W spokojnym Lublinie, tuż przed świętami, 19-letni student prawa z katolickiej uczelni szykował krwawą łaźnię. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wpadła do jego mieszkania w ostatniej chwili. Ujawniamy nowe, porażające fakty na temat cichego chłopaka, który zafascynował się ISIS.
Kulisy zatrzymania studenta KUL
Ciszę niedzielnego poranka 30 listopada 2025 roku w Lublinie brutalnie przerwał szczęk wyważanych drzwi. Zanim większość mieszkańców zdążyła zaparzyć pierwszą kawę, agenci ABW byli już w mieszkaniu 19-letniego studenta prawa. Mateusz W. nie spodziewał się takich gości. Był kompletnie zaskoczony, nie stawiał oporu i grzecznie podporządkował się poleceniom.
Akcja służb specjalnych była precyzyjna i błyskawiczna, przeprowadzona jednocześnie na terenie województwa lubelskiego i łódzkiego, gdzie znajduje się rodzinny dom studenta.
30 listopada 2025 roku na terenie woj. łódzkiego i lubelskiego funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na podstawie art. 308 kpk, przeprowadzili w trybie niecierpiącym zwłoki czynności przeszukania, a następnie zatrzymali Mateusza W.
Jak poinformowało ABW, zatrzymanie studenta KUL to efekt żmudnej pracy operacyjnej. W ten sposób w ręce agentów wpadł chłopak, który według śledczych zamierzał zamienić przedświąteczną radość w krwawą jatkę.
Katolicka rodzina, studia prawnicze i fascynacja ISIS. Kim jest Mateusz W.?
Kim jest człowiek, który miał planować zamach terrorystyczny w Polsce? Obraz, jaki wyłania się z ustaleń śledczych, jest wstrząsający. Mateusz W. to student pierwszego roku prawa na prestiżowym Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL). Wychował się w katolickiej rodzinie w niewielkiej miejscowości pod Łodzią. Z pozoru – zwykły, inteligentny chłopak, duma rodziców, przed którym rysowała się przyszłość w todze.
Jednak za tą fasadą kryło się drugie, mroczne oblicze. Podczas przeszukania jego mieszkania w Lublinie i domu rodzinnego agenci znaleźli przedmioty, które nie pasowały do wizerunku studenta katolickiej uczelni. Zabezpieczono liczne nośniki danych oraz Koran i broszury o islamie. Jak dosadnie ujął to rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński:
Na ten moment nie ma śladów rosyjskich powiązań, ale ten mężczyzna bardzo mocno zauroczył się islamem, zakochał się w terroryzmie i dążył do współpracy z Państwem Islamskim.
Jak to możliwe, że chłopak z dobrego, katolickiego domu, student prestiżowej uczelni, w tajemnicy przed całym światem planował rzeź w imię Allaha? Śledczy dopiero zaczynają zdejmować maskę z twarzy niedoszłego zamachowca.
Biblioteka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego / Fot. Wiki Commons
Czytaj także: Mentzen chwalił się, jak nie zapłacił 3 mln podatku. Gdy usłyszał, co o nim myślą, od razu pobiegł do sądu
Chciał "zastraszyć wielu ludzi". Tak miała wyglądać masakra na jarmarku
Plany 19-latka mrożą krew w żyłach. Celem ataku miał być jeden z jarmarków świątecznych. To właśnie tam Mateusz W. planował zdetonować ładunek wybuchowy. Jego cel był jasny: z.bić i okaleczyć jak najwięcej osób, by "zastraszyć wielu ludzi" i wesprzeć Państwo Islamskie (ISIS).
Młody mężczyzna skrupulatnie przygotowywał się do przeprowadzenia masakry. Według śledczych aktywnie poszukiwał w internecie informacji o tym, jak samodzielnie skonstruować materiały wybuchowe. Próbował też nawiązać kontakt z organizacjami terrorystycznymi, licząc na ich pomoc.
Mężczyzna pozyskiwał wiedzę o sposobach samodzielnego wykonania materiałów, które miały posłużyć do przeprowadzenia aktu terrorystycznego. Planował również wstąpienie do organizacji terrorystycznej, aby uzyskać pomoc w zakresie realizacji zamierzonych działań. Celem przestępstwa było zastraszenie wielu osób, a także wsparcie Państwa Islamskiego
– poinformował Jacek Dobrzyński. Skalę przygotowań i determinację 19-latka obnażają zarzuty postawione przez prokuraturę. To nie były mrzonki, a precyzyjnie realizowany plan.
Prokurator przedstawił Mateuszowi W. zarzut dotyczący podejmowania działań przygotowawczych do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, który mógł skutkować śmiercią lub ciężkimi obrażeniami wielu osób. Działania te obejmowały gromadzenie informacji o materiałach wybuchowych i metodach ich pozyskania lub wytworzenia, nawiązywanie kontaktów w celu zdobycia takich materiałów, poszukiwanie współpracowników oraz dążenie do uzyskania wsparcia dla planowanego ataku
- prok. Katarzyna Calów-Jaszewska.
Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w tymczasowym areszcie, a za zarzucane mu czyny grozi mu nawet dożywocie.
KUL wyrzuca niedoszłego terrorystę. "Decyzje zostały podjęte"
Gdy szokująca informacja dotarła na Katolicki Uniwersytet Lubelski, nikt nie zamierzał chować głowy w piasek. Reakcja władz uczelni była jak cięcie skalpelem – szybka i ostateczna. Rektor natychmiast zawiesił 19-latka w prawach studenta i wstrzymał wypłatę stypendium socjalnego. Sprawa trafiła do rzecznika dyscyplinarnego, a jej finał wydaje się przesądzony – całkowite wydalenie z uczelni.
Sprawa została od razu skierowana do rzecznika dyscyplinarnego do spraw studentów i doktorantów. Na bieżąco współpracujemy ze służbami, ale po stronie KUL na ten moment decyzje wszystkie, które powinny być podjęte, zostały już podjęte
– zapewnił rzecznik uczelni Wojciech Andrusiewicz. Uczelnia odcina się od studenta, podkreślając, że na KUL nie ma miejsca na tego typu postawy.
Sprawa studenta to sygnał alarmowy. "Wzmożona czujność przed świętami"
Zatrzymanie Mateusza W. to ogromny sukces polskich służb, którym udało się zapobiec tragedii. Jednocześnie jest to lodowaty prysznic i dowód na to, że zagrożenie terroryzmem w Polsce jest bardziej realne, niż mogłoby się wydawać. Jacek Dobrzyński zaapelował o "wzmożoną czujność przed świętami" i podkreślił, że "sprawa ma charakter rozwojowy", co sugeruje, że śledczy nie składają broni.
Historia Mateusza W. to dowód na to, że zagrożenie, które wydawało się odległe, jest tuż za rogiem. Pytanie brzmi: ile jeszcze takich tykających bomb chodzi po polskich ulicach?