Styl.fm - Magazyn o modzie i urodzie

Zgłoś naruszenie


Proszę uzupełnić wszystkie pola.

Pytania » Ślub
  • Aliencia 2009-03-09 o godz. 15:57, odsłony: 4238 0

    Czy miewacie wątpliwości odnośnie swojego faceta?

    No właśnie, jak powyżej..Czasem jest sielankowo, czasem zastanawiam sie, czy damy radę, czy jestesmy dla siebie stworzeni... Czy to ten wymarzony, czy może jeszcze los ma dla mnie kogoś w zanadrzu..Czy Wam też zdarzają się takie przemyślenia.. ??

    Odpowiedzi (44) Kategoria: Ślub Ostatnia odpowiedź: 2010-10-02, 10:08:00

Odpowiedz
Dodaj odpowiedź
Najnowsze / Najstarsze

Wybrana odpowiedź

Najwyżej ocenione odpowiedzi

Odpowiedzi

Jania 2009-03-09 o godz. 16:57 0

kiedys mialam takie dylematy, nie bylo dnia zebym sie nie zastanawiala nad tym

TERAZ (po zmianie partnera) wiem, ze to jest to i nie mam zadnych watpliwosci, bo takie rzeczy sie po prostu WIE

i wiesz co? teraz wiem, ze takie pytanie pojawiaja sie gdy to nie jest ta osoba

xandra 2009-03-09 o godz. 17:12 0

jania21 napisał(a):
i wiesz co? teraz wiem, ze takie pytanie pojawiaja sie gdy to nie jest ta osoba

Niekoniecznie, ja wiem, że mój P. to prawdziwy Anioł, że z Nim będę rozpieszczać wnuki ale nauczona doświadczeniem (bardzo złym, niestety) zawsze będę obserwować, choć wiem że Go krzywdzę tym.
Oby mi minęło jak najprędzej.

Wiol-ka 2009-03-09 o godz. 17:30 0

jania21 napisał(a):
i wiesz co? teraz wiem, ze takie pytanie pojawiaja sie gdy to nie jest ta osoba

Nie zgadzam się z tym. Z własnego doświadczenia wiem, że można zadawać sobie wiele pytań, nawet będąc w związku, który w chwili obecnej jest idealny.
Nie wiemy przecież jak będzie za rok, pięć czy dziesięć lat Większość z nas ma nadzieję że zawsze będzie dobrze, ale niestety nie ma pewności. I tak sobie myślę ze obawy czy wątpliwości są całkiem naturalne.

xandra 2009-03-09 o godz. 17:43 0

Dokładnie.
Jeśli chodzi o mojego ex męża to miałam klapki na oczach, zakochana byłam jak tylko się da i żadnych pytań, co jeśli to nie ten.. okazał się nie tym.

Gość 2009-03-09 o godz. 17:44 0

Moim zdaniem takie pytania są naturalne i zupelnie typowe dla wiekszosci dziewczyn, kotrym slub wisi nad glowa. Rowniez nie zgadzam się z janią21. Uwazam, ze nigdy nie bedize sie pewnym, ze "to jest ten, ktorego mi los przeznaczyl"... Dla mnie małżeństwo to jest honorowe oswiadczenie, ze chce, aby ten czlowiek byl "TYM", będę się starać, aby nasz związek przetrwał i odtad biore go w swoje rece, a nie pozostawiam przeznaczeniu. Jedni od razu maja takie nastawienie, inni musza sobie troche posnuc watpliwosci. Ja po ponad 2 latach malzenstwa tez mam czasem chwile, ze zastanawam sie, co by bylo, gdybym za ten_maz ;) nie wyszla. I nie uwazam, zeby to bylo swiadectwo zlego mariazu ;)

Poza tym kazdy czlowiek jest inny i inaczej odczuwa, ale skoro pytalas, czy tez mamy takie mysli, to odpowiedzialam ;)

Aliencia 2009-03-09 o godz. 17:53 0

Dzięki Dziewczyny za opnie.. no i pocieszenie przy okazji..:)
Jesteście Kochane :goodman:

