Quantcast

"Ja siedzę w domu z dziećmi (nauka zdalna), a mój mąż jeździ do pracy. Najgorsze, że mówi, że nic nie robię"

"Ja siedzę w domu z dziećmi (nauka zdalna), a mój mąż jeździ do pracy. Najgorsze, że mówi, że nic nie robię"

"Ja siedzę w domu z dziećmi (nauka zdalna), a mój mąż jeździ do pracy. Najgorsze, że mówi, że nic nie robię"

Freepik/Zdjęcie autorstwa Bearfotos

Pandemia koronawirusa sprawiła, że społeczeństwo musiało zmienić swój tryb życia i przystosować się do nowej sytuacji. Ze względu na wprowadzenie nauki zdalnej, wiele mam nie mogło pozwolić sobie na pójście do pracy. Zwłaszcza tych, których pociechy są zbyt małe, by zostać samemu w domu. 

Reklama

"Siedzę w domu z dziećmi, a mój mąż jeździ do pracy"

Nowa rzeczywistość wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i z pewnością nie jest łatwa. Przekonała się o tym Ania, która napisała do nas, by podzielić się swoją historią i poprosić o radę. Znalazła się w trudnej sytuacji i nie potrafi sobie z nią poradzić.

Gdy została wprowadzona nauka zdalna uzgodniliśmy z mężem, że zostanę w domu i zajmę się dziećmi. Ala chodzi do trzeciej klasy, a Staś do pierwszej, dlatego potrzebna jest im pomoc w nauce. Co więcej, są zbyt mali, by zostać bez opieki osoby dorosłej. Dobrze nam się wiedzie, ale nie chcieliśmy zatrudniać opiekunki. Doszliśmy więc do porozumienia. Ja siedzę w domu z dziećmi (nauka zdalna), a mój mąż jedzi do pracy.

"Przecież Ty nic nie robisz"

Bohaterka tej opowieści, 37-letnia Ania, opisuje, że od jakiegoś czasu zachowanie jej męża diametralnie się zmieniło. Jakby stał się innym człowiekiem. Ciągle ma do niej pretensje i żal, że on musi pracować, a ona siedzi w domu i nic nie robi.

Darek uważa, że ja nie mam prawa być zmęczona. Gdy przychodzi z pracy, wszystko ma być podstawione mu pod nos. Ciepły obiadek, piwko, pilot do telewizora i najlepiej jeszcze, jakbym zabrała dzieci, żeby miał święty spokój. Ostatnio poprosiłam go, by pomógł Ali odrobić lekcje. I co usłyszałam? Że przez cały dzien nic nie robiłam, więc nie mam po czym być zmęczona. To on haruje godzinami, a ja przecież odpoczywam całymi dniami. Bardzo mnie to zabolało.

 

Dlaczego mój mąż nie dostrzega tego, że to ja dbam o nasz dom i opiekuję się dziećmi. Codziennie pomagam im w nauce, gotuję obiad, sprzątam, prasuję i robię zakupy. Za każdym razem, kiedy próbuję mu wytłumaczyć, że ja też ciężko pracuję, zaczynamy się kłócić. Jakby miał założone jakieś klapki na oczach i nie widział tego, co robię. Nie wiem, co teraz... Bardzo mnie rani swoim zachowaniem i sprawia, że czuję się źle sama ze sobą. A przecież nie zostałam w domu dla własnej wygody...

 Macie jakieś rady dla Ani? Co powinna zrobić w takiej sytuacji?

Reklama
Reklama