To był ułamek sekundy, który mógł odebrać życie liderowi Ich Troje. W minioną sobotę Michał Wiśniewski stał się celem drogowego bandyty, który urządził sobie rajd w centrum stolicy. Sprawca uciekł, zostawiając artystę z rozbitym autem, ale to reakcja służb budzi największe oburzenie. Policja potraktowała zgłoszenie o śmiertelnym zagrożeniu w sposób, który wprawia w osłupienie.
Michał Wiśniewski przeżył piekło w Alejach Jerozolimskich
Czarny bolid marki BMW wyłonił się znikąd. Huk, pisk opon i przerysowany bok – sprawca nawet nie zwolnił. Do tych mrożących krew w żyłach scen doszło w sobotę około godziny 19:00 na warszawskich Alejach Jerozolimskich. Michał Wiśniewski jechał w stronę lotniska Okęcie, gdy jego rutynowa podróż zamieniła się w walkę o przetrwanie.
Według relacji gwiazdora, pirat drogowy pędził z zawrotną prędkością 200 km/h. Siła uderzenia była ogromna, a fakt, że nikomu nic się nie stało, wokalista rozpatruje w kategoriach cudu. Los bywa jednak okrutnie przewrotny.
Artysta, znany z dbałości o szczegóły, tym razem miał pecha. Michał Wiśniewski poruszał się bowiem autem zastępczym (wypożyczonym). W pojeździe nie było zainstalowanej kamery, co sprawca bezwzględnie wykorzystał. Ucieczka z miejsca wypadku była błyskawiczna, a lider Ich Troje został na środku drogi bez nagrania, które mogłoby pogrążyć pirata.
instagram.com/m_wisniewski1972/
Policja umywa ręce? Wiśniewski szuka "mordercy"
To, co wydarzyło się później, brzmi jak ponury żart. Artysta natychmiast zadzwonił na policję, licząc na pościg za szaleńcem stwarzającym zagrożenie dla setek ludzi. Zamiast syren, usłyszał jednak kuriozalne tłumaczenie. Funkcjonariusze stwierdzili wprost:
Nie będą go szukać, bo na pewno będzie jechał wolniej, kiedy będzie przejeżdżać radiowóz.
Zszokowany wokalista został odesłany do wydziału ruchu drogowego, podczas gdy czarne BMW*rozpłynęło się w powietrzu. Wobec bezradności procedur, Michał Wiśniewski postanowił wziąć sprawy we własne ręce. Na swoim Instagramie opublikował wstrząsający apel do 170 tysięcy fanów.
instagram.com/m_wisniewski1972/
Gwiazdor nie gryzł się w język. Roztrzęsiony, ale zdeterminowany artysta nazwał sprawcę "mordercą", podkreślając, że przy takiej brawurze tragedia jest tylko kwestią czasu.
Zwracam się do wszystkich, którym ten morderca, bo jeżeli jeszcze nie jest, to za chwilę na pewno będzie, to jest tylko kwestia czasu, jadąc 200 km/h przez miasto, uderzając samochód i zbiegając z miejsca wypadku, bo nie mogło być tak, że on tego nie poczuł, musi się tym pochwalić. Ja jechałem wypożyczonym samochodem, ale myślę, że tylko to, że przy tej prędkości to się stało, nic nie obróciło tego mojego samochodu i nie doszło do tragedii.