Gość 2009-03-09 o godz. 18:51 0

Ja sobie to pytanie zadawałam wiele razy przed ślubem ale po przysiędze w kościele wiedziałam już na pewno że to Ten i jak na razie cały czas jestem tego pewna i pracujemy oboje nad tym aby tak już pozostało. Małżeństwo to nie tylko sielanka ale i ciężka praca! :D

Gość 2009-03-09 o godz. 19:41 0

Ja tez zadawalam sobie podobne pytania, wogole to slub spowodowal ze nagle mialam miliony watpliwosci. Do tego stopnia nie bylam pewna ze wszystko chcialam odwolywac, klotnie byly niemilosierne. Potem mi troche przeszlo (mysle ze to strach przed zmianami dal o sobie znac) ale nie mam tak jak niektorzy mowia: to ten i koniec ! Ale jest dobrze

Jania 2009-03-09 o godz. 22:01 0

pytałas o zdanie to odpowiedziałam, macie prawo sie ze mna nie zgadzac :)

Zmora napisał(a):będę się starać, aby nasz związek przetrwał i odtad biore go w swoje rece, a nie pozostawiam przeznaczeniu.
z takiego założenia i ja wychodzę, ale przy okazji mam pewnośc, że to TEN i właśnie dlatego chcę się starać

agga73 2009-03-10 o godz. 06:39 0

tez uwazam, ze watpliwosci sa calkiem naturalne, sama je mialam. mysle, ze to jest objaw braku klapek i pewnej dozy realizmu. nic zlego :)

Aliencia 2009-03-10 o godz. 21:30 0

ech, bo to jest tak, ze gdyby sie brało slub "z bomby", to byloby latwiej.. a tak czlowiek ma caly rok do namyslu, caly rok kombinowania, wymyslania, szukania..;)
Ciekawe ile par statystycznie rezygnuje ze slubu - "w przededniu"..;)

Mam nadzieje, ze jestem jedna z wielu, ktorym stres przedslubny nie sluzy..
Mam tez nadzieje, ze to minie i ze bede szczesliwa pania W..:)

Thanx Girls.. ;)

Gość 2009-03-10 o godz. 22:05 0

Nie martw się napewno nie jesteś sama, gdy nachodzą mnie wątpliwości to zadaję sobie pytanie i próbuję sobie wyobrazić jak dalej toczy się moje życie bez M. i dochodzę do wniosku że nie potrafię już żyć bez niego.....
Pomimo tego uważam że racjonalnie podchodząc do sprawy nigdy do końca się tego nie wie, może gdzieś za 20-30 lat będzie można sobie odpowiedzieć na to pytanie patrząc wstecz hehehe :D
Na dzień dzisiejszy pozostaje nam życzyć sobie aby odpowiedź na pytanie zawarte w tytule brzmiała TAK i przede wszystkim aby uczucie łączące dwie osóbki przetrwało do końca ..... :D

Gość 2009-03-10 o godz. 22:08 0

Ups wkradło się małe przejęzyczenie odpowiedź TAK miała oznaczać że to TEN.
Składam to na kark późnej godziny i zmęczenia i przepraszam :prayer:

Aliencia 2009-03-10 o godz. 22:09 0

Jest Ci to wybaczon ehehehe;)
Dzięki za post:)
dobrej nocy

Sylwuska22 2009-03-11 o godz. 05:48 0

Aliencia napisał(a):ech, bo to jest tak, ze gdyby sie brało slub "z bomby", to byloby latwiej.. a tak czlowiek ma caly rok do namyslu, caly rok kombinowania, wymyslania, szukania..;)
Ciekawe ile par statystycznie rezygnuje ze slubu - "w przededniu"..;)

Mam nadzieje, ze jestem jedna z wielu, ktorym stres przedslubny nie sluzy..
Mam tez nadzieje, ze to minie i ze bede szczesliwa pania W..:)

Thanx Girls.. ;)

Do naszego ślubu jeszcze 10 miesięcy i czym bliżej to też się zastanawiam a najbardziej w tedy gdy się pokłucimy- tak jak dzisiaj

Aliencia 2009-03-11 o godz. 07:23 0

ha, u nas dzień bez kłotni to dzień stracony..:D

Łączę się w bólu..:) :goodman:

UTAH 2009-03-11 o godz. 08:08 0

Przed zaręczynami kłóciliśmy się bardzo często i to o bzdury teraz nie pamiętam kiedy sie pokłóciliśmy . I wiem że była to moja wina bo to ja sie wszystkiego czepiałam z czasem jeżeli oczywiście dwie strony tego chcą robi się spokojniej...
No lol zobaczymy co będzie po ślubie ;)

Aliencia 2009-03-11 o godz. 08:15 0

noo..faceci chyba z reguły sa mniej czepialscy, nie?:)

UTAH 2009-03-11 o godz. 08:34 0

oj tak :D
jeżeli chodzi o przygotowania ślubne to mój jedyną rzeczą jaką jest zainteresowany to zakupem obrączek, znalezieniem samochodu i wyborem kamerzysty :D
a wszystkie inne sprawy załatwiam ja :D on mówi że zostawia wszystko mnie bo ja i tak wszystko sama najlepiej zrobię... faceci 8)
juz się do tego przyzwyczaiłam i sie tym nie denerwuję a nawet cieszę się że ja mam ostateczną decyzję np. w wyborze kwiatów co on może na ten temat wiedzieć zresztą ostatnią spytał się mnie czy wogóle ktoś zauważy te kwiaty na stołach lol ręce mi opadły ... ha ha ha

Aliencia 2009-03-11 o godz. 09:44 0

ooo..mów - w sensie - pisz mi więcej..
lol
Znam to znam, czasem nawet mam wrażenie , że temat slubu jest tematem TABU..:)

Fajnie jest..;)

UTAH 2009-03-11 o godz. 09:57 0

Aliencia lol prawda jest taka że oni nie mają głowy do załatwiania takich spraw ale siedzenie przy nowo kupionym telewizorze, samochodzie czy grach komputerowych i czas się znajdzie i zainteresowanie ale to już tak jest i się nie zmieni :D
ostatnio byłam na czasie robienia zaproszeń i pytam jaki kolor czcionki mu się podoba on mi odpowiedział a ja na to że przecież taka czcionka nie będzie pasowała do całości lol jasne... skwitował to tak że ja mam już w głowie cały zarys jak ma wszystko wyglądać i żebym sama decydowała. I ma rację lol
Któregoś dnia widział że ja już trochę wkurzona że on się nie interesuje powiedział że najważniejsze dla niego jest "sam moment w kościele" kiedy będzie mi mówił przysięgę... że zawsze ja wszystko szykuję i że mi to sprawia przyjemność a on nie ma pojęcia jakie kwiatki będą pasowały na stołach czy jaki kolor mają mieć świeczki.
Kobiety bardzie przykładają się do szczegółów i tego jedynego dnia... :)

Gość 2009-03-11 o godz. 18:25 0

MY jeszcze nie planujemy ślubu,ale gdzie tam sie ten temat pojawia. Ale pytanie,'czy to na nawno ten' zaczelo pojawiac sie juz wczesniej.
Na razie boje sie z nim wiazac na przyszlosc.

Nie chcialabym zadecydowac pochopnie,co oczywiscie nie oznacza ,ze mi nie zalezy,bo zalezy i to najbardziej na swiecie....

Aliencia 2009-03-11 o godz. 18:38 0

ech, te chłopy..
To jest tak jak w with or without You.. U2.
Jakakolwiek decyzje podejmiemy, pewnie nigdy nie bedzie w 100% dobra heh..

