Quantcast
  • wazowka odsłony: 2126

    Nasze najważniejsze spotkanie ...

    Dorwałam się na chwilke do kompa,bo Malutka najedzona i słodko śpi i chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z mojego porodu! Urodziłam 28 kwietnia czyli 11 dni temu a zaczęło się tak... Termin porodu miałam na wtorek 25 kwietnia, i jak to często bywał dzień ten minął bez wiekszych rewolucji. Oczywiście juz od tygodnia jeździałm co 2 dni do szpitala na KTG ale ... nic sie nie działo. Umówiłam sie z moim lekrzem prowadzącym na piątek 28 kwietnia do szpitala, miałam przyjść z rzeczami i mieli mnie położyć - zapewne na prowokacje. Ale ... :) moja Istotka była od początku upartym dzieckiem, nie dała pokazać co ma między nózkami, nie wiedzieliśmy jaka płeć noi tak też sie stało,że postanowiła nie czekać do piątku tylko umyslała sobie czwartek... :) A zatem,już w czwartek rano zaraz po wstaniu z łózka "coś" mi pociekło po nogach, ale nie wielka ilość.Zaczynałam przypuszczać ze to moze wody ale nikomu nic nie powiedziałam tylko spokojnie zjadłam lekkie śniadanko i rzuciłam sie w wir pracy,pozałatwiałam wszystkie załegłe sprawy. Po południu gdy mąż siał trawke w naszym ogródku a mnie pociekło znów coś,i już troszke więćej zakomunikowałm mu ze chyba sie zaczyna i zeby kończył :) Ze stoickim spokojem umyliśmy się, spakowałam się i pojechaliśmy do szpitala. Tam zrobili wywiad,zbadali, położyli na porodówce,stwierdzili ze to chyba nie wody mi odeszły ale kazali chwile poleżeć i poczekać. Za ścianką zwijała się z bólu inna kobieta...przy każdym jej jęku myślałąm "co ja tu robie". Boże takiego stresu jak tam nie przeżyłam nigdy,chciałm ucieć,zapaść sie pod ziemnie, nie wiem co tylko byleby nie słuchcać jej stękania! Noi tak tez się stało o 18.05 poczułam chluśnięcie i były to zdecydowanie wody, a po chwili nie regularne,nawet nie bolące bóle. Wtedy dano nam dość przyjemny :) pokoik, z łazienką, z wanną i położna poradziła żebyśmy sie przespali,żebym nabrała sił bo napewno do rana to potrwa!Ale niestety spac się nie dało, bóle zaczynały być nie do wytrzymania,już o 20 bolało bardzo - przynajmniej tak mi się wydawało. Rozwarcie na 1 potem na 2 palce i za nic więcej. Czas leciał bardzo szybko i ciągle 2 palce. Tak gdzieś koło 1 w nocy myślałam, że nie wytrzymam, ból był niesamowity i w zasadzie nie ustepował,skurcze były długie. No to do wanny, troszkę pomogło, ale w trakcie skurczy denerwował mnie nawet szum lejacej sie wody.Wielka podpora był moj ukochany Mąż. Bardzo mi pomógł!Był bardzo dzielny!Ale tez i biedny, błagałam Go, żeby coś zrobił,a on tylko sie na mnie patrzył.Płakałam,że nie dam rady, że nie urodze, że już nie mam siły!Prosiłam o znieczulenie, o cesarke byleby już było po bólu. A bole stawały sie coraz bardziej silniejsze!Podano mi nospe żeby się ruszyło, ale i to nie dało wiekszego rezultatu!A mąż chodził od dyżurki do dyzurki i prosił siostry żeby mi pomogły.Dopiero o 5 nad ranem gdy położna zadecydowała ze robimy lewatywe okazało sie ja już rodze! i w te pędy na fotel,natychmiast pojawiło sie 2-ch lekarzy,siotry,pediatra i sama nie wiem kto jeszcze!Już mnie to nie interesowało...kazali przec jak nadejdzie skurcz,pamietam jeszcze ze podali kroplówke ale nie wiem co.Noi tak parłam i parłam i parłam i chyba za 7 skurczem o 6.05 urodziałam zdrowa slicza córeczkę!W trakcie ostatniej fazy mam coprawda chwilowe zaniki pamięci,ale pamietam ,że mąż zbaldł i kazali mu wyjść.Na przecinanie pępowiny sie pojawił :) W tym momencie ból tak jakby odleciał gdzieś daleko,oczywiście łzy wzruszenia...moje i męża i płacz naszej córeńki!Nawet teraz kiedy to pisze kręci mi się łezka w oku, bez chwili zastanowienia przeszłabym to jeszcze raz...Później ostatnia faza i dość nie miłe szycie.Ale to już naprawde pestka! Miałam pewnie komplikacje po porodzie,ponieważ mnie nie wyczyszczono dokładnie ale tego już nie bede opisywać bo nie każdy tak ma a po co denerwowac przyszłe mamy! W każym razie rodziłam równe 12 godzin, bolało nie ma co ukrywać bardzo ale wiecie co... troche mi szkoda ze juz nie jestem w ciąży i że nie bede rodzić....mimo, że zaraz po sie zarzekałam , że nigdy więcej :) Narodziny dziecka są FENOMENEM

