Dominika Clarke, mama najsłynniejszych pięcioraczków w Polsce, przeszła przez piekło, ale hejterzy nie dają jej spokoju nawet w obliczu największej tragedii. Rodzina, która na co dzień dzieli się swoim życiem w sieci, tym razem musiała zmierzyć się z atakiem, który przekroczył wszelkie granice przyzwoitości. Internauci uderzyli w najczulszy punkt – pamięć o zmarłym synku, Henrym, i prawo matki do intymnego przeżywania żałoby.
Okrutny wpis internautki uderzył w najczulszy punkt. Poszło o pamięć o zmarłym dziecku
Życie rodziny Clarke'ów to gotowy scenariusz na film, ale w tej historii nie brakuje czarnych charakterów. Tym razem jeden z komentarzy był wyjątkowo bolesny. Anonimowi "eksperci" od moralności postanowili wejść z butami w najbardziej prywatną strefę życia kobiety. Zarzucono jej, że grób synka z rodziny pięcioraczków odwiedzany jest zbyt rzadko, jakby ktoś prowadził bezduszny rejestr jej wizyt na cmentarzu.
Odpowiedź matki była natychmiastowa i chwytająca za serce. Dominika jasno zaznaczyła, że żałoba po stracie dziecka to proces intymny, który nie wymaga publicznych demonstracji, by być prawdziwym. Więź z małym Henrym nosi w sercu, a fizyczna obecność przy nagrobku nie jest jedynym wyznacznikiem jej miłości.
Może należę do nielicznych, ale nie potrzebuję być na cmentarzu, żeby być matką mojego syna. Noszę go w sobie. Zawsze
To jednak był dopiero początek walki Dominiki o spokój jej rodziny.

CZYTAJ TAKŻE: Mama pięcioraczków ujawniła horrendalne koszty utrzymania 13-osobowej rodziny. Można złapać się za głowę
"Sprawdzają, kontrolują, donoszą". Ciemna strona życia na świeczniku
Bycie na świeczniku ma swoją cenę, którą pięcioraczki z Horyńca i ich rodzice płacą każdego dnia. Rodzina Clarke'ów regularnie trafia na celownik "życzliwych", którzy ślą anonimowe donosy do urzędów, sugerując niestworzone historie. Z jednej strony matka walcząca o byt ogromnej rodziny, z drugiej – bezduszne procedury i armia urzędników wysyłanych na interwencje.

Dominika Clarke nie ukrywa, że jej styl życia jest solą w oku wielu obserwatorów.
Problemy zaczęły się wtedy, gdy odważyłam się żyć inaczej. Gdy wyszłam poza schemat. Od tamtej pory jesteśmy regularnie zgłaszani do różnych instytucji. Przychodzą. Sprawdzają. Kontrolują. I za każdym razem odchodzą, bo nie znajdują nic niepokojącego
- mówi pani Dominika.
Mimo ciągłej presji i nękania, mama pięcioraczków stara się zachować spokój. Kontrole instytucji w rodzinie stały się dla nich smutną codziennością, choć urzędnicy nigdy nie znajdują powodów do interwencji.
Życie z autyzmem pod lupą fanów. Dlaczego Dominika ucieka w media społecznościowe?
Wielu obserwatorów nie potrafi zrozumieć, dlaczego Dominika, mimo diagnozy jaką jest autyzm u dorosłych, tak chętnie pokazuje się w sieci. Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Dla niej ekran telefonu jest tarczą. To w internecie ma pełną kontrolę nad tym, kto do niej mówi i kiedy zakończyć rozmowę – w przeciwieństwie do nieprzewidywalnych urzędników czy sąsiadów.
Poczucie bezpieczeństwa w sieci pozwala jej filtrować rzeczywistość na własnych zasadach. Hejterzy często zapominają, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek o innej wrażliwości, który wciąż opłakuje Henry'ego Clarke'a. Dominika przypomina jednak, że życie toczy się dalej, a każdy ma prawo do indywidualnego przeżywania emocji.
Strata nie odbiera życia. A żałoba nie ma jednej, "właściwej"