Styl.fm - Magazyn o modzie i urodzie

Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Czas wolny
  • iskra81 2009-11-07 o godz. 19:23, odsłony: 2261 0

    Sama nie wiem jak to nazwac - problem to czy nie problem

    Otoz chodzi o rodzine mojego PM'a

    mieszkaja na wsi i nie wiedzac z jakiego powodu czuje sie przez nich jakby wystawiona na probe. Sa takie momenty w trakcie rozmowy, w ktorych wyczuwam, ze chcieliby ode mnie deklaracji ze bede im pomagac w pracach polowych - niby sa to zarty a jednak cos w tym jest. I pewnie nie zwrocilabym na to wogole uwagi gdyby nie to, ze czuje sie tak jakby przymuszona do tej pomocy.

    a ja czegos takiego nie cierpie..ze ktos mi kaze cos robic..zmusza w bardzo dyplomatyczny sposob dajac do zrozumienia ze "dziewczyna z miasta jestem"...

    jasne, ze nigdy nie pracowalam w polu i o wielu pracach nie mam pojecia, nigdy nie mialam grabi w rece itd. i z czasem czlowiek by sie pewnie nauczyl...

    i nie moga zrozumiec, ze jak juz kilka lat temu im mowilam..ze ja poprostu nie przepadam, nie lubie i nie ciesza mnie wszelkie prace ogrodowo-polowo-ziemiste. no zabijcie mnie ale nie lubie i juz.

    Oczywiscie nie ma to nic wspolnego z checia pomocy. chetnie bym pomogla i to od razu gdyby trzeba bylo - ale mam wrazenie, ze oni jakby tego oczekiwali wiecac ze juz niedlugo wejde do ich rodziny...

    ale ja tak nie che..

    pwoiedzcie mi czy to, ze wejde do ich rodziny od razu jestem zobligowana do uczestniczenia nawet do tego czego nie lubie...

    mialyscie keidys taki dziwny problem...

    (wogole jak to pisze to samej mi sie chce smiac, ze cos takiego pisze ale siedzi mi to w glowie i po prostu denerwuje )

    Odpowiedzi (12) Kategoria: Czas wolny Ostatnia odpowiedź: 2009-11-10, 10:41:29 Tagi: , ,

Odpowiedz
Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Wybrana odpowiedź

Najwyżej ocenione odpowiedzi

Odpowiedzi

Gość 2009-11-07 o godz. 20:23 0

Hmm, jestem całkiem miastowa i mój mąż też, więc sytuacja jak dla mnie jest lekko dziwna. Ale nie - nie uważam, abyś miała obowiązek pomagać przy pracach polowych :o Chociaż więcej zależy od układów - gdzie będziecie mieszkać, czy rodzice Twojego przyszłego męża będą Was utrzymywać itd. (w tych przypadkach mogą oczekiwać jakiejś formy rekompensaty).

Gość 2009-11-07 o godz. 20:56 0

iskra81 napisał(a):pwoiedzcie mi czy to, ze wejde do ich rodziny od razu jestem zobligowana do uczestniczenia nawet do tego czego nie lubie...
Zdaniem części mieszkańców wsi - jak najbardziej tak :o

Żona to jest część gospodarskiego inwentarza - i przede wszystkim ma być "robotna"
Przy okazji jeszcze dzieci rodzic i obiady gotować ;)

Znam to ze wsi moich dziadków :|

Prawda jest taka, że jesli do ziemi Cię nie ciagnie - to po prostu sie w to nie baw,
i zostań sobie "tą miastową", co to w weekend w odwiedziny przyjedzie,
ale przy wykopkach nie ma na nia co liczyć...
Inaczej zostaniesz i tak "ta miastową" - tylko że będziesz sie musiała dodatkowo narobić

Sytuacja wygladać będzie zupełnie inaczej jesli planujecie wspólne zamieszkanie "na gospodarce"
i np. nie bedziesz zawodowo pracować - bo wtedy rzeczywiscie trudno grać "pania z miasta", tylko trzeba wziać graczkę do ręki...

