Quantcast
  • Gość odsłony: 4619

    Żywność w sklepach - czyli kto to kupuje?

    Otwieram ulotkę z supermarketu - atakują mnie piękne, kolorowe opakowania słodyczy, słodzonych płatów, chipsów, margaryn, olejów, mielonek, wędlin typu parówka...

    Myślę sobie - no dobra, to reklama, je się oczami, ma pobudzić apetyt. Idę do sklepu - slalom między pólkami, interesują mnie w zasadzie 3-4 działy (warzywa, nabiał, kasze/ryże/makarony, mięso). Czytam każdą ulotkę, żeby znaleźć fasolę w puszce, do której nie dosypali cukru, soli i całej masy innych zbędnych składników. Spędzam pół godziny przebijając się przez opakowania makaronów, żeby znaleźć ten pełnoziarnisty. Brązowy ryż jest jeden na półce mającej 20 metrów i 5 pięter. Niesłodzone musli nie istnieje. Razowej/żytniej maki nie ma (ale to już specyfika kraju). Jogurt naturalny do wyboru, albo odtłuszczony, albo niesłodzony, jedno wyklucza drugie.

    95% spożywczego asortymentu sklepu jest dla mnie nie do przyjęcia ze względu na wysoki stopień przetworzenia lub zbyt wysoką kaloryczność (ale to już efekt mojej ciężkiej... mojego ciężkiego tyłka).

    Lubię zdrową żywność (ale nie wydaję krucjaty wszystkiemu, co chemiczne, bo np. słodzik ratuje mi życie), mniej przetworzona powinna być tańsza i łatwiejsza w produkcji - ale w sklepach jej brak a sklepy specjalistyczne mają chore ceny. Słodzenie i solenie wszystkiego doprowadza mnie do rozpaczy, czy na prawdę wszystko musi smakować tak samo?

    Kupujecie te wszystkie rzeczy? Jogurty pseudo-owocowe, cukrowe płatki do mleka, gotowe pizze, zupki w proszku, oranżadę, pakowane ciasta, soki w kartonach?

    Czytacie etykietki? Porównujecie składniki odżywcze i kalorie? Chodzi mi o zachowanie na co dzień, nie awaryjne kupienie gotowca, czy ciastka zjedzone "w gościach".

    Czy ja mam coś z głową...?

    Odpowiedzi (53)
    Ostatnia odpowiedź: 2010-11-10, 10:28:43
    Kategoria: Kulinaria
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Gość 2010-11-10 o godz. 10:28
0

madziula 22 napisał(a):ja zazwyczaj kupuję taką puszkę, którą można otworzyć pociągając za dzyndzelek
...po czym dzyndzelek się urywa i nawet otwieracz nie daje rady. Albo się nie urywa, ale po otwarciu puszki do końca (zwłaszcza z rybą w pomidorach) zwija się jak sprężyna chlapiąc dookoła Powinni producentom najpierw samemu spróbować dostać się do środka nim puszczą coś na rynek.

Odpowiedz
droan 2010-11-10 o godz. 09:57
0

ja tez rzadko dokladnie przygladam sie kaloriom itp
raczej staram sie brac na zdrowy rozum co moze stanowic dany produkt. i walcze z mama, ktora ma osteoporoze i opycha sie tymi kolorowymi piankami zamiast jogurtu/kefiru/maslanki

Odpowiedz
madziula 22 2010-11-09 o godz. 17:49
0

droan napisał(a):Nabla napisał(a):zdarzyło mi się kupić dżem z wielkim bąblem powietrza w środku, prawie nie było produktu...), czasem mnie zniechęca kompletnie. :o
a przy otwieraniu puszek uzywam mlotka i noza. najpierw mlotkiem wbijam noz a kiedy juz jest mala dziurka to dalej siłą mięśni moich żabich ramion ;)
fajnie to napisałaś
ja zazwyczaj kupuję taką puszkę, którą można otworzyć pociągając za dzyndzelek 8)

i praktycznie nigdy nie czytam etykiet :rolleyes:

Odpowiedz
Vilemo 2010-11-09 o godz. 15:13
0

zawsze czytam sklad i zgadzam sie Nabla, ze malo jest produktow bez cukru, skrobi modyfikownej i innych swinstw
w Piotrze i Pawle mozna znalezc troche zdrowych produktow, niestety oczywiscie sa one w wiekszosci drozsze od ich zwyklych odpowiednikow

Odpowiedz
droan 2010-11-07 o godz. 11:43
0

Nabla napisał(a):zdarzyło mi się kupić dżem z wielkim bąblem powietrza w środku, prawie nie było produktu...), czasem mnie zniechęca kompletnie. :o
a przy otwieraniu puszek uzywam mlotka i noza. najpierw mlotkiem wbijam noz a kiedy juz jest mala dziurka to dalej siłą mięśni moich żabich ramion ;)

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-11-07 o godz. 07:10
0

droan napisał(a):czy kupilyscie tez cos co okazalo sie oszustwem jesli sie porownalo opakowanie(albo reklame) z zawartoscia
Sporadycznie. Czasem to jest jakaś jednorazowa wtopa (zdarzyło mi się kupić dżem z wielkim bąblem powietrza w środku, prawie nie było produktu...), czasem mnie zniechęca kompletnie.

Czego natomiast nie znoszę to jak nie mogę się dostać do środka produktu Szlag mnie trafia jak muszę walczyć z puszką czy pudełkiem, szukać nożyczek, śrubokręta, noża i na końcu się jeszcze przy okazji pokaleczę.

Odpowiedz
AgaFe 2010-11-07 o godz. 06:10
0

droan napisał(a):
czy kupilyscie tez cos co okazalo sie oszustwem jesli sie porownalo opakowanie(albo reklame) z zawartoscia
oj, dużo by się tego znalazło

Odpowiedz
droan 2010-11-06 o godz. 23:27
0

wyciagam ten watek, bo nie chce zakladac wlasnego-moze sie w podobny przerobic.
wiec ostatnio kupilam puszke pomidorow pudliszek. nie dyskutuje czy puszka jest ok czy nie-tak mi sie zachcialo. chcialam tylko pomodory. biegalam po sklepie bo prawie zamykali i juz ochroniarz na ogonie mi siedzial wiec tylko przeczytalam ze pomidory i mach do koszyka. w domu jeszcze doczytalam ze bez skorki. wiec pomyslalam: o fajnie :D a potem stalam nad patelnia pol godziny i z kazdego kawalka sciagalam te skorke co to jej mialo nie byc.
i to mnie wkurza! po co to pisza? przeciez nie kupie ich drugi raz.
poza tym jak miec zaufanie do producenta jak sie czlowiek na jednej rzeczy `przejechal`

czy kupilyscie tez cos co okazalo sie oszustwem jesli sie porownalo opakowanie(albo reklame) z zawartoscia

Odpowiedz
Gość 2010-08-06 o godz. 15:19
0

Skrzacikowe musli polecam, było bardzo dobre.

Ostatnio moje zakupy bardzo się uprościły - kupuję zawsze to samo. Znalazłam jogurt naturalny składający się z mleka i bakterii (36kcal/100g), bez dodatków w postaci cukru, słodzika, stabilizatora, emulgatora. Kwaśny i podchodzi wodą - boski. Jak ma ochotę na słodkie to go sobie sama słodzikiem skropię, ale zazwyczaj wystarczy wkrojona śliwka.

Odpowiedz
Gość 2010-08-06 o godz. 15:15
0

Ja jestem dość niekonsekwentna w badaniu składu tego, co wkładam do koszyka. Właściwie jeśli chodzi o wędliny i wyroby mięsne zwracam na to szczególną uwagę. Po prostu nie kupuję wędlin w marketach, ani sieciowych sklepach, tylko na wybranych stoiskach, gdzie sprzedawane są wędliny wyrabiane według starych receptur i w niewielkiej ilości. Choć przyznaję, że wynika to przede wszystkim, o ile nie tylko, z walorów smakowych, bo chemia na pewno tam jest, tyle, że w ilościach mniejszych niż przy produkcji taśmowej.

Przy pozostałych produktach, poza napojami, etykiet nie studiuję.
Staram się wybierać niskosłodzone soki, ale np. piję dużo Nestea, w której jest cukier. Pijam też Pepsi. Miałam "fazę" na wersję light, ale mi przeszła i wolę tradycyjną.

Chętnie używam też Vegety

Jedynie, gdy jestem na ścisłej diecie, co miało miejsce "niepamiętamkiedy", analizuję składy na etykietach z gorliwością, o jaką sama siebie bym nie posądzała ;)

Płatków i innych takich nie jadam, bo mi niezbyt smakują. Czasem mam ochotę na Cini Mini (nie pamiętam pisowni), ale to przecież ze zdrową żywnością nie ma wiele wspólnego.

Fast food też nie jest mi obcy, a już w szczególności półmetrowa zapiekanka w środku nocy.

Proszę nie brać ze mnie przykładu :)

Odpowiedz
Reklama
Kerala 2010-08-06 o godz. 14:56
0

Jemy wszystko. Ponieważ przeżyłam już fazy ortodoksji wegetariańskiej, wegańskiej, south beachowej, tylko_i_wyłącznie_ekologicznej, fast foodowej (codziennie KFC) oraz kuchni a la ćwierciakiewiczowa to sądzę, że udało mi się w końcu osiągnąć etap względnego luzu.
Glutaminian sodu mnie nie powala, dobrze dojrzały ser francuski czy glony kombu też mają glutaminian, a większość konsumentów wcale ich o to nie podejrzewa ;) Wszystko dla ludzi. Żeby nie być gołosłowną dodam, że okresy robienia mieszanek "suszona włoszczyzna, kurkuma, sól i pieprz" również mam za sobą, zresztą polecam, bo to dobra metoda (znaczy się wyrób domowej vegety jest dobrą metodą, mnie niestety padł młynek i jeszcze nie kupiłam nowego).
Co do E- nie każde "E" jest syfem, kiłą i chemiczną mogiłą. Kryją się za nimi również kurkumina, ryboflawina, chlorofil, karoteny, agar, guma arabska czy karagen, a więc zupełnie niewinne środki.
Co do musli: nie jadam, ale jesli jadam to własne.
Soki pijam w dużej ilości, wyłącznie niedosładzane, całkiem sporo ich jest. Zjawiska kupowania dzieciom Jupików, HoppOranżad i Kubusiów do dziś nie udało mi się pojąć.
Jemy żywność przygotowywaną w domu, rzadko korzystam z gotowców.
Żeby nie było za słodko: jestem nałogowcem coli liht i pijam jej dziennie ok. 2 l

kerala

Odpowiedz
AgaFe 2010-08-06 o godz. 14:20
0

Ostatnio zatrzymałam się na dłużej przy ogórkach konserwowych i ku mojemu zdziwieniu - w większości był dodatek aspartamu etc.
Podobnie było z sokami w kartonikach.
Może prościej i zdrowiej byłoby nie słodzić takich produktów w ogóle

