Grudniowy szał zakupów trwa w najlepsze, a sklepowe koszyki pękają w szwach. Właśnie wtedy głos zabiera Katarzyna Bosacka, która nie przebiera w słowach i nazywa nasze świąteczne przyzwyczajenia "karygodnymi". Jej diagnoza jest druzgocąca.
Bosacka ostro o świątecznym szaleństwie Polaków. "To jest marnowanie"
Ekspertka od zdrowego żywienia, Katarzyna Bosacka, znana z tego, że nie gryzie się w język, w rozmowie z Jastrząb Post po raz kolejny uderza w stół. Jej diagnoza polskich przygotowań do Bożego Narodzenia jest krótka i brutalna. Problem, który porusza, wraca co roku jak bumerang: góry jedzenia kupowane bez opamiętania, które zamiast na świątecznym stole, lądują w koszu na śmieci.
Bosacka apeluje o rozsądek, widząc rosnące słupki sprzedaży i puste półki w sklepach. Jak sama mówi, problemem nie jest kupowanie, ale jego skala, która prowadzi do marnotrawstwa na masową skalę.
Z tego, co wiem, to bardzo wzrosła nam sprzedaż produktów. Widzimy, że coś się ruszyło na rynku i zaczynamy kupować więcej. I tutaj apel: chodzi o to, żeby nie kupić za dużo, bo potem nie wiadomo, co z tym jedzeniem zrobić. Można się podzielić. Oczywiście można zamrozić, ale wiele osób niestety je wyrzuca. To jest marnowanie jedzenia. Co tu dużo mówić, karygodne i bezsensowne.

Skąd bierze się ten szał? Bosacka wskazuje na dwie przyczyny
Skąd bierze się to coroczne szaleństwo? Bosacka stawia diagnozę i wskazuje na dwa główne źródła problemu. Pierwszym jest marketingowa pułapka, w którą wpadamy jak co roku, bombardowani promocjami na długo przed pierwszą gwiazdką.
W okolicach świąt dostajemy szału, ponieważ jesteśmy bombardowani rożnymi promocjami już właściwie od drugiej połowy listopada. Kupujemy tego bardzo dużo i kompulsywnie. Potem tak naprawdę nie wiemy, co mamy z tym zrobić.
Ale to nie tylko wina sklepów. Bosacka wbija szpilę również w naszą mentalność i tradycję, która, jej zdaniem, wymknęła się spod kontroli. "Święta zawsze w Polsce były na bogato" – zauważa, podkreślając, że dla wielu Polaków wystawny stół jest ważniejszy niż zdrowy rozsądek i stan konta.
Wigilia ma też jasną stronę. Bosacka chwali Polaków za jeden zwyczaj
Okazuje się jednak, że w tej beczce dziegciu jest też łyżka miodu. Katarzyna Bosacka, choć bezlitośnie punktuje nasze zakupowe grzechy, znajduje też jasny punkt świątecznych tradycji. Chodzi o samą wigilijną kolację, która, jej zdaniem, jest zaskakująco zdrowa i wartościowa. Ekspertka chwali Polaków zwłaszcza za jedno – za ryby.
Polak nie je tylu ryb w ciągu roku, ile zjada właśnie w czasie Wigilii. Pojawiają się tam śledzie, które są naprawdę bardzo zdrowe. 50 gramów śledzia wystarcza, żeby zapewnić dzienne zapotrzebowanie na kwasy omega-3 oraz dostarczyć do naszego organizmu jod. (...) Jemy bardzo dużo karpi, łosoś się często pojawia. Pojawiają się inne gatunki ryb, ale też i kiszonki, i dużo warzyw, i nie ma mięsa. I to wszystko raczej nie jest tłuste.
Jest jednak rozwiązanie. Bosacka ma prosty apel do Polaków
Katarzyna Bosacka nie tylko krytykuje, ale również podsuwa proste i skuteczne rozwiązanie. Zamiast samotnie stawać do walki z dwunastoma potrawami, warto podzielić się obowiązkami z rodziną. To nie tylko odciąży gospodarza, ale też sprawi, że na stole znajdzie się dokładnie tyle jedzenia, ile potrzeba.
Jej zdaniem nikt nie jest w stanie w pojedynkę przygotować całej wigilijnej wieczerzy w rozsądny sposób. Kluczem do sukcesu jest współpraca i nowoczesne podejście do tradycji.
Dobrym pomysłem jest to, żeby się dzielić. To znaczy, jeśli mamy wigilię, nikt normalny nie jest w stanie zrobić 12 potraw. Ale jeśli na przykład moja mama przynosi świetną kapustę z grzybami, moja kuzynka przynosi wspaniały makowiec, to już jest też pomoc.
Przy okazji oberwało się świątecznemu przysmakowi. To prawdziwa bomba kaloryczna
Jednak nawet na tym zdrowym, wigilijnym stole czai się pułapka. Bosacka bez wahania wskazuje, co jest największą kalorystyczną grzeszką – i tu zaskoczenia nie ma. Chodzi o uwielbiany przez miliony Polaków makowiec.
To właśnie ten świąteczny klasyk, zdaniem ekspertki, dostarcza nam najwięcej kalorii. Powodem jest połączenie składników, które same w sobie są ciężkie i słodkie.
Makowiec ma naprawdę bardzo dużą, wysoką kaloryczność. Ma mnóstwo bakalii, ciasto pszenne i przede wszystkim cukier czy miód.