Brigitte Bardot — ikona seksu i marzenie milionów, we własnym domu przeżywała koszmar, tocząc desperacką walkę z „pasożytem”, który rósł w jej łonie. Podczas gdy świat wynosił ją na piedestał, ona nienawidziła każdej sekundy ciąży, traktując ją jak śmiertelne zagrożenie dla swojej urody. Wyznania gwiazdy o tym, jak próbowała pozbyć się dziecka, są wstrząsającym dowodem na to, że instynkt macierzyński nie jest dany każdemu.
„To był jak nowotwór”. Bardot nienawidziła swojego stanu
Ciąża była dla Brigitte Bardot wyrokiem na jej największy atut — idealne ciało. Gwiazda panicznie bała się, że macierzyństwo zniszczy jej figurę i zakończy karierę, którą kochała bardziej niż cokolwiek innego. Dziecko, którego ojcem był Jacques Charrier, nazwała wprost „nowotworem”, który żywi się jej tkankami, wysysając z niej życie i piękno.
Jej egoizm i obsesyjny strach przed utratą urody popchnęły ją do drastycznych kroków. Nie mogąc legalnie dokonać aborcji, gwiazda uciekała się do fizycznej przemocy wobec samej siebie, byle tylko „odzyskać wolność” i dawną sylwetkę.
Biłam się pięściami po brzuchu, chciałam to z siebie wyrzucić.
To nie był krzyk rozpaczy zagubionej dziewczyny, ale brutalna próba ocalenia własnego wizerunku kosztem nienarodzonego życia.

Poród w domowym więzieniu i brak więzi
Narodziny Nicolasa Charriera w 1960 roku przypominały scenariusz dreszczowca. Apartament aktorki był oblężony przez hordy paparazzi, a ona sama czuła się w nim jak zaszczute zwierzę w klatce. Presja była tak ogromna, że mąż musiał niemal siłą powstrzymywać ją przed ucieczką z domu, gdy emocje sięgały zenitu.
Kiedy Nicolas Charrier w końcu przyszedł na świat, Bardot nie poczuła nic poza chęcią ucieczki. Nastąpiła kategoryczna odmowa karmienia i odrzucenie niemowlęcia, które postrzegała jako intruza. Ostatecznie z ulgą oddała syna pod wyłączną opiekę ojca, wybierając życie w blasku fleszy, bez płaczu dziecka w tle. Dla niej rola matki skończyła się w momencie porodu.
„Inicjały B.B.” i proces z własnym synem
Prawdziwa bomba wybuchła dekady później, gdy Brigitte Bardot opublikowała autobiografię „Inicjały B.B.”. Gwiazda wylała tam całą swoją nienawiść do macierzyństwa, publicznie piorąc rodzinne brudy. To właśnie tam padły słowa, które wstrząsnęły opinią publiczną i ostatecznie przekreśliły jej relację z synem.
Wolałabym urodzić małego pieska.
To zdanie przelało czarę goryczy. Dorosły już Nicolas Charrier, upokorzony i zraniony przez matkę na oczach całego świata, wytoczył jej proces sądowy. Domagał się gigantycznego odszkodowania w wysokości ponad 250 tysięcy franków za naruszenie dóbr osobistych. Sąd przyznał mu rację, a Bardot musiała słono zapłacić za swoje okrutne wyznania, choć żadne pieniądze nie mogły naprawić krzywdy wyrządzonej własnemu dziecku.