Krystyna Janda, legenda polskiej sceny, wykonała piękny gest i adoptowała suczkę Tesię ze schroniska. Gdy informacja obiegła sieć, obok fali ciepłych słów, na aktorkę wylała się lawina hejtu. Pojawiły się oskarżenia o "pokazówkę" i próbę ocieplenia wizerunku, a internetowa dyskusja rozgrzała się do czerwoności.
73-letnia Krystyna Janda przygarnęła psa ze schroniska
Krystyna Janda adoptowała pieska. Wiadomość, która w normalnym świecie wywołałaby tylko uśmiech, pojawiła się nie u samej gwiazdy, a na profilu Kompas Anny Saranieckiej. To stamtąd dowiedzieliśmy się, że suczka Tesia, po pobycie w schronisku, znalazła wreszcie swój bezpieczny port w domu legendy polskiego kina.
Wydawałoby się, że taka historia może wywołać tylko pozytywne emocje. Co więcej, fakt, że aktorka sama nie chwaliła się swoim uczynkiem w mediach społecznościowych, dla wielu był dowodem jej autentyczności. Niestety, w świecie internetu nawet najszlachetniejszy gest może stać się pretekstem do bezpardonowego ataku.

Na Krystynę Jandę wylała się fala hejtu po adopcji psa
Sielanka nie trwała długo. Wystarczyło kilka chwil, by pod postem informującym o dobrym uczynku rozpętało się prawdziwe piekło, a na aktorkę wylała się fala jadu. Zamiast radości, że kolejny pies znalazł dom, rozpoczął się festiwal oskarżeń. Część internautów uznała gest Krystyny Jandy za cyniczną grę pod publiczkę i próbę ocieplenia wizerunku. Ich zdaniem adopcja psa była niczym innym jak zwykłą "pokazówką".
Jeden z komentujących nie przebierał w słowach, zarzucając aktorce hipokryzję i wywołanie niezdrowej mody.
No proszę i trzeba było akurat teraz się tym chwalić, teraz wszyscy pseudo celebryci polecą do schronisk robić sobie fotki z pieskami, pełne poruszenie jak by problem dopiero się pojawił. Hipokryzja i pokazówka.
W podobnym tonie wypowiadali się inni, sugerując, że cała akcja to jedynie "lans" i działanie na pokaz, a nie szczera miłość do zwierząt.

Fani stają w obronie Jandy. "To nie pierwsze przygarnięte zwierzę"
Na odpowiedź hejterom nie trzeba było długo czekać. Fani aktorki i zwykli internauci, zniesmaczeni poziomem dyskusji, ruszyli z odsieczą, przypominając kilka niewygodnych dla krytyków faktów. Wielu podkreślało, że Krystyna Janda od lat przygarniała potrzebujące czworonogi, w tym koty, i nigdy nie robiła z tego medialnego show.
Argumentowano, że gdyby zależało jej na "pokazówce", sama opublikowałaby zdjęcie z psem na swoich oficjalnych profilach. Dla jej zwolenników to właśnie dyskrecja była największym dowodem na szczerość intencji.
To nie jest celebrytka, a juz na pewno nie pseudo. To jest artystka, aktorka, propagatorka kultury polskiej, wolności słowa ...i można by wymieniać jeszcze długo. I mniej plucia jadem życzę. A co do zwierząt, to zawsze była zwierzolubem i z tego co wiem, to nie pierwsze przygarnięte zwierzę, które było w potrzebie.