iskra81 2009-11-07 o godz. 21:16 0

Anirrak napisał(a):iskra81 napisał(a):pwoiedzcie mi czy to, ze wejde do ich rodziny od razu jestem zobligowana do uczestniczenia nawet do tego czego nie lubie...
Zdaniem części mieszkańców wsi - jak najbardziej tak :o


i to jest najgorsze!!! jak mnie to wkurza to szok!!!

nie bedziemy z tesciami mieszkac, i nie beda nas utrzymywac - na szczescie obydwoje pracujemy i odpukac jest dobrze w tej kwesti.
Bo jak tak o tym mysle to wygalda ze i tak i tak bedzie zle...otoz:

i nie chce sie tam budowac mimo ze PM w daaaaalszej przyszlosci tak - ale to mysle ze jest kwestia dogadania sie w tym

1. wersja POMAGAM BO BARDZIEJ MUSZE NIZ CHCE i tak bede na jezykch tamtejszych ludzi i pod obstrzalem i nie am sie co dziwic, ze niejednkrotnie usmeiszkow no bo jak to mozliwe ze ktos nie umie czegos tam robic na polu!!

2. wersja - NIE POMAAGM BO NIE LUBIE - "oooo miastowa sie znalazla i nie chce pomoagac"...wrrrrr jak juz o tym mysle to mnie skreca...

najlepsze w tym wszystkim jest to, ze z tesciami mieszka rodzenstwo PM'a wiec sa rece do pracy....co innego gdyby ich nie bylo. jasna sprawa ze PM wciaz bedzie rodzicom pomagac i niech tak zostanie...ale po co mnie na sile wciagac w cos czego po prostu nie lubie, nie znam sie na tym i nie chce byc na jezykach innych... :( :)

Gość 2009-11-07 o godz. 21:20 0

iskra81 napisał(a):1. wersja POMAGAM BO BARDZIEJ MUSZE NIZ CHCE i tak bede na jezykch tamtejszych ludzi i pod obstrzalem i nie am sie co dziwic, ze niejednkrotnie usmeiszkow no bo jak to mozliwe ze ktos nie umie czegos tam robic na polu!! Twisted Evil

2. wersja - NIE POMAAGM BO NIE LUBIE - "oooo miastowa sie znalazla i nie chce pomoagac"...wrrrrr jak juz o tym mysle to mnie skreca...

No to skoro w obu wersjach będą Ci obrabiać tyłek i zawsze będzie "nie tak",
to po co dodatokowo masz robić coś, czego nie lubisz?

Zostań sobie "miastową" - trochę pogadają, pokrzwyią się, ale przynajmniej nie będziesz babrać się w ziemi...

iskra81 2009-11-07 o godz. 21:48 0

co racja to racja

ale mi to siedzi na wątrobie...i dałam sobie upust na forum lol
przynajmniej wiem, że moje myślenie w tej kwestii nie jest dziwne.

Gość 2009-11-07 o godz. 22:22 0

Ja jestem zdania, że nie masz obowiązku pomagać.

Ale z doświadczenia wiem,że nie jest to mile widziane. Np. moi rodzice i
większość rodziny mieszkającej w pobliżu całe dnie spędzają w przyblokowym ogródku, plewią, sadzą, grillują, słowem działka to całe ich życie. Od żony mojego brata oczekiwano, że będzie się włączać w te prace, na co ona zupełnie nie ma ochoty, i niby nikt jejnie zmusza, ale za plecami cała rodzina nazywa ją "paniusią". Ja taką "paniusią" jestem od dawna i o działkę i inne prace w ziemi stoczyłam niejedną wojnę.
Mówię o sytuacji, gdy ktoś nowy wchodzi do zwartej rodziny skupionej wokół jakiegoś celu - to znacznie trudniejsze i wymaga wielkiego taktu i asertywności.

