Diamenty na palcach, pancerne auto w garażu, a na stole... koperta dla księdza. Krzysztof Rutkowski nawet w kwestiach wiary nie uznaje półśrodków. Najsłynniejszy w Polsce "detektyw bez licencji" bez ogródek ujawnił, jakie kwoty wchodzą w grę podczas wizyty duszpasterskiej. Dla niego luksus nie kończy się na samochodach – musi być widoczny nawet w parafialnej kartotece.
Antyklerykał, który kocha księży? U Rutkowskich kolęda to debata o losach świata
Sezon na wizytę duszpasterską co roku dzieli Polaków, ale Krzysztof Rutkowski nie ma dylematów, czy otwierać drzwi. Jego podejście to jednak mieszanka wybuchowa. Z jednej strony celebryta określa swoje poglądy jako "absolutnie antyklerykalne" i stawia na "zdrowy rozsądek". Z drugiej – duchownych nazywa swoimi przyjaciółmi.
Taki paradoks to u niego standard. Krzysztof Rutkowski traktuje kolędę nie jako szybką modlitwę, ale jako okazję do debaty geopolitycznej przy domowym stole.
Oczywiście, że przyjmuje księdza po kolędzie. Księża są moimi przyjaciółmi [...] Moje drzwi dla każdego księdza, dla każdego wędrowca, dla każdego człowieka, który potrzebuje ze mną porozmawiać i potrzebuje mojej pomocy, są otwarte. Musi Pani wziąć pod uwagę jedno że wizyta księdza to nie tylko jest rozmowa duszpasterza. Wizyta duszpasterska to jest również rozmowa na temat tego, co dzieje się dzisiaj nie tylko w naszym kraju, ale również na świecie. I sądzę, że księża mają również swój punkt widzenia. Jestem absolutnie antyklerykalny. Jestem zdroworozsądkowym człowiekiem
Dla Rutkowskiego wizyta duszpasterska to spotkanie na szczycie. W domu Rutkowskich, oprócz krzyża i wody święconej, na stole ląduje coś, co interesuje wszystkich najbardziej – konkretna gotówka.

CZYTAJ TAKŻE: Samochód to za mało? Wiemy, co Krzysztof Rutkowski dostanie od Gwiazdora. Cena zwala z nóg
Tyle ląduje w kopercie u Rutkowskich. Detektyw podał konkretne "widełki"
Gdy rozmowy o sytuacji na świecie cichną, nadchodzi moment finansowego rozliczenia. W dobie szalejącej inflacji temat "cennika kolędowego" rozgrzewa Polaków do czerwoności. Krzysztof Rutkowski nie bawi się w drobne i rzuca kwotami, które dla wielu emerytów stanowią połowę miesięcznego świadczenia.
Detektyw bez licencji wskazał jasne "widełki": 500 do 1000 złotych. Skąd taka hojność? Celebryta używa argumentu, który w ustach antyklerykała brzmi co najmniej zaskakująco – martwi się o podatki Kościoła.
Kościół potrzebuje wsparcia, ponieważ nie jest opodatkowany. Każdy daje według swojego uznania I myślę, że jeżeli ksiądz przychodzi raz w roku po kolędzie i zostaną zawarte widełki, widełki pomiędzy 500 a 1000 nie, nikomu krzywda się nie stanie.
Rutkowski ma też specyficzną teorię dla tych, którzy omijają niedzielne msze. Według niego, wizyta duszpasterska to moment na uregulowanie zaległości. Skoro nie dajesz na tacę, musisz "szarpnąć się" raz w roku.
Uważam, że kwota pomiędzy 500, a 1000 zł dla księdza powinna być raz do roku. Tym bardziej, że wiele osób, którzy przyjmują księdza, nie chodzą regularnie do kościoła. I w związku z tym nie dają tej regularnej ofiary. Jeżeli się raz szarpnie w roku i da 500 zł, to myślę, że nie jest to wielką krzywdą dla wiernego, (...) bo wstyd byłoby inaczej.

CZYTAJ TAKŻE: Księża widzą to od razu. Wystarczy jeden gest, by wiedzieli, że nie chodzisz do kościoła
Życie na bogato to jego codzienność. Przypominamy prezenty dla Juniora
Dla przeciętnego Kowalskiego 1000 złotych*w kopercie to kwota zaporowa. Jednak trzeba pamiętać, że Krzysztof Rutkowski żyje w innej galaktyce finansowej. On i jego żona, Maja Rutkowski, słyną z bizantyjskiego stylu życia, gdzie apartamenty kupuje się jako prezenty, a biżuteria waży więcej niż zdrowy rozsądek.
Hojność Rutkowskiego względem Kościoła wydaje się wręcz symboliczna, jeśli zestawimy ją z wydatkami na syna. Przypomnijmy: 10-letni Krzysztof Junior dostał od ojca samochód BMW wart 200 tys. złotych oraz dodatkowe auto elektryczne za 50 tys. złotych.
Przy takich fanaberiach, "szarpnięcie się" na 1000 złotych dla księdza wygląda jak zostawienie napiwku w restauracji. Rutkowski zresztą nigdy nie ukrywał swojej filozofii życiowej, którą brutalnie podsumował jednym zdaniem:
Jeżeli ktoś sobie zapracuje na biedę, to ją ma