Telewizja Polska z okazji 25-lecia "M jak miłość" postanowiła "wskrzesić" postać Lucjana Mostowiaka. Głos zmarłego w 2017 roku Witolda Pyrkosza został wygenerowany przez sztuczną inteligencję, co wywołało w sieci prawdziwą furię i oskarżenia o profanację pamięci legendarnego aktora.
Witold Pyrkosz znów przemówił w "M jak miłość". Wszystko dzięki sztucznej inteligencji
Gdy miliony fanów czekały na jubileuszowy odcinek "M jak miłość", nikt nie spodziewał się, że twórcy zaserwują im taki emocjonalny rollercoaster. Na ekran powrócił sam Lucek Mostowiak, a wszystko za sprawą kontrowersyjnej technologii, która podzieliła Polskę. W specjalnym odcinku, który Telewizja Polska wyemitowała 6 października, postać grana przez zmarłego aktora przemówiła ponownie.
W jednej z najbardziej wzruszających scen Barbara Mostowiak (Teresa Lipowska) znajduje stary list od męża. I wtedy stało się coś, co zmroziło widzów – z głośników popłynął głos Lucjana, odtworzony cyfrowo przez sztuczną inteligencję. Głos Witolda Pyrkosza w wersji AI odczytuje treść listu, co ma w zamyśle twórców symbolicznie domknąć pewien etap w historii rodu z Grabiny.
Producenci serialu TVP zapowiadali ten moment jako "niezwykły hołd dla aktora, którego postać na zawsze pozostanie sercem rodziny z Grabiny". Jednak to, co miało być wzruszającym wspomnieniem, fani szybko ochrzcili mianem "braku szacunku".

"Hańba!" i "brak szacunku". Fani nie zostawili na twórcach suchej nitki
Internet dosłownie zapłonął. Gdy tylko informacja o AI w serialu ujrzała światło dzienne, oficjalne profile "M jak miłość" zalała fala hejtu, a widzowie nie zostawili na produkcji suchej nitki. Pomysł, który miał być hołdem, wywołał powszechne oburzenie i oskarżenia o przekroczenie granicy dobrego smaku.
Komentarze fanów są jednoznaczne i pełne goryczy. Dominują głosy o braku poszanowania dla zmarłego artysty.
Kompletny brak szacunku do zmarłego aktora, wstydźcie się.
Obrzydliwy pomysł. Zmarłych należy zostawić w spokoju. Jego prawdziwy głos można usłyszeć w filmach i serialach, w których grał i nie ma potrzeby generowania go sztucznie. No ale czego się nie zrobi, żeby nabić sobie oglądalność.
Widzowie zadają też niewygodne pytania o kwestie prawne i etyczne, zastanawiając się, czy rodzina aktora wyraziła na to zgodę.
Chore, jak tak można. I kogo zapytali o prawo do wizerunku? Zapłacili coś rodzinie?
Wielu fanów podkreśla, że istnieją znacznie lepsze sposoby na upamiętnienie legendy, a cyfrowa symulacja to krok za daleko.
AI wykorzystywane w taki sposób to hańba. Jeśli tak bardzo chcieli, żeby ludzie usłyszeli pana Witolda, to powinni puścić oryginalne kwestie w formie retrospekcji, a nie sztucznie wskrzeszać kogoś, kto odszedł. AI nie zastąpi człowieka.
W dyskusji niemal jednogłośnie dominuje sprzeciw. Widzowie jasno dali do zrozumienia, że wolą wspominać prawdziwego Witolda Pyrkosza z archiwalnych scen, niż słuchać jego cyfrowego sobowtóra.
Hołd czy przekroczenie granicy? Technologia budzi skrajne emocje
Choć Hollywood od lat bawi się w cyfrowe "wskrzeszanie" gwiazd, jak w "Gwiezdnych Wojnach", to w polskim serialu to prawdziwy przełom. I jak się okazuje – bardzo bolesny. Powrót aktora AI do tak popularnej produkcji wywołał dyskusję, która wykroczyła daleko poza świat show-biznesu.
Cała afera otwiera puszkę Pandory z pytaniami, na które nikt nie zna odpowiedzi. Czy to jeszcze hołd, czy już bezduszna eksploatacja wizerunku dla podbicia oglądalności? I najważniejsze – czy rodzina aktora w ogóle wyraziła na to zgodę? Tego TVP nie ujawnia.
Jedno jest pewne: technologia stawia pod znakiem zapytania przyszłość aktorstwa. Czy niedługo zamiast żywych ludzi będziemy oglądać ich cyfrowe awatary?

Witold Pyrkosz – legenda, za którą tęsknią miliony
Niezależnie od kontrowersji M jak miłość, cała ta burza pokazuje jedno: jak bardzo Polacy kochali i wciąż kochają Witolda Pyrkosza. Był legendą polskiego kina i telewizji, aktorem, którego widzowie pamiętają z niezapomnianych ról Pyzdry w "Janosiku" czy kaprala Wichury w "Czterech pancernych i psie".
Dla fanów "M jak miłość" przez ponad 15 lat był przede wszystkim seniorem rodu Mostowiaków, którego ciepło, humor i życiowa mądrość stały się symbolem serialu. Jego odejście w 2017 roku pozostawiło w sercach widzów ogromną pustkę, a fani pisali wówczas: "Wraz z nim odeszła cząstka każdego z nas...".
I choć jego cyfrowy "powrót" okazał się bolesnym zgrzytem, to ta gorąca dyskusja jest największym dowodem na to, że Witold Pyrkosz i jego Lucjan Mostowiak na zawsze pozostaną w sercach widzów. A takich legend nie da się zastąpić żadną technologią.