Jan Englert o polskich aktorach: „Z tysiąca artystów rodzi się jeden rzemieślnik”

Jan Englert o polskich aktorach: „Z tysiąca artystów rodzi się jeden rzemieślnik”

Jan Englert o polskich aktorach: „Z tysiąca artystów rodzi się jeden rzemieślnik”

AKPA

Jan Englert, legenda polskiej sceny, której zdanie liczy się bardziej niż kogokolwiek innego, znów odpalił bombę. 82-letni aktor w rozmowie z "Super Expressem" bezlitośnie zdiagnozował polską branżę aktorską. Jego słowa to gorzka pigułka, której wielu kolegów po fachu nie będzie w stanie przełknąć. A powiedział to, co inni boją się nawet pomyśleć.

Reklama

Englert grzmi: "Nienawidzę określenia 'My, artyści'"

Jan Englert nie owija w bawełnę – ma po prostu alergię na gwiazdy, które bez pokrycia w umiejętnościach nazywają siebie "artystami". Jego zdaniem to zwykła bufonada. Aktor bez ogródek stwierdził, że gdy słyszy z ust kolegi "My, artyści", to jest to sygnał, by natychmiast sprawdzić, czy ten w ogóle cokolwiek potrafi. Krótko mówiąc, najpierw praca, potem tytuły.

Stawia sprawę prosto: najpierw naucz się fachu, a dopiero potem myśl o wielkiej sztuce. Dla niego liczy się solidny warsztat, a nie pretensjonalne gadanie o byciu artystą. Sam siebie nazywa "wyznawcą rzemiosła, nie artyzmu", dając jasno do zrozumienia, co jest dla niego fundamentem tego zawodu.

Reklama

Swoją druzgocącą ocenę branży aktorskiej podsumował słowami, które są jak policzek dla całego środowiska.

W Polsce z tysiąca artystów urodzi się czasem jeden rzemieślnik. Jeśli tej proporcji nie odwrócimy, to będziemy ciągle musieli siebie sami ironizować albo budować kulturę.

Jan Englert w czarnej marynarce AKPA

Reklama

Gorzka diagnoza dla polskiego kina. "Futerał nam nawala, instrumenty nie są najgorsze"

Krytyka Englerta nie kończy się jednak na ego aktorów. W rozmowie z "Super Expressem" celnie zdiagnozował cały polski rynek filmowy i serialowy. Użył przy tym genialnej metafory: "Polscy reżyserzy i aktorzy pokazują, że potrafią. Tylko reżyser musi użyć właściwego futerału do instrumentów. Futerał nam czasami nawala, instrumenty nie są najgorsze". W prostych słowach: mamy talent, ale system kuleje.

Reklama

A kiedy takie słowa wypowiada człowiek, który przez 22 lata kierował Teatrem Narodowym i widział wszystko, cała branża powinna słuchać w milczeniu. To nie jest opinia celebryty, to werdykt. I właśnie dlatego tak bardzo boli. Jego ocena branży aktorskiej to głos autorytetu, którego nie da się zignorować.

Reklama

Pamiętacie aferę z córką i żoną? To ten sam bezkompromisowy Englert

To zresztą nie pierwszy raz, gdy Englert idzie na zwarcie z całym światem. Wystarczy przypomnieć niedawną burzę, gdy na swoje pożegnanie z teatrem obsadził w głównych rolach żonę Beatę Ścibakównę i córkę Helenę Englert. Internet grzmiał o nepotyzmie, a on? Wzruszył ramionami, tłumacząc, że chce po prostu pracować z najbliższymi profesjonalistami.

Reklama

Tamta sytuacja doskonale pokazała, że opinia innych mało go obchodzi. To właśnie dlatego jego obecne słowa mają taką wagę – mówi je człowiek, który nigdy nie bał się mówić prawdy, nawet jeśli jest ona niewygodna dla wszystkich wokół. Krytyka aktorów z jego ust to nie kaprys, a przemyślana diagnoza.

Jedno jest pewne: po takich słowach w aktorskim świecie zawrzało. Pytanie tylko, czy ktoś poza samym Englertem ma odwagę przyznać mu rację? Czas pokaże, czy ta gorzka lekcja rzemiosła zostanie odrobiona.

Jan Englert ma wielką premierę, a wszyscy i tak patrzą na jego córkę. Skradła show odsłaniając kobiecość
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama