Stanisław Sojka był nie tylko ikoną polskiej sceny, ale też głową prawdziwej artystycznej dynastii. Choć wszyscy jego czterej synowie odziedziczyli po nim talent, ścieżka jednego z nich była wyjątkowo zaskakująca. Mało kto wie, że próbował swoich sił w telewizyjnym talent show, a widzowie nie mieli pojęcia, że oglądają syna legendy.
Cała czwórka wychowała się wśród dźwięków. Kim są synowie Stanisława Sojki?
Dom Sojków musiał brzmieć jak niekończąca się próba generalna. Gdzieś w tle ojciec przy fortepianie, a czterech chłopaków – Jakub, Antoni oraz bliźniacy Marcin i Jan – chłonęło muzykę jak gąbka. Nic dziwnego, że każdy z nich prędzej czy później chwycił za jakiś instrument, stanął za konsoletą albo przynajmniej za kamerą. To był ich naturalny język, wyniesiony z domu, w którym sztuka była jak powietrze.
Co ciekawe, Stanisław Sojka nigdy nie był typem "scenicznego ojca", który pcha swoje dzieci w światła reflektorów. Wręcz przeciwnie, podchodził do tego z ogromnym luzem i mądrością. Obserwował, wspierał, ale nigdy nie naciskał, co sam podkreślał w wywiadach:
Rodzice czujnie obserwują dzieci i łączą fakty, ale nigdy nie było ciśnienia ani ze strony mamy, ani mojej, żeby jeden z drugim byli muzykami. Zniechęcania nie było w żadnym wypadku. Jednak środowisko też ma swoje znaczenie.

Jeden z nich ukrył się w talent show. Tego nikt się nie spodziewał
W 2015 roku na scenie popularnego programu "Must Be The Music" pojawił się zespół Miąższ. Za perkusją siedział skromny chłopak, który po prostu robił swoje — wybijał rytm, który porwał publiczność i jurorów, prowadząc grupę aż do półfinału. Nikt nie miał pojęcia, że ten muzyk to Jakub Sojka, syn legendy polskiej sceny. Zamiast iść na skróty i korzystać ze sławnego nazwiska, postanowił sprawdzić się na własnych warunkach, ukryty w tłumie.
To nie był jednak nagły zryw. Kuba od małego wiedział, że jego miejsce jest za bębnami. Jako dzieciak jeździł z ojcem na koncerty i zamiast siedzieć grzecznie na widowni, zwiedzał kulisy, drabiny i pomosty oświetleniowców. Tam narodziła się jego miłość do sceny:
Już jako kilkuletni chłopiec brałem swoje pałki do perkusji i jeździłem z ojcem na koncerty. Uwielbiałem sale koncertowe i teatralne. Mogłem wchodzić na pomosty dla oświetleniowców, zaglądać do różnych zakamarków, przebywać wśród muzyków, dotykać instrumentów.
Odkąd pamiętam, zawsze wiedziałem, że będę grał z tatą. Od początku dobrze nam się grało. Wydaje mi się, że im dłużej razem pracujemy, tym lepiej się rozumiemy" - Jakub Sojka

Pozostali bracia też nie próżnowali. Każdy wybrał własną artystyczną drogę
Antoni Sojka, choć również skończył w muzyce, długo szukał swojej drogi. Najpierw był człowiekiem z cienia – inżynierem dźwięku w projektach ojca, takich jak Soyka Sextet Plus, gdzie dbał o to, by wszystko brzmiało perfekcyjnie. Potem sam zaczął komponować, produkować, a w końcu śpiewać. Wydał dwa solowe albumy, na których współpracował m.in. z Kasią Sienkiewicz z Kwiatu Jabłoni. Jak sam przyznaje, muzyka nie była jedynym pomysłem na życie:
Chciałem być piłkarzem, adwokatem, historykiem, anglistą, a to, żeby śpiewać i grać, to się gdzieś pojawiło w międzyczasie.

A co z bliźniakami? Marcin Sojka poszedł w ślady starszego brata Kuby i również został wirtuozem perkusji, kończąc perkusję jazzową na Akademii Muzycznej w Łodzi. Dziś można go usłyszeć w takich składach jak Tropical Soldiers In Paradise. Z kolei Jan Sojka udowodnił, że artystyczne geny można wykorzystać inaczej – zajął się animacją komputerową, tworząc filmy i wizualizacje do gier. Ojciec już dawno dostrzegł w nim ten wyjątkowy talent:
Jaś od dziecka wykazywał również talent plastyczny. Gdy miał sześć lat, narysował kredkami rosnącą na podwórku lipę w ośmiu fazach, od rana do wieczora, w zależności od oświetlenia. I Janek widzi inaczej.
Talent zrodzony z pasji, ale i trudnych doświadczeń
Jednak droga tej artystycznej rodziny nie była usłana różami. W latach 90. Stanisław Sojka przeżył burzliwy romans z aktorką Grażyną Trelą, dla której zostawił żonę Iwonę i czwórkę synów. To był skandal, o którym rozpisywały się media, a sam artysta po latach przyznawał, że żałuje tej decyzji. Jego życie prywatne było pełne zakrętów, które mogły zniszczyć niejedną rodzinną relację.
Mimo życiowych zawirowań, więź ojca z synami nie tylko przetrwała, ale wręcz stała się fundamentem ich współpracy. To właśnie synowie w wywiadach podkreślali, że nawet w najtrudniejszych chwilach ojciec był dla nich oparciem. Pokazali, że prawdziwe relacje są silniejsze niż medialne burze i osobiste błędy.
Zawsze wiedziałem, że mogę się do taty zwrócić, o wszystko zapytać. [...] Świadomość, że nie ma rzeczy, o którą nie możemy zapytać, była budująca
- mówił Jakub Sojka.