Ryszard Rynkowski na koncercie w Pruszkowie: „Mam kawałek metalu w środku”, dlatego chodzi wolniej

Ryszard Rynkowski na koncercie w Pruszkowie: „Mam kawałek metalu w środku”, dlatego chodzi wolniej

Ryszard Rynkowski na koncercie w Pruszkowie: „Mam kawałek metalu w środku”, dlatego chodzi wolniej

AKPA

To miał być wielki powrót, na który fani czekali z zapartym tchem. Legendarny głos, hity, które znała cała Polska, i nadzieja na nowy rozdział. Rzeczywistość w Centrum Kultury w Pruszkowie okazała się jednak brutalna. Zamiast radosnego show, publiczność zobaczyła cień dawnego mistrza, który toczył bolesną walkę o każdy krok. To nie był zwykły koncert – to był dramat rozgrywający się na oczach setek ludzi, którzy zamiast oklasków, wstrzymywali oddech z przerażenia.

Reklama

Dramatyczne sceny i szepty na widowni. "Mam kawałek metalu w środku"

Już od pierwszych minut występu na widowni dało się wyczuć narastający niepokój. Zamiast scenicznej energii, Ryszard Rynkowski prezentował fizyczne cierpienie. Szepty konsternacji niosły się po sali, gdy artysta z wyraźnym trudem pokonywał kolejne metry sceny, co chwilę szukając oparcia. W końcu sam przerwał domysły, tłumacząc swoją niedyspozycję w słodko-gorzki sposób, nawiązując przy tym do ciążących na nim problemów z prawem.

Trochę gorzej chodzę, bo mam tutaj taki kawałek metalu, w środku... W związku z tym trochę wolniej chodzę i nie jest to sprawa ta, która czeka na mnie w sądzie, broń Boże.

Jednak to nie fizyczny ból był tego wieczoru najgłośniejszy. Artysta stanął przed ludźmi "nagi" emocjonalnie, przyznając się do bezsilności, której nikt się po nim nie spodziewał. Jego słowa uderzyły w zgromadzonych mocniej niż jakakolwiek smutna ballada.

Reklama

Nie chcę się rozczulać nad sobą, ale dostałem dużą pałką po łbie, tak to nazwę. To jest coś, co mnie bardzo powaliło. Przepraszam, że o tym mówię, ale jest mi ciężko.

Ryszard Rynkowski w garniturze i koszuli trzyma się za serce Podlewski/AKPA

Odwołane Opole, 1,6 promila i śmierć żony. Czarna seria Ryszarda Rynkowskiego

Aby zrozumieć ciężar, z jakim gwiazdor wyszedł do ludzi, trzeba spojrzeć na miniony rok, który był dla niego pasmem koszmarów. Wszystko zaczęło się od skandalu – zamiast świętować jubileusz Jacka Cygana w Opolu, Rynkowski trafił na czołówki gazet po kolizji pod wpływem alkoholu. Wynik 1,6 promila i realna groźba trzech lat więzienia to był jednak dopiero początek dramatu, o którym wspomniał ze sceny.

Reklama

Najpotężniejszy cios nadszedł we wrześniu. Media obiegła druzgocąca wiadomość: zmarła żona artysty, Magdalena Edyta Rynkowska. 52-latka odeszła z powodu niewydolności oddechowo-krążeniowej, będącej następstwem pęknięcia żylaków przełyku. To właśnie ta tragedia złamała artystę, który w Pruszkowie próbował po raz pierwszy wyjść z mroku żałoby.

Reklama

Cieszę się z tego, że ten rok się skończył. Mam nadzieję, że już nic gorszego spotkać mnie nie może. To jest pierwszy koncert jaki gram dla publiczności...

Ryszard Rynkowski występuje na scenie w czarnym garniturze i białej koszuli Podlewski/AKPA

Reklama

Nagła cisza i koniec występu. Rynkowski oznajmił, że musi odpocząć

Walka artysty z własnym organizmem i emocjami trwała zaledwie godzinę. W pewnym momencie muzyka ucichła, a Ryszard Rynkowski oznajmił, że musi odpocząć. Nie dał rady zaśpiewać ostatniego, zaplanowanego utworu. Magia prysła, a na sali zapadła martwa cisza, przerywana jedynie nerwowymi spojrzeniami fanów, którzy nie wiedzieli, czy są świadkami chwilowej słabości, czy końca kariery.

Reklama

Sytuację próbowała ratować Fundacja Unikultura. Organizatorzy w pośpiechu zapewniali, że życiu gwiazdora nie zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo, a on sam trafił w bezpieczne ręce.

Pan Ryszard pojechał do hotelu. Jest pod naszą opieką, managementu i organizatora i osoby postronne absolutnie nie muszą się niepokoić. Koncert został przerwany. Pan Ryszard nie zaśpiewał jedynie ostatniego utworu.

Źródło: AKPA
Reklama
Reklama