Made Of Sun 2009-03-26 o godz. 22:16 0

Póki co nie miewam takich myśłi, ale do ślubu jeszcze mnóstwo czasu.
Czytałam i słyszałam, że to jest normalne i mnóstwo osób zadaje sobie takie pytania ;)

Pucka 2009-03-26 o godz. 23:05 0

Aliencia napisał(a):ech, bo to jest tak, ze gdyby sie brało slub "z bomby", to byloby latwiej.. a tak czlowiek ma caly rok do namyslu, caly rok kombinowania, wymyslania, szukania..;)
Ciekawe ile par statystycznie rezygnuje ze slubu - "w przededniu".

Dokładnie tak. Pamiętam, że dokładnie tydzień przed ślubem byłam na służbowym wyjeździe w Pradze i do 5 nad ranem, zupełnie trzeźwa, smęciłam koleżance, że ja wcale nie jestem pewna, czy to ten, że w trakcie tego roku przygotowań było tyle kłótni, że teraz już za późno, że gdybym mogła, to przesunęłabym termin itp. itd.
Apogeum moich, jak się później okazało - naszych, tj. moich i R. wątpliwości sięgnęło dokładnie dzień przed ślubem, gdy zawoziliśmy alkohol. Jechaliśmy autem, awantura o jakąś pierdołkę (o to przecież najłatwiej się pożreć), ja ryczę, a R. pyta, czy jest sens to zawozić i może dajmy sobie spokój...
Do ślubu jednak doszło i wcale nie żałuję.
Myślę, że gdy człowiek ma wątpliwości to wcale nie jest źle. Nie chodzi o to, żeby się umartwiać na siłę, ale ślub to nie jest hop-siup. Przecież masz spędzić z tym facetem całe życie (zakładam, że takie masz plany ;) ), więc chyba logiczne jest że zastanawiasz się czy to ten.
U nas ślub zbiegł się ze wspólnym zamieszkaniem. Dwoje jedynaków, którzy nigdy wcześniej nie mieszkali z nikim, poza rodzicami. Pozostawiam Twojej wyobraźni, Alienciu, co czasami się dzieje. I gdy się pożremy, zastanawiam się po co mi to było, mamroczę sobie pod nosem, że żałuję i takie tam.
Ale gdy się już pogodzimy, i gdy jest już tak fajnie, zwyczajnie, to wiem, że to jest właśnie to. I pewnie jeszcze nie raz będę kląć jak szewc, ale widać tak już musi być... :D

Gość 2009-03-27 o godz. 20:22 0

Aliencia napisał(a):ech, bo to jest tak, ze gdyby sie brało slub "z bomby", to byloby latwiej.. a tak czlowiek ma caly rok do namyslu, caly rok kombinowania, wymyslania, szukania..;)
I wlasnie dlatego mysmy odpuscili sobie rok przygotowan, szukania, kombinowania ;)
Zylismy sobie po cichutku tak jak wczesniej a za szukanie wzielismy sie pare miesiecy przed czasem ( wstepnie od stycznia, porzadniej od lutego - slub w czerwcu ). Na przygotowania spokojnie wystarczylo a obylo sie bez nerwów, klotni, zgrzytów i zastanawiania :)

kasia! 2009-03-28 o godz. 15:18 0

A ja jestem pewna i bylam pewna ze to ten juz po miesiącu znajomości (albo jeszcze mniej )a to dzieki mojemu poprzedniemu zwiazkowi (teraz wiem ze była to straszna pomyłka-no ale niestety uczymy sie na błedach...) 03.06.06 chce powiedzieć tak i to TEMU jedynemu mojemu Skarbowi ;) .

Gość 2009-03-31 o godz. 12:13 0

Też się zastanawiałam na krótko przed ślubem, choć wcześniej byłam pewna. Nigdy nie jest się pewnym do końca, to przecież bardzo poważna decyzja :)

Gość 2009-03-31 o godz. 12:45 0

Jak się jest realistą, a ja jestem, to nigdy nie można być pewnym czegoś, co zależy od dwojga ludzi. Przecież tak naprawdę każde jest inną osobowościa, charakterem, ma inne doświadczenia życiowe, domowe (to bardzo ważne - zwłaszcz wzorce/antywzorce wyniesione z domu!) Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak to wszystko wpłynie na kierunek naszego rozwoju i czy w którymś momencie nie zacznie sie to wszystko rozchodzić. Ja wychodzę z założenia, że o związek na leży dbać i czasem nawet o niego walczyć. Niestety, wydaje mi się, że faceci w większości tego nie rozumieją i zwykle zakładają, że jak jest dobrze to nie ma co się martwić i na siłę szukać 'zespalaczy' związku.

