Cała Polska śmiała się z jego żartów, ale gdy gasły światła jupiterów, Janusz Rewiński toczył walkę, o której nie wiedzieli nawet najbliżsi. Aktor, polityk i rolnik w jednej osobie, stworzył wizerunek twardziela, który pękł dopiero w zaciszu domowym. Dziś na jaw wychodzą wstrząsające kulisy jego samotnego odchodzenia.
Janusz Rewiński igrał z losem. Zjedzoana ukradkiem drożdżówka i pomijane leki
Choć na ekranie tryskał energią jako Siara z "Kilera", w rzeczywistości jego organizm był wyniszczony przez lata zaniedbań. Przyczyna śmierci Janusza Rewińskiego to efekt cichej, ale brutalnej wojny, którą toczył z własnym ciałem.
Aktor traktował chorobę jak intruza, którego można zignorować, jeśli tylko wystarczająco mocno zaciśnie się zęby. Szczegóły ujawnione w książce "Siara. I nic nie jest jasne" autorstwa Beaty Biały są po prostu wstrząsające.
To nie była walka, to była ucieczka przed wyrokiem. Cukrzyca postępowała nie w blasku fleszy, ale w mroku codziennych, małych "grzechów". Zjedzona ukradkiem drożdżówka, celowo niewypita szklanka wody, tabletka, o której "zapomniał", bo tak było wygodniej. Krzysztof Piasecki wspomina ten dramatyczny upór przyjaciela.
Już w czasach "Plamy" trafił do szpitala. Myśleli, że to serce, a to była cukrzyca. Potem mówił, że bierze leki, ale nie sprawdza cukru. "Po co?" – pytał.
AKPA
Synowie robili wielkie kariery, on wolał zwierzęta. Gorzka prawda o samotności
Podczas gdy jego dzieci odnosiły spektakularne sukcesy, on zaszył się na wsi, odcinając od świata. Jonasz Rewiński budował swoją pozycję jako dziennikarz, m.in. w TVP Info, a Aleksander Rewiński podbijał prestiżowe sceny operowe we Włoszech i Austrii. Kontrast między ich światowym życiem a samotnością ojca jest uderzający. Dlaczego człowiek, którego synowie są na szczycie, wybrał rozmowy z inwentarzem zamiast z ludźmi?
Aktor, który przez lata był mężem Iwony Biernackiej, w jednym z ostatnich wywiadów dla "Vivy!" wypowiedział słowa, które do dziś bolą fanów. To wyznanie człowieka totalnie pogodzonego ze swoją izolacją.
Na szczęście nie potrzebuję kontaktu z rodziną. Moi synowie mnie nie widzą miesiącami i im to nie jest potrzebne, i ja im nie jestem potrzebny. [...] Żartuję sobie z krowami i baranami, bo one przynajmniej się nie obrażają.
fot. AKPA
"To tylko słabszy dzień". Zapłacił najwyższą cenę za wolność
Do samego końca nie pozwolił, by litość wdarła się do jego życia. Gdy choroba odbierała mu siły, Janusz Rewiński bagatelizował ból. Syn Aleksander Rewiński wspomina, że ojciec wolał dostać od niego zakazane słodycze – słynne Mozartkugel z Salzburga – niż usłyszeć słowa współczucia.
To tylko słabszy dzień – mówił, kiedy ledwo wstawał z łóżka. Lubił słodkie. Potem już niemógł. Ale gdy mogłem, przywoziłem mu z Salzburga Mozartkugel – prawdziwe, z jedynej cukierni, która ma te oryginalne, tej od 1890. Duże, z marcepanem.
Chciał żyć po swojemu, bez tłumaczenia się z wyników badań i poziomu cukru. Był uparty i niepokorny, co stało się jego znakiem rozpoznawczym, ale i przekleństwem. Zniknął na własnych zasadach, nie dając nikomu szansy na ratunek. Wybrał wolność, nawet jeśli oznaczała ona szybszy koniec.