prawdziwa historia
"Zamiast do pięciogwiazdkowego hotelu rodzice zabrali mnie pod namioty"
"Byłam pewna, że pojedziemy do pięciogwiazdkowego hotelu, tym bardziej że rodzice dostali spadek po babci. Wbrew moim oczekiwaniom oni uznali, że nie stać nas na takie wczasy i postanowili zabrać mnie i młodszego brata pod namioty. Sama nie wiem, co było gorsze, czy rozwrzeszczany Antek, czy te prymitywne warunki, czy też wszechobecne komary. Każda chwila spędzona pod namiotami była dla mnie nie do zniesienia".
Pon. 29 lipca
"Zamieszkaliśmy u teściów i teraz stawiają nam warunki. Sami chcieli, powinni się dostosować"
"Budujemy dom, więc sprzedaliśmy mieszkanie, w którym żyliśmy z dziećmi, żeby mieć kasę na wykończenie. Oczywiście to wiązało się z tym, że musieliśmy znaleźć dla siebie jakieś lokum. Początkowo planowaliśmy wynajem mieszkania, ale to sporo kosztuje. Teściowie zaproponowali, żebyśmy pomieszkali u nich kilka miesięcy. To był ich pomysł, a teraz stawiają nam warunki i mamy dostosować się do ich rutyny życia. Wydaję mi się, że powinno być odwrotnie, w końcu jesteśmy u nich gośćmi".
Pon. 29 lipca
"Mój mąż ma za duże potrzeby. Przez niego musiałam iść do pracy"
"Krzysztof obiecywał, że niczego nam nie braknie, a ja nie będę musiała pracować, bo z jego pensji wystarczy na nas dwoje, a później na troje albo czworo, gdy pojawią się dzieci. Tymczasem mąż wydaje krocie na siebie. Przez ten jego rozrzutny tryb życia i nadmiernie duże potrzeby musiałam iść do pracy. Powinien się wstydzić, że nie dotrzymał słowa".
Pon. 29 lipca
"Nie lubiłam spędzać czasu z teściową, ale teraz mam syna, więc ona mi się przydaje"
"Przyznaję, że za teściową nie przepadałam nigdy, przez co oczywiście nie byłam najlepszą synową, bo raczej odmawiałam spotkań w gronie rodzinnym. Mąż najczęściej sam jeździł na jakieś grille i obiadki do mamusi, ja raczej zostawałam w domu. Koleżanki zawsze mi mówiły, że powinnam dbać o relacje z teściową, bo to mi się przyda, jak urodzę dziecko. No i faktycznie, od kiedy jestem mamą, teściowa się przydaje. Zmieniłam nastawienie".
Pon. 29 lipca
"Nie chcę być kurą domową. Zarabiam lepiej od męża i pracuję 12 godzin dziennie"
"Nigdy nie miałam aspiracji do bycia kurą domową. Za to od zawsze byłam businesswoman. Mój mąż nazywa mnie karierowiczką i chyba jest zazdrosny, że zarabiam więcej od niego. Nie ma tylko pretensji, jak jedziemy na najdroższe wakacje, za które ja płacę. Wtedy jest zadowolony".
Pon. 29 lipca
"Nie mamy gdzie mieszkać po ślubie. Rodzice nas nie chcą, a mieszkań na wynajem jak na lekarstwo"
"Nie spodziewałam się, że rodzice z obu stron stwierdzą, że nas nie chcą pod ich dachem. Przez to nie jesteśmy kompletnie na to przygotowani. Do ślubu kilka miesięcy, a my nie mamy gdzie pójść. Mieszkań na wynajem jest jak na lekarstwo, trudno złapać dobrą, aktualną ofertę. Z kolei tutaj trzyma nas praca, i nie chcę się daleko wyprowadzać. Mam żal do rodziców i przyszłych teściów, że nie chcą nam pomóc".
Nd. 28 lipca
"Szukałem żony na portalu randkowym. Gdy kandydatka przyjechała, uciekałem, gdzie pieprz rośnie"
"Skończyłem 35 lat i pomyślałem, że należy się ustatkować. Zależało mi na tym, żeby kandydatka była ładna, bogata i miała liczne pasje. Przez całe swoje życie ciężko pracowałem, więc nie ukrywam, że ważne dla mnie było to, żeby żona sama potrafiła o siebie zadbać i nie ciągnęła ode mnie pieniędzy."
Nd. 28 lipca
"Narzeczony chce przedstawić mnie bliskim, jak zgubię kilka kilo. A ja chcę już ich poznać"
"Jesteśmy razem od czternastu miesięcy. Partner zdążył mi się już oświadczyć, a nawet zaczęliśmy planować ślub, ale ja wciąż nie poznałam nawet jego bliskich. On wciąż powtarza, że mnie im przedstawi, gdy zgubię kilka kilo, jednak słabo mi idzie. Chciałabym już ich poznać, a on to odwleka. W dodatku zaczynam się zastanawiać, czy nie zobaczę ich dopiero na ślubie. A może ślubu nie będzie, jeśli nie zrobię tego, o co prosi. Martwię się".
Nd. 28 lipca
"Mąż wysłał SMS-a do mnie, a nie do kochanki. Tak dowiedziałam się, że prowadzi podwójne życie"
"Nie wiedziałam, że od trzech lat ma młodą kochankę, której pomaga na studiach. Wiedzieli o tym wszyscy nasi wspólni znajomi, tylko ja żyłam w nieświadomości. Nie sprawdzałam jego auta, ubrań ani telefonu, bo mu ufałam. W końcu przeżyliśmy razem tyle lat. Jednak to był mój błąd, co teraz już wiem. Zdecydowałam, że postawię na siebie. Jedynie mojej reakcji na odkrycie zdrady mój niewierny mąż nie przewidział."
Sob. 27 lipca
"Specjalnie rozpieszczam wnuki. Przez to synowa nie chce ich u mnie zostawiać"
"Moja synowa nie chce zostawiać u mnie wnuków, bo twierdzi, że je rozpieszczam. Przyznam szczerze, że faktycznie to robię, ale przecież babcie od tego są. Może czasem rozpieszczam je celowo, bo czuję, że synowa mnie nie szanuje i chce kontrolować wszystko, co robię z wnukami. A ja chcę, żeby dzieci były szczęśliwe i czuły się u mnie dobrze".
Sob. 27 lipca
"Przeczuwałam, że Damian mnie zdradza. Gdy znalazłam nowy telefon, zniszczył go"
"Mój narzeczony od jakiegoś czasu starannie pilnował telefonu, komputera. Ciągle gdzieś wychodził i coraz mniej mi mówił. Zaczęłam szukać dowodów zdrady. Serce zabiło mi szybciej, gdy w samochodzie w jednym ze schowków znalazłam nowiutki telefon. Był zablokowany na wszystkie możliwe sposoby. Damian zniszczył telefon, a ja żyję od kilku miesięcy z poczuciem, że coś przede mną ukrywał. Choć jesteśmy razem, to czuję, że nasz związek skończył się, gdy pokazałam mu swoje odkrycie".
Sob. 27 lipca
"Moja 85-letnia ciotka Krystyna zaśpiewała serenadę w zielonym gaju. Do zabawy przyłączyli się sąsiedzi"
"Moja ciocia Krystyna jest typem osoby, która jest większą imprezowiczką niż ja i ona to potrafi rozkręcić każdą imprezę. Ostatnio, gdy zaśpiewała serenadę 'W zielony gaju', to aż sąsiedzi przyłączyli się do wspólnej zabawy na balkonie. No i tak trzeba żyć".
Sob. 27 lipca
"Dziadkowie zorganizowali letni obóz kuzynów dla wszystkich wnuków. Tacy dziadkowie to skarb"
"Dzieci były zachwycone nocowaniem pod namiotem w ogrodzie u babci i dziadka. Czuły się jak na prawdziwym polu namiotowym. Swoją kuchnię Henryk i Baśka zamienili w stołówkę, na której dzieci pomagały przygotowywać posiłki. Były też podchody, chlapanie się wodą i różne gry na świeżym powietrzu. My za to na kilka dni odetchnęliśmy od rodzinnej codzienności. Muszę przyznać, że ten obóz to był pierwszorzędny pomysł. Zasłużyli na medal. Nie każdy podjąłby się opieki nad dziewiątką dzieci".
Sob. 27 lipca
"Żona wciąż mnie poucza w kwestii opieki nad synem. Chcę dobrze, to moje dziecko"
"Już kilka razy usłyszałem, jak żona żaliła się przez telefon swojej mamie, że ona nie ma dla siebie czasu, bo ciągle i wszędzie jest z Maksem, a chciałaby na przykład wyjść sobie czasem z koleżankami. Tylko że ja proponuję jej często takie wyjście, a ona nie chce mnie z młodym zostawić i stale mnie poucza w kwestii opieki nad nim. A ja przecież nie chcę źle, to moje dziecko".
Sob. 27 lipca
"Matka przyszła z małym dzieckiem i grającymi zabawkami do kościoła. Nie mogłam się skupić na modlitwie"
"Te młode teraz Boga w sercu nie mają. Ja nie wiem, co to się porobiło. Za moich czasów było nie do pomyślenia, żeby matka dziecku zabawki do kościoła przynosiła. Przecież do kościoła idzie się modlić, a bawić. Jak te dzieci mają później wyrosnąć na porządnych ludzi, jak one już teraz takie rozpieszczone. Wszyscy się patrzyli, a matka nic sobie z tego nie robiła, że przeszkadza innym w modlitwie. Muszę pomówić z proboszczem".
Pt. 26 lipca
"Pojechaliśmy na urlop bez dzieci. Teściowa powiedziała, że jesteśmy wyrodnymi rodzicami"
"To były dwa najlepsze tygodnie w moim życiu. Tylko ja, mąż, słońce, plaża i pyszności z baru all inclusive. Nie chciałam wracać, ale wszystko, co dobre zawsze szybko się kończy. Po powrocie, pełni energii i radości, odebraliśmy nasze dwa skarby - Kasię i Jagódkę od babci. Od wejścia teściowa nawet się z nami nie przywitała, wydała nam dzieci i powiedziała, że ostatni raz będzie niańczyć wnuki. Dodała, że jesteśmy wyrodni, bo powinniśmy jechać z dziećmi, a nie myśleć o swoich zachciankach".
Pt. 26 lipca