłacza mi pranie jego gaci, prasowanie jego koszul i co tam jeszcze. Kanapek do pracy mu nie robię bo akurat taka wyrodna jestem ale on mi też nie , więc pretensji nikt do nikogo nie ma.

A jak już mam coś robić to wolę robić to razem, żeby przy okazji sobie pogadać.

Odpowiedz
lideq 2013-11-12 o godz. 18:05
0

wspaniale zmanipulowane postrzeganie rzeczywistosci :D

ale to nie jest na serio?

Odpowiedz
Reklama
pysznie 2013-11-12 o godz. 18:05
0

Nabla napisał(a)::D
http://qubczyk.wrzuta.pl/audio/atQtXfLNgC/podzial_obowiazkow_w_rodzinie
Dzielnie wysłuchałam do końca....
Tylko śmiać się przestałam gdy pomyślałąm ,że on mógł tak naprawdę myśleć....Biedna Jadwiga..Dobrze,że chociaż z kasą za te puszki po piwie może sobie poszalęć w supermarkecie...

Odpowiedz
Gość 2013-11-12 o godz. 18:05
0

:D
http://qubczyk.wrzuta.pl/audio/atQtXfLNgC/podzial_obowiazkow_w_rodzinie

Odpowiedz
awangarda w stylu retro 2013-07-04 o godz. 09:04
0

w okresie letni-wiosneo-wczesnojesiennym prawie wszytkie obowiazki spadaja na mnie (a co za tym idzie sprzatam rzadziej bo zwyczjanie brak mi sil)
zima kiedy pracuje o 60% mniej bedzie mnie musial odciazyc z obowiazkow.

a i zdecydowanie lepiej pan g. reaguje na mile zwrocenie uwagi niz na krzyk.

Odpowiedz
Zwykly-cud 2013-07-04 o godz. 08:29
0

Zwykly-cud napisał(a):Moj maz to ciezki przypadek, bo jedynak i mamusia przestala pracowac po jego urodzeniu, wiec przyzwyczajony byl, ze wszystko podane, uprane posprzatane i poscielone.
A ja w tej kwestii jest absolutna feministka i lekko ze mna nie ma.
Nie bez marudzenia, ale maz: scieli lozko, odkurza 2 razy w tygodniu, robi pranie, sklada je, wynosi smieci czasem robi sniadanie, z rzadka gotuje i zmywa. Niestety jest wiele sytuacji, gdy pzrejmuje jego obowiazki
Ja gotuje, zmywam, raz w tygodniu przejade mopem po mieszkaniu, sprzatam kuchnie i lazienke. I uwazam, ze to jest duzo, chocby ze wzgledu na to, ze gotowanie jest bardzo czasochlonne.

Tylo ciagle slysze, zeby przeprowadzic sie do jego rodzicow, bo jemu jest ciezko. Krew mnie wtedy zalewa.
No coż trochę sie zmieniło ;) Moj maz już nie wynosi smieci, nie gotuje, nie zmywa, prawie nie robi zakupow.
Ja dodatkowo jeszcze prasuję, za to rzadziej wstawiam pranie ;)

Moj feminizm lekko przygasa, gdy moj mąz jest zawalony pracą ;)

Odpowiedz
Gość 2013-07-04 o godz. 08:04
0

curiosidad napisał(a):to znaczy, że Ty po myciu kieliszków nie wycierasz zlewu, tylko mąż to robi??
z lekka się przeraziłam.. :o
a co w tym takiego przerazajacego ? mokry zlew ?

mysle, ze autorce postu chodzilo o to, ze on to robi oporcz jej mycia dokladniej
a tak na marginesie to chyba jeszcze nigdy nie wytarlam zlewu do sucha lol

Odpowiedz
curiosidad 2013-07-03 o godz. 21:07
0

to znaczy, że Ty po myciu kieliszków nie wycierasz zlewu, tylko mąż to robi??
z lekka się przeraziłam.. :o

Odpowiedz
Gość 2013-06-23 o godz. 09:47
0

My mamy ''raczej" parterski podział obowiazków. Bardzo nie lubie sprzątać i na ogół to mąż sprzata (teraz mam wakacje-2 miesiące i to ja wszystko musze robić).

Od wrzesnia do czerwca następujący podział obowiazków:

ja:
- robienie wszystkich posiłków: sniadanka w domku i do pracy, obiado-kolacje
- ogólne "ogarniecie" po posiłkach- naszczescie mamy zmywarkę
- wyciąganie naczyń za zmywarki (miała być męza fucha, ale sie nie wywiazywał i przejełam)
- prasowanie- nienawidzę
- podlewanie kwiatów
- pranie- pralka
- płacenie za rachunki
- zawieszanie firan po praniu
- mycie klatki schodowej
- mycie kielszków

mąż:
- sprzatanie łazienki i wc
- odkurzanie podłóg i mebli
- mycie podłóg
-wynoszenie smieci
- mycie okien
- mycie piecyka kuch.
- mycie i wycieranie na sucho zlewu

Razem: zakupy- (ja nie moge dzwigać)

To chyba na tyle- nie jest najgorzej ;)

Odpowiedz
krotofila 2013-06-19 o godz. 18:42
0

Jo76 napisał(a):U nas podzialu wlasciwie nie ma. Wsadzenie rzeczy do pralki, odkurzenie podlogi, czy przygotowanie jakiegos obiadu to nie problem dla srednio rozgarnietego faceta ;) Jedyne czego nie robie to noszenie ciezkich siat z zakupami. Reszta - jak wyjdzie. Jezdze do mechanika, gwozdzie wbijac umiem... a do wiekszych napraw wzywamy specjalistow.
wychodzi na to, że mój nawet średnio rozgarnięty nie jest :( nic nie umie i nawet się nie garnie, niestety to kwestia wychowania.

zbuntowałam się - jego koszule już półtora miesiąca czekają na prasowanie, nawet sie nie zabrał, tylko nowe wyciąga z szafy.

Odpowiedz
Jo76 2013-04-13 o godz. 11:14
0

U nas podzialu wlasciwie nie ma. Wsadzenie rzeczy do pralki, odkurzenie podlogi, czy przygotowanie jakiegos obiadu to nie problem dla srednio rozgarnietego faceta ;) Jedyne czego nie robie to noszenie ciezkich siat z zakupami. Reszta - jak wyjdzie. Jezdze do mechanika, gwozdzie wbijac umiem... a do wiekszych napraw wzywamy specjalistow.

Odpowiedz
Gość 2013-04-12 o godz. 21:29
0

o rany to może męskim okiem:
sprzątam ale nie wszystko lubie robić wtedy się działkujemy się jakoś
gotuję- głownie ja bo lubie i dobrze to robię
zakupy- większe ja bo siaty trzeba nosić albo razem ciuchy i inne rzeczy dla niej kupujemy razem bo lubi ze mną chodzić po sklepach
obsługa kota- różnie ale w miarę po równo
pranie; ona ale ja wieszam :D
zmywanie: w miarę równo

I jakoś korona z głowy mi nie spada jak niektórym dupkom żołędnym co od mamuni kochanej do żonki pod opiekuńcze skrzydła

aha samochód i załatwianie spraw też ja

HOWGH!!!

Odpowiedz
Gość 2013-04-02 o godz. 12:01
0

teraz to wszytsko robie ja ;) bo męża na codzień w domu nie ma

Wypowiem sie wiec jak to jest, gdy jesteśmy razem. Trafił mi sie model mieszkajacy od skończenia szkoły sredniej na własny rachunek wiec przystosowywanie do porzadków itp. odbywało sie w lżejszej formie ;)

-ogólne ogarnianie mieszkania na codzień - zazwyczaj ja
-gotowanie-zazwyczaj ja w tygodniu (czesto odgrzewane), mąż w weekendy (wieksze gotowanie)
-odkurzanie - maż
-mycie podłóg - ja
-mycie naczyń - zdecydownie częściej ja
-kurze - ja
-naprawy szeroko pojmowane lol, wymiana żarówek - mąż
-prasowanie - ja (ale jestesmy juz na etapie, ze J. czasami wyprasuje sterte ubrań :o)
-podlewanie kwiatów - dawniej zdecydowanie maż, teraz ja i chyba tak zostanie
-okna - czasem ja, czasem maż
-wieszanie firanek - maż
-pranie i rozwieszanie prania - ten kto ma czas lol
-sprzątanie łazienki i kuchni - zazwyczaj ja
-wynoszenie śmieci - maż
-płacenie rachunków, załatwianie spraw zwiazanych z samochodem - maż

Generalnie nie jest źle, ale mogłoby byc lepiej.

Odpowiedz
Gość 2013-04-02 o godz. 11:37
0

U nas nie ma z gory ustalonego podzialu, tylko w niektorych kwestiach. Ja np. wogole nie odkurzam normalnym odkurzaczem - mam taka mala szczotke na akumlator i codziennie zbieram syfy z dywanu (mam psa, kota perskiego i 9mies dziecko, ktore samo syfi na rowni ze zwierzetami a pozniej to zjada ) za to normalnego odkurzacza nie trawie, nie wiem czemu

Ogolnie moj maz to leni i tu jest problem. W domu zrobi wszystko, ostatnio nawet piekl ciasta na imieniny naszej corki ALE zeby wziac sie do roboty musi miec albo wene albo solidnego kopa w dupe

Odpowiedz
j_lo 2013-01-22 o godz. 15:25
0

U mnie jest super momentami mój P. robi więcej niż ja, i nie musze go o to specjalnie prosić :)

Odpowiedz
Gość 2012-10-01 o godz. 10:05
0

Mój mąż to jedynak, który do skończenia studiów mieszkał u Mamy. Umiał zrobić sobie kotlet schabowy i śniadanie (grubo ukrojona pajda chleba posmarowana mazidłem, jedzona na stojąco w biegu). Często sprzątał po psie i odkurzał odkurzaczem.