Odpowiedz
Gość 2010-08-04 o godz. 07:54
0

Nie kupuję gotowej żywności np pierogów, zupek chińskich, zup w proszku.
Absolutnie unikam napojów w butelkach z plastiku za 0.99 ;)
Wyznaję zasadę, że im mniej reklamowany produkt i mniej znany ogółowi tym bardziej trzeba się nim zaintersować bo najprawdopodobniej będzie zdrowszy.
Większość potraw przygotowuję z warzyw i ryb. Jemy mało mięsa i wędlin.
Jak każdemu zdarza mi się popełniać grzechy ale są to sporadyczne sytuacje ;)

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 15:27
0

Skrzacik napisał(a):Ma 322 na 100 g. :)
:o To bransticsy mają 280 :o Chyba sobie kupię...

... chociaż przy mojej kompulsywnej naturze wrąbię pudełko na sucho :| ;) może lepiej nie...

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 15:23
0

Ma 322 na 100 g. :)

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 15:07
0

Skrzaciku - ile to Twoje musli ma kalorii na 100g?

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 13:36
0

Nabla napisał(a):Skrzacik napisał(a):
Nie wypowiem się co do mięs i nabiału, bo u nas jest głównie dieta wegańska, ale na pewno trzeba niestety patrzeć na ceny. Im droższe, tym lepsze.
A tu uważam, że nie masz racji. Bo jogurt z okręgowej spółdzielni mleczarskiej w Pciumiu nad Potoczkiem będzie zdecydowanie lepszy (a tańszy) niż jogurt Danone i podobne kolorowo-reklamowane rzeczy. W przypadku nabiału często (poza dojrzewającymi serami) im tańszy tym lepszy - wszak tak na prawdę twaróg jest odpadem produkcyjnym po odtłuszczaniu mleka przy robieniu masła, więc ten najtańszy będzie najchudszy i pewnie najmniej przetworzony i najkrócej transportowany.
A to, to na pewno. Myślałam akurat o wędlinach.

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 13:13
0

Skrzacik napisał(a):
Nie wypowiem się co do mięs i nabiału, bo u nas jest głównie dieta wegańska, ale na pewno trzeba niestety patrzeć na ceny. Im droższe, tym lepsze.
A tu uważam, że nie masz racji. Bo jogurt z okręgowej spółdzielni mleczarskiej w Pciumiu nad Potoczkiem będzie zdecydowanie lepszy (a tańszy) niż jogurt Danone i podobne kolorowo-reklamowane rzeczy. W przypadku nabiału często (poza dojrzewającymi serami) im tańszy tym lepszy - wszak tak na prawdę twaróg jest odpadem produkcyjnym po odtłuszczaniu mleka przy robieniu masła, więc ten najtańszy będzie najchudszy i pewnie najmniej przetworzony i najkrócej transportowany.

Ogólnie polecam produkty wyglądające mało "wyjściowo". W marketach można kupić wyroby jakiejś czeskiej firmy, nie pamiętam nazwy, popakowane w szare papierowe woreczki - mąkę orkiszową, różne kasze, fasole. Poza tym wszystkie produkty z krótkim terminem ważności, czyli raczej ser na wagę niż zapakowany hermetycznie.

Jeśli chodzi o mięso to warto pamiętać, że indyki nie przyjmują antybiotyków, więc jak jest wybór między kurczakiem a indykiem to lepiej kupić indyka (pasze oczywiście oba miały paskudne, fermy itp, ale zawsze coś). Przy kupowaniu ryb trzeba się trzymać prostej zasady - albo lokalne albo mrożone.

Warzywa i owoce kupować wtedy, gdy jest na nie sezon. Całkiem to fajnie urozmaica dietę a kupuje się najtaniej i świeże, dobre produkty (czyli szparagi wcinamy w maju, koper włoski w kwietniu, pomarańcze w styczniu, ananasy w czerwcu itp). Jak jest do wyboru warzywo konserwowe lub mrożone - lepiej wybrać mrożone. Jak konserwowe - to najlepiej tylko z solą (ryby z puszki też lepiej w wodzie niż w oleju). Tuńczyk z puszki tylko w kawałkach, ten najtańszy w drobnych szczątkach to niestety, śmieci.

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 11:08
0

Chodzi o skład i jego długość (głównie).
Jeśli widzisz puszkę z kukurydzą, w której skład ciągnie się przez 20 linijek, to nie radzę kupować ;)
Żeby się zywić zdrowo, to wiele rzeczy trzeba robić samemu od podstaw.
Np. musli - nie da się łatwo kupić musli bez cukru (chyba, że nieco droższe), ja kupuję takie (albo właśnie robię sama).


