Wywiad: jak wybrać buty do biegania?

Środa, 14 maja 2014 | Moda, Trendy
Oceń:
4.3 / 11 głosów

Bieganie to coraz modniejsza forma aktywności. Wielu z was chciałoby zacząć swoją przygodę od kupna swoich pierwszych butów. O tym jakich błędów nie powinniśmy popełniać, porozmawiamy z Panem Ryszardem Bonikowskim, założycielem pierwszego w Polsce sklepu dla biegaczy Studio Sport (studio-sport.pl).

Ryszard Bonikowski: - Czy pierwszego w Polsce, to nie mam pewności, ale na pewno pierwszego w Warszawie. W 1998 roku zająłem się czymś, co w tamtych czasach nie było jeszcze tak popularne jak dzisiaj. Wtedy sport kojarzył się głównie z piłką nożną. Biegaczy nikt nie traktował poważnie.

SAM_6797

No właśnie. To co widzimy dzisiaj na ulicach, to już nie jest moda. To raczej zjawisko.

Tak. Z zawodowego punktu widzenia jest mi z tego powodu niezmiernie miło, chociaż trochę się dziwię, że to zainteresowanie przyszło do nas tak późno. Cały cywilizowany świat pokochał ten sport dużo wcześniej. Zalety, takie jak szybsze spalanie kalorii, ładniejsza sylwetka, lepszy humor, to oczywistości. Natomiast, nie wszyscy chyba zdają sobie sprawę, że to także punkt wyjścia do poprawy wyników w innych dyscyplinach sportu. Bez przygotowania biegowego nie da się poprawić swojej techniki w tenisie, narciarstwie itd. Nawet szachiści biegają! Wszyscy kojarzą Witalija Kliczkę jako wybitnego boksera, a mało kto wie, że na średnich dystansach mógłby zawstydzić niejednego lekkoatletę.

Jeśli jest już motywacja, to kompletowanie sprzętu zaczynamy chyba od butów?

Tak. Buty to podstawa i na nich nie warto oszczędzać.

Nawet w przypadku początkujących biegaczy?

Przede wszystkim w ich przypadku. Paradoksem jest to, że biegacze początkujący potrzebują lepszych butów niż ci zaawansowani. Osoby, które biegają już od jakiegoś czasu, są bardziej odporne na przeciążenia, niż ktoś, kto dopiero zaczyna. Ale  nie namawiam też na buty najdroższe. W granicach 250-350 złotych da się już kupić przyzwoity sprzęt. Niestety, dla osób, które nie otarły się o sport wyczynowy, ten wybór może okazać się trudny. Takiej różnorodności obuwia, jaka jest w bieganiu, nie znajdziemy w żadnej innej dyscyplinie i łatwo się tutaj pogubić.

Pierwszy podział to rodzaj nawierzchni. Inne buty służą do biegania po lesie, a inne po asfalcie czy betonie. Różnice dotyczą nie tylko siły amortyzacyjnej, rodzaju bieżnika i lepkości gumy podeszwowej. To także całkowicie inna cholewka - w butach terenowych sztywniejsza i wykonana z mocniejszych tkanin. O ile wielkiej tragedii nie będzie, gdy w butach miejskich wbiegniemy do lasu, o tyle w drugą stronę może być gorzej. Ucierpią i kolana, i kręgosłup.

Następny podział dotyczy charakteru biegania. Inaczej projektuje się buty do codziennych wybiegań, a inaczej na zawody. Przestrzegam przed butami przesadnie lekkimi. Taką lekkość osiąga się zazwyczaj kosztem amortyzacji i zbyt częste ich stosowanie może być przyczyną kontuzji.

A co z pronacją i supinacją? Dzisiaj nawet laicy spotkali się z tymi pojęciami.

To kolejny podział. Tym razem na podeszwy supportowane i neutralne. Niestety, tego, jakie mamy predyspozycje biomotoryczne, możemy się tylko domyślać. Efektu pronacji i supinacji ani nie czujemy, ani nie widzimy. To może określić tylko osoba biegnąca za nami. Obserwując pracę stawu skokowego widzi, jak rozkładają się obciążenia.

Wiele sklepów biegowych posiada teraz urządzenia, które pomagają w doborze właściwych butów.

„Pomagają” to najwłaściwsze słowo. Mogą stanowić jedynie pomoc. Nigdy wyrocznię. Błędnych ocen było już tak wiele, że na pełne zaufanie sobie nie zasłużyły. Najgorsze są podoskopy. Co prawda są w stanie dość dokładnie wymierzyć stopy, ale nie widzą budowy kolan i nie potrafią też określić, co się dzieje ze stopami pod obciążeniem. A trzeba wiedzieć, że w trakcie biegu siła działająca na stopę zwiększa się wielokrotnie. Dużo lepsza jest wideoanaliza. Przede wszystkim pozwala na ocenę całej sylwetki w ruchu (nie tylko stopy). Niestety, zazwyczaj wykonywana jest na bieżni mechanicznej i osoby nieprzywykłe do niej, zachowują się trochę nienaturalnie. Lekko pochylając się do przodu, zaczynają akcentować przy lądowaniu przednią część stopy. Poza tym, takie badanie trwa zbyt krótko, by poobserwować stopy już zmęczone, a to może zmienić całkowicie wynik.

Czy istnieje zatem metoda idealna?

Moja ulubiona jest mało efektowna, ale skuteczna. Proszę moich klientów o przynoszenie poprzedniej, zużytej już pary. Zdaję sobie sprawę, że przypomina to trochę spotkanie z wróżką, ale wbrew pozorom, takie buty sporo o nas mówią. Na podstawie zniekształceń, przetarć i wykoślawień można określić, jakie działały siły i z jakim problemem zmaga się biegacz.

Co pan sądzi o tzw. bieganiu naturalnym i butach minimalistycznych? Coraz więcej ich na rynku.

Na pewno nie jest to dobry pomysł na "pierwszą parę". Tego typu buty stworzono z myślą o osobach już wytrenowanych. To taki pomysł na zwiększenie odporności poprzez terapię wstrząsową. Taki trochę skok na głębszą wodę. Poza tym, zbyt wcześnie jest na ocenę tego zjawiska i słuszności całej idei. Tym bardziej, że obserwujemy ostatnio wzrost przypadków kontuzji, które kiedyś były rzadkością (przeciążenia rozcięgna podeszwowego, złamania zmęczeniowe kości strzałkowej, skręcenia stawu skokowego itd.).

Na co jeszcze chciałby pan zwrócić naszą uwagę przy wyborze obuwia?

Być może narażę się niektórym dziewczynom, ale uważam, że wygląd butów i kolory nie są w bieganiu najważniejsze. Nie chciałbym tego tematu rozwijać, aby się nie pogrążać bardziej, ale wydaje mi się, że znalezienie właściwego buta pod kątem oczekiwań, predyspozycji ortopedycznych i szerokości jest tak trudne, że kwestię wyglądu zostawiłbym na sam koniec.

A co z markami sportowymi? Czy są lepsze i gorsze?

Znalezienie najlepszych butów dla konkretnej stopy to wypadkowa wielu czynników i utożsamianie się z jedną firmą ograniczyłoby nam wybór. Dlatego jestem zwolennikiem nie fiksowania się na jedną markę, tylko mierzenia różnych butów i porównywania. Niemniej, faktycznie istnieje coś takiego jak specjalizacja. Z jednej strony mamy marki popularne, związane silnie z modą sportową. Znamy je dość dobrze, bo mocno inwestują w reklamę i sponsoring znanych twarzy. W praktyce jednak ich strategia sprzedaży nastawiona jest na kibiców (tych jest znacznie więcej niż sportowców i są mniej wymagający), a produkcja koncentruje się na „ładnych” butach w modnych kolorach.

Po drugiej stronie są specjaliści. To często nieznane laikom japońskie i amerykańskie firmy, gdzie technologia i biomotoryka są ważniejsze niż wygląd. Taki podział na sprzęt dla amatora i profesjonalisty istnieje chyba niemal w każdej dziedzinie. Nawet w motoryzacji mamy grupę fanów BMW, która jest święcie przekonana, że jeździ autami sportowymi. Tymczasem na kręceniu uroczych bączków przed dyskoteką kończą się sportowe możliwości tych aut. W prawdziwym rajdzie nie mają one żadnych szans z „japończykami”, Subaru lub Mitsubishi. Podobnie jest z butami i choć nie wykluczam, że można znaleźć wygodne buty w Nike lub Adidas, to swoje poszukiwania zawsze zaczynam od Asics, Mizuno, Saucony i Brooks.

Asics - kolekcja wiosna/lato 2014

Obejrzyj także