Quantcast

Skandal w Kuchennych Rewolucjach. "Zaraz nie wytrzymam i jej przyp***dolę!". Przez właścicielkę nie doszło do kolacji

Skandal w Kuchennych Rewolucjach. "Zaraz nie wytrzymam i jej przyp***dolę!". Przez właścicielkę nie doszło do kolacji

Magda Gessler przyjechała do Katowic, by przeprowadzić rewolucję w podupadającym bistro „Le Papillon Noir” (Czarny Motyl). Właścicielką lokalu jest 36-letnia Justyna, harda i pewna siebie „gwiazda”, która nie zna się na kuchni, a już na pewno nie na kuchni francuskiej, jaką próbuje serwować w swojej restauracji. Dania zamówione przez Gessler były niejadalne, ale akurat nie to okazało się być największym problemem. Nieustępliwy charakter i kompletna ignorancja właścicielki sprawiły, że niemal od razu popadła w konflikt z Magdą Gessler.

Reklama

Zaczęło się od podania gorzkiej bagietki. Właścicielkę bardzo rozbawił fakt, że dała restauratorce pieczywo prawdopodobnie pokryte detergentem, którym wyczyszczono piec. Gessler mogła się zatruć, ale roześmiana Justyna stwierdziła, że nie ma się co przejmować. Nie okazała skruchy nawet gdy Gessler pokazała jej brud w kuchni i wyrzuciła z szafek usmolone patelnie.

A co ja mam z tymi garami wspólnego? – mówiła z nieukrywaną butą.

Dosyć tego obrażania. Nie po to ją tutaj wezwałam – powiedziała obrażona i wyszła.

Buńczuczna szefowa Czarnego Motyla nie miała sobie nic do zarzucenia. Zamiast z pokorą przyjąć krytykę, wolała zrzucić winę na rzekomo nieusłuchaną i leniwą załogą. Uwagi Gessler o otłuszczonych garnkach uznała za przesadę.

Ja jestem taką samą jędzą jak ona. Dzięki temu, że jestem suką osiągnęłam tyle, co ona – porównywała się z Gessler.

Nie pomogła również wizyta w innym lokalu po "Kuchennych Rewolucjach", gdzie zespół Czarnego Motyla miał zobaczyć, jak prowadzi się restaurację z prawdziwego zdarzenia. Właścicielka nadal nie chciała nabrać pokory i próbowała rozładować napiętą atmosferę nerwowym śmiechem. Sprowokowana Justyna z trudem znosiła krytykę. Zaczęła się nawet żartobliwa przepychanka z Gessler na temat tego, która z nich lepiej wygląda...

MG: Masz odwagę zakładać takie dżinsy, a nie masz odwagi śmiać się z siebie?

A co z tymi dżinsami jest nie tak? Mam ładne nogi to je pokazuję.

MG: A skąd wiesz, że masz ładne? Może dla mnie masz za grube?

Oj i kto to mówi - docinała niby w żartach Justyna.

Nagle harda szefowa "Motyla" nieoczekiwanie pękła, gdy usłyszała nową nazwę dla swojego lokalu - "Der Schwarze Schemetterling" (czarny motyl po niemiecku). Ciężko brzmiąca nazwa wywołała u niej łzy... Okazało się, że dźwięk niemieckiej mowy jest bardzo bliski jej sercu.

Pani nie rozumie dlaczego płaczę... Niemcy to jest duża część mojego życia - próbowała wyjaśnić swoją reakcję Justyna.

Odtąd "Der Schwarze Schmetterling" miał serwować kuchnię śląską. Kiedy wydawało się, że rewolucja nareszcie zaczęła iść w dobrym kierunku, zachowanie właścicielki znów wprawiło Gessler w osłupienie. Justyna miała wyskoczyć do sklepu po grzyby, lecz ostatecznie przepadła na dwie godziny. Wróciła gdy kolacja była już gotowa. Weszła do restauracji jak prawdziwa gwiazda - odświeżona, przebrana w elegancką sukienkę.

Opóźniłaś kolację o dwie godziny. Przyszłaś w tej chwili, kiedy powinnaś zająć się pracą. Wypindrzona, zrobiona. Gdzie jest twój szacunek do mnie i całego zespołu?

Nawet sobie włosów nie wysuszyłam. Musiałam się wykąpać, bo od rana tutaj jestem - hardo odparła Justyna. Dobra róbcie swoje Muppet show, ja mam po prostu dość! - rzuciła i wyszła na zewnątrz.

Z dala od kamer, w samochodzie swojego przyjaciela, zdradziła, dlaczego tak naprawdę zaprosiła Magdę Gessler. Okazuje się, że chodziło tylko o darmową reklamę lokalu.

Kuźwa ja mam dość, że szok! Zaraz nie wytrzymam i jej przy*ierdolę, przysięgam! Ona sobie zrobiła moim kosztem takie show, że to się w głowie nie mieści - klęła Justyna.

Słuchaj może ją wyrzucimy po prostu? Proszę, wejdź tam i powiedz jej, że ma wypier*alać - mówiła do swojego przyjaciela.

Ja to zrobiłam tylko po to, żeby mieć reklamę, bo to jest mega promocja, za darmo praktycznie.

Magda Gessler w końcu opuściła restaurację. Kolacja się nie odbyła, a rewolucja zakończyła się kompletną klapą.

Sami zrobimy sobie coś do jedzenia - śmiała się właścicielka ze swoim przyjacielem. Z gronem znajomych urządziła sobie w restauracji małą bibkę.

Proszę zamknąć drzwi z drugiej strony, do wiedzenia! - powiedziała do Magdy Gessler, która wróciła w nadziei, że da się jeszcze uratować kolację.

Szkoda, nie wszystkim da się pomóc. Jestem potwornie zażenowana. To koniec - podsumowała rewolucję w "Der Schwarze Schmetterling" Magda Gessler.

Po czterech tygodniach restauratorka wróciła do Katowic, ale okazało, się że lokal został zamknięty.

Reklama
Reklama