Temat pieniędzy w Kościele to w Polsce największe tabu. Ale w Zielonej Górze mit o opływających w luksusy duchownych właśnie zderzył się z twardą rzeczywistością. Zamiast Maybachów są faktury grozy, a zamiast milionów – dziura w budżecie. Parafia św. Stanisława Kostki w Zielonej Górze wyłożyła karty na stół. Kwota z oficjalnego sprawozdania to policzek dla zwolenników teorii o bogactwie.
Koniec domysłów i plotek. Proboszcz wyłożył karty na stół
Wierni z Zielonej Góry nie muszą już plotkować pod sklepem o majątku swojego duszpasterza. Proboszcz, we współpracy z Radą Ekonomiczną, opublikował pełne sprawozdanie finansowe parafii. Dokument nie pozostawia złudzeń co do tego, jak wygląda ekonomiczna rzeczywistość. Choć na terenie parafii mieszka ponad 3,5 tysiąca osób, realny ciężar utrzymania świątyni spoczywa na barkach zaledwie 450 wiernych.
Włodarze parafii jasno ucinają wszelkie spekulacje o "przelewach z góry". Pełna transparentność to nowa broń w walce z pomówieniami.
Nie otrzymujemy pieniędzy z kurii, od państwa ani z Funduszu Kościelnego. Ekonomiczna Rada Parafialna ma stały wgląd w finanse parafii, które są prowadzone z pełną transparentnością i przejrzystością.

Ponad pół miliona złotych na koncie? Spójrzcie na wydatki – liczby nie kłamią
Na pierwszy rzut oka przychody mogą robić wrażenie – 526 686,25 zł z darowizn. Jednak entuzjazm szybko gaśnie, gdy spojrzy się na drugą stronę bilansu. Mimo że do puszki wpadło ponad pół miliona, dziura w budżecie jest widoczna gołym okiem. Parafia z Zielonej Góry balansuje na krawędzi, bo wydatki wyniosły aż 553 892,66 zł.
Lwią część budżetu, bo aż 280 000 zł, zjadły konieczne remonty. Ale to codzienne koszty utrzymania kościoła dosłownie zwalają z nóg. Rachunki za ogrzewanie w dobie kryzysu energetycznego to prawdziwy koszmar każdego zarządcy. Jedna faktura potrafi wynieść 12–13 tys. zł. To kwoty, które dla przeciętnego Kowalskiego są po prostu nie do wyobrażenia.
Utrzymanie parafii i media: ponad 131 000 zł. Ostatnie faktury za ogrzewanie całego budynku wynosiły 12–13 tys. zł. Koszty te co roku rosną.

Pensja księdza odarta z tajemnicy. Kwota na rękę może wielu zaskoczyć
Największe emocje budzi jednak zawsze pytanie: ile zarabia ksiądz? Wielu Polaków jest przekonanych, że duchowni śpią na pieniądzach, a koperty pękają w szwach. Rzeczywistość w Zielonej Górze brutalnie weryfikuje te wyobrażenia. Mit pękł jak bańka mydlana.
Z opublikowanego raportu wynika wprost, że średnie miesięczne zarobki proboszcza i wikariusza to zaledwie 2820 zł. Przy dzisiejszej drożyźnie to kwota, która ledwo starcza na życie. Pieniądze te nie biorą się z powietrza – to suma ofiar za intencje mszalne. Średnia ofiara za intencję mszalną to wydatek rzędu 79–85 zł.
Środki przeznaczone bezpośrednio dla księży to ofiary składane przy zamawianiu intencji mszalnych. Średnia ofiara za intencję wynosiła 79–85 zł. Średnio miesięcznie każdy z kapłanów otrzymywał ok. 2820 zł
Co więcej, księża sami muszą opłacić swoje świadczenia, co jeszcze bardziej uszczupla ich portfel. Zasady są jasne: proboszcz płaci na ZUS 800 zł, a wikariusz ma nieco lżej, oddając do zakładu ubezpieczeń 600 zł. To twardy dowód na to, że duchowni są na własnym garnuszku, a finanse parafii są oddzielone grubą kreską od ich prywatnych kont.