Interwencje w Tajlandii i wpis Superniani. Sprawa rodziny Clarke pęcznieje

Interwencje w Tajlandii i wpis Superniani. Sprawa rodziny Clarke pęcznieje

Interwencje w Tajlandii i wpis Superniani. Sprawa rodziny Clarke pęcznieje

instagram.com/rodzinaclarke; instagram.com/superniania

Sprawa rodziny Clarke wymyka się spod kontroli. Po interwencji policji i rządu Tajlandii głos zabrała najsłynniejsza ekspertka od wychowania w Polsce. Jej słowa wywołały prawdziwą burzę, a odpowiedź, jaką dostała, mrozi krew w żyłach.

Reklama

Superniania nie wytrzymała. Chce osobiście sprawdzić, co dzieje się u Clarke'ów

Sprawa wielodzietnej rodziny Clarke, która od miesięcy rozgrzewa polski internet, doczekała się reakcji najsłynniejszej ekspertki od wychowania w kraju. Dorota Zawadzka, czyli Superniania, nie zamierzała dłużej milczeć i publicznie zażądała wyjaśnień od matki jedenaściorga dzieci, Dominiki Clarke.

Zawadzka od razu przeszła do rzeczy, nie bawiąc się w dyplomację. Chce poznać fakty dotyczące opieki nad dziećmi, które od miesięcy budzą skrajne emocje. W swoim wpisie podkreśliła, że jej celem jest dotarcie do prawdy.

Reklama

Poszukuje kontaktu do rodziny Clarke. Napisałam wiadomości priv, ale nie mam odpowiedzi. Chciałabym zadać tej mamie kilka pytań, by ustalić fakty i dać jej szansę odpowiedzi na ważne pytania dotyczące dzieci. Ich leczenia, rehabilitacji i warunków życia. Absolutnie nie chodzi o to, by jej szkodzić, ale by zapytać u źródła. I nie piszcie mi, że to nie moja/nasza sprawa. Szukaliśmy już tu różnych rodziców, którzy wykorzystują wizerunek dzieci lub przemocowych. I zawsze to jest nasza sprawa.

FacebookDorotaZawadzkaPsycholog
Po kliknięciu wczytamy treść z serwisu Facebook (Meta), który może zapisywać pliki cookie.
Zobacz post DorotaZawadzkaPsycholog w serwisie Facebook

Iskra zapalna: Nagranie z inhalatorem, które wstrząsnęło internetem

Wszystko zaczęło się od krótkiego filmiku, który dla wielu stał się dowodem na to, że w domu rodziny Clarke dzieje się coś niepokojącego. Na nagraniu widać, jak mały Charlie, jeden z pięcioraczków, przechodzi inhalację. To jednak nie sam zabieg, a sposób jego przeprowadzenia, wywołał prawdziwą lawinę oskarżeń.

Obserwatorzy dopatrzyli się, że chłopiec mógł mieć skrępowane ręce, aby się nie ruszał podczas zabiegu. Oskarżenia o stosowanie przymusu wobec dziecka rozlały się po sieci z prędkością światła. To właśnie ta kontrowersja i setki niepokojących sygnałów sprawiły, że Superniania postanowiła interweniować.

Reklama

"Groźby i syf". Fanki rodziny Clarke ruszyły do ataku

Reakcja na apel Doroty Zawadzkiej była natychmiastowa i brutalna. Zamiast merytorycznej dyskusji, na ekspertkę wylała się fala hejtu. Wstrząśnięta Superniania opisała to, co spotkało ją ze strony obrończyń rodziny Clarke.

Reklama

No i powiem wam, że nawet mnie zaskoczyła fala hejtu i nienawiści od "fanek" pewnej "influencerki" z Tajlandii. Coś niesamowitego, dwie godziny a ja już mam pełną skrzynkę syfu, gróźb i hejtu.

Zawadzka nie kryła szoku skalą nienawiści, która ją spotkała. Podkreśliła, że atakowały ją głównie kobiety — matki i babcie — wysyłając wiadomości pełne obelg. Wszystko dlatego, że odważyła się zadać pytania w sprawie, która od dawna budzi wątpliwości.

Reklama

Dorota Zawadzka w okularach AKPA

Reklama

Nie tylko Superniania ma wątpliwości. "To wygląda patologicznie"

Okazuje się, że Dorota Zawadzka nie jest osamotniona w swoich obawach. Głos w sprawie zabrała anonimowa matka czwórki dzieci, która w liście do mediów nie zostawiła na Dominice Clarke suchej nitki, nazywając jej publiczną działalność "głupotą".

Kobieta posunęła się do bardzo ostrych ocen, które pokazują skalę emocji wokół rodziny.

Ich mama jest rozchwiana emocjonalnie, załamana, zmęczona i pewnie nieszczęśliwa. Ogląda się to okropnie! (...) Nie wygląda to normalnie, wręcz patologicznie.

W ich domu była już policja i rządowa delegacja. To nie pierwszy alarm

Publiczna interwencja Superniani nabiera dodatkowej wagi, gdy przypomnimy, że to nie pierwszy alarm w sprawie rodziny. Zaledwie kilka dni wcześniej, po fali anonimowych donosów, w domu Clarke'ów w Tajlandii zjawiła się policja. Funkcjonariusze przeszukali pokoje i przejrzeli materiały wideo, szukając dowodów na rzekome zaniedbania.

Na tym jednak nie koniec. Sprawa stała się tak poważna, że zainteresował się nią tajlandzki rząd. Do domu polsko-brytyjskiej rodziny przybyła kilkunastoosobowa delegacja urzędników, w skład której wchodzili m.in. lekarze i nauczyciele. Obie wizyty były efektem donosów i miały na celu sprawdzenie, w jakich warunkach żyją pięcioraczki z Horyńca i ich starsze rodzeństwo.

A co na to matka 11 dzieci? Jej odpowiedź daje do myślenia

W ogniu oskarżeń Dominika Clarke nie pozostaje bierna. Matka dzieci odniosła się do próby kontaktu ze strony Superniani, sugerując, że publiczny apel nie był najlepszym sposobem na rozwiązanie sprawy. W swoim wpisie dała do zrozumienia, że wolałaby prywatną rozmowę.

Jeśli ktoś naprawdę chce pomóc, może do mnie napisać prywatnie. Odpisuję na wiadomości - często nawet w nocy, kiedy nie mogę zasnąć. Nie trzeba mnie szukać przez internet, ani tworzyć postów o mojej rodzinie.

Chłodna, ale jednoznaczna odpowiedź Dominiki Clarke pokazuje, że nie zamierza się tłumaczyć publicznie. Z jednej strony mamy więc matkę walczącą o dobre imię swojej rodziny, z drugiej – najsłynniejszą ekspertkę od wychowania w kraju, która domaga się odpowiedzi, i służby, które już pukają do drzwi. Jedno jest pewne: bitwa o prawdę w sprawie rodziny Clarke'ów dopiero się zaczyna.

Dominika Clarke pokazała grób utraconego synka. Rodzeństwo Henry'ego Jamesa ma dziś 2 lata. Ależ byli maleńcy
Źródło: instagram.com/rodzinaclarke
Reklama
Reklama