Wiktor Zborowski to 197 cm czystego talentu, który dziś kończy 75 lat. Choć jest legendą polskiego kina i posiadaczem głosu, przed którym drżą lwy, w domu to on musi ustępować pola. Otaczają go bowiem same kobiety – żona, dwie córki i aż cztery wnuczki. Jakim człowiekiem jest prywatnie ten, który od dekad bawi i wzrusza miliony Polaków?
Rola życia? Bycie dziadkiem
Choć na ekranie i scenie aktor Wiktor Zborowski bywa surowy, w relacji z wnuczkami pękają wszelkie lody. Świętujący dzisiaj 10 stycznia 2026 roku swoje 75. urodziny jubilat ma ich aż cztery: Ninę i Milę (córki Hanny) oraz Nadzieję i Jaśminę (córki Zofii). To właśnie ta rola wydaje się teraz dla niego najważniejsza. Sam Wiktor Zborowski z właściwym sobie, lekko ironicznym dystansem przyznaje:
Jestem bardzo dobrym dziadkiem i podejrzewam, że nawet lepszym niż ojcem
Artysta jest głową prawdziwego medialnego klanu. Jego żoną jest aktorka Maria Winiarska, a córki również związały swoje życie z szeroko pojętym show-biznesem. Starsza, Hanna Zborowska, to dziennikarka, influencerka i podróżniczka, która przez lata relacjonowała życie z gorącej Brazylii. Młodsza, Zofia Zborowska Wrona, to nie tylko popularna aktorka, ale i jedna z najbardziej wpływowych polskich influencerek, prywatnie żona siatkarza Andrzeja Wrony.
To właśnie Zofia zdradza kulis relacji ojca z wnuczkami, nazywając go "dziadkiem internetowym". Choć czasem bywa mniej obecny fizycznie, nadrabia czułością, gdy już się pojawia. Rodzina nie stroni też od trudnych tematów i publicznej troski o zdrowie seniora rodu. W jednym z wpisów Zofia apelowała do ojca wprost:
Kocham Cię, nie zmieniaj się, tylko błagam: rzuć te szlugi!

CZYTAJ TAKŻE: Hanna Zborowska usunęła córce przednie zęby. Pod zdjęciem dziewczynki aż wrze
Od koszykarza do Mufasy. Przypadek, który zmienił historię kina
Mało kto wie, że polskie kino mogło nigdy nie poznać talentu Zborowskiego, gdyby nie pechowy sparing. W młodości Wiktor Zborowski był zawodnikiem Polonii Warszawa i reprezentantem Polski w koszykówce. Zamiast na deski teatru, planował trafić na parkiet, a indeks na AWF miał już w kieszeni.
Wtedy zerwałem sobie więzadło w kolanie. W tamtych czasach to oznaczało definitywny koniec sportowej kariery.
Decyzja o szkole teatralnej była aktem desperacji ("na ryzyk-fizyk"). Jego wzrost – 197 cm – uchodził wówczas za przeszkodę. Wątpliwości rozwiał jego wuj, legendarny Jan Kobuszewski (brat matki aktora, Hanny Zborowskiej z Kobuszewskich), który stwierdził, że "gdyby sam decydował, wysoki wzrost nie byłby przeszkodą". I tak narodziła się legenda.
Aktor zadebiutował w "Czterdziestolatku", by później stworzyć niezapomniane kreacje w takich hitach jak "C.K. Dezerterzy", "Kogel-mogel", "Ogniem i mieczem" czy kultowe "Ranczo". Jednak dla wielu pokoleń Polaków Wiktor Zborowski to przede wszystkim głos dzieciństwa. Dubbingował nie tylko potężnego Mufasę w "Królu Lwie" czy Gandalfa, ale też postacie w "Smerfach" i "Gumisiach", na których wychowały się miliony.

Głos, którego się nie zapomina i nietypowa pasja
Poza planem filmowym jubilat jest człowiekiem wielu pasji. Uwielbia wędkarstwo i tenis, ale szczególnym uczuciem darzy golfa, o którym mówi z typową dla siebie elegancją:
To jest gra dżentelmenów, a ja po prostu jestem dżentelmenem.
Ma jednak też zaskakujące hobby, które pokazuje jego ludzką, proekologiczną twarz. Od ponad 15 lat Wiktor Zborowski przemierza lasy Puszczy Piskiej – nie ze strzelbą, a z workiem na śmieci i specjalnym kijkiem ze szpikulcem, prezentem od Krystyny Jandy. Często bywa mylony z grzybiarzem, co prowadzi do zabawnych sytuacji.
Ludzie widzą mnie z pełnymi torbami, patrzą zazdrośnie, zaglądają do nich. Wtedy ich zatyka - to nie grzyby! Odśmiecam las.
Rodzinne korzenie i cienie przeszłości
Jubilat pochodzi z domu o niezwykle skomplikowanej historii. Jego matka była malarką, natomiast ojciec, Adam Zborowski, miał życiorys godny scenariusza filmowego. Był żołnierzem Września '39, rannym w walce i więźniem niemieckiej niewoli. Po wojnie jego losy potoczyły się w stronę wymiaru sprawiedliwości – był prokuratorem oraz wiceministrem sprawiedliwości w latach 1971–1978. Choć media niejednokrotnie wyciągały polityczną przeszłość ojca, Wiktor Zborowski konsekwentnie buduje swoją pozycję z dala od politycznych gier i "walki na łokcie".
Nie ścigam się, nie usiłuję walczyć na bezczelność, na hucpę, na łokcie, na kolana, na lizusostwo... Ja wiem co jest ważne, a co nieważne.
Dziś, w dniu 75. urodzin Wiktora Zborowskiego, życzymy Panu Wiktorowi dużo zdrowia (i posłuchania rady córki w sprawie "szlugów"!) oraz aby jego słynny pesymizm nadal był tarczą ochronną. Jak sam twierdzi: "Jestem trochę ponurakiem i wielkim pesymistą. Ale pesymistom zdecydowanie łatwiej się żyje". Sto lat, Panie Wiktorze!