Dominika Clarke i jej rodzina przeżyli chwile grozy, jakich nikt by się nie spodziewał. Pewnego dnia do ich domu w Tajlandii wtargnęła policja, która przeszukała dosłownie wszystko. Kiedy w końcu poznali powód tej brutalnej interwencji, nie mogli uwierzyć.
Policja wpadła do domu rodziny Clarke
Spokój jedenastoosobowej rodziny Clarke od pięcioraczków z Horyńca został brutalnie przerwany w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Nagle do ich posiadłości w Tajlandii wtargnęli funkcjonariusze, którzy bez ostrzeżenia przystąpili do akcji na oczach przerażonych dzieci.
Dominika Clarke, matka dziewięciorga dzieci, w pierwszej chwili myślała, że to pomyłka albo ponury żart. Jednak chaos szybko uświadomił jej, że sytuacja jest śmiertelnie poważna. Najazd policji wyglądał jak scena z filmu akcji, a nie coś, co mogłoby przytrafić się zwykłej rodzinie, która szukała swojego miejsca na ziemi.

Powód interwencji w domu Clarke mrozi krew w żyłach
Po pierwszych chwilach grozy i opanowaniu paniki, rodzina w końcu poznała powód, dla którego ich dom został potraktowany jak melina groźnych przestępców. Okazało się, że cała ta dramatyczna interwencja policji była spowodowana donosem hejterki.
Wczoraj przekroczyliśmy nowy poziom absurdu: czterech policjantów w moim domu. Tak, czterech, bo przecież w wyobraźni pani N (naczelnej hejterki) nasza codzienność to nie rodzina, tylko scena z kryminału. Przeszukane pokoje, zdjęcia, filmy – wszystko po to, by znaleźć dowód na to, że „tam na pewno coś jest nie tak”. I co? I nic.
- relacjonowała Dominika Clarke w mediach społecznościowych.
Zaniepokojenie internautów wywołało związanie dziecka do inhalacji, które zobaczyć można na filmiku opublikowanym przez Rodzinę Clarke na portalu Facebook.