Helena Englert w dziewiątym odcinku „Tańca z gwiazdami” nie tylko zdobyła maksymalną liczbę punktów za walca wiedeńskiego, ale też poruszyła widzów osobistym wyznaniem. Młoda aktorka, dedykując występ zmarłej babci, opowiedziała o surowym wychowaniu przez Beatę Ścibakównę i poczuciu niesprawiedliwości, jakie budzi w niej medialne pomijanie roli matki w jej sukcesie.
- Helena Englert i Roman Osadchiy zdobyli 40 punktów. Zatańczyli do piosenki Ireny Santor
- Aktorka zadedykowała taniec zmarłej babci. Przy okazji wspomniała o surowych metodach wychowawczych swojej matki
- Młoda artystka przyznała, że boli ją pomijanie roli Beaty Ścibakówny w cieniu Jana Englerta
Triumf na parkiecie i maksymalne noty za walca wiedeńskiego
Helena Englert razem z Romanem Osadchym zaprezentowała walca wiedeńskiego, który zachwycił sędziów oraz publiczność. Para zatańczyła do ponadczasowego przeboju „Embarras” z repertuaru 91-letniej Ireny Santor, która pojawiła się w studiu jako gość specjalny. Artystka przywitała uczestników, choć jednocześnie wyznała, że niecierpliwi ją łączenie jej utworów z występami gwiazd. Wykonanie spotkało się z jednogłośnym entuzjazmem – przy samej Jolancie Kwaśniewskiej u stołu sędziowskiego Helena po prostu nie mogła pozwolić sobie na pomyłkę w krokach, a jury nagrodziło duet kompletem 40 punktów. Cztery dziesiątki nie pozostawiły tu miejsca na niedomówienia.
W ósmym odcinku duet zdobył 38 punktów za rumbę. Tym razem uczestnicy musieli sprostać podwójnemu zadaniu – poza choreografią do utworu legendy polskiej estrady czekał na nich także polski folklor. Helena i Roman zaprezentowali taniec góralski.

Rodzinne korzenie i surowe zasady Beaty Ścibakówny
Występ do utworu Ireny Santor 26-letnia Helena Englert zadedykowała swojej zmarłej babci. W materiale filmowym przygotowanym przez stację Polsat aktorka szczerze opowiedziała o kobietach w swojej rodzinie oraz metodach wychowawczych, jakie stosowała wobec niej Beata Ścibakówna. Zdradziła, że jej mama dorastała w Zamościu na niespełnionych marzeniach własnej matki, która wywodziła się ze wsi Tworyczów.
Młoda gwiazda bez owijania w bawełnę wspomniała rygor, z jakim mierzyła się w rodzinnym domu od najmłodszych lat:
Ciężkiej pracy nauczyła mnie mama. Ona mnie bardzo cisnęła. Wtedy nie rozumiałam tego zupełnie i mówiłam, jak ja będę miała dzieci, to po prostu pozwolę im się bawić.
Artystka zauważyła u siebie niezwykłą pracowitość i żelazny upór. Jej zdaniem to cechy dziedziczone w rodzinie w linii żeńskiej:
Bo jeżeli jest jedna osoba, która ma silniejszą osobowość niż moja mama, to była to moja babcia, która wywodziła się ze wsi, z Tworyczowa. Pracowała w fabryce nasion przez całe życie. To są bardzo silne kobiety.

Osobiste wyznanie aktorki o Janie Englercie i pomijaniu matki
Beata Ścibakówna tym razem osobiście oklaskiwała popisy córki, nie kryjąc wzruszenia i łez w oczach. Wcześniej, gdy w rodzinnym odcinku u boku córki zatańczył Jan Englert, nieobecność Beaty Ścibakówny na widowni wywołała falę domysłów. Tym razem mama aktorki była już na miejscu.
W medialnej opowieści o znanym nazwisku ojca łatwo zgubić drugą połowę rodzinnej historii. Helena Englert wykorzystała ten moment, by powiedzieć wprost, jak odbiera narrację towarzyszącą jej karierze. Przyznała, że pomijanie mamy jest dla niej krzywdzące:
Ja już się przyzwyczaiłam, że w moim kontekście zawsze mówi się o tacie, ale boli mnie to, że pomija się moją mamę, bo ona dała mi wszystko.
Obie artystki łączy nie tylko głęboka więź emocjonalna, ale też owocna współpraca zawodowa. Matka i córka grają razem w Teatrze Narodowym w Warszawie w spektaklu „Hamlet” w reżyserii Jana Englerta, gdzie młoda aktorka wciela się w postać Ofelii.