Dorota Szelągowska po raz kolejny udowadnia, że nie gryzie się w język. Gwiazda TVN, choć sama deklaruje się jako osoba wierząca, podjęła decyzję, która wywołała w sieci prawdziwą lawinę komentarzy. Jej 7-letnia córka Wanda nie chodzi na lekcje religii, a powód, który podała projektantka, to potężny cios wymierzony w szkolną katechezę.
Córka Szelągowskiej nie chodzi na religię. Gwiazda mówi wprost: "To jest złe"
Dorota Szelągowska to postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Królowa programów wnętrzarskich jak "Domowe rewolucje", córka pisarki Katarzyny Grocholi, a przede wszystkim matka dwójki dzieci – dorosłego już syna Antoniego i 7-letniej Wandy. I to właśnie w trosce o córkę postanowiła zabrać głos w jednej z najbardziej zapalnych kwestii w Polsce. W podcaście "Ładne Bebe" bez ogródek wyjaśniła, dlaczego jej dziecko nie usłyszy w szkole o grzechu i winie.
Głównym powodem jej sprzeciwu jest wpajanie dzieciom poczucia winy, które uważa za niezwykle szkodliwe. W rozmowie z Justyną Mazur-Kudelską padły bardzo mocne słowa, które nie pozostawiają złudzeń.
Dopiero w dorosłości zdałam sobie sprawę z tego, że wysyłanie dziecka gdzieś, gdzie ma pójść i, uderzając się w piersi, mówić: "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina", jest po prostu złe na poziomie fizycznym i psychicznym.
Szelągowska nie ma wątpliwości: jej zdaniem wbijanie dzieciom do głowy formułek o winie może zniszczyć ich psychikę. Zaznacza przy tym, że nie walczy z wiarą, a jedynie ze szkodliwymi, jej zdaniem, metodami nauczania.

"Jak możemy mówić dzieciom, że mają winę?". Szelągowska nie gryzie się w język
Projektantka idzie jednak o krok dalej. Wyjaśnia, że jej decyzja to nie kaprys, a świadoma obrona prawa dziecka do wolności od psychicznej presji. Chce, aby jej córka w przyszłości sama podjęła decyzję o swojej drodze duchowej, bez bagażu, który Kościół nakłada na najmłodszych.
W podcaście "Ładne bebe" Szelągowska postawiła sprawę jasno, argumentując, że obarczanie dziecka odpowiedzialnością za grzechy jest po prostu niewłaściwe i okrutne.
Ale jak możemy mówić dzieciom, że mają winę? Uważam, że to po prostu nie jest dobre, nie w tym momencie. Tak, jak w każdej religii jest bardzo dużo dobra i miłości, nie chcę, żeby moja córka mówiła, że wszystko jest jej winą.
Wypowiedź Szelągowskiej to kolejny mocny głos w dyskusji o religii w szkole, która od lat dzieli Polaków.

Sama była "mocno wierzącą katoliczką". Dziś ma poważne wątpliwości
Co najciekawsze, ta ostra krytyka wcale nie pochodzi od osoby uprzedzonej do Kościoła. Wręcz przeciwnie! Szelągowska sama przyznaje, że była kiedyś "dosyć mocno wierzącą katoliczką", co czyni jej argumenty jeszcze bardziej dotkliwymi. Jej dzisiejsze wątpliwości mają głębokie, teologiczne podłoże.
Gwiazda "Domowych rewolucji" podzieliła się również swoją fundamentalną niezgodą na wizerunek Boga, który wymaga ofiary z własnego syna, by móc wybaczyć ludzkości. To koncepcja, która jest dla niej całkowicie niezrozumiała i sprzeczna z ideą miłości.
Dla mnie sytuacja, w której wszechmocny Bóg, żeby wybaczyć winę ludziom, bierze syna, żeby go zabić, a gdy go zabijemy, to wtedy nam wybaczy — nie klei mi się to z moim wizerunkiem Boga.
Szelągowska stawia sprawę jasno: wyniesiony z domu obraz dobrego Boga nie pasuje jej do opowieści o ofierze i winie. Dla projektantki Bóg miłości najwyraźniej wygrał z Bogiem dogmatów, a w tej bitwie najważniejszy jest spokój jej własnego dziecka. Kropka.