Quantcast
  • Nezi odsłony: 2848

    Homeschooling

    Co myślicie o takiej formie nauczania dzieci?

    Ostatnio przeczytałam kilka artykułów i mam mieszane uczucia.
    Myślę, że może być to fascynujące zarówno dla dziecka jak i dla rodziców.
    Z drugiej strony zdaję sobie z ogromnej odpowiedzialności ciążącej na rodzicach-nauczycielach.

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Homeschooling-coraz-czesciej-wybierany-rodzaj-edukacji-1663657.html

    http://www.ithink.pl/artykuly/biznes/nauka/homeschooling-po-polsku/

    http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,63125,5484561,Zegnaj_szkolo_.html

    Odpowiedzi (7)
    Ostatnia odpowiedź: 2013-09-23, 04:18:25
Odpowiedz na pytanie
Zamknij Dodaj odpowiedź
roza32 2013-09-23 o godz. 04:18
0

jeszcze tutaj ciekawa publikacja na ten temat "Edukacja domowa w Polsce": http://www.edukacjadomowawpolsce.pl/slowo_od_redakcji/

Zjawisko edukacji poza zinstytucjonalizowanymi formami nauczania stało się przedmiotem refleksji autorów zamieszczonych w niniejszym zbiorze artykułów. Podjęli oni próbę opisania „edukacji domowej” tak poprzez osobiste świadectwo człowieka w nią zaangażowanego, jak i okiem zdystansowanego obserwatora. Tak szeroka perspektywa daje czytelnikowi możliwość obiektywnego zapoznania się z tą coraz popularniejszą ścieżką edukowania. Zamieszczone zostały opinie rodziców, nauczycieli, dyrektorów szkół, historyków, psychologów, socjologów, prawników, filozofów i teologów. Reprezentują oni różne środowiska, jednak zawsze w jakiś sposób powiązane z interesującym nas zjawiskiem występującym na terenie Polski.

Redaktorzy pragną złożyć podziękowania wszystkim autorom zamieszczonych tekstów za pozytywną odpowiedź i zaangażowanie, które zaowocowało powstaniem tej publikacji.