A do UTAH - tak, ja też dokładnie rozumiem o czym mówisz! Mój facet jak słyszy, że chcę dopasowywać kolor zerwetek do kolorystki pomieszczenia to stuka się w głowę i twierdzi, że mi kompletnie odbiło, że nikt tego nie zauważy itp. Ja oczekuję partycypacji jakiejś z jego strony, zwłaszcza w różnych wyborach, a on twierdzi, że mu wygląd zaproszeń po prostu wisi, bo liczy się istota, czyli, żeby tekst precyzyjnie informawał co, gdzie i jak, a oprawa jest nieważna. Taki typowo męskie podejście, niestety.

Gość 2009-04-01 o godz. 10:24 0

Wiecie, ja bym czasami chciała żeby mój miał takie podejście jak Wasi...

Gość 2009-04-01 o godz. 16:42 0

Jestem pewna, że to jest idealny facet dla mnie. Jestem pewna, że go kocham i on kocha mnie. I to wystarczy. Nie ma znaczenia, że kłócimy się czasem o bzdurki. Jestem pewna, że w toku przygotowań też będzie chwilami ciężko. Być może będę miała kryzys. Ale ja tak mam. ;)
A co będzie kiedyś? To się okaże.

Aliencia 2009-04-03 o godz. 14:21 0

A ja nie jestem pewna, czy to idealny facet dla mnie..

Właściwie, to chyba właśnie znajduję się na życiowym zakręcie..

Pół roku przed slubem..

Gość 2009-04-06 o godz. 22:28 0

Aliencia, idealny?!? Wiecie, teraz w dojrzałym wieku (ekhem) stwierdzam, że tak naprawdę to jak potoczy się nasze życie zależy od naszej decyzji - po prostu w pewnym momencie, z różnych przyczyn, podejmujemy decyzję, że chcemy być z taki to a takim facetem i odtąd uważam należy walczyć i starać sie o taki związek. I to wcale nie znaczy, że nie wierzę w miłość - wierzę, tylko, że bez determinacji i dbania o nią, a także bez stawiania czoła trudnościom wszystko wcześniej czy później minie...

Aliencia 2009-04-07 o godz. 14:32 0

amelani, zgadzam się z Tobą..

No coz, pozyjemy, zobaczymy..

Zła kobieta 2009-10-11 o godz. 23:03 0

Wyciągam temat z otchłani forumi...

Gość 2009-10-12 o godz. 12:14 0

Zła kobieta napisał(a):Wyciągam temat z otchłani forumi...
Patrzę na Twoją linijkę... już? lol jeszcze nie raz tak będzie ;)
Tak jak pisałam wyżej miałam kryzysy, 2 powazne, jeden raz zerwałam... na 2 dni ;)

Zła kobieta 2009-10-12 o godz. 22:25 0

Sandraa napisał(a):Zła kobieta napisał(a):Wyciągam temat z otchłani forumi...
Patrzę na Twoją linijkę... już? lol

ale co już???? :o

Amaretti 2009-10-12 o godz. 23:30 0

Powracając do tematu nie miałam jeszcze chwili zwątpienia, a już nie jeden kryzys byl. Mam nadzieję że tak zostanie

till 2009-10-13 o godz. 00:01 0

Pewnie nie będę orginalna ale to napiszę - bardzo kocham mojego mężczyznę, a on mnie. To już coś. Jesteśmy dla siebe nawzajem najlepszymi przyjaciółmi. Do tego uważam, że mamy bardzo podobne charaktery, zwyczaje, poglądy, spojrzenie na życie, wizję wspólnej przyszłości. Na chwilę obecną nie widzę między nami takich różnic, które będą się z biegiem lat na tyle pogłębiać, że mogą w przyszłości zagrozić naszemu małżeństwu. Dlatego uważam, że to jest facet dla mnie. A kryzysy są po to, żeby je przechodzić i żyć dalej - dalej z nim ;)

Najważniejsze jest to, co napisała amelani - o miłość partnera nie zabiega się tylko na początku związku, ale przez całe życie.

