Media właśnie obiegła niezwykle smutna wiadomość. Nie żyje Francis Buchholz, ikona rocka i współtwórca potęgi zespołu Scorpions. Choć na scenie był gigantem, swoją ostatnią, najtrudniejszą walkę stoczył w cieniu, z dala od blasku fleszy. Informacja o jego śmierci wstrząsnęła fanami, którzy nie mieli pojęcia, że legenda rocka od dłuższego czasu zmaga się ze śmiertelną chorobą.
Francis Buchholz nie żyje. Legendarny muzyk odszedł w otoczeniu najbliższych
To bolesny cios dla świata muzyki. Francis Buchholz zmarł wczoraj, 23 stycznia 2026 roku. Muzyk miał 71 lat. Odszedł w swoim domu, mając przy sobie tych, którzy byli dla niego najważniejsi.
Bezpośrednią przyczyną śmierci artysty była choroba nowotworowa. Bliscy utrzymywali stan jego zdrowia w tajemnicy, chcąc zapewnić mu spokój w ostatnich miesiącach życia. W mediach społecznościowych opublikowali poruszający komunikat:
Z ogromnym smutkiem i ciężkim sercem informujemy, że nasz ukochany Francis zmarł wczoraj po walce z rakiem. Odszedł z tego świata spokojnie, otoczony miłością. Nasze serca są złamane.
Rodzina podkreśliła również niezwykłą więź, jaka łączyła ich w tym trudnym czasie. Walka z rakiem była wyzwaniem dla wszystkich domowników:
Przez cały czas jego walki z nowotworem byliśmy przy nim, stawiając czoła wszystkim wyzwaniom jako rodzina — dokładnie tak, jak nas tego nauczył.

CZYTAJ TAKŻE: Igrał z losem do samego końca. Prawdziwa przyczyna śmierci Janusza Rewińskiego przeraża
To on stworzył brzmienie "Wind of Change". Filar złotej ery Scorpions
Francis Buchholz urodził się 19 lutego 1954 r. w Hanowerze. Do Scorpions dołączył w 1973 roku i przez prawie dwie dekady stanowił o sile sekcji rytmicznej grupy. To właśnie on był współarchitektem brzmienia, które zdefiniowało niemiecki zespół rockowy w jego najlepszych latach.
Jego gra na basie napędzała największe przeboje, które zna cały świat:
- Wind of Change – hymn pokolenia i symbol przemian,
- Still Loving You – jedna z najpiękniejszych rockowych ballad,
- Rock You Like a Hurricane – energetyczny klasyk lat 80.
Buchholz był kluczową postacią podczas nagrywania albumu "Crazy World" z 1990 roku. Płyta odniosła gigantyczny sukces komercyjny, windując grupę na absolutny szczyt list przebojów. Dziś, gdy basista Scorpions nie żyje, ten dorobek staje się pomnikiem jego talentu.

CZYTAJ TAKŻE: Nie żyje żona reprezentanta Polski. Zmarła w 7. miesiącu ciąży. "Nigdy nie pozna dotyku mamy"
Wybrał rodzinę zamiast blasku fleszy. Historia nagłego odejścia z zespołu
Decyzja o odejściu z zespołu w 1992 roku, tuż po oszałamiającym sukcesie, była dla wielu szokiem. Francis Buchholz postanowił jednak zamienić scenę na domowe zacisze. Priorytetem stały się dla niego nowo narodzone córki bliźniaczki – Louisa i Marietta. Muzyk chciał być obecnym ojcem, a nie gościem we własnym domu.
Pozostawił pogrążoną w żałobie żonę Hellę oraz syna Sebastiana. Jego odejście to kolejny cios dla fanów formacji w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że w styczniu 2024 roku zmarł inny były członek grupy, perkusista James Kottak. Fanom Scorpions coraz trudniej żegnać idoli, którzy kształtowali ich muzyczną wrażliwość.
"Wind of Change" symbolem wolności. Fani żegnają legendę
Polscy fani mają do twórczości Buchholza stosunek szczególny. Zespół Scorpions w Polsce zawsze był przyjmowany z euforią, a utwór "Wind of Change" w ostatnich latach zyskał nowe, antywojenne znaczenie. Podczas koncertu w TAURON Arena Kraków, grupa zmieniła słowa piosenki, by wesprzeć Ukrainę, a fani przygotowali spektakularną oprawę – rozwinęli dwie gigantyczne flagi (polską i ukraińską) o wymiarach 6 × 50 metrów.
Janusz Stefański z agencji Prestige MJM tak komentował ten moment:
Rozwinięcie obu flag na koncercie podczas tak ważnego utworu, w którym padają słowa wsparcia dla Ukrainy, będzie wielkim gestem solidarności Polski dla działań naszego sąsiada. Myślę, że akcja spodoba się także zespołowi, któremu nieobojętne są losy świata.
Dziś koledzy ze sceny żegnają przyjaciela krótkim, ale wymownym wpisem: "Jego dziedzictwo w zespole przetrwa na zawsze". Wraz z odejściem Francisa Buchholza kończy się definitywnie pewna epoka w historii rocka.