Tomasz Karolak, jeden z najpopularniejszych polskich aktorów, znów szokuje. Tym razem zamiast rozdawać prezenty, na ekranie opróżnia butelki, a świąteczna atmosfera zamienia się w niesmak. To nie jest zwykła reklama, to prowokacja, która postawiła na nogi najważniejszych polityków w kraju.
Tomasz Karolak jako Mikołaj pod wpływem? Reklama, która rozwścieczyła Polaków
W najnowszym spocie Tomasz Karolak szokuje jako Mikołaj, który zamiast podrzucać prezenty pod choinkę, sam dobiera się do procentów (nawet jeśli to tylko 0%). Widok postaci, która powinna być symbolem niewinności, a która łapczywie opróżnia butelki, wywołał furię. Choć producent zasłania się etykietą "bezalkoholowe", dla wielu to jawna promocja alkoholizmu pod przykrywką.
To, co miało być zabawnym skeczem, zostało odebrane jako infantylizacja problemu i normalizowanie picia w kontekście świąt. Kontrowersyjna reklama sprawiła, że Tomasz Karolak po raz kolejny ląduje w samym centrum wizerunkowego huraganu. Polacy zadają głośne pytanie o etyczne granice marketingu, które w tym przypadku zostały wyraźnie przekroczone.

Ministra Pełczyńska-Nałęcz pisze do Nawrockiego. Padły mocne słowa o "promocji alkoholizmu"
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy i polityki regionalnej, postanowiła wkroczyć do akcji z pełną stanowczością. W ostrym apelu skierowanym bezpośrednio do prezydenta Karola Nawrockiego, sugeruje mu odpowiedzialność za standardy moralne w przestrzeni publicznej. Ministra nie gryzła się w język i w oficjalnym liście do głowy państwa wypunktowała hipokryzję twórców kampanii:
Mikołaj z workiem pełnym butelek piwa na prezenty, który nie potrafi się powstrzymać i sam je wypija. Formalnie wszystko legalne, przecież 0 proc. Tymczasem ludzie widzą, że to promocja alkoholizmu i są oburzeni. I mają rację.
Ministra na tym nie poprzestała, apelując do prezydenta.
I tak jak zapowiadaliśmy, jeszcze raz złożymy zawetowaną ustawę o podwyżce akcyzy na alkohol, ale tym razem z jasnym zapisem, że pieniądze trafią na ochronę zdrowia. Alkohol kosztuje Polskę prawie 100 miliardów złotych rocznie. Płacimy za to wszyscy w podatkach. Mam nadzieję, że prezydent stanie po stronie zdrowia i życia, a nie wąskiej grupy interesu, która zarabia kosztem reszty, i obie te ustawy podpisze.