spis treści książki: http://www.edukacjadomowawpolsce.pl/spis_tresci/

Odpowiedz
Nezi 2010-05-04 o godz. 14:02
0

Szkoła, system i metody nauczania, procesy grupowe, występujące w klasie - na pewno czegoś uczą. Tylko trzeba sobie jednak zadać ważne pytanie. I byłoby bardzo dobrze, gdyby ludzie zadawali je sobie jak najwcześniej, może nawet, zanim urodzi im się dziecko. A to pytanie brzmi: kim dla mnie jest moje dziecko i na jakiego człowieka chcę je wychować? Myślę, że odpowiedzi każdy musi szukać w sobie i w swoim systemie wartości. Czy moje dziecko chcę wychowywać osobiście, zgodnie z moim systemem wartości, na człowieka kreatywnego, myślącego, otwartego i niezależnego intelektualnie czy wolę oddać je w ręce tzw. specjalistów. Bo szkoła, siłą rzeczy, nie znosi żadnych „odchyleń od normy”. Wiele już o tym napisano, również na Stronie Edukacji Domowej. Dzieci z „trudnościami szkolnymi”, tak samo, jak dzieci wybitne, nie mieszczą się w tym systemie. Reszta, jeżeli chce przetrwać, to musi nauczyć się konformizmu i stosować mimikrę. Samodzielne myślenie, odrębne zdanie jest niemile widziane i często tak finezyjnie tępione, że trudno nawet coś komuś konkretnie zarzucić. W coraz niższych klasach pojawia się zjawisko tzw. drugiego życia (zwanego też „falą”). Agresja, spowodowana m.in. zagęszczeniem klas, niedotlenieniem, przemęczeniem i nieracjonalnymi planami lekcji - kwitnie. Powstają coraz to nowe (i sowicie opłacane z naszych podatków!) cudowne recepty i programy na zwalczanie tej agresji. Również w przedszkolu! Można powiedzieć, parafrazując słynną wypowiedź Stefana Kisielewskiego, że szkoła bohatersko zwalcza problemy, nieznane tam, gdzie nie istnieje przymus szkolny...To wszystko są elementy szkolnej socjalizacji. Można z niej wyjść okaleczonym psychicznie, moralnie i fizycznie. Tabloidy pełne są soczystych opisów takich zdarzeń. Z drugiej strony - przeróżne poradniki dla młodych matek i rodziców płci obojga zawierają regularnie w nich zamieszczane artykuły, w których autorytatywnie stwierdza się, że dla prawidłowego rozwoju dziecka i jego przyszłego szczęścia należy wyrwać je jak najwcześniej ze środowiska rodzinnego i oddać w zręczne ręce specjalistów, którzy już tam najlepiej wiedzą, jak i czego uczyć nasze dzieci.
Nauczanie domowe, to nauczanie spontaniczne, indywidualne, a więc dostosowane zawsze i na bieżąco do aktualnych potrzeb i możliwości osób, biorących udział w tym akcie. To poszanowanie dla indywidualności człowieka (i dziecka, i dorosłego) nawet w tak, wydawałoby się, „błahym” aspekcie, jak samopoczucie, związane z porą dnia, warunkami meteorologicznymi i typem reaktywności partnerów. Taka indywidualna, niemal intymna relacja umożliwia łagodne przechodzenie od konkretów do abstrakcji, wyciąganie wniosków i stawianie oraz sprawdzanie hipotez. Spełnienie tych warunków gwarantuje optymalne efekty w postaci umiejętności kreatywnej obserwacji, niezależności myślenia i obrony swoich racji przy pomocy argumentów. W tym bliskim kontakcie można (i trzeba) dziecku przekazać swój światopogląd, a więc i system wartości, swoje przemyślenia, ale i wątpliwości. W dziedzinach, w których nie czujemy się mocni - możemy razem z dzieckiem, na jego oczach zdobywać tę wiedzę, podając ją następnie w formie przystępnej i zrozumiałej. Ja, jako dość doświadczona matka i babcia (troje dzieci i troje wnucząt) wiem, że przyznanie się do niewiedzy i poszukiwanie odpowiedzi razem z dzieckiem - nie tylko nie umniejsza autorytetu rodzica, ale wręcz przeciwnie, uczy dziecko szacunku dla rzetelności i uczciwości. Tak wychowywany człowiek ma też szansę być wolnym wewnętrznie, bez względu na zewnętrzne okoliczności.
źródło: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/koziel-graczyk.html


Blutka napisał(a):Tak, Nezi, to wszystko racja, ale świat taki już jest. Jak zamknę dziecko w domu na kilka lat, żeby się o tym dowiedziało później, to, obawiam się, może się to niezbyt dobrze odbić na przyszłym życiu dziecka w społeczeństwie.
Właśnie chyba tego wyobcowania bałabym się najbardziej.

A poza tym jak pogodzić pracę 10 godzin dziennie z edukacją własnego dziecka?
Jak poradzić sobie i żyć z jednej pensji, męża lub żony, który pracuje zawodowo by utrzymać rodzinę?
Troszkę jakby inna bajka...


A co z kontaktami z równieśnikami? Czy takie dzieci nie będą aspołeczne, ze skłonnością do izolacji?

To podstawowy zarzut wobec szkół domowych - twierdzenie, że dzieci takie nie będą potrafiły zachować się wśród ludzi. Jest to argument fałszywy z wielu powodów. Po pierwsze, dzieci takie często uczą się w grupach, więc wcale nie są pozbawione kontaktów z rówieśnikami. Po drugie, jeśli nie uczą się w grupach, często po lekcjach domowych uczęszczają na różego typu zajęcia sportowe czy artystycznie gdzie spotykają inne dzieci. Po trzecie, dzieci uczą się jak się zachowywać od starszych, i to powinno być dla nich wzorem. Każdy wątpiący w korzyści płynące z tego, że dziecko jest częściowo izolowane od rozwydrzonych skupisk młodych ludzi powinien przejść się do pierwszej lepszej szkoły publicznej i zobaczyć, jak te dzieci zachowują się na korytarzach, w szatniach, co robią w ubikacjach, itp. Jeśli ktoś uważa, że edukacja domowa produkuje odludków czy dziwaków, niech popatrzy wkoło siebie. O ile mi wiadomo praktycznie nikt w Polsce nie przeszedł przez szkołę domową, a i tak dziwaków pełno! Do tego, przecież dzieci potrafią się izolować w grupach, także w szkole. Relacja pomiędzy dzieckiem edukowanym w domu a jego tedencją do izolacji czy aspołeczności nie jest prawdziwa.