Przyzwyczaiłam się, ze mam model pt. jak mu powiesz, to zrobi "zaraz", przy czym owo "zaraz" musi być egzekwowane hitlerówkowym "JUŻ!", co mu się oczywiście nie podoba:

- zmywanie: zazwyczaj obowiązuje zasada: kto gotuje, ten nie zmywa.
- mycie podłóg - tradycyjnie należy do niego
- pranie - jak powiem: "Kochanie, wstaw jasne", to nauczony nie wsadzi do pralki czarnej koszulki.
- wieszanie prania: były boje, kilkakrotnie musiałam mu dokładnie pokazać, jak się strzepuje porządnie, bo kiedy zrobił to po raz pierwszy, to nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać
- kurze - tylko ja
- większe szorowania - też ja, chyba że poproszę, że ma mi JUŻ pomóc
- okna - tradycyjny podział - on myje ramy i parapety, ja szyby
- firanki wiesza on, zwłaszcza że jako fizyk swietnie umie sobie wyliczyć "liczby firankowe", żeby mu się żabki zgadzały
- jak idziemy na zakupy, to niosę torebkę, ewentualnie lżejsze reklamówki
- psem się on opiekuje
- prasowanie; yyyych, nie cierpię prasować, co ma nawet wpływ na zakupy - kupuję rzeczy mało mnące. Od wielkiego dzwonu wyprasuję mu koszulę, ale on raczej unika oficjalnego stylu i do garnituru nosi golfy
- rachunki - tylko ja, bo on by notorycznie zapominał
- a, jestem tez na posadzie jego sekretarki ;)

Generalnie nie narzekam na mojego męża ;). Uważam, że mamy w sumie partnerski model małżeństwa. Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej, bo to ja siedzę w domu, a on zarabia, więc siłą rzeczy więcej robię, bo on po prostu pada po powrocie do domu.

Sporo spraw musiałam/muszę egzekwować metodą hitlerówkową, co jest przyczyną krótkich spięć, ale też często stosuję metodę miłego poproszenia. ;)

Odpowiedz
Zwykly-cud 2012-10-01 o godz. 00:36
0

Madzia77 napisał(a):
Mąż jest w pełni sprawny fizycznie, w dodatku silniejszy i nie widze żadnego powodu by nie mógł dbac o dom na równi ze mna.
Dobre lol W razie protestow mojego K. jak znalazl :D

Odpowiedz
agga73 2012-09-30 o godz. 22:00
0

u nas: ja sprzątam i piorę (glównie w soboty, kiedy P. pracuje), gotuję, robię zakupy i oplaty
P. wynosi śmieci (czasami sam zauważy potrzebę, czasami stawiam worek w przedpokoju), zawsze zmywa (sam tego bardzo pilnuje), ścieli lózko, robi wszystkie męskie prace, wychodzi pilnie do sklepu

podzial może nie jest równy, ale obojgu pasuje
od planowania jestem ja, mąż jakby w innym świecie
nigdy nie ma problemu, zeby mi pomógl, wtedy kiedy jest w domu, w tym co akurat robię :)

Odpowiedz
Alma_ 2012-09-30 o godz. 21:29
0

A czy Wasi partnerzy myślą o tym, co trzeba zrobić planują?
Bo mój ani trochę

Poproszony, zrobi, co trzeba, ale żeby sam się za to wziął - rzaaaaadko

Wykorzystuję tę sytuację przyjanmniej tak, że "proszę go" częściej niż wynikałoby to z "równego" podziału obowiązków, bo uznaję, że to myślenie to też obowiązek i to nielekki! ;)

Odpowiedz
Gość 2012-09-30 o godz. 21:08
0

U nas ja na 100% musze tylko prasowac, bo mąz jest uczulony na żelazko.
Reszta dzieli się w zależności od tego, co trzeba zrobic. Nie zgodziłam sie od dnia pierwszego na spychologie.
Mąż jest w pełni sprawny fizycznie, w dodatku silniejszy i nie widze żadnego powodu by nie mógł dbac o dom na równi ze mna.

Odpowiedz
Arrica 2012-09-30 o godz. 20:48
0

Nigdy nie wyznaczaliśmy sobie określonych obowiązków, ale tak przez trzy lata mieszkania razem jakoś tak samo się ułożyło, że:
ja myje podłogi, on odkurza
ja gotuję
ja daje jeść piesiowi, on wychodzi na spacer (tylko wieczorami zawsze chodzimy razem)
ja prasuję (czego nienawidzę ) i zmieniam pościel
ja sprzątam łazienkę
on myje okna, pierze dywan (dość często bo mamy psa brudasa ;) )
on wynosi śmieci
na zmianę robimy zakupy, myjemy naczynia, nastawiamy i rozwieszamy pranie

Odpowiedz
Zwykly-cud 2012-09-30 o godz. 19:21
0

Moj maz to ciezki przypadek, bo jedynak i mamusia przestala pracowac po jego urodzeniu, wiec przyzwyczajony byl, ze wszystko podane, uprane posprzatane i poscielone.
A ja w tej kwestii jest absolutna feministka i lekko ze mna nie ma.
Nie bez marudzenia, ale maz: scieli lozko, odkurza 2 razy w tygodniu, robi pranie, sklada je, wynosi smieci czasem robi sniadanie, z rzadka gotuje i zmywa. Niestety jest wiele sytuacji, gdy pzrejmuje jego obowiazki
Ja gotuje, zmywam, raz w tygodniu przejade mopem po mieszkaniu, sprzatam kuchnie i lazienke. I uwazam, ze to jest duzo, chocby ze wzgledu na to, ze gotowanie jest bardzo czasochlonne.

Tylo ciagle slysze, zeby przeprowadzic sie do jego rodzicow, bo jemu jest ciezko. Krew mnie wtedy zalewa.

Odpowiedz
Gość 2012-09-30 o godz. 18:56
0

U nas zasadniczo jest podzial, jesli oboje pracujemy. Ostatnio ja jestem w domu (ale pracuje troche), wiec wiekszosc obowiazkow domowych jest moja.

Sztywnym obowiazkiem mojego meza jest zmywanie, karmienie kota rano i niebrudzenie mi na zlosc (typu zostawianie wszystkiego na wierzchu, nie zamykanie szaf, itp).

Ja zawsze gotuje, nastawiam pranie, codziennie sprzatam. Sprzatanie lazienki tez jest moje, bo to lubie i wychodzi i w 2 minuty na blysk. Duze porzadki robimy raczej razem, poza tym maz ma osobowosc towarzyszaca - jak ja sprzatam to sie dolacza, jak sie zmecze to tez sobie robi przerwe lol

Jak sie poznalismy to nie potrafil zrobic prawie nic - jego mama jest gospodynia z zamilowania i wszystkie prace domowe sa jej i tylko jej. To ma swoje plusy i minusy - wada ukladu sa oczywiscie dwie lewe rece, zaleta - dopuszczenie do jakis prac domowych to jak nobilitacja :) Potem moj maz 4 lata mieszkal w mieszkaniu studenckim jak z kawalu, gdzie z kuba trzeba bylo wylowic papierosy, zeby sobie herbate zrobic. Nie wyszlo mu to na korzysc :(

Teraz czeka nas od stycznia prawdzimy egzamin z rownouprawnienia - to ja bede pracowac a on zostanie w domu (tez pracujac, ale jednak). Zobaczymy jak ten uklad sie sprawdzi i czy przejmie czesc moich obowiazkow (poza gotowaniem, oczywiscie, bo ja chce zyc :) ).

Odpowiedz
magdusia8 2012-09-30 o godz. 18:22
0

u mnie bylo tak: moj tata zawsze sam sobie pral koszule, uwazala, ze sa jego, a moja mama ich tak dokladnie jak on nie upierze. :) do przedszkola zaplatal mi warkocze. pierwszy wychodzil do pray wiec sam sobie robil sniadanie, a moja mama jeszcze spala. odkad pamietam zawsze pomagal mojej mamie i prasowal tony ubran, bo tylko on tak uprasuje (jest bardzo dokladny w tym co robi). taki model wynieslismy z domu. widze po moim bracie, ze robi tak samo.
a jak ja mam u siebie? obydwoje jestesmy balaganarzami. ja sprzatam wizualnie, bo niecierpie tego robic. moj K. zawsze sprzata wnikliwie i dokladnie. zywa zmywarka, pierze pralka. gotuje ja. chyba ze jest ryba to nie mam wstepu do kuchni. jak konczymy prace pozniej gotuje "jadlodajnia" kolo naszego domu.
chyba wzielam sobie egzemplarza podobnego do mojego taty. i chyba dobrze. moi rodzice sa zgodnym malzenstwem juz ponad 42 lata, to chyba dobra wrozba. pozdrawiam dziewczyny

Odpowiedz
Adamowa 2012-07-03 o godz. 10:59
0

U nas nie ma ścisłego podziału obowiązków - raz coś robię ja, raz On. Tylko w kuchni mamy jasną sytuację: jeśli na obiad będzie ryba, jajko sadzone, ziemniaki lub naleśniki zawsze robi to Mój Miły, bo mi te rzeczy zwyczajnie nie wychodzą (choć oczywiście nieraz przyrządza i inne potrawy, z którymi ja już bez problemu sobie radzę) Jeśli chodzi o sprzątanie, pranie, wynoszenie śmieci, robienie zakupów i in. czynności domowe - nie ma reguły. Z pewnością ja wykonuję prace domowe częściej, ale wynika to z tego, że Kochanie pracuje, a ja jestem studiującą zaocznie "kurą domową" ;) więc jak na to, że Luby mógłby wychodzić z założenia, że skoro siedzę w domu, to ja zajmuję się wszystkim, jest cudny i w ogóle nie rozpatruje tego w takich kategoriach i jakieś 35% do 40% rzeczy, które w domu trza robić - robi właśnie On :D No, może co najwyżej za rzadko wychodzi z psem (a ma taki tryb pracy, że spokojnie przynajmniej raz dziennie mógłby to robić,a nie zaliczać wszystkie spacery z piechem tylko wtedy, gdy innego wyjścia nie ma, czyli gdy jam na wyjeździe)...

Odpowiedz
Gość 2012-07-02 o godz. 07:56
0

moj maz :
placi wszystkie rachunki domowe, ubezpieczenia itp.
sprzata toalete kota
czasem robi sam zakupy
czasem gotuje
czesciej ode mnie wychodzi z psem ;)
czasem pierze, rozwiesza
myje okna

wspolnie robimy wieksze porzadki, wieksze zakupy.
posciel zmieniam ja, kuchnia ja sprzatam, ja prasuje, sprzatam lazienke i daje jesc zwierzakom ;)

Odpowiedz
Gość 2012-07-01 o godz. 22:31
0

Wyciagam :)

U nas w sumie jest dobrze. Choc czasem bywa ze mam wrazenie ze robie wszystko sama a maz nic.
W zasadzie maz robi wiekszosc rzeczy, ktore i ja wykonuje w domu. Nie prasuje i bardzo rzadko nastawia pranie (a scislej to moze zrobil to ze dwa razy- nie stanowi to dla mnie problemu jednak ;)
Ja za to nie gotuje tak czesto (chyba), rzadko odkurzam i wynosze smieci.
Sprzatanie jakos zwykle dzielimy miedzy siebie, albo no w sobote ja sprzatam a maz gotuje.
Jesli nachodzi mnie ze za malo robi to zwykle albo rozmawiamy albo wylewam swoje zale :) Ale na prawde nie moge narzekac, jest oki

Odpowiedz
Gość 2011-10-27 o godz. 15:37
0

U nas nie ma czegoś takiego jak podział obowiązków. Tzn. jest tylko w dwóch kwestach, mąż robi sniadania (bo wcześniej wstaje), ja prasuje (bo lubię).
Reszta wychodzi na bieżąco. Pranie wstawia ten kto natrafi na wysypujący się kosz, to samo z wyrzucaniem śmieci. Jesli ja gotuje to on zmywa albo na odwrót. Duże sprzątanie robimy wspólnie co tydzień.
Fakt, że sama bym to wszystko szybciej zrobiła, ale nic nie mówię, żeby sie nie zbuntował :D

Odpowiedz
Gość 2011-10-27 o godz. 00:39
0

Hmm, a u nas? Cóż, rozważam ostatnio tę kwestię i uważnie się jej przyglądam w związku z planowaną zmianą stanu cywilnego... Mimo niemal dwóch lat wspólnego mieszkania jakoś wciąż od czasu do czasu są spięcia na tej linii :x
Generalnie wydaje mi się, że robię więcej - choć P. się z tym nie zgadza - a w każdym razie mam wrażenie, że wszystkie ważne sprawy (rachunki, dzwonienie, załatwianie, umawianie fachowców jak coś się sypnie) są na mojej głowie.
Niestety, jestem przekonana, że to wina teściowej, która, choć kochana kobieta, nigdy nie goniła P. do roboty i załatwiania czegokolwiek (poza tym to jedynak )
Z drugiej strony pewnie i ja czasem przejaskrawiam i na siłę doszukuję się niesprawiedliwości, bo obserwując moją mamę zawsze sobie obiecywałam, że u mnie będzie inaczej i chyba rzeczywiście czasami na siłę próbuję ważyć nasz wkład w prace domowe i dowodzić ile to ja zrobiłam
W każdym razie P twierdzi, że nasz syn (ewentualny) będzie biedny, bo ja go na prawdziwiego feministę będę wychowywać - i pewnie trochę ma racji

Odpowiedz
Gość 2011-08-03 o godz. 16:53
0

U nas jest tak, że generalnie łoś więcej pracuje, więc gdy wracam wcześniej sprzątam jakieś drobiazgi.
Duży syfilis sprzątamy razem, on ma talent do szorowania zaschniętych podłóg i przybrudzonych sanitariatów.
Pranie robi sobie sam. Prasuje sobie sam. Sam wynosi śmiecie, ja nie wiem nawet, że z kosza się wyrzuca ;)
Ale ja gotuję, sprzątam po kocie, wycieram kurze (on odkurza) i generalnie nadzoruje deburdelizację.

Jak mnie nie ma, sam sobie jeść zrobi. Raczej nie umrze z głodu :)

Odpowiedz
xandra 2011-07-17 o godz. 19:22
0

Napiszę jak to jest u nas.
Ponieważ mam prawdziwego Anioła (z małymi wyjątkami ;) ) to i nie jestem uciśniona pod tym względem.
JA - zmywam, czasem gotuję (ostatnio przepyszna goloneczka i smalec dla mojego Słonka) bo nie umiem, nie lubię, nudzi mnie to, On to robi - zaraz idzie robić ciasto ze śliwkami, ogólnie lubię sprzątać, więc odkurzam (On też), kurze, podłogi też myjemy razem, wannę też, ja myję kibel.
I wieczorne kąpanie Misia też jest Jego.
Ja też piorę i rozwieszam, prasuje On bo mnie na wymioty bierze jak widzę żelazko, dopiero niedawno kupiliśmy deskę do prasowania :D !

Wiadomo, życie to tylko życie, więc ja teraz robiłam więcej z okazji Przemka "kampanii wrześniowej" ;) choć jak się gorzej czułam to trochę chałupka zarosła, co naprawiliśmy jak już było więcej czasu.
Niestety faktem jest że małe mieszkanie prędzej zarasta, lub, inaczej - prędzej widać bałagan.

Kiedyś szalałam z myciem okien co miesiąc, podłogi co 3 dni, tydzień max, ale sobie odpuściłam, mimo że to naprawdę lubiłam. Szkoda mi czasu i sił, które można poświęcić Rodzince czy odpoczynkowi.

Co do Mamuś... P.ma dwójkę rodzeństwa, jednak z reguły było tak, że to mama robiła za nich... na szczęscie wiedział, że u nas tak nie będzie.
Że miłość miłością, ale "samo się nie zrobi, o nie!".
Może dzięki jasnemu postawieniu sprawy nie ma z tym problemów.

I ja, tak jak Melba (moje wielkie ukłony dla Ciebie, za wiele mądrych postów) jestem "Hitlerówka", tyle że na mnie juz tak mówił niejeden facet (hehe, ale nadal ze mną byli tamtego czasu 8) ).
I tez miałam przewspaniałego Ojca, eksperta w niemal każdej dziedzinie życia i świadomie, bądź nie ;) porównywałam każdego faceta do Taty, P. się tu sprawdził :) . Coś na zasadzie "rozważny i romantyczny".

Ale sie rooozpisałam :D , ciekawe jak ciasto wyjdzie lol .
Dziewczyny, powodzenia, rozmawiać i rozmawiać.

Odpowiedz
tigerino 2011-06-22 o godz. 19:48
0

To jaki jest mój mąż zawdzięczam mojej teściowej i wychowaniu.No i chęcią mojego M.Jestem mu wdzięczna gdy nie raz wyręcza mnie w moich obowiązkach lol lol lol
i jestem szcześliwa że jesteśmy w partnerskim związku.

Odpowiedz
Magma 2011-06-22 o godz. 14:30
0

violka napisał(a):Niestety u nas nie jest tak bajecznie :( . Najczesciej wiekszość spoczywa na mojej głowie. Nie obwiniam o to mego męża a raczej powinnam mieć pretensje do teściowej. U nich w domu meżczyzn wyganiało się z kuchni a z domu gdy było sprzątanie. On - jedyny syn, którego zawsze w czymś wyręczała mama lub 4 siostry. Nie musiał a nawet gdy chciał to mu nie pozwalano nic zrobić.
Trudno mi było przestawić go nagle na mój system wyniesiony z domu gdzie faceci jak i kobiety robili wszystko. Uczę go powoli a i tak wiem, że nie zdołam nauczyć go tyle co bym chciała. Wiedziałam przed ślubem jaki jest więc nie moge się teraz skarżyć ale nie przeczę, że czasem jestem wściekła. Poza tym zazdrosna, że w innych domach mąż bez gadania robi wiele: sprząta, gotuje i zajmuje sie dzieckiem. No cóż... całe szczęście, że urodziła mi się córka bo jak podrośnie to w niej chociaz bedę mieć jakąś pomoc.
U mnie niestety podobnie Jedyne co to chętnie zajmuje się synkiem, nie mogę narzekać. No i ... płaci pani, która przychodzi raz w tygodniu dokładnie posprzątać 8) Ale powiedzmy sobie szczerze, przy 2-letnim dziecku i tak jest sprzątanie non stop

Odpowiedz
Magma 2011-06-22 o godz. 14:29
0

violka napisał(a):Niestety u nas nie jest tak bajecznie :( . Najczesciej wiekszość spoczywa na mojej głowie. Nie obwiniam o to mego męża a raczej powinnam mieć pretensje do teściowej. U nich w domu meżczyzn wyganiało się z kuchni a z domu gdy było sprzątanie. On - jedyny syn, którego zawsze w czymś wyręczała mama lub 4 siostry. Nie musiał a nawet gdy chciał to mu nie pozwalano nic zrobić.
Trudno mi było przestawić go nagle na mój system wyniesiony z domu gdzie faceci jak i kobiety robili wszystko. Uczę go powoli a i tak wiem, że nie zdołam nauczyć go tyle co bym chciała. Wiedziałam przed ślubem jaki jest więc nie moge się teraz skarżyć ale nie przeczę, że czasem jestem wściekła. Poza tym zazdrosna, że w innych domach mąż bez gadania robi wiele: sprząta, gotuje i zajmuje sie dzieckiem. No cóż... całe szczęście, że urodziła mi się córka bo jak podrośnie to w niej chociaz bedę mieć jakąś pomoc.
U mnie niestety podobnie Jedyne co to chętnie zajmuje się synkiem, nie mogę narzekać. No i ... płaci pani, która przychodzi raz w tygodniu dokładnie posprzątać 8) Ale powiedzmy sobie szczerze, przy 2-letnim dziecku i tak jest sprzątanie non stop

Odpowiedz
tigerino 2011-06-17 o godz. 19:20
0

a u nas jest tak
Uważam że jesteśmy w partnerskim związku
podzial obowiązków nie jest sztywno ustalony zmienia się a w zalezności od okoliczności.(zmian na które pracujemy)
Wieczorom łóżko robie ja a rano mężuś ale gdy wracam zmęczona z pracy ok22-30 to łóżko juz czeka na mnie zrobione i coś małego na ząbek.ja tym samym odwdzięczam sie mojemu M.gdy jest na popołudniu .
ja gotuje me kochanie zmywa,jeśli mam wolne to ja sprzątam ale gdy jestem w pracy to nie raz wchodzę do domu po pracy i widzę ze mój M..posprzątał i to nie po łebkach ale tak bardzo dokładnie.
:taniec: :taniec: :taniec:
Doceniam go za pomoc ,i gdy ostatnio nie miał czasu aby umyć samochód to mu umyłam bo wiem jak nie znosi jeżdzić brudnym.

Odpowiedz
madzulka 2011-06-13 o godz. 14:20
0

u nas wszystko robi osoba, ta która jest w danej czynności najlepsza, i tak ja sprzątam,a W.gotuje,robi to wyśmienicie.Myślę,że wychowanie to podstawa,ale mądra żona wiele może zmienić lub ulepszyć,ja ulepszam! :)

Odpowiedz
asia_asica 2011-05-11 o godz. 10:50
0

U nas zdecydowanie podział. Na szczęście mam męża, który nie protestuje gdy trzeba coś zrobic.

Odpowiedz
Gość 2011-04-12 o godz. 09:31
0

U nas jest tak, że ja mam lajtową pracę 5 minut spacerkiem od domu, a mój mąż zachrzania od rana do wieczora 80 km od domu. Co prawda w tygodniu mieszka u moich rodziców 10 km od pracy, a ze mną jest tylko w weekendy, ale nie obarczam go sprzątaniem po powrocie na weekend. Tak więc całe sprzątanie i pranie itd. jest na mojej głowie, ale:
po pierwsze-ja mam lajtową pracę i w domu jestem zawsze między 12:30 a 14:30!
po drugie- mąż cały tydzień jest poza domem i to zaraz po pracy jeździ na nasze nowe mieszkanko i remontuje je do późnej nocy!
po trzecie- mam męża, który potrafi wszystko zrobić- naprawia samochód, komputer, sam robi cały generalny remont mieszkania!
Dlatego ja mogę powiedzieć śmiało, że u nas jest podział obowiązków!

Odpowiedz
agatka25 2011-04-11 o godz. 21:03
0

No wszystko się popsuło... właśnie przez domowe obowiązki i ich podział, którego, czego bym nie robiła, nie mogę wyegzekwować. Ale tak sobie wykombinowałam, że jeśli ja studiuję sobie na dwóch kierunkach, pracuję, w efekcie wstaję przed szóstą, wracam do domu czasami po 20 i uczę się do pierwszej, drugiej, a on nie pracuje i siedzi w domu... to chyba mógłby coś czasem zrobić? I to, że rano w biegu nie pozmywałam po sobie naczyń to nie jest jakieś totalne przestępstwo. Zwykle w tym wszystkim mam jeszcze czas na jakiś wieczorny obiad, małe gotowanie, pranie w weekendy, ale dlaczego mam wyrzuty sumienia za każdym razem kiedy go o coś proszę? Szału można dostać. Mieszkamy razem od jakiegoś czasu i myślałam, że jeśli on zobaczy, że nie zawsze mogę ze wszystkim zdążyć, to trochę się zaangażuje, ale nic z tego. Sporadycznie wynosi śmieci i robi to, o co się dopraszam. Rozmowy nic nie dają. Może czas się pożegnać? Ale jak to? Z powodu nieumytych naczyń?

Odpowiedz
Haiku 2011-02-25 o godz. 21:41
0

mój mężczyzna (nie mąż i nie mieszkamy razem) twierdzi że wszystko sie samo robi :P
coś mu upadnie na podłoge...to SIE później pozmiata
wkłada naczynia do zlewu...to SIE pozmywa...

już go w końcu spytalam jak on to tobi że jemu sie SAMO robi...
oczywiście tymi krasnoludkami jest jego mama...a jak ma już zmywać to robi to tak nieekonomicznie (specjalnie zreszta) że jednak robi to jego mama...
moje zdanie na ten temat zna...wnerwia mnie wstawianie naczyn do zlweu i nie zmywanie po sobie...
ale bałaganiarzem nie jest...ufff

oczywiście przychodzi z pracy i ma codziennie inny obiadek na stole...

Odpowiedz
cygaro 2011-02-19 o godz. 17:50
0

Wonderka napisał(a):Ah, problem stary jak świat. 8)

Ja mieszkam z moim M. już ponad 2 lata a ślubik za 5 miechów, i jak pisała wcześniej jedna z forum-mieszkanie przed ślubem duzo daje.

Mój M. na początku to nie umiał zrobić nic. Nic a nic. Na samym początku jak mieszkał jeszcze w akademiku z kumplem to jak mnie kiedyś zaprosił do siebie, to nie chciał mi pokazać swojego pokoju tylko zaprosić mnie po pokoju koleżanek, bo on nie zdązył posprzątać!!!!

Chociaż umiał zrobić jajecznice... ..... i jeszcze tosty. lol

Co umie dziś: zrobić obiad:sosik, miesko i inne dania. Prać- a mamy wiekowa Franie :).I jeszcze inne rzeczy....

Generalnie problem mamusi jest mi dobrze znany. Mama mi zaceruje,mama mi przyszyje,mama wypierze,zawioze to do mamy... ja tylko czekam wtedy jak on siedzi w WC a on prosi "Podaj mi papier" - no to ja zadzwoń do mamy! I z mamusia coraż rzadsze sa incydenty... Ale jak bym usłyszała od niej, że mu coś zrobi to bym się odezwała a nie siedziała cicho-nie uważam żeby było to okazaniem braku szacunku względem niej. Po drugie zawsze skutkuje tekst "Z mamusia moze jeszcze chcesz spać w łóżeczku?"

Bałaganiarstwo:hmm...tak...No cóż, dobry i prosty sposób sprawdzony jeszcze na mojej młodszej siostrze . Stopniowe ograniczanie miejsca na jego rzeczy. Najpierw jedna szuflada mniej, potem tu pólka , tam półka...

Ewentualnie wywalanie wszystkiego na śmietnik: ustawy (jest po prawie..)jakies xerowki,gazety,baterie... jak kiedys nie ułożył takich przedłuzaczy do okularów,to mu je wciagnełam do odkurzacza i musiał rozcinać worek pełen śmieci... Od tamtego czasu ich nie widziałam.

Kiedys jeszcze, na samym poczatku naszego wspolnego mieszkania, on na moje "nic nie robisz" odpowiadał, ze nie prawda, ze robi dużo. Zrobiłam więc liste, na którą każdy wpisywał, co zrobił:pranie,pomywanie,odkurzanie,sniadanie,obiad,zakupy...Przegrał z kretesem.

Inny sposób: sprzątam jego rzeczy tak, że zapominam, gdzie je położyłam.

Pomywanie, tutaj niestety nie mam złotego środka. Przeważnie zrzędze tak długo aż pomyje, albo jak mówi "jaki dobry obiadek zrobiłas" to ja na to" dobrze, że ci smakował bo ładnie po nim pomyjesz"

Coś czego nie moge do oduczyć i nie oducze. Ma taki nawyk bo używa tylko poduszek z pierzem i gilgka piórka, robi dziury w poduszkach i całe mieszkanie jest pełnego białego puchu... ja za to lubie słuchać szumu suszarki do włosów, który z koleii go denerwuje.

Co do sprzątania-z reguły moge go namówić aby mi pomógł. Jak robi źle, a robi często zeby sie wymigac ,ze nie umie, to kaze mu robić jeszcze raz, nawet jak już wszystko pochował (np. odkurzacz).

ale chyba okropna jestem...
Nic dziwnego, że mój M. "nadchodzi gniew Kasieńki"

Ale co najważniejsze, on ciegle mnie kocha :D
wielki ukłon!!!!!!
tego szukalam,
dlatego wyciągam,
mam strasznego doła .....

czy u Was sie coś zmieniło?????
są szanse na poprawe????
bo mój sie juz chyba nie nauczy :x

Odpowiedz
Och 2011-01-04 o godz. 22:00
0

Wonderka :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo:

Odpowiedz
tulip 2011-01-04 o godz. 21:01
0

WOW

Odpowiedz
Wonderka 2011-01-04 o godz. 17:32
0

Ah, problem stary jak świat. 8)

Ja mieszkam z moim M. już ponad 2 lata a ślubik za 5 miechów, i jak pisała wcześniej jedna z forum-mieszkanie przed ślubem duzo daje.

Mój M. na początku to nie umiał zrobić nic. Nic a nic. Na samym początku jak mieszkał jeszcze w akademiku z kumplem to jak mnie kiedyś zaprosił do siebie, to nie chciał mi pokazać swojego pokoju tylko zaprosić mnie po pokoju koleżanek, bo on nie zdązył posprzątać!!!!

Chociaż umiał zrobić jajecznice... ..... i jeszcze tosty. lol

Co umie dziś: zrobić obiad:sosik, miesko i inne dania. Prać- a mamy wiekowa Franie :).I jeszcze inne rzeczy....

Generalnie problem mamusi jest mi dobrze znany. Mama mi zaceruje,mama mi przyszyje,mama wypierze,zawioze to do mamy... ja tylko czekam wtedy jak on siedzi w WC a on prosi "Podaj mi papier" - no to ja zadzwoń do mamy! I z mamusia coraż rzadsze sa incydenty... Ale jak bym usłyszała od niej, że mu coś zrobi to bym się odezwała a nie siedziała cicho-nie uważam żeby było to okazaniem braku szacunku względem niej. Po drugie zawsze skutkuje tekst "Z mamusia moze jeszcze chcesz spać w łóżeczku?"

Bałaganiarstwo:hmm...tak...No cóż, dobry i prosty sposób sprawdzony jeszcze na mojej młodszej siostrze . Stopniowe ograniczanie miejsca na jego rzeczy. Najpierw jedna szuflada mniej, potem tu pólka , tam półka...

Ewentualnie wywalanie wszystkiego na śmietnik: ustawy (jest po prawie..)jakies xerowki,gazety,baterie... jak kiedys nie ułożył takich przedłuzaczy do okularów,to mu je wciagnełam do odkurzacza i musiał rozcinać worek pełen śmieci... Od tamtego czasu ich nie widziałam.

Kiedys jeszcze, na samym poczatku naszego wspolnego mieszkania, on na moje "nic nie robisz" odpowiadał, ze nie prawda, ze robi dużo. Zrobiłam więc liste, na którą każdy wpisywał, co zrobił:pranie,pomywanie,odkurzanie,sniadanie,obiad,zakupy...Przegrał z kretesem.

Inny sposób: sprzątam jego rzeczy tak, że zapominam, gdzie je położyłam.

Pomywanie, tutaj niestety nie mam złotego środka. Przeważnie zrzędze tak długo aż pomyje, albo jak mówi "jaki dobry obiadek zrobiłas" to ja na to" dobrze, że ci smakował bo ładnie po nim pomyjesz"

Coś czego nie moge do oduczyć i nie oducze. Ma taki nawyk bo używa tylko poduszek z pierzem i gilgka piórka, robi dziury w poduszkach i całe mieszkanie jest pełnego białego puchu... ja za to lubie słuchać szumu suszarki do włosów, który z koleii go denerwuje.

Co do sprzątania-z reguły moge go namówić aby mi pomógł. Jak robi źle, a robi często zeby sie wymigac ,ze nie umie, to kaze mu robić jeszcze raz, nawet jak już wszystko pochował (np. odkurzacz).

ale chyba okropna jestem...
Nic dziwnego, że mój M. "nadchodzi gniew Kasieńki"

Ale co najważniejsze, on ciegle mnie kocha :D

Odpowiedz
Gość 2010-12-26 o godz. 22:48
0

kasia_ewa pewnym (marnym ale zawsze) pocieszeniem moze byc fakt ze to nie tylko dziewczyny mają gorzej, ale moze mozna to uogólnić na starsze rodzenstwo ? Przypomnialam sobie przykład kuzynów mojego M. Starszy chłopak (jest w wieku mojego brata ktory nie robi nic oprocz pielegnowania własnej D...) musi najpierw wywiązac się z obowiązków (zakupy, obiad dla siostry itp) a potem moze zając sie swoimi sprawami. I tam to dziewucha lezy na kanapie i skarzy ze brat jej nie podał obiadu :)

Generalnie jednak faktem jest powielanie stereotypowego modelu wychowania z podziałem na zadania kobiece i męskie. Ale jak ma być skoro od małego wpaja się dzieciom ich role m.in przy pomocy zabawek - zestaw mop+wiadro+szczotka, lub odkurzacz pralka zelazko dla dziewczynki a majsterkowicz, karabin, auto dla chlopca.
Chyba troche OT sorry :)

Odpowiedz
Gość 2010-12-25 o godz. 21:49
0

ja narzekac nie moge, sprzatnie u nas raz w tyg przewaznie w sobote rano, i tutaj nastepuje poszial, moje kurze w pokojach i lazienka jego kuchnia i odkurzanie,
ostatnio tak sie zlozylo ze raczej on robi zakupy wiec to mam z glowy
suma sumara jest dobrze chociaz wciaz mnie wkurza jak zostawia odpadki po myciu w zlewie

Odpowiedz
kasia_ewa 2010-12-25 o godz. 21:40
0

Marchefka, u mnie w domu jest podobnie... Mam brata o 9 lat mlodszego... Ode mnie wiecej wymagano w szkole... I nawet teraz [studiowalam dziennie i to byla moja ost sesja] moi rodzice potrafia mnie zapytac, czy ja przypadkiem nie mam nic do nauki , albo czy nie musze pracy pisac :o :o :o ... Moj brat w tym czasie na rowerze szaleje...
Moja mama mowi - ja nie bede sama sprzatala w tym domu itd... I mowi do mnie! Na to ja: ja rozumiem ze tata nie sprzata, bo wspaniale :love: gotuje [z reszta oboje super gotuja] i wraca pozno z pracy... ale moj brat??? Swieta krowa??! Niech sie ruszy i tez cos zrobi...

Niestety - w wiekszosci domow jest tak samo Chociaz... mam znajoma, ktora majac 24 lata pozwalala swojej mamie robic sobie sniadania, prac, prasowac itd... :o

Cale szczescie ze moje Kochanie jest inne niz moj brat.... :)

Odpowiedz
Gość 2010-12-18 o godz. 10:14
0

jeszcze kilka refleksji :) Wkurza mnie dzielenie obowiązków na kobiece i męskie i pod tym kątem wychowywanie dzieci. Ja całe zycie z tym walczylam u siebie w domu. Moja mama pracowała, cały dom był na jej głowie a tata lezal na kanapie i mial pretensje gdy cos nie bylo tak, a chocby nie wiem jak sie mama wysilala i tak cos bylo nie tak. I taki podzial byl miedzy mna i bratem. - On nie musial robic nic, bo przeciez nie umie (sic!) a ja wystarczylo ze czegos nie zrobilam w domu juz sluchalam gorzkich zali i wymowek. I zawsze ten sam glupi komentarez ze dziewczynki sa samodzielniejsze itp. Jak moj M powiedzial ze chce miec starsza corke a mlodszego syna zeby corka pomagala w domu to myslalam ze go walnę !
Jedynym jego obowiazkiem bylo wyrzucanie sieci - worek trzeba bylo postawic przy drzwiach bo inczej smieci by wyszly a on by nie zauwazyl, a i tak do dzis potrafi udac ze ich nie widzi i na bezczelnego wyjsc z domu. On wystarczylo ze dostal 3 i byla feta w domu ze zaliczyl, a ja na 4 - czemu nie 5, na 5 - czemu nie 6? Mama dzwonila z pracy zebysmy sobie cos zjedli - zawsze sie wkurzala jak jej mowilam - jak Ja bede chciala to sobie cos zrobie chyba ze chodzi ci zebym cos J podala :) No i stalo sie tak ze mama mieszka teraz z moim bratem, ktory ma 23 lata, zarabia 2,5 tys,a do domu nie doklada nic, Nie uczy sie bo mu sie nie chce, kupuje ciuchy tylko w firmowkach (jak mi wywalil z kurtką z przeceny za 750 i butami po przecenie 300 to myslalam ze walne). Nie robi kolo siebie nic. Co jakis czas mama odgruzowuje jego pokoj. Mamusia zostawiala mu kanapeczki rano (a ja musialam robic sobie sama) a teraz ma zal ze synus dzwoni do niej i pyta kiedy bedzie bo on by cos zjadl...Jak mama gdzies wyjezdza zostawia mu lodowke obiadow, a on nawet sobie nie przygrzeje - woli zamowic pizze.
I zawsze mowie mamie - wspolczuje dziewczynie ktora na niego trafi, chyba ze bedzie niezła Hitlerówką i go ustawi, ale bedzie to ciezka praca...bo on nie ma checi do zrobienia czegokolwiek _ NIC a NIC wyobrazacie to sobie? Sumienie by mnie chyba zjadlo na jego miejscu, ale to nie ten typ
Uff troche sobie ulzylam

Odpowiedz
Gość 2010-12-18 o godz. 09:58
0

U nas nie jest źle chociaż mogło być :) Moj M lubi gotować, zmywa (chociaz zalewa przy tympol kuchni i dziwi sie ze umyc trzeba tez kuchenke) sprząta (chociaż wybiórczo - kurzu nie zauważa:) ), zakupy robi codziennie. Nie pierze bo nie mamy pralki a nie prasuje bo wozimy pranie do rodziców i on dostaje swoje uprasowane, na wieszakach i w pokrowcach...Ogólnie nie mam powodów do narzekania - po dwoch latach mieszkania razem jakos sie dogralismy - jest tak jak pisze Melba - raz sprzatamy razem, a innym razem olewamy (i tylko komentujemy - ale tu brudno:) ). No i ja mam niższą tolerancje brudu, wiec pierwsza najczesciej inicjuje sprzatanie:)
Jest niezle, a jak wspomnialam moglo byc gorzej bo M to jedynak i mama starala sie go nie przeciazac - wszystko zabierala mu z rak...a teraz dziwi sie to M gotuje? M zawse gotowal jak bylismy sami tylko w domu nie mial sie kiedy wykazac, tesciowa uzala sie ze w domu M nic nie robil, a jak mial robic jak ona mu nie dawala? To jest jeden z powodow waszych problemow z mezami - mamusie. Co do prasowania - tlumacze mojej tesciowej ze kiedys kupimy sobie pralke i wtedy ja nie bede prasowala wszystkich ciuchow M. i ze jako kobieta powinna mnie zrozumiec, a ona tylko glupio sie usmiecha i mowi ze ona lubi prasowac, a skoro ja nie lubie to o co mi chodzi - przeciez ona M prasuje...Nie rozumie ze ja chce zeby ON sam soobie prasowal. M tez nie rozumie czego sie czepiam i to mnie zlosci najbardziej - tak jest wygodnie i cicho! Kiedys tesciowa daje mi pranie M i mowi ze jeszcze nie uprasowane, a ja na to ze M sobie uprasuje, tesciowa spojrzala na mnie po czym zawinela sie i powiedziala ze sama to uprasuje i mu da:) no i wez dyskutuj

Jedno czego nie nauczyl sie moj maz to awersja do wynoszenia po sobie gratów. Ja nie umiem zjesc obiadu i wstac od stolu a talerz niech sobie stoi. A moj M jak najbardziej. Kiedys zrobilam test, M zjadl sniadanie, talerze kubki keczup stoi na stole. Uznalam ze sie nie wypowiem. Po poludniu zaczal weszyc o co mi chodzi i w koncu wpadl na pomysl ze cos zrobil nie tak. Stanął na progu pokoju i wierzcie lub nie patrzyl po nim kilka minut i nie zauwazal tego burdelu na stole... w koncu wpadl. Do dzis wkurza mnie ze rozbiera sie w sypialni i wie ze sie wkurze o gacie i skarpety to woli poswiecic energie na ich ukrycie niz wyniesc do lazienki, albo talerz - zje cos w sypialni i talerz kamufluje zeby nie wstac i go wyniesc. To mnie zabija :)

Odpowiedz
Ardabil 2010-12-18 o godz. 00:28
0

Ja na szczęście mam w domu feministę ;). Uwielbia zmywać (nawet tysiące moich kubków rozstawionych po całym domu), prasuje sobie sam, mi też czasem (choć najczęściej prasuje mi nie to co wymaga prasowania - np. piżamy) ;) bo lubi i robi to jak w niedzielę odsypiam tydzień. Odkurza, ostatnio mył okna (w wiosennej połowie stycznia, żeby nie było, że go na mróz wystawiam). Ja gotuję, sprzątam, robie zakupy, piorę (choć jego uwielbienie do pranych ręcznie sweterków - a ma ich kilka - czasem mnie ciut drażni). Myślę że podział jest jak najbardziej ok.

powiem więcej że tak jak Melba w domu rodzinnym też miałam feministę. Tata nie lubi sprzątać, ale reszta włacznie z gotowaniem i pieczeniem ciasta drożdżowego jak najbardziej wchodziła w grę.
Jak na początku podstawówki napisałam wypracowanie pt. co robi tata? to pani w komentarzu napisała mi "a co robi w takim razie mama?" :))

Odpowiedz
tulip 2010-12-17 o godz. 23:41
0

8 miesięcy temu mąz poprosił mnie, zebym ze względu na zmasowany atak pracy, to ja przejęla wszystkie obowiązki domowe na pół roku (do końca 2004r.) Trochę byłam tym...hmm...zdegustowana, bo w sumie tez pracuję po 10 godz. dziennie, ale dobra, zgodziłam się. W końcu to on jest głównym dostarczycielem kasy i faktycznie, jak się później okazało, miał nawał roboty.

Żeby nie było - z góry ustaliłam, że od stycznia 2005r. przez pół roku, to mąż będzie mnie całkowicie - co do zasady - zastępował w obowiązkach domowych. Ja będę tylko gotowac. Zgodził się.

A teraz Kochane mamy juz szczęśliwie 09.02.2005r. i w domu aż wyje
Moje Kochanie tak się rozpuściło przez te pół roku, że teraz nie robi NIC.
po dwóch tyg. od nowego roku nie wytrzymałam i posprzątałam, bo bałagan zniosę, ale brudu - NIE.

Przypomniałam mu o naszej umowie, a on mi na to, że pracuje i jest WYKOŃCZONY :o

Nie wiem co robić...Serio! Ręce i inne kończyny mi opadły. Chyba zastosuję strajk i nie będę sprzatać, bo wg. mnie umowa to umowa... Jak liszaj z wanny zacznie nas dusić przy drzwiach wejściowych, to chyba przeprowadzą się na czas (mam nadzieję dokonanej przez mojego K.) utylizacji do rodziców...

Odpowiedz
efick 2010-12-16 o godz. 15:11
0

Hej:) ja czesto narzekam na mojego P. ale widzę ze nie jest u na s tak żle.MÓj P wprawdzie twierdzi ze porzadki to mój obowiązek, ale gary zmywa , robi sniadanko w sobotę i w niedzielę, czasem odkurza i szoruje podłogę, wiec chyba już nie będe narzekać. Ostatnio się buntowałam i nic nie robiłam przez tydzieć, strasznie się zeźlił ;) ale już jest dobrze :P

Odpowiedz
cygaro 2010-03-06 o godz. 18:00
0

ja mojego uczę :D strasznie to trudne, ale
wie juz co znaczy "zaraz" (czesto to
slyszalam i echo...zero jego reakcji)

teraz uswiadamiam go ze ja tez mam prawo do tego,
ze nie chce mi sie gotowac i sprzatac (czasami) i moglby mi w tym chociaz (czasem) pomagac (czyt. mam prawo do bycia zmęczoną)

Odpowiedz
Gość 2010-02-05 o godz. 14:13
0

Ciekawe jak to bedzie u nas kiedy zamieszkamy razem.
Narazie jest swietnie - spedzamy razem weekendy i wtedy dzielimy sie obowiazkami w miare sprawiedliwie.
Ale jak zamieszkam z moim T. moze sie okazac, ze on oczekuje prawdziwej "gospodarnej" zoneczki lol

Odpowiedz
Kaskak1 2010-02-05 o godz. 08:58
0

Lianko, mam nadzieje ze jakos dojdziemy do porozumienia :)
Bo moj P. jednak cos tam sobie potrafi przygotowac (np hot-dogi lol )
Ale wczoraj mnie zastrzelil pytaniem czy moze wrzucic makaron na zimna wode (nie wiem w dalszym ciagu czy sie nabijal czy pytal powaznie)
Kasia

Odpowiedz
Lianka 2010-01-29 o godz. 01:07
0

Ja tez mam nadzieje, ze jeszcze beda z niego ludzie, bo to bardzo inteligenty facet jest.

Odpowiedz
gretchen 2010-01-28 o godz. 20:45
0

Lianko, moim zdaniem to i tak dobrze że idzie na studia i to daleko. Wyobraź sobie że Twój siostrzeniec mieszkałby podczas studiów w domu - wtedy jego dorosłość odciągnęłaby się w czasie o minimum 5 lat, bo nadal rodzice wszystko robiliby za niego. A dzięki studiom jest szansa,że jego przyszła kobieta będzie miała lżejsze życie, a on szanse na udział w równouprawnieniu ;) Wielu takich znałam, scyzoryk mi się w kieszeni otwierał, jak patrzyłam na starego chłopa, któremu "się należy". Żaden z nich się nie zaśmierdział poza domem, nie umarł z głodu, a większość nawet lepiej wygląda teraz niż pod opieką mamusi :)
"Lepiej późno niż później"!!!

Odpowiedz
Lianka 2010-01-28 o godz. 14:07
0

Kaskak1 to tak jak z moim starszym siostrzencem. Kurcze chlopak ma juz 17 lat a sam sobie chyba anwet chleba nie potrafi ukroic. Zawsze wszystko mial podane i postawione przed nosem, jak siedzi przy stole to wszyscy musz mu uslugiwac bo mu sie ruszyc nie chce i jest wielce obrazony jak mu sie uwage zwroci. Az strach pomyslec co on zrobi jak pojdzie na studia a chce isc do krakowa czyli jakies 300 km od domu rodzinnego. Chyba tam brudem zarosnie. Z glodu to pewnie nie umrze bo na brak kasy pewnie nie bedzie narzekal i sobie cos kupi, ale reszta?
Strasznie mi go zal jak na niego patrez bo dzieciak kompletnie nie jest do zycia przygotowany a sama wiem jak to jest bo tez bylam kiedys takim rozpieszconym dzieciakiem i kiedys mialam o to zal do rodzicow. ja na szczescie postanowilam sam sie nauczyc zycia i nauczylam sie az za dobrze na wlasnej skorze tylko czemu ktos inny musi przez to przechodzic jak mozna zadzialac duzo wczesniej?

Odpowiedz
Kaskak1 2010-01-28 o godz. 08:08
0

Ja jeszcze nic nie moge na ten temat powiedziec, bo nie mieszkamy razem. Ale juz widze, ze nie bedzie kolorowo. Moj P. jest traktowany w domu jak jedynak. Jego rodzice sa od dawna na emeryturze, wiec z braku zajecia sami w domu robia wszystko. P. przychodzi z pracy, ma podany obiad, wyprane i wyprasowane ubrania, porzadek w pokoju itd.
Mam nadzieje, ze jednak przez te kilka miesiecy przed slubem kiedy zamieszka sam w naszym mieszkanku troszke go zmobilizuja
kasia

Odpowiedz
Gość 2010-01-20 o godz. 15:51
0

Tak jak mój chłop - dosłownie. Ostatnio jednak jestem nieugięta. Jest nieco zdziwiony ale w końcu musi się nauczyć, ze nie ma dyskryminacji! Sam przeciez stawiał mi przed ślubem świetlistą przyszłość, że wszystko razem... a wiec jak wszystko to wszystko!
Tylko pewnie jak mówisz ewasia- na porządne efekty chyba poczekamy kilka lat :( .

Odpowiedz
Gość 2010-01-18 o godz. 21:18
0

A ja chyba mojego za bardzo rozpiescilam. Nauczyl sie, skubany, ze jak bedzie rozbil cos o co go poprosilam wyjatkowo slamazarnie to go wyręczę. Od jakiegos czasu usiluje z tym walczyc i powolutku wiadac juz postepy. Moze za pare lat dojdziemy do zadawalajacego efektu.

----------------
to bedzie nasz dzien 15.04.2004

Odpowiedz
panna_van_gogh 2010-01-17 o godz. 06:57
0

satti napisał(a):U mnie jest różnie...w sumie razem robimy wszystko, ale ponieważ mąż dłużej pracuje - większość rzeczy w domu robię ja....problem w tym, że ja bardzo lubię gotować i w sumie bardziej lubię mieć porządek niż on więc często jednak jestem "kobietą uciśnioną" lol
O !!! to tak jak ja - tez wiecej w domku robie, ale wcale mi to nie przeszkadza....

kiedy oboje pracowalismy dzielilismy sie domowymi obowiązkami a teraz Bartek pracuje a ja koncze studia i zajmuje sie domem i dla mnie jest to układ uczciwy 8) nie narzekam :)

Odpowiedz
Gość 2010-01-16 o godz. 18:33
0

Melba napisał(a): i jak to kobieta, mam jednak niższy próg odporności na syf dookoła mnie
Cudowne zdanie :D
Chyba właśnie tak jest u mnie lol lol

Odpowiedz
Gość 2010-01-16 o godz. 18:26
0

U mnie jest różnie...w sumie razem robimy wszystko, ale ponieważ mąż dłużej pracuje - większość rzeczy w domu robię ja....problem w tym, że ja bardzo lubię gotować i w sumie bardziej lubię mieć porządek niż on więc często jednak jestem "kobietą uciśnioną" lol

Odpowiedz
Lianka 2010-01-14 o godz. 00:14
0

Melbus chyba masz racje lol lol Czyzbym musiala sie czegos obawiac ? lol lol

Odpowiedz
Lianka 2010-01-13 o godz. 21:37
0

A u nas jest podzial a jakze :) maz pracuje a ja w tym czasie robie zakupy, gotuje i sprzatam :)

Zartowalam :)

Gotowac owszem gotuje jak mi sie chce. Zreszta widujemy sie tylko w weekendy a wtedy lubie dogodzic mojemu pasibrzuszkowi :)
Sprzatam faktycznie ja glownie bo on to tylko omiata to co na wierzchu a jego mieszkanie zarasta po malu brudem. Ale jesli chodzi o zmywanie naczyn i pranie to zdecydowanie domena mego malzonka :)

I co zadroscicie mi meza co sam sobie a przy okazj czasem i mnie cos wypierze? No to tak nie zazdrosccie bo on poprostu wrzuca brudy do pralki i tyle :)

Odpowiedz
gretchen 2010-01-13 o godz. 21:24
0

No tak,wychowanie... Niewiele brakowało,a moja teściowa wychowałaby synka na życiowego kalekę,ale na szczęście P. się nie dał aż tak sobą zaopiekować i nieźle sobie radzi. On lubi gotować, ja wolę zmywac (chociaż pichcić też muszę, niestety). Ja robię akcje porządkowe i układam wszystko,co mi wpadnie w ręce, on raczej utrzymuje wokół siebie porządek na stałe i chyba wkurza go mój "artystyczny nieład" pomiędzy napadami sprzątania.
Właściwie nieźle się uzupełniamy, tylko nie możemy dojść do porozumienia w kwestii ... prasowania - mój kochany uważa, że jest to czynność zbędna i jak mi na tym zależy, to moge mu prasować, bo on ma to w nosie i będzie chodzić w pogniecionych ciuchach. No i będę się chyba musiałą złamać czasami, bo jemu naprawdę jest przeważnie wszystko jedno, a mi niestety nie...
Ale mam nadzieję,że się dogadamy. Najważniejsze dla mnie jest, że on nie uważa, że "ja jako kobieta powinnam..." i włącza sie (lub daje się włączać) do wszystkich domowych zadań.

Odpowiedz
Raist(a) 2009-09-22 o godz. 20:16
0

Dorito - chyba masz racje.
Nie powiem zeby nie bylo to dla mnie wygodne rozwiazanie - nie musze gotowac, zajmowac sie mysleniem - co na obiad zrobic, spedzac w kazdy weekend kilka godzin w kuchni - tymm bardziej ze ostatnio na studiach mamy oboje taki okres, ze wygodniej jest wsiasc w auto i byc na obiedzie w 10 minut.
No ale wlasnie... potem sytuacja wyglada tak jak wyglada... i tak zle i tak niedobrze :( W dodatku moi rodzice mieszkaja na swa domu i w weekendy siedzia w tym drugim domu, wiec niestety tylko z tesciami takie bliske sa kontakty.
Nie mowiac o tym, ze w zyciu takich wymyslnych pysznosci nie bede gotowac jak tesciu z tesciowa.

Odpowiedz
Gość 2009-09-22 o godz. 19:18
0

Raist(a) napisał(a):wiec jezdzimy co weekend na obiadki do tesciow
a może czas się odseparować? no, nie definitywnie oczywiście...Chodzi mi o ustalenie pewnych granic, typu: mieszkamy i troszczymy się o siebie sami, nasz dom to nasz dom,żywimy się we własnym zakresie a do teściów (jednych i drugich) na obiadki chodzimy nie co niedziela tylko od czasu do czasu...

Odpowiedz
Gość 2009-09-22 o godz. 17:29
0

a ja bym jeszcze dołozyła twoje ciuchy, ciekawe czy teściowa odmówi wyprania Twoich rzeczy? 8)

Odpowiedz
Raist(a) 2009-09-22 o godz. 17:19
0

oddzielnie... my mieszkamy oddzielnie... tyle ze 5 kilometrow od jego rodzicow. Zreszta- od moich tez 5 kilometrow. Tyle ze mnie by w zyciu nie przyszlo do glowy zeby prosic mame o wypranie moich rzeczy...

No wlasnie - on korzysta z mamy pod bokiem - tak motywowal swoja decyzje. A mnie sie nasuwa taka konkluzja - z ozny korzysta w nocy (bo ja pod bokem ma) a w ciagu dnia z mamy - bo jesli chodzi o wyreczanie z niektorych obowiazkow - lepiej mu dogodzi.

chyba mam kompleksy na punckie swoich tesciow :(
Wiem ze nie potrafie gotowac (i prawda taka, ze nie chce mi sie) - tak wymyslnych potraw jak oni (albo kotlet po kijowsku,albo faszerowana rolada) - wiec jezdzimy co weekend na obiadki do tesciow.
teraz jeszcze ten nuemr z tym swetrem... nie wiem co nastepnym razem... mam mu go sama wyprac? czy moze wyslac go do mamusi...

Najchetniej wreczylabym mu nastepnym razem cala reklamowke jego prania i powiedziala zeby z tym do mamy jechal :(

Odpowiedz
Gość 2009-09-22 o godz. 17:04
0

Raista ja bym posadziła męża i bym z nim rozmawiała tak długo, aż zrozumie.
Mysle, że jak bedziecie mieszkać oddzielnie to cała ta sytuacja się zmieni, on poprostu korzysta z tego, że pod bokiem ma jeszcze mamę.

Odpowiedz
Raist(a) 2009-09-22 o godz. 17:00
0

heh.. mial tydzien od tamtej rozmowy - dzis na obiadku u tesciow, R. w swoim swetrze - nie upranym oczywscie od tego tego czasu...
Tesciowa mu powiedziala, ze jak zdejmie i zostawi u niej to mu upierze.
Mezus z tego oczywsice skwapliwie skorzystal...
Malo mnie szlag nie trafil na miejscu.. a R. do tej chwili nie umie zrozumiec czemu jestem taka wsciekla...
dla niego to po prostu wykorzystanie sytuacji ktora sie nadarzyla - a mi jest naprawde przykro...

Co byscie na moim miejscu zrobily? :(

Odpowiedz
Małgorzata B. 2009-09-18 o godz. 10:36
0

[quote="Raist(a)tylko jak widac mamusia dla syneczka pozostanie zawsze mamusia.

Niestety masz rację Raista :( w rozmowie z moim Misiem na temat klasycznego podziału obowiązków w przeciętnej polskiej rodzinie doszliśmy wspólnie do wniosku, że ten model nam nie odpowiada -no przynajmniej nie mnie :D zreszta mój Miś wie, że nie jest moim powołaniem zacharowywanie sie na śmierć w celu usługiwania wszystkim na około. dzielimy sie obowiąkami, w ten sposób, żeby robić to co lublim jesli mozna oczywiści lubić prasowanie czy mycie podłóg :D na całe szczęści dajemy sobie rade bez rozlewu krwi i muszę przyznać, że jest całkiem nieźle. a mój Miś jest jedynakiem, którego rodzice strasznie próbowali rozpieszczać, ale na szczęście dla mnie nie dał im się ........za bardzo :D a co do teściowej to właśnie podczas tej rozmowy dowiedziałam się, ze ponoć w chwili gdy postanowił, że mi się oświadczy mama powiedziała mu na co nie może liczyć z mojej strony :ciepłe kapcie, parujący obiadak na stole, gazetka przed nosem i zwalnianie z wszelkich uciążliwości związanych ze wspólnym życiem. :o mam nadzieję, że nie mówiła tego zlośliwie
a tak na marginesie to nie jestem jakimś niewdzięcznym leniem tylko na prawdę uważam, ze nikt nie powinien robić pewnych rzeczy wbrew sobie a ja nie zostałam powołana do pełnienia roli "najlepsiejszej gospodyni domowej, jaka chodzila po tym świecie " :D z całym szacunkiem do gospodyń domowych
pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz
Gość 2009-09-18 o godz. 10:21
0

Raist(a) napisał(a):no i wczoraj rozmawiam z tesciowa... mz tez przy tym byl... otarlo sie o swter, no i mowie cos mniej wiecej e rodzaju, ze R. moglby sobie ten sweter wyprac... a na to ona do niego :
syneczku, przynies mi , to co go wypiore...

grrrrrrr juz wiem ze takichj rzeczy przy tesciowej mowic nie wolno... a w sumie fajna z niej babka i lubie ja... tylko jak widac mamusia dla syneczka pozostanie zawsze mamusia.
Furia - niestety rozumiem to i tez sie zdarza Syneczek jest wspanialy, najmadrzejszy i w ogole, a przy tym malutki, wiec nie moze sam: podac sniadania, wyprac (bo zniszczy na pewno), o prasowaniu nie wspomne.

Odpowiedz
Raist(a) 2009-09-18 o godz. 08:51
0

a ja wczoraj wzielam udzial w rozmowie dotyczacej swetra mojego meza - sweter jest do prania w rekach i usiluje mojego R. namowic zeby wzial go wypral.. w koncu nie jest to jakas skomplikowana czynnosc, obowiazkami moj maz tez zaalony nie jest i 2 rece bozia mu dala...

no i wczoraj rozmawiam z tesciowa... mz tez przy tym byl... otarlo sie o swter, no i mowie cos mniej wiecej e rodzaju, ze R. moglby sobie ten sweter wyprac... a na to ona do niego :
syneczku, przynies mi , to co go wypiore...

grrrrrrr juz wiem ze takichj rzeczy przy tesciowej mowic nie wolno... a w sumie fajna z niej babka i lubie ja... tylko jak widac mamusia dla syneczka pozostanie zawsze mamusia.

Odpowiedz
Gość 2009-09-12 o godz. 10:30
0

Z wielkim hukiem to znaczy: z krzykiem, że co ja zwariowałam? Wystarczyło powiedzieć o co mi chodzi a nie robić cyrków.

Dlatego teraz wiem, że na mojego takie chwyty nie działają a wręcz przeciwnie, wywołuja furię. Wobec meża stosuję więc wieczną gadkę czyli mówię raz i drugi i trzeci... proszę i proszę az wreszcie się udaje. Wiem, żę to inrygujące ale ten typ chyba tak ma bo nic innego na niego nie działa. Zreszta juz się przyzwyczajam.

Odpowiedz
Gość 2009-09-11 o godz. 16:26
0

Raist(a) napisał(a): jakby to powiedziec... nie chce byc gorsza od jego mamy... :(
Nigdy nie będziesz lepsza od jego mamy więc nawet nie próbuj z nią konkurować. Teraz jest z tobą i wy tworzycie swój własny dom. Nie będę ci dawać rad czy nauczyć go prasowania czy nie bo ja ze swoim też mam 3 światy. Wiem jedno: gdy na początku naszego wspólnego mieszkania porównywał mnie do swej matki to goniłam, albo do niej jak tu źle albo ze mną ale cicho. Na szczęście wybrał druga opcję. Chociaż pewnie czasem żałuje ;) zwłaszcza gdy robię po raz kolejny wymówki, ze mi nie pomaga. Wiesz mamusia tak nie mówiła tylko usługiwała ;) .

Odpowiedz
Gość 2009-09-11 o godz. 10:37
0

Oczywiscie, ze nie przyzwyczajac W zadnym wypadku nie zabieraj sie sama - w koncu rownouprawnienie i te sprawy ;) Kazde z was moze samo prasowac, nikumu rece od tego nie odpadna.

Odpowiedz
Raist(a) 2009-09-10 o godz. 22:48
0

hmm.. moj maz to tez wychuchany jedynak. Taki co w domu musial tylko z suszarki maczynia sprzatnac i poscierac kurze w swoim pokoju. Uwaga : koniec jego obowiazkow.
Troche sie obawialam, ale na szczescie ma dobry model rodziny - jego tato i mama wsystko robia razem. W przeciwienistwie do mojej rodziny gdzie -niestety - mojego ojca traktuje sie na zasadzie - niech lepiej przed swietami gdzies wyjedzie niz przeszkadza w sprzataniu i przygotowaniach.

Wiec sprzatamy bez gadania w dwojke, garnki tez zmywa bez gadania jak ja robilam cos do jedzienia.
Gorzej ze w ogole nie potrafi prasowac, a nawet wymyc kibla.
Ja prasowac nie znosze (swoje koszulki wieszam rowno, zeby ladnie wyschly) a on przezwyczajony ze koszulki sie same prasuja. Na razie nie mamy pralki i jezdzimy z praniem do jego mamy - i wszystko wraca ladnie wyprasowane, ciekawe co bedzie jak zaczniemy sami prac. Chwyci sie za to zelazko czy nie chwyci...

W przyszla sobote testuje na nim mycie kibla :)

No i ugotowac potrafi na razie ziemniaki i makaron :(

A najgorsze ze ja mam problem. Brac na siebie takie prasowanie - czymoze od poczatku przezwyczajac ze rzeczy sie same nie prasuja. Na razie mam czas - i... jakby to powiedziec... nie chce byc gorsza od jego mamy... Ale przecierz kiedys z tym moim czasem bedzie inaczej. Nie wiem sama :(

Odpowiedz
Gość 2009-09-10 o godz. 16:08
0

Ulenka napisał(a): (ale ten patent ze skarpetkami wypróbuję, na pewno zadziała)

U mnie nie zadziałało, skarpetki z powrotem wylądowały na podłodze i to z wielkim hukiem.

Odpowiedz
Gość 2009-09-10 o godz. 13:45
0

Melba napisał(a):Kup duże pudło i wszystko tam wrzucaj :) sam się wścieknie na bałagan :)
Już próbowałam:
1. wszystko kładłam w jedno miejsce bo pomyślałam że w końcu taki bałagan to się weźmie i powyrzuca co nie potrzebne, ale okazałao się że bałagan zaczął zyć własnym życiem i tylko się powiększał (ale ten patent ze skarpetkami wypróbuję, na pewno zadziała)
2. kupiłam 7 kuwet, a P powiedział że super niech będą, a papiery same się poukładają! Same! A bałagan leżał dopóki nie mógł już zniećś chyba mojego ględzenia, jednak okazało się że papiery owszem, trochę się uporządkowały, ale i tak doszło po prostu jeszcze jedno miejsce na bałagan!

Melba napisał(a):Z dedykacjami dla pierwszej studentki - Rektor Melba :)
Z niecierpliwością czekam na pierwszy wykład! ;)

Odpowiedz
Gość 2009-09-09 o godz. 15:18
0

Melba napisał(a):Ania 8)
Może otworzę jakieś kursy dla Hitlerówek ?
A znam jeszcze jeden fajny sposóv, tylko facet musi kochać komputer (mój kocha). Jak smędzę o rzeczy X, która powinna być wstawioona do zlewu/ wyprana/ schowana itp. a nie walać się tam, gdzie ją właśnie mężuś pieprznął, a nie ma reakcji, to rzecz X w końcu ląduje na stoliku komputerowym (kiedyś to były skarpetki smętnie zwisające z ekranu). Rzecz X jest natychmiast i bez protestów usunieta POLECAM!
Doskonale! :stokrotka:
Ja proszę o indeks ;)
Tylko co poradzić na milion papirków wszędzie (cztery fotele,stół, stolik, ława, czasem łóżko) ? Bo P ciągle coś zapisyuje i wszystko mu jest potrzebne i nie można tego przestawić bo:
nie znajdzie/zapomni/nie zobaczy na czas
Notes ma, i to nie jeden i tam też zapisuje

Odpowiedz
Gość 2009-09-08 o godz. 15:20
0

Sisi napisał(a):Maly napisał(a):Sisi,wlasnie to jest ta zasadnicza roznica zycia przed i po slubie. lol
Teraz musi uwazac bys sie nie rozmyslila a potem papierek podpisany to do roboty zonko.
lol W tym przypadku jest (chyba) inaczej. Wynika to z wychowania i faktu, ze mama S. prowadzi jako naukowiec bardzo aktywne życie zawodowe, nie miała nigdy za wiele czasu na domowe obowiącki. S. wie, że pewne rzeczy w domu trzeba zrobić i ma nawyk robienia ich
nie martw sie Sisi
po slubie nie mija, mowie z doswiadczenia lol
moj maz wychowywal sie od 14 roku zycia sam, wiec ma nawyk :)
czego nie mozna powiedziec o mnie, wychuchanej jedynaczce
ale staram sie 8) 8) 8) 8) 8)

Odpowiedz
Gość 2009-08-09 o godz. 15:32
0

Wiesz Melba, mój też nie leży cały dzień jak leń.
Robi dużo tylko nie z porządków domowych. Zajmuje się dzieckiem, chodzi na zakupy, wykonuje jakieś drobniejsze prace domowe(niestety po dłuższym proszeniu :( ). Nie mogę tylko doprosić się zaangażowania w sprzątanie np. zmywanie naczyć, mycie podłóg, odkurzanie, ścieranie kurzu itp, o gotowaniu nie wspomnę ale to już mogłabym mu odpuścić. Najbardziej gnębi mnie, że nie moge go nauczyc ww. czynności. Nie znalazłam narazie na niego skutecznego sposobu.

Wczoraj w "rozmowach w toku" na tvn rozmawiano o wychowywaniu sobie faceta. Oglądał ktoś??? Tam stwierdzono, że dużo zależy od charakteru bo z natury uległy człowiek da się "przerobić", nieuległy z pewnością nie.

Odpowiedz
Gość 2009-08-09 o godz. 15:01
0

Z tym lezeniem to roznie bywa.
Wszystko zalezy od nastroju.
Czesto odkurzam.rzadziej gotuje ale sa dni kiedy naprawde niechce mi sie ruszac. lol
I to coraz czesciej lol
Starosc nie radosc

Odpowiedz
Gość 2009-08-08 o godz. 16:42
0

NO i trafilismy do cyrku lol

Odpowiedz
Gość 2009-08-08 o godz. 16:10
0

Ach zapomniałam Melba>
a ty dałabyś sie tak wytrenować???

Odpowiedz
Gość 2009-08-08 o godz. 16:09
0

Mieszkalismy ze sobą 2 lata zanim wzielismy ślub.
Wyszłam za niego bo go kocham a nie z powodu niezmytych garów. Dla mnie liczy się miłość najpierw a potem inne rzeczy i nie wyobrażam sobie chajtać sie z kimś kogo nie kocham tylko dlatego, że dobrze sprząta. A awantury przyniosą tylko odwrotny skutek (juz wypróbowałam).

Odpowiedz
Gość 2009-08-05 o godz. 16:10
0

Melba napisał(a):violka napisał(a):
A co zrobiłaś, że on w ogóle zechciał podejść do zlewozmywaka i odkręcić kran??? ;)
Poczekałam, aż nie było na czym jeść i w czym pić i powiedziałam, że ja zajmę się czymś cięższym, a on niech "tylko pozmywa"
Oczywiście zmyje tylko tę jedną rzecz jakiej potrzebuje.

Odpowiedz
Gość 2009-08-05 o godz. 16:08
0

Melba napisał(a):No to może spróbuj udry na udry? Pierz, rozwieszaj, susz, składaj, prasuj. Zmywaj, wycieraj, chowaj. Ogarniaj. Ale tylko swoje. Może jak zarośnie brudem i zostanie bez czystych majtuf, to się ruszy?
Juz nieraz nie miał czystych skarpetek i robił aluzje, że tak ciężko włączyć pralkę. No jemu też chyba cieżko bo jej nie włącza tylko gdera i woli iść do sklepu i kupić parę skarpetek niż wyprać brudne.
Raz mnie nastraszył, że będzie do mamy chodził a ona bez gadania synusiowi wypierze. Na szczęście wiem, że tego nie zrobi bo jego mama nieraz mi mówiła jak mam go zagonić do roboty. Szkoda tylko, że każe mi to robić i to dopiero teraz a nie zaganiała go wcześniej sama?

Odpowiedz
Majaa 2009-08-05 o godz. 08:37
0

Kurcze a mojemu to jest poprostu głupio, jak ja tyram a on sobie siedzi. Przychodzi pyta się co ma zrobić. Ja najczęściej mówię, że teraz nic ale później zlew należy do niego. I on chcąc nie chcąc zmywa po tym obiedzie. Ale wczoraj zaczął się coś ciskać a efekt jest taki, że poważnie zaczął myśleć o zmywarce.
Co do innego podziału obowiązków to każdy dba o to żeby udoskonalić wykonywanie swoich. Mój mąż w cotygodniowych porządkach odpowiedzialny jest za nawierzchnie podłogowe. Już sobie wykombinował, że panele to najlepiej najpierw odkurzyć a potem przetrzeć na sucho. Raz w miesiącu będzie zaś je mył na mokro i w tym celu musi sobie kupić mopa z gąbki.

Ja wiem czy to kwestia wychowania zachowanie faceta? To raczej jego mentalność. Mój woli mi pomóc niż patrzeć jak chodzę naburmuszona, że wszystko sama robię.

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie