Dominika Clarke, mama pięcioraczków, odpowiedziała internautce krytykującej rzadkie wizyty na grobie syna Henry’ego

Dominika Clarke, mama pięcioraczków, odpowiedziała internautce krytykującej rzadkie wizyty na grobie syna Henry’ego

Dominika Clarke, mama pięcioraczków, odpowiedziała internautce krytykującej rzadkie wizyty na grobie syna Henry’ego

instagram.com/rodzinaclarke, facebook.com/RodzinaClarke

Dominika Clarke, mama najsłynniejszych pięcioraczków w Polsce, przeszła przez piekło, ale hejterzy nie dają jej spokoju nawet w obliczu największej tragedii. Rodzina, która na co dzień dzieli się swoim życiem w sieci, tym razem musiała zmierzyć się z atakiem, który przekroczył wszelkie granice przyzwoitości. Internauci uderzyli w najczulszy punkt – pamięć o zmarłym synku, Henrym, i prawo matki do intymnego przeżywania żałoby.

Reklama

Okrutny wpis internautki uderzył w najczulszy punkt. Poszło o pamięć o zmarłym dziecku

Życie rodziny Clarke'ów to gotowy scenariusz na film, ale w tej historii nie brakuje czarnych charakterów. Tym razem jeden z komentarzy był wyjątkowo bolesny. Anonimowi "eksperci" od moralności postanowili wejść z butami w najbardziej prywatną strefę życia kobiety. Zarzucono jej, że grób synka z rodziny pięcioraczków odwiedzany jest zbyt rzadko, jakby ktoś prowadził bezduszny rejestr jej wizyt na cmentarzu.

Odpowiedź matki była natychmiastowa i chwytająca za serce. Dominika jasno zaznaczyła, że żałoba po stracie dziecka to proces intymny, który nie wymaga publicznych demonstracji, by być prawdziwym. Więź z małym Henrym nosi w sercu, a fizyczna obecność przy nagrobku nie jest jedynym wyznacznikiem jej miłości.

Reklama

Może należę do nielicznych, ale nie potrzebuję być na cmentarzu, żeby być matką mojego syna. Noszę go w sobie. Zawsze

To jednak był dopiero początek walki Dominiki o spokój jej rodziny.

Rodzina Clarke instagram.com/piecioraczki_z_horynca

Reklama

CZYTAJ TAKŻE: Mama pięcioraczków ujawniła horrendalne koszty utrzymania 13-osobowej rodziny. Można złapać się za głowę

Reklama

"Sprawdzają, kontrolują, donoszą". Ciemna strona życia na świeczniku

Bycie na świeczniku ma swoją cenę, którą pięcioraczki z Horyńca i ich rodzice płacą każdego dnia. Rodzina Clarke'ów regularnie trafia na celownik "życzliwych", którzy ślą anonimowe donosy do urzędów, sugerując niestworzone historie. Z jednej strony matka walcząca o byt ogromnej rodziny, z drugiej – bezduszne procedury i armia urzędników wysyłanych na interwencje.

Reklama

Dominika Clarke uśmiechnięta w kolorowej bluzce - zbliżenie na twarz instagram.com/rodzinaclarke

Reklama

Dominika Clarke nie ukrywa, że jej styl życia jest solą w oku wielu obserwatorów.

Problemy zaczęły się wtedy, gdy odważyłam się żyć inaczej. Gdy wyszłam poza schemat. Od tamtej pory jesteśmy regularnie zgłaszani do różnych instytucji. Przychodzą. Sprawdzają. Kontrolują. I za każdym razem odchodzą, bo nie znajdują nic niepokojącego

- mówi pani Dominika.

Mimo ciągłej presji i nękania, mama pięcioraczków stara się zachować spokój. Kontrole instytucji w rodzinie stały się dla nich smutną codziennością, choć urzędnicy nigdy nie znajdują powodów do interwencji.

Życie z autyzmem pod lupą fanów. Dlaczego Dominika ucieka w media społecznościowe?

Wielu obserwatorów nie potrafi zrozumieć, dlaczego Dominika, mimo diagnozy jaką jest autyzm u dorosłych, tak chętnie pokazuje się w sieci. Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Dla niej ekran telefonu jest tarczą. To w internecie ma pełną kontrolę nad tym, kto do niej mówi i kiedy zakończyć rozmowę – w przeciwieństwie do nieprzewidywalnych urzędników czy sąsiadów.

Poczucie bezpieczeństwa w sieci pozwala jej filtrować rzeczywistość na własnych zasadach. Hejterzy często zapominają, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek o innej wrażliwości, który wciąż opłakuje Henry'ego Clarke'a. Dominika przypomina jednak, że życie toczy się dalej, a każdy ma prawo do indywidualnego przeżywania emocji.

Strata nie odbiera życia. A żałoba nie ma jednej, "właściwej"

Dominika Clarke pokazała grób utraconego synka. Rodzeństwo Henry'ego Jamesa ma dziś 2 lata. Ależ byli maleńcy
Źródło: instagram.com/rodzinaclarke
Reklama
Reklama