Daniel Martyniuk, jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiego show-biznesu, po raz kolejny rozpętał medialną burzę. Tym razem posunął się o krok dalej niż zwykle. W emocjonalnej tyradzie na Instagramie zagroził, że jeśli jego rodzina nie przestanie ingerować w jego życie, na zawsze zniknie, a wraz z nim nazwisko, które otworzyło mu wszystkie drzwi.
Martyniuk odpala Instagrama. "Zmieniam nazwisko i znikam!"
W nocy z poniedziałku na wtorek Instagram Daniela Martyniuka, nadającego obecnie ze słonecznej Hiszpanii, dosłownie zapłonął. Syn Zenka Martyniuka, od lat walczący o miano najbardziej problematycznego nepo baby w polskim show-biznesie, opublikował serię kilkunastu relacji, w których postanowił rozliczyć się z najbliższymi. Wzburzony i zdeterminowany, rzucił deklarację, która wstrząsnęła jego obserwatorami. Stwierdził, że ma dość ciągłych prowokacji i jeśli sytuacja się nie zmieni, podejmie najbardziej radykalny krok w swoim życiu.
W pewnym momencie padły słowa, które natychmiast stały się newsem dnia. Zmęczony medialnym szumem i, jak twierdzi, rodzinnymi intrygami, Daniel Martyniuk postawił sprawę na ostrzu noża. Jego ultimatum brzmi jasno i dobitnie — albo święty spokój, albo zniknięcie z życia publicznego pod nową tożsamością.
Jak nie przestaną po tym, co powiedziałem, i dalej będą to robić, to zmieniam nazwisko i znikam i odcinam się
Te słowa, wypowiedziane przez (jeszcze) Martyniuka, brzmią jak finałowy odcinek burzliwego serialu, który od lat śledzi cała Polska. Pytanie tylko, czy to zapowiedź nowego sezonu, czy definitywny koniec.

O co poszło tym razem? Oskarża rodzinę o prowokację
Co tak rozwścieczyło dziedzica discopolowego imperium? Według jego relacji, cała afera to wynik cynicznej gry prowadzonej przez jego najbliższych. Daniel twierdzi, że rodzina celowo próbuje wyprowadzić go z równowagi, by sprowokować go do "pójścia w melanż". A wszystko po to, by uniemożliwić mu powrót do Hiszpanii, gdzie wreszcie poczuł się wolny od ich ciągłego nadzoru.
Poczucie wolności, jakie daje mu Hiszpania, jest dla niego kluczowe. "Tutaj jestem wolny… Za wszelką cenę próbowali wyprowadzić mnie z równowagi i żebym poszedł w ostry melanż, a ja śmiałem się im w oczy" – relacjonował na Instagramie.
Martyniuk nie owija w bawełnę i rzuca poważne oskarżenia. Jego zdaniem, spokój, który odnalazł na Półwyspie Iberyjskim, jest solą w oku jego rodziny, która w Polsce ma nad nim znacznie większą kontrolę.
Jak wróciłem do Polski, to próbowali na siłę wywoływać kłótnie, bo uważają, że jeżeli ja się zdenerwuję, to pójdę sobie w melanż i oni mieli nadzieję, że jeżeli zacznę imprezować w Polsce, to nie wrócę do Hiszpanii, gdzie mają ograniczone zasięgi
To kolejna odsłona rodzinnej sagi, która od lat elektryzuje media, a jej niedawnym punktem kulminacyjnym była głośna awantura w samolocie z Malagi. Wygląda na to, że nawet tysiące kilometrów nie są w stanie przerwać tej burzliwej relacji.
Groźba czy obietnica? Internet nie miał litości
Jak można się było spodziewać, na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. W sieci zawrzało, a sekcje komentarzy pod artykułami na temat ultimatum Martyniuka zapełniły się złośliwymi i ironicznymi wpisami. Wygląda na to, że Daniel Martyniuk zmiana nazwiska to hasło, które wielu potraktowało nie jako groźbę, a... długo wyczekiwaną obietnicę.
Internauci nie zostawili na nim suchej nitki, kpiąc z jego dramatycznej deklaracji. "Panie Danielu, prosimy nie grozić, tylko wreszcie to zrobić" – pisze jedna z użytkowniczek. "Czekamy z niecierpliwością! Może na nazwisko Escobar? Pasowałoby do stylu życia" – drwi inny. Jeszcze ktoś dodaje: "To najlepsza wiadomość tego tygodnia! Oby dotrzymał słowa". Wygląda na to, że publiczność, zamiast współczuć, potraktowała deklarację Martyniuka nie jako groźbę, ale jako... obietnicę.