Cezary Pazura, uwielbiany przez miliony Polaków za kultowe role w "Kilerze" czy "13 posterunku", postanowił zrzucić bombę. Aktor bez ogródek ujawnił, jakie pieniądze wpływają na jego konto za powtórki filmów, które wszyscy znamy na pamięć. Jeśli myśleliście, że to fortuna, jego słowa o "jakichś grosikach" sprowadzą was na ziemię.
Pazura bez owijania w bawełnę. Legenda kina ujawnia prawdę o zarobkach
Cezary Pazura, znany z ciętego języka i dystansu do siebie, tym razem wziął na celownik świętą krowę polskiego show-biznesu: zarobki. W swoim stylu, na luzie, opublikował w mediach społecznościowych wideo, w którym rozprawia się z mitem milionów zarabianych na starych hitach. Aktor potwierdził, że przelewy za takie klasyki jak "Kiler" czy "13 posterunek" wciąż spływają, ale kwoty, o których mówi, mogą wywołać co najwyżej uśmiech politowania.
Wielu fanów mogło przeżyć prawdziwy szok, gdy usłyszeli, że status legendy wcale nie przekłada się na fortunę z tantiem. Aktor wprost stwierdził, że kwoty, które wpływają na jego konto po latach, są symboliczne.
Także możesz dostać złotówkę, sześćdziesiąt groszy. Bo stu trzydziestu złotych już nie dostanę, bo nie grałem dawno żadnej roli w filmie, który byłby w prime timie. Więc to są jakieś grosiki.
Jego słowa to kubeł zimnej wody dla każdego, kto sądzi, że polscy aktorzy śpią na pieniądzach z tantiem.

Od 130 złotych do 60 groszy. Szokujące kulisy "grosików"
Jak to możliwe, że za role, które zna cała Polska, aktor otrzymuje tak niskie stawki? Cezary Pazura postanowił wyjaśnić mechanizm, który rządzi rynkiem. Jak tłumaczy, wynagrodzenie aktorów w Polsce z tytułu praw pokrewnych zależy od wielu czynników.
Aktor dostaje za prawa pokrewne. Jeśli grasz główną rolę to należy ci się więcej, niż ten co gra mniejszą rolę.
Pazura wspomina, że dawniej za główną rolę w filmie emitowanym w najlepszym czasie antenowym (tzw. prime time) można było liczyć na kwotę rzędu 100-130 złotych. Dziś jednak realia są zupełnie inne, zwłaszcza w przypadku produkcji, które mają już swoje lata.
Wiadomo, po dwudziestu latach - a nigdy nie puszczają tego filmu w prime timie, ale generalnie puszczają później, to są już mniejsze pieniądze, bo to nie jest film premierowy. Także ja nie wiem, ale tam pewnie aktor za główną rolę kilkanaście - kilkadziesiąt złotych za powtórkę dostanie.
Najbardziej szokujący jest jednak konkretny przykład, który podał aktor. Okazuje się, że na jego konto wpłynął kiedyś przelew na kwotę... sześćdziesięciu groszy. Tyle otrzymał za nocną powtórkę słuchowiska radiowego. Okazuje się, że status legendy kina nie gwarantuje niczego, a przelew za kultową rolę może być niższy niż cena biletu do kina.
Skromność, żart czy gorzka prawda o branży?
Chociaż Cezary Pazura opowiada o tym z uśmiechem, trudno oprzeć się wrażeniu, że pod płaszczykiem żartu kryje się gorzka prawda o polskiej branży filmowej. Być może tylko aktor o jego statusie i z jego pozycją mógł sobie pozwolić na taką szczerość. Czy to tylko skromność? A może celowy pstryczek w nos systemu, który pozwala, by ikoniczne role były wyceniane na równowartość paczki zapałek? Jedno jest pewne: Pazura po raz kolejny udowodnił, że nie boi się mówić tego, co inni wolą przemilczeć.