W ogóle produkty dystrybuowane przez firmę BIOFAN są dobre.
http://www.biofan.com.pl/index.html

Staraj się nie kupować fixów i innych mieszanek przypraw, bo niemal w 100% zawierają glutaminian sodu. Podobnie jest z kostkami rosołowymi - ale można kupić takie z solą morską, tyle, że słabo jest z mięsnymi, głównie warzywne można dostać (a i to w sklepach ze zdrową żywnością).
Dżemy warto kupować słodzone fruktozą lub sokiem z winogron, ewentualnie cukrem trzcinowym.
Sól kupować nieoczyszczoną (morską gruboziarnistą lub kamienną).

Nie wypowiem się co do mięs i nabiału, bo u nas jest głównie dieta wegańska, ale na pewno trzeba niestety patrzeć na ceny. Im droższe, tym lepsze. Szynka poniżej ok. 40 pln za kg jest na pewno naszpikowana chemią/wodą/solą po brzegi.

Odpowiedz
Gufeer 2010-06-15 o godz. 10:55
0

Szeroko pojęte WSZYSTKO to co akurat przyjdzie Wam do głowy - no może żeby zmniejszyć krąg poszukiwań to takie artykuły które można nabyć w zwykłym sklepie a nie specjalistycznym ze zdrowa zywoscia.

Odpowiedz
Gość 2010-06-15 o godz. 10:51
0

Eeeee, ale o jaki typ produktu Ci chodzi? ;)

Odpowiedz
Gufeer 2010-06-14 o godz. 22:00
0

Powiedzcie mi co jest warte uwagi i zakupu- oczywiście pytam o produkty dostępne w polskich sklepach. Chodzi dokładnie o markę, nazwę produktu. Nie wiem co wypisuje się na etykietach i mało wiem o zdrowej żywności.

Odpowiedz
kasiacleo 2010-06-14 o godz. 13:21
0

Ja jeżdże raz w miesiądcu na duże zakupy to hipermarketów, nie czytam ulotek, chociaz wiem co producenci potrafią dodać do środka, używam sprawdzonych marek produktóe, jem gotową pizze raz na jakiś czas

Nabla jest z Tobą wszystko ok chciałabym tak jak Ty robić zakupy takie, które by mi nie szkodziły, ale z mojego wygodnictwa co do niektórych rzeczy i przyzwyczajeń kulinarnych kupuje i pewnie będe kupować tak jak teraz :):):)

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 10:56
0

Corgi napisał(a):Nabla napisał(a):No nic, kończę moją poranną szklankę mięty, pakuję naleśniki ze szpinakiem (mleko 0%, usmażone na teflonie bez tłuszczu) i idę do pracy :|
Gdzieś obiło mi się o uszy, że teflon jest szkodliwy i się już od niego odchodzi ... ;)
Dlatego nie jem teflonu ;)

Odpowiedz
Haiku 2010-06-14 o godz. 10:40
0

a już nie chce myśleć jak niezdrowe były te oranżadki z woreczków które się piło litrami w dzieciństwie ;)

Odpowiedz
Haiku 2010-06-14 o godz. 10:38
0

nie czytam etykietek jak szalona, ale staram się wybrać najlepszy możliwy produkt...
nie mam żadnych problemów z sylwetką 8) ale nie odmawiam sobie pizzy (z telepizzy uwielbiam) czy innych podobnych przyjemności :D

i nic mnie bardziej nie uczula niż pomidory "z działki" (gdzie rodzice w ogóle nie stosują nawozów)

mozemy się pocieszać że zdrowo się odżywiamy, ale nawet warzywa "z działki" rosną w zanieczyszczonej glebie, zanieczyszczonym powietrzu...a produkty tzw. "light" zeby były light muszą być przetworzone bardziej niż te nie-light...

co nie znaczy że nie warto starać się troche uzdrowić to nasze odżywanie

:)

Odpowiedz
Tate 2010-06-14 o godz. 09:01
0

Etykietki czytam, a jakże!
Co nie znaczy, że zawsze odrzucam wszystkie wysoce przetworzone produkty.
Aby zachować zdrowie psychiczne i płynność finansową, kupując rzeczy, które rzadziej jem ( raz na 1-2 tyg.)np: kukurydzę, muesli,jogurty owocowe biorę to, na co mam akurat ochotę.
Oczywiście zdarza mi się też podeprzeć kulinarnie gotowym sosem ze słoiczka, kostką bulionową itp, ba nawet coś z fast foodu zjeść. Ale jest to tak rzadko, że wyrzutow sumienia nie mam :)

Zwracam za to uwagę na chleb - zawsze z jednej i tej samej zaufanej piekarni, mięso też najcześciej sama przygotowuję zamiast strasznych wędlin ze sklepu. Podobnie z dżemami - sama robię, lub rzeczywiście kupuję słodzone fruktozą.
Soków owocowych na codzień nie lubię, wiec nie mam problemu.

