Tajniki stylizacji od Joanny Horodyńskiej

Sobota, 26 listopada 2011 | Gwiazdy, Newsy
Oceń:
4 / 10 głosów

Modelka, projektantka i bardzo wymagająca stylistka. Zawsze wygląda perfekcyjnie i nigdy nie zalicza wpadek medialnych. Czołowa polska fashionistka Joanna Horodyńska w rozmowie ze mną opowie, jak i w co się ubrać, by zawsze wyglądać efektownie.

EB:Jesteś znana z idealnego wyczucia mody. Jak ci się udaje zawsze wyglądać dobrze?
JH:Myślę, że to kwestia stylu. Ubieram rzeczy, w których czuję się wygodnie i swojo.

EB:Jak określiłabyś swój styl?
JH:Jakiś czas temu, pracując w Paryżu, poznałam francuską projektantkę Isabel Marant. Zafascynowała mnie jej osoba, a przede wszystkim ubranie, które tworzy. Na koniec naszego spotkania dostałam w prezencie dwie rzeczy – fantastyczną marynarkę i wełniane body. Nosiłam je na okrągło. Tę marynarkę mam nawet dzisiaj ze sobą. Wtedy właśnie zrozumiałam, że styl „a la Marant” jest mi bardzo bliski. Dotychczas jestem wierna kreacjom projektantki i bardzo często wykorzystuję jej stroje w swojej pracy zawodowej. Czuję się w tych rzeczach dziewczęco i bardzo młodo. Chcę jednak zauważyć, że marka nie ma większego znaczenia. Liczą się zdolności stylizacyjne i umiejętność kombinowania rzeczy.

EB:Jakie rzeczy powinny się znaleźć w szafie każdej kobiety?
JH:Warto zainwestować w dobrą granatową marynarkę. Ona zawsze się sprawdzi – w pracy, na plotkach z koleżankami czy na gali. Będzie świetnym okryciem zarówno w czasie wyjścia koktajlowego, jak i na spacerze z psem. Poza tym musimy mieć bazowa torebkę w kolorze naturalnej skóry.

EB:Ile takich torebek ma Joanna Horodyńska?
JH:Joanna Horodyńska ma bardzo dużo torebek (śmiech). Często wynika to jednak raczej z pracy zawodowej, niż z mojego własnego zapotrzebowania. Staram się pozbywać rzeczy, które już nie zakładam. Tak też radzę czytelniczkom. Jeśli w garderobie macie sukienki, które nie ubierałyście już kilka lat, warto ich się pozbyć. Zwolnimy zarazem miejsce dla nowych ciuchów.

EB:Jak ukryć mankamenty urody za pomocą ubrania?
JH:Bardzo często spotykam się z kobietami, które przychodzą do mnie na konsultacje stylizacyjne. Rozmawiamy z nimi o figurze, doszukujemy się elementów pozytywnych i negatywnych. Poprzez ubranie możemy podkreślić lepsze strony i ukryć słabsze. Dopiero w momencie dokładnego zapoznania się z własną sylwetką, możemy odważnie udać się na zakupy.

EB:Jak powinna ubierać się kobieta, która ma „problem z brzuchem”?
JH:Sylwetka „jabłka” jest bardzo popularna w naszym kraju. Jeśli mamy dobre ręce – trzeba pokazać je. Jeśli mamy fantastyczne piersi – należy podkreślić dekolt w kształcie litery V. Jeżeli naszą silną stroną są nogi – bez żadnych wątpliwości zakładamy mini. Wtedy całkowicie odwrócimy uwagę od naszych słabości i pokażemy to, co jest dobre. Nikt nawet nie zauważy naszych minusów.

EB:A co z kobietami, które mają kompleksy z powodu małego biustu?
JH: Radziłabym nadbudowywać tę partię poprzez tworzenie dodatkowej przestrzeni na biuście. Świetnie się sprawdzą wszelkie zmarszczenia i falbanki. Można nosić tkane materiały czy grube swetry. Zapewniam was, zapomnicie wtedy o idiotycznych wkładkach do biustonosza.

EB:Co możesz poradzić nieśmiałej kobiecie, która za żadne skarby świata nie założy bluzy z dekoltem czy seksownej mini?
JH: Postawiłabym na klasykę z nutą nowoczesności, którą rozumiem poprzez świetnie skrojone rzeczy. „Mała czarna”, mająca dużo przeszyć w połączeniu z klasycznym trenczem. To jest to. Dziewczyna będzie wyglądać modnie i zbytnio nie rzuci się w oczy. Kolejna rzecz to odrobina koloru, ale w małej postaci. To może być pierścionek czy cieniutki pasek do sukienki w stylu lat 40. Te barwy pomogą nam wyjść z szafy i otworzyć się na świat.