źródło: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/pytania.html#a_co

Odpowiedz
Gość 2010-05-04 o godz. 13:41
0

Tak, Nezi, to wszystko racja, ale świat taki już jest. Jak zamknę dziecko w domu na kilka lat, żeby się o tym dowiedziało później, to, obawiam się, może się to niezbyt dobrze odbić na przyszłym życiu dziecka w społeczeństwie.

Odpowiedz
Gość 2010-05-04 o godz. 13:37
0

Moja bratowa jest nauczycielką nauczania początowego. Ma pod opieką rodzeństwo, które jest uczone w domu przez rodziców. Raz na jakiś czas (chyba pół roku) dzieci muszą zdać egzamin w szkole. To właściwie ich jedyny kontakt z dużą grupą rówieśniczą. Są bardzo wyobcowani-społecznie niedorozwinięci.
Moim zdaniem robi im się dużą krzywdę-co z tego, że mają dość szeroką wiedzę z egzaminowanych przemiotów, jak inne obszary znacznie kuleją. Zabiera im się najfajniejszą częśc dzieciństwa-przyjaźnie, sympatie czy choćby kłótnie i stres szkolny. To wszystko nas kształtuje, rozwija-daje jakiś punkt odniesiena...
Jestem zdecydowanie na nie.

Odpowiedz
Nezi 2010-05-04 o godz. 13:36
0

Edukacja domowa bazuje m.in. na: zastąpieniu specjalistycznego wykształcenia rodziców, jako organizatorów procesu uczenia się, silną więzią emocjonalną z dzieckiem, naturalnym rozpoznaniu jego możliwości rozwojowych, zainteresowań i potrzeb edukacyjnych, udostępnieniu interaktywnych źródeł zdobywania wiedzy (media, Internet), położeniu silnego nacisku na samokształcenie i samodyscyplinę, wzmocnieniu poczucia własnej wartości dziecka, podmiotowemu podejściu do niego i na rzeczywistym dialogu z dzieckiem.
Tymczasem dzisiaj mamy 99,9% szkół publicznych w Polsce, w których w zdecydowanej większości dochodzi do wykluczania części uczniów z procesu edukacji i własnego rozwoju, i to za pieniądze podatników. Niestety, mamy coraz więcej dowodów w formie wyników badań empirycznych na to, iż szkoły w wielu obszarach stają się także źródłem niesprawiedliwości społecznej, nietolerancji, krzewienia agresji i przemocy, i to nie tej wynikającej z procesów rozwojowych dzieci i młodzieży, ale realizowanej przez nieudolną część środowiska nauczycielskiego. Mamy ponad 30% nauczycieli totalnie wypalonych w zawodzie, nienawidzących miejsc pracy i tych, którym powinni służyć swoją wiedzą oraz troską. Cóż to zatem za przywilej społeczny i kulturowy uczęszczać do szkoły, w której trafiają się i tacy nauczyciele? To właśnie z takich powodów głównie znikoma część rodziców usiłuje edukować własne dzieci w domu lub poszukuje dla nich szkół niepublicznych.
źródło: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/sliwerski.html

Odpowiedz
Reklama
Gość 2010-05-04 o godz. 13:08
0

Jestem bardzo na nie. Nie tylko ze względu na brak kontaktu z rówieśnikami, ale ze względu na mnie. Litości! Czy ja muszę mieć dziecko non stop w domu? ;)

Odpowiedz
Gość 2010-05-04 o godz. 12:59
0

Nie czytałam artykułów. Ciekawe ale bałabym się wyobcowania dziecka z grupy rówieśników. Szkoła nie tylko uczy a przecież nikt nie zabrania rodzicom dodatkowo rozwijać zainteresowań dziecka. W szkole tez można realizować indywidualny tok nauczania z przedmiotu w którym dziecko wykazuje szczególne zainteresowania. Póki co jestem na nie...

Odpowiedz
Odpowiedz na pytanie