Po 20 latach otworzono jego grób. Legendarny Janosik spoczął w nowym miejscu

Po 20 latach otworzono jego grób. Legendarny Janosik spoczął w nowym miejscu

Po 20 latach otworzono jego grób. Legendarny Janosik spoczął w nowym miejscu

AKPA

Marek Perepeczko, niezapomniany Janosik i ikona polskiego kina, po 20 latach od swojej śmierci doczekał się drugiego pogrzebu. Jego prochy zostały ekshumowane i przeniesione z warszawskich Powązek w zupełnie inne miejsce. Ta zaskakująca decyzja jego żony, Agnieszki Fitkau-Perepeczko, wywołała lawinę pytań, ale jej powód jest prostszy i bardziej wzruszający, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Reklama

Po 20 latach Janosik wrócił do domu. Prochy aktora przeniesiono do Częstochowy

To wydarzenie, które poruszyło serca fanów w całej Polsce. W sobotę, 25 października 2025 roku, na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie odbył się powtórny pogrzeb Marka Perepeczki. Urna z prochami legendarnego aktora, która przez niemal dwie dekady spoczywała na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim, została przeniesiona do miasta, które stało się jego prawdziwym domem.

Decyzję o ekshumacji i przeniesieniu prochów podjęła żona aktora, Agnieszka Fitkau-Perepeczko. Zrobiła to niemal dokładnie w 20. rocznicę jego nagłej śmierci, co nadało całej uroczystości niezwykle symboliczny wymiar. Aktor Marek Perepeczko zmarł 17 listopada 2005 roku w swoim częstochowskim mieszkaniu.

Reklama

Okazuje się jednak, że ta decyzja, choć głęboko wzruszająca, nie dla wszystkich była oczywista. Jak ujawnił autor książki o aktorze, Marek Szymański, część krewnych była zdziwiona planami ekshumacji.

Rozmawiałem z jedną z jego kuzynek, która była bardzo zdziwiona przygotowaniami do ekshumacji na Powązkach, gdzie spoczywają najbliżsi krewni Marka. Przyznam, że trochę mnie zaskoczyło, że do przeniesienia prochów faktycznie doszło

– mówił Szymański, dodając całej sprawie nutę kontrowersji.

Reklama

Grób Marka Perepeczki WikiCommons (Cezary P., wikipedia.pl)

Reklama

"To miasto kochał naprawdę". Znamy powód niezwykłej decyzji żony

Dlaczego wdowa podjęła taką decyzję po tylu latach? Odpowiedź kryje się w niezwykłej więzi, jaka łączyła aktora z Częstochową. To nie była dla niego tylko praca, ale miejsce, w którym odnalazł spokój i artystyczne spełnienie. W latach 1997–2003 Marek Perepeczko pełnił funkcję dyrektora Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, gdzie nie tylko zarządzał, ale także reżyserował i grał, zyskując ogromny szacunek lokalnej społeczności.

Reklama

Agnieszka Fitkau-Perepeczko w poruszających słowach wyjaśniła, że myślała o tym od dawna. To nie był kaprys, a głęboko przemyślany gest miłości, mający na celu uszanowanie woli męża, nawet jeśli nie została ona nigdy spisana.

Reklama

Od dwudziestu lat rozważam decyzję przeniesienia Marka do Częstochowy... To miasto kochał naprawdę z całego serca... Uwielbiał tam mieszkać... pracować... żyć... Miasto też go uwielbiało... czego dało niesamowite dowody za jego życia … jak i po śmierci...

Wdowa jest przekonana, że to najlepsze, co mogła zrobić dla ukochanego męża. "Myślę, że to dobra decyzja. Marek będzie się cieszył z pięknego grobu i ciepła ludzi, którzy będą go odwiedzać w ukochanym mieście" – dodała.

"Marek by się śmiał". Wdowa po Janosiku odpowiada na lata krytyki

Decyzja o przeniesieniu prochów była też mocną odpowiedzią na lata krytyki i zarzutów, z jakimi mierzyła się Agnieszka Fitkau-Perepeczko. Niektórzy zarzucali jej rzekome zaniedbywanie grobu męża na Starych Powązkach. Aktorka, znana ze swojego ciętego języka i dystansu, skwitowała te oskarżenia z charakterystyczną dla siebie ironią.

Marek by się śmiał i ja się śmieję, bo jest paragraf za nękanie. Dlatego, że grób świetnie wygląda, a oni dalej swoje. Przecież trudno chodzić na taki grób co parę dni. Szczególnie, że mój PESEL też ma swoje liczby. Ludzie mają tak pusto w głowach czasem, że kompletnie nie myślą. Jeszcze mówią, że grób Perypeczki jest nieporządny, ale ona nie wie, gdzie ten grób jest i nie wie, jak się pisze porządnie nazwisko. Mam się przejmować? Wybucham śmiechem.

Jednocześnie zaapelowała do wszystkich o uszanowanie jej woli, dając jasno do zrozumienia, że opinia hejterów nie ma dla niej żadnego znaczenia.

Proszę. Uszanujcie moją decyzję... Hejterstwo... głupota ... bezradność ludzka nie robi i nigdy nie robiła na mnie wrażenia...

AKPA

"Odszedłeś niespodziewanie i samotnie". Wzruszające sceny na drugim pogrzebie

Ceremonia na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie miała charakter skromny i kameralny, ale przepełniona była ogromnymi emocjami. W ostatniej drodze aktorowi towarzyszyli najbliżsi, przyjaciele, przedstawiciele władz miasta oraz mieszkańcy, którzy nigdy nie zapomnieli o swoim dyrektorze teatru. Uroczystościom przewodniczył biskup Antoni Długosz, a rozpoczęły się one mszą w cmentarnej kaplicy.

Podczas nabożeństwa padły niezwykle wzruszające słowa, które przypomniały o nagłym odejściu aktora. Ksiądz Stanisław Jasionek, wspominając dzień jego śmierci, mówił o wielkiej pustce, jaką po sobie zostawił.

Odszedłeś do krainy wieczności 17 listopada 2005 r., w swoim częstochowskim mieszkaniu. Odszedłeś niespodziewanie i samotnie, pozostawiając małżonkę Agnieszkę, przyjaciół oraz wiernych odbiorców swojej sztuki — w głębokim smutku i ciszy.

Podczas mszy przemawiała również Agnieszka Fitkau-Perepeczko, która przez 39 lat była żoną aktora. Jej słowa były hołdem dla ich wspólnego życia i miłości, która przetrwała próbę czasu i śmierci.

Nie tylko Janosik. Marek Perepeczko był ikoną dla pokoleń

Choć dla milionów Polaków na zawsze pozostanie legendarnym harnasiem z serialu "Janosik", Marek Perepeczko był artystą o wielu twarzach. Młodsi widzowie pokochali go za rolę Komendanta Władka w kultowym serialu "13 posterunek", a koneserzy kina cenili jego kreacje w filmach Andrzeja Wajdy, takich jak "Popioły", "Wesele" czy "Pan Tadeusz".

Jego potężna postura i charakterystyczny głos sprawiały, że nie dało się go pomylić z nikim innym. Był ikoną, symbolem siły i męskości, ale też człowiekiem o wielkim sercu. Powrót prochów Marka Perepeczki do Częstochowy to symboliczne domknięcie jego niezwykłej biografii. Po 20 latach tułaczki jego duch wreszcie wrócił w swoje ukochane "góry" – do miasta, które dało mu artystyczne spełnienie. To dowód na to, że prawdziwe legendy nigdy nie odchodzą. Po prostu wracają do domu.

Źródło: AKPA
Reklama
Reklama