Wojciech Szczęsny — na boisku ostoja spokoju i pewności siebie, człowiek o stalowych nerwach. Okazuje się jednak, że nawet on ma swoje słabości, a największą z nich okazała się... pierwsza randka z Mariną Łuczenko. W dokumencie "Szczęsny" bramkarz po latach przerwał milczenie i w szokująco szczerych słowach opisał, co czuł, czekając na przyszłą żonę. Jego wyznanie: "Sr*łem w gacie ze strachu" pokazuje zupełnie nieznaną stronę początków miłości jednej z najgorętszych par polskiego show-biznesu.
Szczęsny zobaczył jej zdjęcie i już wiedział. "Znalazłem żonę"
Historia ich miłości zaczęła się jak w komedii romantycznej – od jednego zdjęcia w internecie. W 2012 roku Wojciech Szczęsny, przeglądając sieć w swoim londyńskim mieszkaniu, natknął się na artykuł o Marinie Łuczenko na festiwalu Coachella. I to wystarczyło. Bramkarz doznał olśnienia i bez wahania ogłosił swojemu przyjacielowi, że właśnie znalazł kobietę swojego życia.
W dokumencie "Szczęsny" od Amazon Prime piłkarz wspomina ten moment z rozbrajającą szczerością.
Zobaczyłem artykuł na jakiejś stronie internetowej, pt. "Marina na festiwalu Coachella". Zobaczyłem ją, mieszkałem wtedy z moim przyjacielem Conorem z Londynu, zawołałem go - on jest w stanie to potwierdzić - i powiedziałem: Conor, chodź zobacz, bo ja znalazłem żonę (...). Minęły może z trzy miesiące, zanim się po raz pierwszy z nią skontaktowałem.

Telefon, który wprawił Marinę w osłupienie. "Co to w ogóle za gość?"
O ile Wojciech Szczęsny był pewien swego, o tyle Marina Łuczenko-Szczęsna nie miała pojęcia, co się święci. Skupiona na karierze muzycznej, właśnie wróciła ze Stanów Zjednoczonych i nie w głowie jej były randki. Wtedy zadzwonił on. Pretekst, jaki wymyślił Szczęsny, żeby zdobyć jej numer i zagadać, to materiał na osobną historię. Przedstawił się oficjalnie i z kamienną twarzą poprosił o... nagranie życzeń dla Roberta Lewandowskiego.
Piosenkarka była kompletnie zdezorientowana. Jak wspomina, pomyślała wtedy: "Co to w ogóle za gość, co to za propozycja, bardzo to dla mnie podejrzanie zabrzmiało". Dopiero gdy jej koleżanka rzuciła "Ty, Wojciech Szczęsny, nie kojarzysz?", lampka w głowie Mariny w końcu się zapaliła. Szybkie "wygooglowanie" piłkarza przyniosło zaskakujący rezultat.
A no tak, bo mówił o jakimś Robercie Lewandowskim. Dawaj, "zczekujemy" go. Sprawdzamy i nagle powiedziałam: O, jaki przystojniaczek.
Chwilę później Szczęsny zadzwonił ponownie, tym razem z konkretną propozycją: "No dobrze, ale może dasz się chociaż skusić na sushi". Marina, będąc akurat na kilka dni w Warszawie, postanowiła zaryzykować.

Czekał na nią w aucie i trząsł się jak osika. "Sr*łem w gacie ze strachu"
Okazało się, że pewny siebie bramkarz, który z zimną krwią broni strzały na największych stadionach świata, przed pierwszą randką z Mariną kompletnie stracił rezon. Stres był tak ogromny, że Szczęsny był o krok od paniki. Czekając na nią w samochodzie, przeżywał prawdziwe katusze, które po latach opisał bez cenzury.
Czekam na nią w aucie i zaczynam się trząść, zdenerwowany jak diabli. Trzęsę się. Jeśli będę się trząsł, mam przesrane. Podkręcam więc muzykę, otwieram okno w aucie, zapalam papierosa i czekam na nią z 10 minut. Sr*łem w gacie ze strachu (...). Gdy ją zobaczyłem pomyślałem: "O, k*rwa".
Tyle zostało z wizerunku opanowanego profesjonalisty. Okazało się, że nawet gwiazda futbolu w obliczu spotkania z wymarzoną kobietą może poczuć się jak nastolatek przed pierwszą randką.

Od strachu do odważnej deklaracji. "Ty będziesz moją żoną"
Mimo nerwowego początku, randka na sushi okazała się strzałem w dziesiątkę. Jednak Marina, mając w głowie plany podboju USA, nie była od razu gotowa na związek. "Wow, super chłopak, ale przecież ja zaraz wyjeżdżam do Stanów, heloł" – wspominała swoją pierwszą myśl. Wtedy Wojciech Szczęsny postanowił postawić wszystko na jedną kartę.
Na jednej z pierwszych randek wypalił do niej z rozbrajającą pewnością siebie: "Ty jeszcze tego nie wiesz, ale ty będziesz moją żoną". Ta deklaracja, choć zszokowała Marinę, ostatecznie ją rozbroiła. Sam Szczęsny przyznaje, że była to dla niego walka, w której musiał przełknąć gorycz porażki i poczuć pokorę.
Pomyślałem, że nie wyglądam źle, jestem młody, pieniędzy mi nie brak. Ewidentnie się staram. Dlaczego to, k*rwa, nie działa. (...) Nie chciała mnie! Trzeba było powalczyć, ale wszystko, co dobre, wymaga w życiu trochę pracy.
Jak przyznał, Marina jest jedyną kobietą, która sprawiła, że płakał z miłości. Reszta jest już historią – zaręczyny w 2015 roku, ślub w 2016 i szczęśliwa rodzina. Ta niezwykła historia miłości Szczęsnych pokazuje, że czasem trzeba "srać w gacie ze strachu", by znaleźć szczęście na całe życie.