Myślę, że najważniejsza jest świadomość ile i jakich świńst jest dodawanych do żywności. Według mnie porażająca większość klientów nawet się tym nie interesuje! Stąd taka popularność żywności mającej najniższą jakość.
Do tego oczywiście kwestia finansowa i już mamy społeczeństwo otyłe, z miażdzycą, nadciśnieniem itp

Odpowiedz
Corgi 2010-06-14 o godz. 08:59
0

Nabla napisał(a):No nic, kończę moją poranną szklankę mięty, pakuję naleśniki ze szpinakiem (mleko 0%, usmażone na teflonie bez tłuszczu) i idę do pracy :|
Gdzieś obiło mi się o uszy, że teflon jest szkodliwy i się już od niego odchodzi ... ;)

Odpowiedz
kula 2010-06-14 o godz. 08:45
0

Hehehe, ciesze sie, ze to moje wrazenie bylo tylko i wylacznie mylne.
Mnie nie przeraza ilosc produktow niezdorwych w sklepach...
Raczej to, jak reaguja na nie dzieci, takze moj siostrzeniec. Dzieciaki generalnie sa przytlaczane iloscia reklam... ale bardziej niz to, denerwuja mnie zwykle oszustwa, podszywanie sie pod zdrowa zywnosc. Co mam na mysli?
Akcje Mc'Donalds czyli zielone jablko tworzy zestaw fast foodow wyjatkowo wartosciowym posilkiem. Ciekawe czy ktos sie daje na to nabrac...

Jesli chodzi o to, dlaczego takie produkty nas zalewaja... Ludzie wybieraja zazwyczaj wariant bardziej ekonomiczny, tak naprawde wydaje im sie, ze cos zyskuja... Pieniadze, ilosc jedzenia...
Jesli dodac do tego rzeczywisty brak wiedzy o elementarnych zasadach zywienia to wychodzi mala katastrofa w postaci chorob cywilizacyjnych.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 08:39
0

kula napisał(a):Skrzaciku drogi wcale nie pisalam, ze nie musi sprawiac radosci zdrowe zywienie ;)
Sama miewam wiele produktow prosto ze sklepu ze zdrowa zywnoscia.
Ocet jablkowy metny, wszelkie otreby....

Ale Nabla w pewnym momencie pisala tak, jakby nie do konca sprawialo jej radosc to zdrowe zywienie.
Jesli odnioslam mylne wrazenie przepraszam.
Nie, to nie tak, że mi nie sprawia radości, bo ja uwielbiam gotować a nie ma nic pyszniejszego niż domowy posiłek ze świeżych produktów. I jeszcze jak się uda zrobić cudo o małej ilości kalorii...

Ja kocham jeść i gotować. Uwielbiam słodycze, ale ze względu na kilogramy i zdrowie, nie jem ich - jedynie domowe wypieki od święta, no i w przypadku imprez. Owoce traktuję podobnie jak większość ludzi słodycze, poza fazami na arbuza i jabłka, w zasadzie jadam je raz na kilka dni, bo mimo wszystko są bardzo słodkie a minerałów i witamin mi nie brak, jem dużo warzyw. Raz na jakiś czas mam ochotę na wstrętnego fastfooda i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia (np. popcorn w kinie albo lody).

Frustracji nie odczuwam, bo żywienie, gotowanie, wybieranie produktów to dla mnie rodzaj hobby i sprawia mi radochę jak mi się udaje żyć zgodnie z własnymi założeniami. Chodzi mi o coś innego - powszechnie uważa się, że takie żywienie jest korzystne dla zdrowia, prawidłowe - a ja nie widzę tych efektów. Chociaż, może jakbym jadła junkfood to by było zdecydowanie gorzej?

Poza tym skoro tak się poleca "zdrową żywność" to czemu sklepy zawalone są niezdrową? Ja mam już tak głęboko wdrukowane czego nie należy jeść, że na widok paluszków rybnych do odsmażania we frytkownicy lekko mnie telepie.

Odpowiedz
kula 2010-06-14 o godz. 08:12
0

Skrzaciku drogi wcale nie pisalam, ze nie musi sprawiac radosci zdrowe zywienie ;)
Sama miewam wiele produktow prosto ze sklepu ze zdrowa zywnoscia.
Ocet jablkowy metny, wszelkie otreby....

Ale Nabla w pewnym momencie pisala tak, jakby nie do konca sprawialo jej radosc to zdrowe zywienie.
Jesli odnioslam mylne wrazenie przepraszam.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 08:09
0

A kto powiedział, ze zdrowe żywienie musi być synonimem niesmacznego jedzenia, które nie sprawia radości?

Ja czasami pozwalam sobie na odstępstwa w postaci dużej tabliczki czekolady na raz itp., ale mąż z racji zdrowotnych nie może i nie jest bardzo nieszczęśliwy z tego powodu. Zdrowo u nas znaczy smacznie. I na pewno dużo bardziej rozmaicie niż w tradycyjnej kuchni.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 08:04
0

a, żeby nie było - niezdrowe paskudztwa też jadam, pewnie. z przyjemnością dużą :D.

natomiast staram się - w różnych dziedzinach, nie tylko kulinarnej - nie szkodzić w dziedzinach, gdzie nie ma (zbyt wielkich) innych różnic.

jeśli sok niesłodzony jest równie smaczny co słodzony, na przykład... (to też jest dużo droższy zazwyczaj i pozostaje dylemat, no ale cóż ;)...).