Gość 2009-10-13 o godz. 16:32 0

Zła kobieta napisał(a):Sandraa napisał(a):Zła kobieta napisał(a):Wyciągam temat z otchłani forumi...
Patrzę na Twoją linijkę... już? lol

ale co już???? :o

no jak to co? odświeżyłas ten wątek. Tak sobie? ;)

Monia1981 2010-09-05 o godz. 13:14 0

Hej Wam
ja tez nie bede dosc oryinalna, bo i mnie zdarzaly sie chwile zwatpienia, czy Moj K. to Ten Jedyny.
Ale to byly tylko mysli; czasem ktos "zyczliwy" cos powie a nas od razu nurtuje czy to prawda. Niektorzy sa zazdrosni gdy widza dwoje szczesliwych ludzi... i z nudow lub nawet "dla jaj" postaraja sie,aby miedzy tym dwojgiem kochajacych sie ludzi zasiac ziarenko niezgody.
Wtedy wazne jest zaufanie do tej Naszej drugiej polowy i wiara w Nasza wspolna milosc.
Jesli dobrze sie pozna te druga najblizsza Nam osobe, to wie sie i czuje, ze Nasza polowa niebylaby zdolna zrobic lub powiedziec cos o co ja oskarzaja "zyczliwi" a tacy maja tylko ubaw jak widza ze Ta Para gryzie sie ze soba, i co najgorsze ze moga sie rozstac przez glupote "zyczliwych".

Ja i Moj K. wiemy teraz ze jestesmy dla siebie stworzeni. Teraz - bo jestesmy razem ponad 9 lat!!! :D i znamy sie na tyle by nie dac sie wciagnac w zadne gierki "zyczliwych". Znamy sie jak lyse konie i potrafimy w razie konfliktow - malych lub duzych - dojsc do porozumienia :)
Pozdrawiam
PS. Nasze motto w dopisku pod suwaczkiem - to madra dewiza zyciowa.

Gość 2010-09-05 o godz. 22:04 0

Mi moje slonko ośiwadczyło się po 3 tygodniach znajomości... i powiedziałam TAK... niektórzy pomyślą, że głupia gęś ze mnie, bo co ja mogłam wiedziec po 3 tygodniach (zwłaszcza że w trakcie tych 3 tygodni musiałam się jeszcze rozstać z byłym chłopakiem z którym byłam pół roku)... ale czuliśmy niesamowitą chemię, magię i w ogóle.
Fakt oświadczyn mial miejsce juz ponad 2 lata temu (tak tak, dwa lata noszenia pierścionka zaręczynowego i dwa lata mieszkania razem, bo zamieszkaliśmy wspólnie niezwłocznie po zaręczynach)... i nie mam wątpliwości...
S. to czasem normalnie cholera, ale "tę cholerę kocham"
Drugi raz nie zrobilabym tego inaczej... no może delikatniej bym wprowadziła w temat moją mamę, bo przezyła ciężki szok.... kiedy zadzwonilam któregoś wieczoru, żeby jej powiedzieć kategorycznie zażądała, żebyśmy następnego dnia rano (!) pojawili się w moim domu rodzinnym i jestem pewna, że przez tę noc oka nie zmrużyła...
potem uspokoiła się, że się zaręczyliśmy, ale nie zamierzamy wziąć ślubu natychmiast tylko w stosownym dla nas i dla kieszeni naszych rodziców momncie (co tym samym uczynimy za 4 miesiące)...