EB: Modelka, projektantka, prezenterka, dziennikarka… Jesteś kobietą sukcesu?
JH:Ja bym tak tego nie nazywała. Mam świetną pracę, którą kocham i bardzo cenię. Jestem jednak straszną pesymistką i żyję z myślą, że to wszystko kiedyś może się skończyć. Dlatego zajmuję się wieloma rzeczami, aby zawsze mieć coś na zapas.

EB:Co powinny robić kobiety, które mają pomysł na siebie, ale nie wiedzą jak go zrealizować?
JH:Spisywać swoje preferencje zawodowe, hobby, marzenia na kartce i konsekwentnie do nich dążyć. Marzenie musi być bardzo dobrze przemyślane i tylko wtedy się spełni.

EB:Jaka jest recepta na karierę w modzie?
JH:Kiedyś myślałam, że jest to ogromna determinacja. Jednak przy takim bezwzględnym oddaniu ludzie stają się bardzo sztuczni. Sądzę, że najlepsza recepta na sukces w tej branży to sama chęć zaistnienia w modzie. Jeśli chcemy tym się zajmować, warto już dziś zacząć małymi kroczkami zmierzać do swojego celu. Może to być pójście na pokaz modowy, rozmowa z ciekawą osobą. Możemy założyć bloga modowego czy spróbować siebie w roli fotografa. Jest wiele sposobów, które kumulując się mogą nabrać rozpędu sukcesu. Ta recepta jest chyba bardzo łatwa.

EB:A ty jak zaczynałaś?
JH:Od modellingu. Nigdy mi ten modelling nie pasował. Jeździłam do Paryża, oglądałam piękne modelki, wysokie jak gazele, i zastanawiałam się, co ja tutaj robię. Predyspozycji do bycia wielką top modelką nigdy nie miałam. Zawsze zdawałam sobie sprawę z własnych możliwości, traktując to wszystko z dystansem, bez zbytniej determinacji. Po powrocie do Polski zupełny przypadek, a może szczęśliwy los, związał mnie z telewizją. Tak się wszystko zaczęło.

EB:Jesteś znana z ciętego języka. Bezlitośnie krytykujesz gwiazdy za nieprzemyślane stylizacje. Kto na polskim podwórku ubiera się najlepiej, a kto najgorzej?
JH:Ostatnio ogromną metamorfozę przeszła Ania Samusionek. Kiedyś była chyba najgorzej ubraną kobietą w kraju. Dzisiaj mogę przyznać, że wygląda świetnie. Odnalazła swoją działkę – minimalistyczny styl i miejska elegancja. W jej ubraniu nie widzę fałszu i to właśnie w niej cenię. Poza tym do kobiet, które zawsze wyglądają efektownie i inspirująco, zaliczam Brodkę, Monikę Olejnik, czasem Aleksandrę Kwaśniewską. Ta ostatnia nigdy się nie boi eksperymentować. Zawsze wyniucha jakiś trend i świetnie go zaprezentuje.

EB:A mężczyźni?
JH:Lubię szalonych awangardowych mężczyzn: Robert Kupisz, Szymon Majewski, Dawid Woliński, elegantny Grzegorz Napieralski.

EB:Projektowałaś już dla Gatty. Czy zastanawiałaś się nad założeniem własnej marki?
JH:Myślę o tym. Jak na razie spełniłam swoje projektanckie aspiracje, przygotowując kolekcje dla Gatty. Bardzo wiele nauczyłam się przy tworzeniu tych ubrań. Staram się projektować stroje bardzo kompatybilne, które dobrze ze sobą się łączą i nadają się na bazę. Jest to moda uliczna, zdecydowanie prêt-à-porter.

EB:Dlaczego większość polskich projektantów tworzy “modę na czerwony dywan” i tak mało z nich projektuje ubranie codzienne?
JH:Może dlatego, że spektakularna sukienka, którą zakłada gwiazda, jest świetną reklamą projektanta. Sądzę, że kolekcje wieczorowe są łatwiejsze do wymyślenia. W strojach prêt-à-porter musimy mieć koncept, pomysł na stylizację. Tymczasem do sukienki po prostu zakładamy buty.

Rozmawiał Eustachy Bielecki

Podobne tematy