Nie zazdroszczę sytuacji, bo mam wrażenie że pewnych rzeczy nie przeskoczysz. :usciski:
Ktoś na pewno bedzie niezadowolony, obyś to nie była Ty -najgorsze to robić cos wbrew sobie

iskra81 2009-11-07 o godz. 22:55 0

gonick napisał(a):Od żony mojego brata oczekiwano, że będzie się włączać w te prace, na co ona zupełnie nie ma ochoty, i niby nikt jejnie zmusza, ale za plecami cała rodzina nazywa ją "paniusią".
otóż to!! i czuje, że tak będzie ... :(

mimo, że tego bardzo nie chce - wiem, że pewnych rzeczy nie przeskoczę ale nie będę się zmuszać...jest mi trochę z tym głupio i sam fakt, że pisze o tym na forum uświadomił mi,że ja JUŻ mam z tym problem - bo nie wiem jak mam wybrnąć z tej sytuacji...

jeszcze żeby mieli wieeelkie pole...a tu praktycznie an własne potrzeby - więc nie wiem po co tyle szumu wokoło tego robią...

moj PM jakby z jednej storny mnie rozumie a z drugiej jakby oczekiwał,że będę pomagać z uśmiechem na ustach...

Gość 2009-11-07 o godz. 23:47 0

Hmmm to chyba zależy od rodziny, mój maż też jest ze wsi. Teściowa ma pole i babcia męża duże gospodarstwo a mimo to w pracach polowych pomagałam może ze dwa razy. Ja nawet chętnie bym to robiła bo sama też połowę dziecinstwa na wsi spędziłam i o takich robotach co nieco wiem ale jakoś nigdy nie było takiej rozmowy ani potrzeby.
My mieszkamy w mieście ( prawie od początku mojej znajomości z mężem było jasne, że to on wyprowadzi się do miasta a nie ja na wieś) i czasem nawet nie byłoby możliwe przyjechanie na wieś w czasie tych robót.
Szczerze mówiac nie wiem co ci do radzić u nas poprostu nie było takiego problemu.
Myslę, ze powinnaś o tym pogadać ze swoim PM-em :D

Gość 2009-11-08 o godz. 20:43 0

Zawsze mozesz im zaproponować ze w czasie gdy będa pracować na polu ty im ugotujesz i podasz obiad i kolację. Potem będziesz miała dziecko i bedziesz sie nim opiekować to dobra wymówka. U mniejest odwrotnie. ja jestem ze wsi mąż z miasta. Ale od kiedy wyszłam za mąz stricte w ziemi nie pracowałam. Najpierw ciaża potem mam odeszłą wiec jak tam jade to jest masa pracy w samym domu. A mój mąż zajmuje sie dzieckiem. Ktos musi jak ja jestem zajeta. Ale słyszłam od sąsiadów stwierdzenie mojego ojca. "co mi po zięciu w krawacie". W tym sensie ze nie bedzie pomagał w gospodarstwie.

Gość 2009-11-08 o godz. 20:55 0

Hmmm moim zdaniem można to traktować jak inne obowiązki, których nie lubisz czy wręcz nie znosisz robić, ale robisz bo musisz.
Pewnie są takie, co?
I pomagać... często by to musialo być?

Najprościej byloby jednak pogadać najpierw z nim a potem z nimi, że:
nie lubisz
nie potrafisz
i zaproponować pomoc w jakiejś innej dziedzinie, którą sprawia Ci więcej przyjemności, np.: gotowanie.

Wtedy sytuacja będzie jasna. :D Powodzenia

Gość 2009-11-09 o godz. 17:39 0

Jesli nie bedziecie z nimi mieszkac , to nie widze zadnego problemu.Moi Tesciowie tez maja gospodarstwo i do głowy by mi nie przyszlo harowac w polu.Na szczę scie mój Maz jest tego samego zdania.My mamy swoja prace i zycie a oni emerytury i nie musza dorabiac na roli.

iskra81 2009-11-10 o godz. 10:41 0

dzięki dziewczyny oza odzew :)

muszę pogadać z PM o tym "problemie" - myslałam nad tym i nie będę sie do niczego zmuszać

TRUDNO - jeśli mają mnie zaakceptować i polubić to taką jaką jestem a nie taką jaką chcieliby żebym była

zobaczymy co życie przyniesie...narazie czeka nas rozmowa.

Odpowiedz
Podobne tematy
Kategorie pytań