    Odpowiedzi (9)
    Ostatnia odpowiedź: 2009-02-26, 21:31:48
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
Aśka 2009-02-26 o godz. 21:31
0

Potwierdzam ze narodziny dziecka to fantastyczna chwila, jest ciezko ale ten ból sie zapomina jak zobaczy sie swoje malenstwo.Ja urodzilam 24 kwietnia 2006,termin mialam na 26 kwietnia,zaczelo sie od naglego odejscia wód,najpierw lało sie ze mnie powoli a póżniej jak juz lezalam w szpitalu podłaczona pod ktg to normalnie ze mnie chlustalo. Zaczeło sie ok 22.00 a urodziłam o 7.55 rano. Było bardzo cieżko,ból straszny,błagałam o znieczulenie lecz powiedziano mi ze w tym szpitalu nie daja znieczulenia,dziecko bylo dosyc duze 3.990g a ja pierwszy raz rodzilam wiec zastanawiano sie juz nad cesarka ale udalo mi sie urodzic naturalnie dzieki 2 lekarzom którzy bardzo mi pomogli.

Odpowiedz
Andzia_82 2009-02-17 o godz. 11:50
0

nie ty jedna bo tu kazda ktura jeszcze nie urodziła tylko otym mysli kiedy ten koniec

Odpowiedz
Kamisia 2009-02-17 o godz. 00:54
0

Wzruszająca opowieść, aczkolwiek chciałabym mieć to już za sobą i z łezką w oku o tym czasie opowiadać...

Odpowiedz
wazowka 2009-01-26 o godz. 19:27
0

ale czas leci, już miesiąc za nami, a mnie sie wydaje jakby to wczoraj było ... chyba troszkę za szybko ten czas leci ...

Odpowiedz
kamak 2009-01-06 o godz. 15:29
0

Czytając to "opowaidanie" tez mi sie łezka zakręciła. Ja też uważam, że narodziny dziecka są najwspanialszym przeżyciem w życiu kobiety. dla mnie był to największy cud! I choć boli, bo nie ma co ukrywać że jest różowo, to jestem przekonana, że każda jest w stani9e wytrzymać to w 100%. Powodzenia wszystkim przyszłym mamom. Trzymam kciuki!!!

Odpowiedz
Reklama
*elvira* 2009-01-05 o godz. 10:49
0

Nie podziękuję,żeby nie zapeszyć ;)

Odpowiedz
ketriken 2009-01-05 o godz. 10:39
0

elvira22 jakkolwiek sie bedziesz czula jadac na porodowke, czy bedziesz spanikowana czy bedziesz spokojna i opanowana, to jak zobaczysz swoje malenstwo to nie bedzie mialo najmniejszego znazenia, powodzenia :D

Odpowiedz
*elvira* 2009-01-02 o godz. 17:50
0

Ale Wam zazdroszczę...
A jak czytałam "opowieść" wazowki to aż mi sie łęzka w oku zakręciła...
Boże...jeszcze tyle przede mną...mam nadzieję,że mi też przejdzie ze stoickim spokojem(jak to nazwałaś) pojechać na porodówke...

Odpowiedz
ketriken 2009-01-02 o godz. 01:06
0

zgadzam sie w 100%, dorzuce jeszcze ze dzien w ktorym urodzilam synka, jest najszczesliwszym dniem wmoim zyciu

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie