Brigitte Bardot, legendarna ikona kina francuskiego, zmarła 28 grudnia 2025 r., pozostawiając świat w głębokim smutku, ale i osłupieniu. Gwiazda kultowego filmu "I Bóg stworzył kobietę" od lat konsekwentnie czyściła swoje konto, by po jej odejściu nikt nie miał wątpliwości, do kogo trafią miliony. Aktorka, która porzuciła blichtr fleszy dla ratowania zwierząt, zadbała o to, by jej fortuna nie stała się łupem dla ludzi.
Szokująca aukcja i wyprzedaż luksusów. Tak Brigitte Bardot zbierała na fundację
Decyzja o tym, co stanie się z gigantyczną fortuną gwiazdy, zapadła na długo przed jej śmiercią. Brigitte Bardot nie zamierzała zostawić majątku krewnym. Już w 1986 roku powołała do życia Fundację Brigitte Bardot i to właśnie ta organizacja stała się jej jedynym, prawdziwym spadkobiercą. Aby sfinansować walkę o prawa zwierząt, artystka posunęła się do gestów, które wstrząsnęły salonami.
W 1987 roku zorganizowała słynną aukcję majątku Bardot, wyprzedając najcenniejsze pamiątki swojego życia. Pod młotek bez sentymentów poszła suknia ślubna z pierwszego małżeństwa z Rogerem Vadimem — symbol jej największej sławy i młodości. Gwiazda pozbyła się także drogocennego diamentu od trzeciego męża, definitywnie odcinając się od przeszłości.
To jednak nie wszystko. Fundusze na działalność fundacji płynęły nie tylko z wyprzedaży biżuterii, ale także z jej dochodowego butiku w Saint-Tropez. Tamta pamiętna aukcja z 1987 r. przyniosła aż trzy miliony franków, które natychmiast przekazano na ratowanie zagrożonych gatunków. Ikona kina podsumowała swoją filozofię życiową jednym, dobitnym zdaniem:
Mężczyznom dałam młodość i urodę, zwierzętom zaś daję mądrość i doświadczenie.
instagram.com/brigittebardot
Madrague nie dla deweloperów. Dom w Saint-Tropez stał się "Arką Noego"
Wielu fanów zastanawia się, co stanie się z legendarną posiadłością Madrague. Willa w Saint-Tropez, otoczona murem i bambusami, była dla niej ważniejsza niż wszystkie pałace Cannes. Okazuje się, że Brigitte Bardot zabezpieczyła ten azyl przed zakusami deweloperów. Dom został przekazany fundacji jako darowizna jeszcze za życia aktorki, z zachowaniem prawa do dożywotniego zamieszkania.
Posiadłość ta w ostatnich latach w niczym nie przypominała luksusowej rezydencji gwiazdy filmowej. Była to prawdziwa forteca, do której wstęp miały przede wszystkim zwierzęta. W momencie śmierci Bardot opiekowała się tam stadem uratowanych istnień. W rozmowie z mediami Bardot z dumą opowiadała o swoim niezwykłym azylu:
Mam prawie 50 koni, osłów, kucyków, kóz, owiec, świń, wszystkie uratowane z rzeźni
imago stock&people/Imago Stock and People/East News
Nicolas-Jacques Charrier zostanie z niczym? Okrutna prawda o testamencie gwiazdy
To jednak nie zwierzęta, a relacja z najbliższym człowiekiem budziła największe kontrowersje. Chłodne stosunki Brigitte Bardot z jej jedynym synem, >Nicolasem-Jacques’em Charrierem, były tajemnicą poliszynela. Gwiazda nigdy nie ukrywała braku instynktu macierzyńskiego, co doprowadziło do bolesnego oddalenia i wieloletniego konfliktu z jedynym dzieckiem.
Czy syn zostanie całkowicie wydziedziczony? Tu na drodze stanęło surowe francuskie prawo. Przepisy o tzw. réserve héréditaire to swoista "prawna pułapka", która uniemożliwia całkowite pominięcie dzieci w testamencie, niezależnie od woli rodzica. Jednak Brigitte Bardot znalazła sposób, by obejść ten system. Przekazując nieruchomości i kosztowności na rzecz fundacji w formie darowizn jeszcze za życia, skutecznie zminimalizowała pulę majątku, która mogłaby trafić w ręce rodziny.