Johnny Quinn bardzo długo żałował, że w ogóle przeżył ten pożar. Miał tylko cztery lata, gdy zapaliła się szopa, w której się bawił. Siostra Leah usłyszała jego krzyki i wyciągnęła go z płomieni, jednak wcześniej chłopiec został dotkliwie poparzony. Jego skóra dosłownie się stopiła, Johny stracił też powieki, uszy i większość palców. Przeszedł ponad 80 operacji rekonstrukcyjnych, jednak na odzyskanie "normalnego" wyglądu nie miał co liczyć.
Najdotkliwiej cierpiał z tego powodu, gdy został nastolatkiem - wtedy kwestia wyglądu staje się tak bardzo ważna. Tymczasem Johnny czuł się potworem. Nie chciał żyć. Dopiero z czasem zaczął siebie akceptować. Ojciec zaszczepił mu miłość do sztuki i rysunku. Chłopak nauczył się cenić to, co niewidoczne dla oczu. A teraz nawet pracuje jako model dla fundacji "Courageous Faaces".
Uświadomiłem sobie, że pewność siebie to nawyk, a nie cecha charakteru - twierdzi ten 18-latek. - Zamiast patrzeć w lustro i widzieć to, czego nienawidzę, zacząłem patrzeć raczej na to, co mogę wzmocnić i co mogę zaakceptować.
Warto uczyć się od Johnny'ego, prawda?