Daniel Martyniuk, syn króla disco polo, po raz kolejny znalazł się w centrum skandalu. Po tym, jak został siłą usunięty z pokładu samolotu za agresywne zachowanie, teraz sam przechodzi do ataku. Zamiast przeprosin, zapowiada wojnę z przewoźnikiem i stawia sprawę jasno: nie ma zamiaru płacić ani grosza.
Awantura na pokładzie. Martyniuk wyrzucony z samolotu za agresję
Październikowy lot z Malagi do Warszawy dla setek pasażerów miał być rutynowym powrotem do domu. Daniel Martyniuk postanowił jednak napisać dla niego zupełnie inny, znacznie bardziej burzliwy scenariusz. Wszystko zaczęło się niewinnie – od prośby o alkohol.
To, co wydarzyło się później, jedna z pasażerek opisała w słowach, które pokazują skalę chaosu na pokładzie:
Kiedy zostało mu odmówione podanie alkoholu, zaczął się awanturować i zrobił się agresywny. Pojawiały się groźby w kierunku obsługi i niektórych pasażerów, którzy próbowali go uspokajać. Poruszał się w samolocie w tę i z powrotem. Obsługa też próbowała go uspokoić.
Sytuacja stała się na tyle poważna, że pilot podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu w Nicei. Tam na pokład wkroczyła francuska policja, która wyprowadziła Daniela Martyniuka z samolotu. Incydent na trasie Daniel Martyniuk Malaga Warszawa zakończył się dla niego przedwcześnie.

Martyniuk nie czuje się winny. "Zostałem znieważony przez Polaków"
Kto spodziewał się skruchy i przeprosin, musiał być srogo zawiedziony. Zamiast uderzyć się w pierś, Daniel Martyniuk odpalił medialną bombę, w której z agresora płynnie przeszedł w rolę ofiary. Jego zdaniem cała awantura w samolocie to wina "zazdrosnych bestii" i obsługi, która niesłusznie odmówiła mu drinka.
Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, zazdrosne bestie! Bo inaczej tego nie nazwę. Siedziałem na miejscu, poprosiłem o dwa piwa i Coca Colę. Niestety, z niewiadomych przyczyn zostało mi to odmówione. A was to wielce rozbawiło, "wilki"
Wygląda na to, że w słowniku celebryty nie ma miejsca na słowo "autorefleksja". Celebryta nie tylko nie przeprosił, ale przeszedł do kontrataku. W swoim emocjonalnym wpisie zagroził procesem zarówno liniom lotniczym Wizz Air, jak i innym pasażerom, zarzucając im nielegalne nagrywanie i znieważenie. Jego deklaracja jest jasna: nie poczuwa się do winy i nie zamierza ponosić żadnych kosztów.
Będę się sądził z Wizz Air do samego końca i nie zapłacę im złamanego grosza! Zostałem tam znieważony i wygwizdany przez Polaków. Własnych rodaków! Co ja wam zrobiłem? Jak tak można? Wszystko zostało nagrane! Podstawianie nóg w przejściu. Nagrania z waszych telefonów także są nielegalne. Także widzimy się na sali sądowej!
Syn króla disco polo znów w tarapatach. To nie pierwszy taki skandal
To zresztą nie pierwszy raz, gdy o synu Zenka Martyniuka jest głośno nie z powodu osiągnięć, a problemów z prawem. Polacy wciąż pamiętają jego głośne zatargi z policją podczas pandemii czy kontrowersje związane z prowadzeniem samochodu pod wpływem alkoholu. Każda kolejna afera zdaje się tylko utwierdzać wizerunek niereformowalnego skandalisty.
Co mu grozi? Linie lotnicze mają twarde procedury
Choć Daniel Martyniuk zapowiada proces i butnie deklaruje, że nie zapłaci "złamanego grosza", rzeczywistość może okazać się brutalna. Linie lotnicze mają bardzo rygorystyczne procedury dotyczące pasażerów stwarzających zagrożenie. Standardową praktyką jest obciążenie sprawcy awantury gigantycznymi kosztami awaryjnego lądowani*, które mogą sięgać dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych.
Ostatecznie może się okazać, że najdroższe w tej historii nie będą te dwa piwa, o które tak walczył, ale rachunek za arogancję, który z pewnością wystawią mu prawnicy **Wizz Air**. I tego rachunku, w przeciwieństwie do opinii publicznej, zignorować się nie da.