Donald Tusk zaskoczył internautów, wcielając się w rolę influencera zasięgowego. Premier opublikował nagranie z terenu ogromnej farmy fotowoltaicznej. Zupełnie niespodziewanie nawiązał w nim do internetowego reality show „Farma Bagiego”. Fani przecierali oczy ze zdumienia, a Damian Glinka, zajmujący się marketingiem tego youtubowego projektu, postanowił ujawnić zaskakujące kulisy tej najgłośniejszej współpracy w polskim internecie.
- Premier porównał efekt ekologiczny nowej farmy do posadzenia 20 milionów drzew
- Damian Glinka ujawnił, że za taką reklamę szef rządu nie dostał żadnych pieniędzy, a cała akcja to przypadek
- W czerwcu 2026 roku „Farma Bagiego” zniknęła z platformy YouTube z powodu sporu autorskiego o format
- Po zawarciu ugody z telewizją Polsat i firmą Fremantle internetowe show powróciło do sieci
Damian Glinka ujawnił zarobki Donalda Tuska za nagranie o Farmie Bagiego
Donald Tusk w swoim najnowszym materiale wideo postanowił połączyć wielką politykę z internetową rozrywką. Premier udał się na teren potężnej farmy fotowoltaicznej i wiatrowej. Zamiast jednak standardowego przemówienia, polityk zaserwował widzom mrugnięcie okiem, o którym natychmiast zaczęła mówić cała Polska. Jak się okazało, nawiązał bezpośrednio do popularnego na YouTubie formatu, co kompletnie wbiło w fotel samych twórców.
Na nagraniu opublikowanym na Instagramie przed 5 lipca szef rządu wyliczał zalety gigantycznej inwestycji. Wskazał przy tym na imponujące liczby. Słowa polityka szybko poniosły się po sieci:
„Jesteśmy na farmie i nie jest to farma Bagiego. To jest największa w tej części Europy farma fotowoltaiczna i wiatrowa. To jest no, wyobraźcie sobie prawie pół miliona paneli fotowoltaicznych. To znaczy, że może zabezpieczyć prąd dla 100 tysięcy gospodarstw domowych niezależnie od pogody. Ta farma fotowoltaiczna pozwala też chronić klimat. Żeby uzyskać taki efekt, jaki mamy dzięki tej farmie, trzeba by było posadzić 20 milionów drzew. Robi wrażenie, co?”
Rozmach inwestycji i ekologia to jedno, ale wywołanie do tablicy znanego influencera natychmiast wywołało lawinę domysłów. Internauci zastanawiali się, ile kosztuje lokowanie produktu u samego premiera. Sprawa nabrała takiego rozgłosu, że głos w mediach społecznościowych zabrał Damian Glinka. Mężczyzna zdradził twarde kwoty w specjalnym oświadczeniu wideo:
„Słuchajcie, powiem wam jak to było z Donaldem Tuskiem i jego promocją »Farmy Bagiego«. Słowem wstępu dziś Donald Tusk wrzucił taką rolkę promocji »Farmy Bagiego«. No i wiecie, ja jestem dyrektorem marketingu i promocji tego projektu i ja wiem wszystko, co się dzieje. No i prawda jest taka, że Donald Tusk za tę reklamę dostał 0 zł. Był to totalny przypadek i wszyscy byli zaskoczeni, że on coś takiego zrobił. Taka jest właśnie prawda.”
Spór Farmy Bagiego z telewizją Polsat
Mikołaj Bagiński i twórcy youtubowego show jeszcze kilka tygodni temu nie mieli powodów do śmiechu. Właśnie wtedy program zniknął z serwisu YouTube tuż po hucznej premierze. Widzowie byli w szoku, a w sieci natychmiast zaroiło się od teorii spiskowych na temat zablokowania wideo.
Wszystko z powodu poważnych zastrzeżeń zgłoszonych przez firmę Fremantle, która posiada prawa do oryginalnego formatu „The Farm”. Na tym formacie opiera się doskonale znana z ekranów telewizorów, emitowana w Polsacie „Farma”. Youtubowy projekt Mikołaja Bagińskiego natrafił na solidną prawną barierę. Wydawało się, że to definitywny koniec głośnego przedsięwzięcia.
Na szczęście dla fanów youtubera, pod koniec czerwca zawarto kluczową ugodę. Telewizja Polsat, Fremantle oraz sam Mikołaj Bagiński doszli do ostatecznego porozumienia, które umożliwiło powrót „Farmy Bagiego” na platformę. Jak widać, po niedawnych problemach prawnych projekt radzi sobie w sieci doskonale. Gigantyczne, darmowe zasięgi od szefa rządu to dla twórców niespodziewany bonus.