Dominika Clarke na krótko przed drugimi urodzinami czworga z pięciorga swoich najmłodszych dzieci opublikowała wzruszający wpis. W łamiących serce słowach wspomniała chwile pożegnania z najmłodszym z pięcioraczków - Henrym Jamesem. Chłopiec żył zaledwie 3 doby. Mama zamieściła zdjęcie nagrobka. My przypominamy, jak wyglądała pozostała czwórka pociech tuż po narodzinach.
Dominika Clarke pokazała grób synka
Rodzina państwa Clarke stała się znana na całą Polskę po tym, jak 12 lutego 2023 roku w szpitalu w Krakowie przyszły na świat słynne pięcioraczki z Horyńca. To wielkie wydarzenie i radość przyćmiła wkrótce strata. Rodzice Dominika i Vincent Clarke musieli zmierzyć się ze stratą najmłodszego i najmniejszego z dzieci. Prosili wówczas o uszanowanie ich spokoju. Jeden z pięcioraczków nie żyje. Miał tylko 3 dni. Rodzice żegnają go w poruszającym liście.
Henry James był piątym z dzieci. Przyszedł na świat jako ostatni z rodzeństwa, z najmniejszą wagą urodzeniową. Lekarze robili, co w ich mocy, by go uratować, jednak nie udało się to. Dominika Clarke na krótko przed 2. rocznicą śmierci Henry'ego opublikowała na Facebooku wzruszający wpis, który zaczęła słowami:
Henry urodził się z wagą 700 gr i przyszedł na świat jako piąty. Dzielnie walczył, ale jego małe ciałko było za słabe.
- napisała. Przy wpisie opublikowała zdjęcie nagrobka, na którym czytamy:
Św.P. Henry Clarke
* 12.02.2023
+ 15.02.2023
Na skromnym pomniku w kształcie skrzydeł znajduje się wizerunek modlącego się anioła. Na niewielkiej płycie nagrobnej umieszczona została rzeźba drugiego, niewielkiego cherubina, a teren dookoła wysypany jest szarym grysem. Kilka zniczy i wiązanki z białymi kwiatami chwytają za serce.

Dominika Clarke we wzruszających słowach wspomina synka
Choć od czasu tamtych wydarzeń minęły już niemal dwa lata, wspomnienia i uczucia rodziców są wciąż tak samo dotkliwe. Dominika Clarke pozwoliła sobie na bardzo osobisty wpis, w którym po raz pierwszy ujawniła, co działo się tuż przed odejściem Henry'ego Jamesa:
Kiedy umierał, ja próbowałam przemierzyć korytarze szpitalne, by dostarczyć mleczko mamy dla maluszków, na końcu korytarza zobaczyłam biegnącą Panią doktor i wiedziałam, że biegnie do mnie. Gdy dobiegła, poprosiła o zgodę na chrzest i pobiegła dalej. A ja ze wszystkich sił próbowałam dotrzeć na piętro, gdzie Henryś jeszcze walczył o życie.
- napisała mama pięcioraczków. Jej dalsze słowa wyciskają łzy z oczu, ból matki po stracie dziecka mieszał się z pragnieniem, by zapamiętać jak najwięcej z pożegnania:
Umierał na moich oczach, mogłam go wziąć na ręce dopiero po śmierci. W sali szpitalnej życie toczyło się dalej, jakby nigdy nic, a ja miałam ochotę krzyczeć z bólu, ale siedziałam cichutko, trzymając malutkie ciałko Henrysia i próbowałam zapamiętać każdy szczegół. Miał gęstą czuprynkę żółtych jak kaczuszka włosków.
Henry James Clarke nasz mały aniołek
- wyznała Dominika Clarke. Państwo Clarke nie mogli sobie pozwolić na pełne przeżycie żałoby, ponieważ pozostałe dzieci również potrzebowały ich opieki. Również drugi z chłopców był w ciężkim stanie i minęło sporo czasu, zanim zaczął oddychać samodzielnie i dołączył do sióstr w domu.
Pozostała czwórka z pięcioraczków dziś jest wesołą gromadką i oczkiem w głowie rodziców. Tworzą kochającą się rodzinę razem ze starszym rodzeństwem i rodzicami, którzy niedawno obchodzili rocznicę ślubu. Rodzice pięcioraczków z Horyńca świętują 15. rocznicę ślubu. Pani Clarke pokazała stare zdjęcie, na którym miała ogniste loki.
Już dawno nie są tymi kruszynkami podłączonymi do aparatury, jakimi byli 2 lata temu.