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 08:03
0

magdage napisał(a):hmmm ja generalnie żyję mnamsami, colą i frytkami ale....

No wlasnie a ja raz kolezance przywiozlam pol kilogramowa paczke i musialam sama zjesc ;)

Nie kupuje gotowych pizz, zapiekanek i podobnych wynalazkow.
Przyznaje ze od czasu do czasu jem platki kukurydziane, baa nawet czasem te slodzone :)
Sokow juz raczej nie pije, sporadycznie, choc kiedys to szlo tego duzo u nas.
W etykiety sie raczej nie wczytuje, chyba ze mam cos porownac i wybrac miedzy dwoma produktami, ale jesli mam ochote na pseudo owocowy jogurt to i tak go kupie i tak i nie straszne mi konserwanty, bo mam taka ochote :)
Czyli wszystko raczej w granicach rozsadku, ale nie katuje sie ani dietami ani nie trace czasu na wyszukiwanie super zdrowych rzeczy. Mam nadzieje ze kiedys mi sie to zmieni ...

Odpowiedz
Kinia Jones 2010-06-14 o godz. 08:03
0

Nabla napisał(a):Więc po co to wszystko? Może lepiej odpuścić, zacząć na lunch brać chipsy a nie sałatkę, pić oranżadę zamiast zielonej herbaty, napchać się M&Msami?
a skąd Ty wiesz jak ja się odżywiam??
Ja wiem, że odżywiam się bardzo niezdrowo (głównie lody i słodycze) i wiem, że kiedyś to mi wyjdzie bokiem, ale jakoś nie potrafię się przestawić na choć trochę zdrowsze odżywianie. Zawsze sobie obiecuję, że już od poniedziałku zacznę bardziej o siebie dbać i to moje dbanie wygląda tak, że zaczęłam łykać jakiś preparat witaminowy

Odpowiedz
kula 2010-06-14 o godz. 08:00
0

Jestem raczej wyznawczynia hasła, iz jedzenie powinno sprawiac nam przyjemnosc...
Cieszyc zmysly. Mysle, ze tego nie da sie osiagnac poprzez ciagla kontrole...
Wlasciwie takie zachwoanie zahacza juz o ortoreksje.

Jednak rozumiem, ze jest konieczna pewna dbalosc o posilki i wybierane produkty. Sama czestokroc czytam etykietki (tylko czy wiara w to co jest tam napisane jest tak zupelnie sluszna?), przebieram w produktach, jadam mase owocow i warzyw... Zdarzaja sie jednak chwile, kiedy zdecyduje sie zjesc cos bardzo niezdrowego. Nie miewamjuz wyrzutow sumienia, a te zdarzaly sie kiedys bardzo czesto. Mialam problemy z jedzeniem w ogole...
;)

PRawda jest taka, ze nie unikniemy niezdrowych elementow...
Jednak popadanie w skrajnosc?

Czytajac Twoj post Nabla mialam wrazenie, ze odczuwasz frustracje z tego powodu, ze zdrowe zywienie nie pozwolilo Ci na osiagniecie celu (moze wiec problem tkwi w innym miejscu? moze to np tarczyca), nie sprawia Ci przyjemnosci... Generalnie jest polem, z ktorego mozna uczynic calkiem dobra i satysfakcjonujaca czesc zycia... Zamiast wywolywania zbednych zmartwien...

PS Nie wiem, jak wyglada prawidlowe zywienie, nie mam pojecia co to znaczy... Bo to jedno z tych wielu bardzo subiektywnych terminow.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 07:54
0

Etykietki czytam nałogowo i przez to mało która rzecz z gotowej żywności jest przeze mnie kupowana.
Musli robię sama (bo cukier i tysiące innych syfów), z nabiału kupuję mleko i masło, z puszkowych rzeczy wyłącznie pomidory w puszce (ale takie, gdzie jest najmniej konserwantów) i mleko kokosowe.
Od czasu kiedy mój mąż jest na wegetariańskiej, niskobiałkowej, bezcukrowej diecie kupuję głównie warzywa na bazarze i węglowodany (ryże, kasze, makarony) w pobliskim sklepie.
Soki robimy zazwyczaj sami (jeśli mamy dużą ochotę), zazwyczaj pijemy niskominearalizowaną wodę.
Przyprawy kupuję w sklepach ze zdrową żywnością, bądź orientalnych. Nie ma w nich glutaminianu sodu.

W dużych sklepach kupuję wyłącznie proszki do prania itp.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 07:39
0

Ja doznałam "szoku cukrowego" kiedy pierwszy raz byłam na South Beach. Było mi koszmarnie trudno znaleźć produkty nie ulepszane cukrem lub innymi mączkami chleba świętojańskiego. To ostatnie odkryłam nawet w ulubionej śmietanie mojej mamy (bodajże Piątnica), chociaż dotąd byłam przekonana, że śmietana to jest jednoskładnikowy produkt.
Chętnie poczytam o Waszych odkryciach i sprawdzonych produktach.

