Michel Moran, ikona "MasterChef Polska", znów zaskakuje. Podczas gdy my nerwowo przeliczamy drobne przy stoliku, on mówi stanowcze "stop". Właściciel restauracji Ma Maison w Laskach idzie pod prąd i burzy odwieczny porządek płacenia rachunku. Matematyka przy stole? Zapomnijcie. Jego podejście do napiwków to kubeł zimnej wody na nasze przyzwyczajenia.
Zapomnij o kalkulatorze. Moran miażdży "zasadę 10 procent"
Znamy to wszyscy. Kelner przynosi paragon, a w głowach gości zaczyna się gorączkowe liczenie. Czy 10 procent to za mało? A może za dużo? Michel Moran nie bawi się w takie gierki. Dla jurora kulinarnego show sztywne wyliczanie procentów to przeżytek, a czasem wręcz... wstyd. Bo jak to wygląda, gdy przy rachunku 40 zł odliczamy "do rączki" nieszczęsne 4 złote?
Dla wielu to matematyczny standard, dla Morana – brak klasy i wyczucia. Zastanawiacie się, ile napiwku zostawić, by nie popełnić towarzyskiego faux-pas? Restaurator ma prostą odpowiedź: liczy się gest, a nie kalkulator.
Nie daję procentowo, bo jeżeli mamy rachunek 40 zł, to dam 4 zł? Jeżeli chcemy, możemy dać 10 zł. (...) Nie mogę powiedzieć dokładnie. Każdy daje, ile chce, ile może albo nie daje, jeżeli nie ma albo nie jest zadowolony

Co naprawdę oznacza "pourboire"? Francuska lekcja od jurora MasterChefa
Moran to nie tylko telewizyjny celebryta, ale przede wszystkim praktyk, który na co dzień prowadzi obleganą restaurację Ma Maison w Laskach. Zna ten biznes od kuchni i serwuje nam fascynującą lekcję historii. Przenosi nas do powojennej Francji, gdzie opłata serwisowa w restauracji stała się koniecznością, by kelnerzy w ogóle dostawali pensje. Ale uwaga – to nie to samo co napiwek!
Moran jako ekspert wyjaśnia, że serwis wliczony w cenę to element wypłaty, a ekstra gotówka to coś znacznie więcej. To słynne "pourboire", czyli dosłownie – grosz na to, "żeby się napić".
Każdy daje, ile chce. Teraz napiwek jest czymś całkowicie innym niż serwis, który istniał we Francji 50 albo 70 lat temu, kiedy w barze sprzedawali kawę, kieliszek wina czy cokolwiek. Tam nie było w ogóle serwisu. Wprowadzili opłatę 15 proc. za serwis, bo właściciel nie dawał pensji albo była ona minimalna
To piękna tradycja, która ma budować relację, a nie być kolejną pozycją w cenniku.
Jeżeli ta cała praca była dobrze wykonana, to jestem za napiwkiem. Po francusku mówimy "pourboire" — "żeby się napić, [trzeba dać] napiwek". To jest wielka tradycja, która ma dziesiątki lat. Jestem za

Napiwek to nie przymus. Moran stawia sprawę na ostrzu noża
Napiwki w Polsce to temat rzeka i powód niejednej kłótni małżeńskiej przy płaceniu. Czy obsługa kelnerska była warta dodatkowej "dyszki"? Moran zdejmuje ten ciężar z naszych barków. Jego przekaz jest brutalnie szczery: nie ma przymusu. Napiwek dla kelnera zasady ma proste – to nagroda za relację, a nie haracz. Jeśli jedzenie było zimne, a kelner naburmuszony – portfel zostaje zamknięty.
Często pytamy, ile dawać napiwku kelnerowi, by nie wyjść na skąpca. Odpowiedź gwiazdora MasterChef Polska? Tyle, ile czujesz. To ma być przyjemność, a nie przykry obowiązek wynikający ze społecznej presji. Jeśli sztywne zasady dawania napiwków was stresują, posłuchajcie rady mistrza.
Napiwek pokazuje, czy jesteśmy zadowoleni, czy mieliśmy dobry kontakt [z kelnerem]
W restauracji u Morana liczy się serce, a nie matematyka.