Artur Boruc, legenda reprezentacji i Celticu Glasgow, zrzucił maskę twardziela. W szokująco szczerych wywiadach przyznał się do walki z demonami, które niemal zniszczyły mu życie. Bramkarz ujawnił wstrząsające kulisy uzależnienia i powody ucieczki z Polski.
„Ciągnie mnie do złego”. Boruc o wizytach w kasynie i mentorze z AA
Na boisku Artura Boruca kojarzono z nieustępliwością, ale poza murawą toczył walkę, w której nie było sędziów ani kibiców. W rozmowie, którą przeprowadził Żurnalista, były bramkarz wyznał, że jeszcze w czasach gry w Szkocji — gdy był u szczytu sławy — musiał szukać ratunku. Sytuacja była na tyle poważna, że Artur Boruc trafił pod skrzydła grupy wsparcia.
Niewiele osób o tym wie, właściwie nikt. Miałem swojego mentora grupy AA. Kiedy grałem jeszcze w Szkocji
Przez lata media spekulowały o jego wizytach w kasynach. Prawda o tych eskapadach nie miała jednak nic wspólnego z hazardem, a wszystko z głodem alkoholowym. Mechanizm był prosty i przerażający: Boruc szukał alkoholu tam, gdzie prawo pozwalało go serwować po nocy.
Ja do kasyna chodziłem po to, żeby pić. Tam właśnie był alkohol po 22
Sportowiec przyznał wprost: "Było niepokojąco. Ciągnie mnie do złego".

Ucieczka z Warszawy i gorzki koniec w Legii
Problemy nie skończyły się na Szkocji. Boruc wyznał, że jego wyjazdy zagraniczne były w rzeczywistości paniczną ucieczką przed stolicą Polski. Warszawa jawiła mu się jako miasto, które może go pogrążyć. "Tyle pokus nie ma nigdzie, co na każdym kroku w Warszawie" – stwierdził, tłumacząc decyzję o emigracji.
Kluczowym momentem, który zmusił go do pracy nad głową, była osobista tragedia.
Psycholog to było pokłosie śmierci mojej mamy, z którą nie mogłem sobie poradzić
Mimo strachu przed "warszawskim piekiełkiem", wrócił do domu, by zakończyć karierę w ukochanej Legii Warszawa. Scenariusz, który miał być jak z bajki, zakończył się jednak dramatem. Ostatnie akordy jego gry przy Łazienkowskiej były bolesne: czerwona kartka w meczu z Wartą Poznań i brutalna decyzja trenera Aleksandara Vukovicia o odsunięciu legendy od składu na rzecz młodego Cezarego Miszty.
Epizod depresyjny i życie po życiu
Gdy zgasły jupitery, a Artur Boruc definitywnie zakończył karierę po sezonie 2021/22, dopadła go pustka. W podcaście „W cieniu sportu”, którego gospodarzem jest Łukasz Kadziewicz, bramkarz opowiedział o stanie, który specjaliści określają jako epizod depresyjny.
Budziłem się często ze świadomością, że czegoś brakuje, nie jestem sobą, czuję się tak, jak nie powinienem pomimo tego, że wszystko mam, tak, wszystko, co chciałem, czego chciałem, co osiągnąłem. Aspekt mentalny jest na tyle ważny, że nie da się tego oszukać, nie da się tego gdzieś odłożyć na później, bo prędzej czy później to wraca i daje znać o sobie w ten, czy inny sposób
Dziś jego bezpieczną przystanią jest rodzina — żona Sara Boruc-Mannei oraz dzieci: Amelia, Noah i Oliwia. To przy nich uczy się codzienności bez adrenaliny meczowej. Mimo luksusowego życia, Artur Boruc nie ukrywa, że rozbrat z piłką był dla niego traumą.
Ostatnie dwa lata in Polsce troszkę dały mi w kość fizycznie i pewnie mentalnie. Piłki samej sobie mi nie brakuje, brakuje mi rzeczywiście tej całej otoczki, czasami szatni, meczów i tych znajomych, którzy przewinęli się przez całe moje życie. Tego chyba najbardziej
Dziś Artur Boruc uczy się życia na nowo, z dala od blasku fleszy, ale z bagażem doświadczeń, o których wielu woli milczeć. Jak sam podsumował swoją walkę o normalność:
Nie jestem herosem, jestem człowiekiem, który też ma emocje, który, nawet jeśli zdarzyły się jakieś słabsze momenty, to starał się tego nie pokazywać