Od siebie mogę polecić warzywa w puszkach Pudliszki - są w większości bez cukru.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 07:33
0

Kinia Jones napisał(a):Nabla napisał(a):Czy ja mam coś z głową...?
Nie masz, za to ja chyba mam, bo nigdy nie zwracam uwagi na skład i kalorie Jedyne co sprawdzam to datę przydatności do spożycia, na tym punkcie jestem przewrażliwiona.
Oooo, mam to samo. Szczupłą raczej nie mogę się nazwać, za to jestem szczęśliwa w jedzeniu. :D
Mało patrzę na etykiety, staram się po prostu wybierać konkretne marki, sprawdzone (co do których wiem, że się nie otruję), no i produkty "naturalne" tak intuicyjnie.
ALE ta naturalność działa w obie strony, tzn. odrzucam nie tylko produkty mocno barwione, dosładzane itp., lecz również te odtłuszczone, sztucznie pozbawione cukru, mające "light" w nazwie. Nikt mnie nie przekona, że są 1. pełnowartościowe 2. naprawdę "lekkie" (oczywiście są pewne wyjątki, ale nie mnie ich szukać).

I taki OT - NIGDY nie kupiłabym w sklepie wielkopowierzchniowym/"masowym":
- mięsa
- pieczywa
- miodu

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 07:23
0

Kinia Jones napisał(a):Nabla napisał(a):Czy ja mam coś z głową...?
Nie masz, za to ja chyba mam, bo nigdy nie zwracam uwagi na skład i kalorie Jedyne co sprawdzam to datę przydatności do spożycia, na tym punkcie jestem przewrażliwiona.
No tak, ale ja czytam każdą (KAŻDĄ!) etykietkę przed włożeniem produktu do koszyka (przy produktach kupowanych regularnie raz na jakiś czas, czy czegoś nie zmienili). Nie smażę niczego, nie mam w domu innego tłuszczu niż oliwa z oliwek a butelka starcza mi na 4 miesiące na 2 osoby. Nie mam wegety, prawie żadnych półproduktów, jak znajomi poprosili o cukier do kawy to aż mnie zatkało: "Cukier?Aa.... cukier, ludzie słodzą, chyba gdzieś miałam cukierniczkę".

I co? Jestem od tego szczupła, piękna i zdrowa? Nie, i tak mam nadwagę (bo zdrowej żywności też można za dużo jeść), masę problemów ze zdrowiem (w tym choroby układu pokarmowego i cywilizacyjne, które bardzo od odżywiania zależą), kłopoty z cerą...

Więc po co to wszystko? Może lepiej odpuścić, zacząć na lunch brać chipsy a nie sałatkę, pić oranżadę zamiast zielonej herbaty, napchać się M&Msami?

No nic, kończę moją poranną szklankę mięty, pakuję naleśniki ze szpinakiem (mleko 0%, usmażone na teflonie bez tłuszczu) i idę do pracy :|

Odpowiedz
Kinia Jones 2010-06-14 o godz. 05:50
0

Nabla napisał(a):Czy ja mam coś z głową...?
Nie masz, za to ja chyba mam, bo nigdy nie zwracam uwagi na skład i kalorie Jedyne co sprawdzam to datę przydatności do spożycia, na tym punkcie jestem przewrażliwiona.

Odpowiedz
Gość 2010-06-14 o godz. 05:03
0

Po tym jak mi tylek urosl i poczytalam troche o wlasciwym odzywianiu, to zaczelam czytac, co jest podane na opakowaniu .Szlag mnie trafia do ilu produktow dodaje sie cukier, Ecostam i inne niepotrzebne swinstwa. Przedtem po prostu bralam z polki, jak lecialo.

Odpowiedz
magdage 2010-06-13 o godz. 21:40
0

hmmm ja generalnie żyję mnamsami, colą i frytkami ale....
mięso tylko w sprawdzonym miejscu
warzywa i owoce też
reszta może byc z marketu

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:33
0

kometa napisał(a):Ola corn flakesy lubi, ostatnio wyjada tez moje otreby z jablkami (takie gotowe), ale nie wiem czy sa slodzone akurat :) Uwielbia tez dmuchana pszenice i ryz (to podchodzi pod zdrowe czy niezdrowe?)

Nabla jestem przerazona tym co piszesz o platkach kukurydzianych :o Myslalam, ze to samo zdrowie
Samo zdrowie to rzodkiewka z ogórka od prababci w Bieszczadach a nie coś, co zostało wyprodukowane w ogromnej fabryce, zapakowane w karton, folię, i postawione na półce w markecie na 3 lata. A, i oczywiście z obowiązkowym dodatkiem żelaza.

Nie ma co dramatyzować, bo kwestia tego, czy coś szkodzi czy nie to w większości kwestia ilości a nie rodzaju tego, co jemy. Zwykłe płatki kukurydziane poza tym to zdecydowanie lepszy pomysł niż jakieś polane pseudo-miodem, czekoladą itp.

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:18
0

Ola corn flakesy lubi, ostatnio wyjada tez moje otreby z jablkami (takie gotowe), ale nie wiem czy sa slodzone akurat :) Uwielbia tez dmuchana pszenice i ryz (to podchodzi pod zdrowe czy niezdrowe?)