Więc cóż moge powiedzieć... chłopaków paru mialam, ale narzeczonego tylko jednego, bo tylko o jednym myslałam "to będzie ojciec moich dzieci, dziadek moich wnuków itp.". Nie znaczy, ze nie zastanawialismy się, czy damy radę żyć razem (oj zadziorne z nas ludki, przez to często ze sobą zadzieramy :) ale taka nasza uroda).
Kiedyś babcia S. powiedziala: "oboje czarni, oboje wysocy, dzieci bedą do sufitu"
na co S. odparł: "No... a jakie podłe" :)

Gość 2010-10-01 o godz. 15:19 0

Moja opinia będzie raczej brutalna i pozbawiona resztek romantyzmu. Uważam, że szcześliwe małżeństaw to małżenstwa zawierane z rozsądku a nie z powodu "wielkiej miłości". Nad swoim wyborem zastanawiam się bardzo często, ale nie wtedy gdy zabrakinie słodkich słów, czułych pocałunków i romantycznych uniesień ale wtedy gdy on kupi GPS-a do samochodu zamiast nowego miksera, albo gdy nie złoży swoich ubrań po kąpieli lub zapomni wyrzucić smieci. W moim facecie bardziej doceniam to, że nie zapomni umyć garnków po obiedzie i że naprawi cieknący kran niż to, że przynosi kwiaty i zapala świece przy kolacji. Kwiaty więdną, świece się wypalą, uczucia osłabną. Ani siebie ani dzieci nie wykarmisz adrenaliną czy endorfiną, które pchnęły cię do zamążpójścia. Małżeństwo to dla mnie suma wszelkich za i przeciw, to ciągła obsewacja nawyków, przyzwyczajeń, środowiska i rodziny mojego partnera. Dla mnie miłość to wspólne plany, zainteresowania, zgodność charakterów, podobne poczucie humoru, styl życia. Mówie tak nie dlatego, że nigdy nie przeżyłam wielkiego uniesienia. Przeciwnie... Ale nawet wtedy gdy szleńczo kochałam a facet był dla mnie całym światem, to wiedziałam, że najgłupszą rzeczą na świecie byłoby wtedy za niego wyjść. Jak ja się dzisiaj ciesze, że nie dałam się ponieść wtedy emocjom i zaczekałam na tego jednego jedynego choć dalekiego od ideału (bo i ja ideałem napewno nie jestem) człowieka. Jestem szczęśliwa z moim partnerem i ciesze się, że właśnie on będzie moim mężem.
Pozdrawiam wszystkie zastanawiające się.
Głowa do góry wątpliwości to przejaw zdrowego rozsądku!!!! :)

marzenia1982 2010-10-02 o godz. 10:08 0

Ja miałam wiele wątpliwości, przez tyle lat znajomosci i kilkukrotnych rozstań ciężko ich nie mieć Ale gdy padło hasło ślub, wątpliwości już nie miałam :) Nasz związek dojrzał, my również i wiedzieliśmy, że mimo bólu jakimś siebie "obdarzaliśmy" wcześniej to jesteśmy sobie przeznaczeni. Magia była-zresztą od początku, ale rozsądek też- i tu bardziej z mojej strony. Pytania, czy tym razem się uda, czy to napewno ten jedyny.Było ich dużo. Ale po wszelkich burzach jakie przeszliśmy, te doświadczenia nauczyły nas wiele i jesteśmy o nie mądrzejsi ;) I po 3 latach "stałego" bycia ze sobą wiedziałam, że tym razem się uda i byłam przeszczęśliwa, płakałam jak dziecko (oczywiście ze szczęścia) gdy postanowililiśmy się pobrać :D I nie żałuję tej decyzji. Jest nam bardzo dobrze ze sobą, 12 lat minęło od czasu pierwszego "chodzenia", i prawie 8 miesięcy po ślubie,i choć czasem się "popsztykamy" to wiem, że to ten jedyny :)
Tak jak napisała gienia, wątpliwości to przejaw rozsądku.

Odpowiedz
Podobne tematy
Kategorie pytań