Nabla jestem przerazona tym co piszesz o platkach kukurydzianych :o Myslalam, ze to samo zdrowie

Odpowiedz
m. 2010-06-13 o godz. 21:17
0

Ja odkąd jestem na diecie, a raczej 'sposobie żywienia' też zwracam uwagę na to co jem. W sklepach raczej nie chodzę godzinami pomiędzy półkami, czytając składy, tylko wybieram to co znam i jest sprawdzone. Poza tym pewnych rzeczy nie kupuję w marketach. Owoce, warzywa, mięsa i wędliny zdecydowanie wolę kupić w bardziej 'sprawdzonych' miejscach.

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:12
0

kometa napisał(a):ktore soki sa nieslodzone
Niektóre Tymbarki i Hortexy jednoskładnikowe.

Co do zwykłych corn-flakes nie wiem - akurat nie przepadam. Ale muszę sprawdzić - a nuż Młoda polubi, jakby co (dla niej na razie kupuję niesłodzone pszenne z różnymi dodatkami w zdrowej żywności).

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:11
0

kometa napisał(a):A zwykle "corn flakes" tez sa slodzone??
Nie są słodzone cukrem, ale składają się w zasadzie z samych węglowodanów, produkuje się je z odpadów, są wysokoprzetworzone i mają dużo kalorii - dla mnie nie do przyjęcia. Z płatków do mleka kupuje tylko tzw. bransticks albo branflakes, ale też są, kurcze, trochę słodzone :| No i owsiane (ale tu nie ma :( )

Odpowiedz
Akna74 2010-06-13 o godz. 21:11
0

Ja tez staram sie kupowac to co ma mniej E costam costam... Przewaznie czytam etykiety a ostatnio ze wzgledu na to ze młody je coraz wiecej "dorosłych"dan staram sie kupowac "zdrowsza zywnosc" np sery bez konserwantów...
Ale i tak dochodze do wniosku ze jest coraz gorzej bo staramy sie nie kupowac gotowców (zupek w proszku itp) kupowac swieze warzywa i owoce a młodego tak wysypuje np. po truskawkach i malinach - czy naprawde wszystko musi byc wrecz "oblane" chemią?? czy marchewka bez chemii musi byc tylko w ekologicznym??? normalnie trzeba własny ogródek miec... eh..

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:07
0

Shiad a ktore soki sa nieslodzone?? Moze wypisujcie tutaj swoje "odkrycia"? :) A zwykle "corn flakes" tez sa slodzone??

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:04
0

Troche tak, troche inaczej.

Czytam sporo, ale czasem macham reka na wnioski... nie macham w przyplywach dobroci dla swojego zdrowia no i obligatoryjnie jesli czegos wieksze ilosci / mniejsze ale regularnie ma jesc Mloda.

Kombinuje jak kon pod gore, zeby znalezc wlasnie np nieslodzone soki (tzn no dobra, kilka rodzajow jest... ale dlaczego slodzonych kilkaset?)... o nieslodzonych platkach sniadaniowych zapomnij, chyba, ze w sklepach specjalistycznych w dzikich cenach...

Ale nie powiem - gotowcami tez sie ratuje ile wlezie. A do niektorych mniej przetworzonych wynalazkow musze powoli przekonywac ;)

Odpowiedz
Gość 2010-06-13 o godz. 21:03
0

Nabla napisał(a):Czy ja mam coś z głową...?
Nie, nie masz ;) Bardzo ubolewam, ze nie zawsze mam czas postudiowac doglebnie etykiety, ale staram sie kupowac zywnosc zdrowa, malo przetworzona, rowniez ze wzgledu na Ole. Staram sie jesc brazowy ryz, duzo roznych kasz, maki uzywam na tyle malo, ze nie zawracam sobie glowy lataniem za razowa. Slodze tylko kawe i to cukrem brazowym. Z plynow preferujemy w domu wode, swiadomie pijemy malo sokow, wiec problem nadmiaru cukru odpada. Wolimy swieze owoce. Od czasu ciazy praktycznie nie uzywam Vegety, kostek rosolowych, zupek z proszku, ostatnio jedynie skusilam sie na kisiel pt. "Slodka chwila". Jogurtow tez malo jemy, ja nie moge za bardzo, maz jakos zapomina, z nabialu to raczej tylko ser zolty, albo jakis serek na chleb, ale tez raczej malo przetworzony (no i maz czasem mleko pije). Jedynie co to "grzesze" mrozonkami "zupowymi" bo nie chce mi sie kupowac i obierac swiezych jarzyn No i wedlinami roznymi, ale to juz nie moge sie oprzec ;) A parowki tez lubie ;)

Odpowiedz
Alma_ 2010-06-13 o godz. 20:59
0

Nabla, w pełni Cię rozumiem i popieram.
Gotuję mało, jem dość mało różnorodnie, kupuję w sklepach ze zdrową żywnością / supermarketach "z górenj półki" / na rynku.
Lubię produkty nieprzetworzone i jednolite, jem bez dodatków, bo tak lubię - samą bruskelkę, sam ser, sam stek. Bez dodatków. Wkurza mnie, że dodatki są "w cenie" i nie do odmówienia

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie